Amonkhet Standard – New Perspectives Combo

Wszyscy lubią rogue decki i talie na kartach typu Battle of Wits czy The Great Aurora, które są wrażliwe lub trudne do zagrania, ale wygrywanie nimi sprawia mnóstwo radości. Walczymy wówczas nie tylko z przeciwnikiem, ale i z własnym deckiem. Z New Perspectives Combo jest podobnie. To deck, który rzuca nam wyzwanie: „wygraj mną”. To deck, którym chcemy grać z podobnych powodów, dla których Mallory tłumaczył sens zdobywania Mount Everest – ponieważ istnieje.

Wszystko zaś dzięki dwóm kartom wydrukowanym w Amonkhet i powracającej mechanice. Chodzi oczywiście o New Perspectives i Approach of the Second Sun oraz kartom ze zdolnością cycling.

Jak to całe New Perspectives Combo działa i wygląda? Może zacznijmy od decku:

pokaż / ukryj

New Perspectives Combo

Moja wersja różni się nieznacznie od pierwotnej, którą znajdziecie tutaj. Jej autorem jest niejaki ksk0601. O zmianach i samym decku opowiadam zaś poniżej:

Co ciekawe, ktoś tam się jeszcze za New Perspectives Combo zabrał i też pewnych zmian dokonał. Polegały one tam na ucięciu jednego Weirding Wooda, dodaniu Swampa i zmiany side’u pod 3 Radiant Flames i Mountaina kosztem aniołów i Dispela. Jak widać nie tylko mi brakowało tego czarnego basica.

Oczywiście, jeśli wam się nie chce oglądać filmika, wypada w skrócie napisać, że w talii chodzi o zagranie New Perspectives. W tym momencie jesteśmy w stanie zazwyczaj przecyclować cały deck i wygenerować trochę many dzięki combu Weirding Wood z Vizier of Tumbling Sands oraz darmowym, odtapowanym basicom z Shefet Monitora i wracaniu darmowych cyclerów z Shadow of the Grave. Wszystko to po to, aby dokopać się do Approach of the Second Sun, zagrać je, a potem docyclować i zagrać ponownie. Proste? Proste. Ale ileż rzeczy może po drodze pójść źle!

new perspectives combo mtg

Approach of the Second Sun

Deck składa się od samego siebie. Yup, problemy z maną przy tak szeroko rozstrzelonej po color pie talii w połączeniu z dużymi kosztami są problemem. Bywa, że albo brakuje nam koloru, albo brakuje nam many (chociaż też muszę przyznać: dodanie Swampa trochę pomogło). Czasem manę mamy, ale wchodzi zatapowana, więc nie odpalimy comba i zginiemy w kolejnej turze lub nie zginiemy i nie odpalimy comba w kolejnej turze (bo za mało kart na ręce), przez co zginiemy turę później.

Deck nie robi nic do momentu, w którym wygrywa grę. Teoretycznie są Cast Outy, ale nie mają one wielkiego znaczenia poza cyclowaniem się. W walce z takim Torrential Hulkiem jeszcze ujdą, ale kontrole z łatwością się rozwala tak czy siak (dobrą grą i opcjami sideboardowymi). Nie są więc jakoś specjalnie tam potrzebne. W innych MU? Meh. W chwili, gdy możemy wreszcie zagrać Cast Outa, to już jest pozamiatane. Musimy sobie radzić nie z jednym stworkiem, ale dajmy na to z pięcioma. Z tego względu sajdowy Angel of Sanctions również bywa bezużyteczny. Ot, karta, która zalega na ręce i nawet nie ma kiedy jej zagrać, bo giniemy. Faktem jednak, że jak już się uda to New Perspectives wstawić na pole bitwy i te siedem kart mamy, to wygrana jest w zasadzie pewna. Tyle że z aggro deckami – największym problemem talii – to się dzieje za późno.

Deck jest wrażliwy na hejt. Wystarczy Lost Legacy, aby całe to nasz cyclowanie przestało mieć sens. Prosta kontra pozbywa się problemu w postaci New Perspectives, a już tragedia dzieje się, gdy mamy Approach na ręce, a opp zagra Transgress the Mind. Discard, ekstrakcje i kontry to problem, którego ten deck nie przejdzie, gdyby nawet udało mu się wskoczyć do jakiegokolwiek tiera i zrzucić miano Rogue Decka. Dość ważne jest także sekwencjonowanie – np. zagranie odpowiedniego landa w odpowiedniej turze lub odtapowanie się lub zatapowanie konkretną maną. Czasem też musi pomóc łut szczęścia i dobranie odpowiedniej karty w odpowiednim momencie. Mówiąc w skrócie: granie tym deckiem jest trudne, a samo combo łatwo zhejtować i nawet sideboard niewiele tu pomoże.

Jest jeszcze coś, co wypada wziąć pod uwagę. Deck generuje masę triggerów, które na MTGO trudno zautomatyzować lub które wymagają potwierdzania za każdym razem (Renewed Faith, Drake Haven) i zabierają masę czasu. To jest problem, który na żywo też może mieć znaczenie. Dodatkowo, na MTGO wszystko załatwia za nas komputer. Na żywo o każdym triggerze musimy pamiętać. Musimy też uważać na dobieranie, nie daj Boże w pośpiechu dociągnąć przypadkiem dodatkowej karty. Wiecie – „judge!” i te sprawy.

Jak to New Perspectives Combo wygląda w praktyce? Zaraz zobaczymy, ale wbrew pozorom – nie jest wcale tak różowo jak zobaczymy to na poniższych filmikach.

New Perspectives Combo – Mecz I

New Perspectives Combo – Mecz II

New Perspectives Combo – Mecz III

New Perspectives Combo – Mecz IV

Jeśli udało się wam dooglądać całość (dzięki!) to zauważyliście pewnie, że nie do końca jeszcze sprawnie sobie z odpalaniem comba i grą radziłem. Być może też mało wam oglądania tej talii. Jeśli tak, jeśli chcecie lepiej zrozumieć, co w tym decku robią Traversy, jak się wcześnie skombić, to zobaczcie materiał SaffronOlive’a z Goldfisha. Jak widać, nie tylko mi się deck spodobał. I chociaż muszę przyznać – tak, ten deck tak może działać, to weźcie pod uwagę, że Seth też nie gra ligi i też nie gra na aggro decki (poza jednym BG Delirium, które miało pecha), więc nie jest wcale tak różowo i z tym swoim 5-0 miał sporo szczęścia. Jak się trochę pogra tym deckiem, to widać to w drawach. Ponadto, z dobrymi graczami nie liczcie za bardzo na jakieś wielkie sukcesy. Da się tym deckiem jednak free winy zdobyć.

New Perspectives by Darek Zabrocki – grafika pochodzi z Artstation.com, ale zajrzyjcie sobie też na stronę Darka darekzabrocki.com, ale najlepiej sobie sami go wygooglajcie.

New Perspectives Combo – podsumowanie

Czy nowe perspektywy na combo mogą odmienić amonkhetowy standard? Pewnie, że nie. Niestety, to taki rodzaj decku, którym świetnie pograć, dobrze się pobawić, ale na dłuższą metę frustruje. Zresztą, to taki rodzaj talii, która frustruje i oponenta (bo jest mało interaktywna), i nas samych (kiedy akurat nie zadziała). Zarazem właśnie po to (między innymi) ludzie bawią się w Magica – żeby dokonywać niemożliwego i wygrywać tymi śmiesznymi kartami typu Approach of the Second Sun. Sam koncept oczywiście ma potencjał. Jest w nim coś fascynującego, ale musielibyśmy mieć zupełnie inne meta, aby to faktycznie można było mówic o talii Tier 1. Jeśli kontrolki się rozpanoszą i znajdziecie dobry sposób na aggro, to może można próbować. Pewnie wymagałoby to przebudowy decku (hint: już wersja z Radiant Flames jest lepsza). To raczej za dużo zachodu na takie zabawy, ale może jest tam ktoś ambitny, komu się będzie chciało. Jeśli tak – dajcie znać w komentarzach. Napiszcie także, jeśli macie jakieś uwagi czy pomysły do talii. No i jeśli podobał się wam materiał, to też napiszcie komentarz albo dajcie okejkę na fejsie. Autorowi będzie miło Smile A deck warto mieć na oku.

I do następnego razu!

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze