Barawl, czyli Baral w Brawlu

Do Brawla podchodziłem entuzjastycznie. Przeszło mi. Choć nie do końca. Swoją przygodę z formatem zacząłem od netdeckowania – z braku czasu na własny brewing – talii na Huatli, Radiant Champion – tej biało-zielonej. Po kilku pierwszych grach byłem zachwycony. Dobieranie całego decku kartami w Standardzie to fantastyczna sprawa. Potem jednak trafiłem na Barala i… nie mogłem zagrać ani jednego czaru. Potem znowu był Baral. I znowu. I jeszcze raz. Za każdym razem pilot Barala wygrywał bez większego wysiłku. Kiedy zobaczyłem wyniki Challenge’ów, złapałem się za głowę. 3/4 decków to były Barale. W końcu się poddałem i sam zacząłem nim grać.

Ten tekst opowie o moich wrażeniach z Brawla, o moim pierwszym decku, o tym czym Baral jest dla formatu, jak wygląda na nim typowy deck, o stanie formatu i o tym co dalej.

Co ty tutaj robisz, Huatli?

Huatli była naprawdę fajna. Nadal jest. Wyglądała tak:

Huatli, Radiant Champion by Chris Rahn

Deck znetdeckowałem bodaj z bloga cardkingdom.com. Powiedzmy sobie szczerze, nie jest złożony jakoś mega optymalnie, do tego budżetowo. Wskazuje na to choćby brak Jadelight Rangera, Fumigate, Shaper’s Sanctuary i paru innych opcji, które powinny być w Brawlu staplami. Ta konstrukcja jest bardziej casualowa niż kompetytywna, ale jak już się zacznie kręcić, to robi się bardzo, bardzo przyjemnie.

Największą wadą tej talii jest swego rodzaju rozdwojenie jaźni„. Z jednej strony deck działa wokół Panharmonicona i efektów ETB, a z drugiej korzysta z tokenowych synergii i swarmowania battlefielda. Poza tym, to jeszcze spis sprzed Dominarii, więc dałoby się to zdecydowanie lepiej złożyć. Przede wszystkim należałoby wybrać jedną ze strategii – tokeny według mnie byłyby lepsze – i dopracować odpowiedzi na meta i decki przeciwników.

Jak to działa w tej chwili? Całkiem zabawnie. W zasadzie gra sprowadza się do wystawienia jednego z enablerów lub masy kreatur, a potem Huatli i odpalenia ulti w kolejnej turze. Przez enablerów rozumiem Anointed Procession, Path of Discovery, Panharmonicon, Oketrę i różne takie, które pozwalają się nam kombić lub mogą działać jako wincon – jak Sandwurm Convergence. To nie jest jednak celem samym w sobie, bo zasadniczo rzecz sprowadza się jednak do drugiej opcji. Dobieranie kart dzięki ulti Huatli jest po prostu silniejsze i to jest tak naprawdę silnik decku. Cała reszta to zwykły dodatek. Wszystko to podlane jest odrobiną rampy, skromną liczbą removalu i jeszcze skromniejszym utility. Wiele rzeczy tu jednak bardzo ładnie synergizuje. Procesja działa z Oketrą, konwergencją, lądowaniem Legionu. Generowana w ten sposób duża liczba stworów uaktywnia Itlimoca, który daje nam jeszcze większą liczbę stworów, bo mamy w decku trochę manasinków. Niestety, deck nie może układać sobie pasjansa, bo strasznie łatwo odpowiedzieć na jego zagrania. Poza tym, to wszystko wymaga czasu. Deck jest zbyt uczciwy i niewystarczająco szybki, aby nawiązać walkę z Ghaltą i Zacamą, ale po przebudowie mógłby to w sumie robić.

Jakiś potencjał w tym wszystkim jest, ale w aktualnej wersji Huatli tixów mi nie przyniosła. Dała naprawdę dużo funu, bo dobieranie całego decku w kilka tur i wystawianie co chwila miliona tokenów, to wciąż fajne i ekscytujące rzeczy. I to szczególnie wtedy, gdy mamy stagnację i battlefield nagle zaczyna ciążyć na naszą korzyść. Huatli, jak już jej pozwolić wstawić nogę między drzwi, rozpycha się błyskawicznie, tłamsząc przeciwnika i zalewając go stworkami. Fun zatem był, ale szybko się skończył. Bo o ile ten niedopracowany build prędko zaczął mieć problemy z Ghalta, Primal Hunger i Zacama, Primal Calamity, to prawdziwym koszmarem stały się pojedynki, w których po drugiej stronie stał sobie Baral.

 

Renton, mamy problem, czyli zderzenie z Baralem

Zazwyczaj wyglądało to u oppa tak – w pierwszej nic lub Opt, w drugiej Baral, w trzeciej kontra, loot, a potem to już kontra, loot, kontra, loot, kontra, loot, a jak zabrakło kart, to Pull from Tommorow lub Commit // Memory i cała zabawa zaczynała się od początku. Kontra, loot, kontra, loot. Do tego jakaś Azcanta, jakiś Nezahal, jakieś inne coś i GG. Jeśli jednak była odpowiedź na Barala w drugiej, to on sobie zaraz potem spokojnie wracał i robił dalej to samo tylko trochę później. Nawet jak się mi udało Huatli zbudować jakiegoś boarda, to prędzej czy później Baral dokopywał się do River’s Rebuke. A potem kontra, loot, kontra, loot, kontra. Fajnie, no nie? Wypada tu tylko rzec cytat z „Nic śmiesznego” (wrażliwych ostrzegam, że wulgaryzmy), bo bardzo adekwatny.

KAŻDA

JEDNA

GRA

WYGLĄDAŁA

TAK

SAMO

Baral okazał się przegięty z kilku powodów. Po pierwsze, jest bardzo tani. Wiadomo było już dawno, że generałowie za 2 mana będą w formacie przynajmniej solidni. I tak właśnie jest. Po drugie, Baral pozwala lootować karty i kopać się po odpowiedzi, odrzucając landy czy inne niepotrzebne rzeczy. W połączeniu z dociągiem kart sprawia to, iż Baral robi chore CA. Zawsze ma odpowiedzi. Po trzecie, jak się szybko okazało format zaczął skłaniać do grania deckami kontrolnymi, bo 30 punktów życia to sporo dla agresji i dla midrange. Baral może sobie pozwolić na wpuszczenie paru ataków wcześnie, by potem zyskać totalną kontrolę nie tylko nad battlefieldem, ale i nad całą grą. Po czwarte, powtarzalność. Powiedzieć, że Baral to deck składający się z samych kontr, to trochę przesada. Nie zmienia to faktu, że nie było tu specjalnych wariacji. Deck na Baralu jest prosty jak burn. Tylko zamiast paleń mamy kontry, a finisherzy są bardziej typowi jak w kontrolach. Co więcej, Baralowi nigdy nie brakuje paliwa, bo w formacie jest dobry daw i Commit // Memory. W late game pilot Barala odpala po prostu drugą połówkę, a wtedy z toną landów, obniżonymi kosztami, pełną ręką i lootingiem ma jeszcze większą kontrolę nad grą niż wcześniej. Gdyby nie Memory, można by próbować Barala załatwić. Kontry to odpowiedzi 1 za 1, loot daje selekcję kart, ale nie zwiększa ich liczby, a w formacie jest trochę kart – zwłaszcza balsamowanych i eternalizowanych – które pozwalałyby na wyciąganie counterspelli z ręki przeciwnika i obchodzenie problemu naokoło. Nie ma jednak na to szans, kiedy Baral po prostu przywraca sobie swoje zasoby. W efekcie Baral zaczął przyćmiewać wszystkie inne decki.

W końcu stwierdziłem – dość. Poddałem się i sam złożyłem Barala.

Baral, Chief of Compliance by Wesley Burt

 

Z Baralem przez świat

I co zabawniejsze, wcale nie złożyłem najdroższej dostępnej wersji. W zasadzie z brakujących droższych kart dokupiłem tylko Barala. Wyszło tego nie więcej jak z 7 tix. Miałem Torrential Gearhulka, więc choć nie było go w oryginalnym spisie, postanowiłem go wsadzić. Później dokupiłem też parę tanich, ale istotnych kart, które okazywały się być mega ważne w walce przeciw innym Baralom i kontrolnym deckom. Tanim kosztem znacznie poprawiłem swoje MU. Deck, który i tak był niezły, stał się jeszcze lepszy. I to nawet bez najbardziej hajpowanych kart z Dominarii. Nie chciałem np. inwestować w Mox Ambery, bo nie miałem zamiaru przepłacać za tę kartę i jej nowość (podobnie z pozostałymi kartami nowego setu), ani wydawać za dużo tixów na umierający już na starcie – przez Barala – format. Finalnie deck wygląda tak:

Efekt? Zamiast być chłopcem dobicia, zacząłem wygrywać jakieś 90% gier z deckami nie na Baralu i 60-70% gier przeciw innym Baralom. To trochę orientacyjne liczby, ale tak to mniej więcej wyglądało. W przypadku walki przeciw Baralom sporo zależało też od tego, kto go wystawił pierwszy (czyli kto zaczynał) i kto wystawiał landy w kolejnych turach bez flooda czy screw.

Poza Baralem w decku mamy w zasadzie 4 wincony – Torrential Gearhulk, Nezahal, Primal Tide, Metallurgic Summonings i Dynavolt Tower. To tymi kartami zazwyczaj się zabija. Pewnym wsparciem może tu być też Blackblade Reforged, ale jest to karta, której w praktyce można by się pozbyć. Nie powiem jednak, że się nie przydaje.

Do tego mamy cały zestaw kontr – od de facto crapu (jak Revolutionary Rebuff) po naprawdę niezłe opcje (jak Spell Swindle). W sumie dwanaście, czyli jedna piąta decku. W każdej grze wypada niby mieć na startowej ręce lub dobrać wcześnie 2-3 kontry, a potem to już z górki leci, bo dzięki lootingowi dobiera się kontrę za kontrą.

Kolejnym elementem decku jest dociąg. Pull from Tommorrow nie jest tu jednak wcale najlepszą opcją, choć jest ważny i zazwyczaj daje te 5-6 kart minimum – czyt. daje 2-3 kontry, utility, landy do lootingu i CA. Kumena’s Awakening jest ciekawe, bo Ascend mimo wszystko nie jest trudny do osiągnięcia. To trochę paradoksalne w decku, który na battlefieldzie ma przede wszystkim Barala i landy, ale do tego dochodzą skarby ze Spell Swindle (ta karta robi blowouty, dając ogromną przewagę, zazwyczaj pozbywając się spelli co najmniej za 4-5 many), przejęte kreatury, tokeny z Summoningsów i różne inne takie rzeczy. A nawet jeśli trzeba poczekać, aby tę kartę zagrać tak, by nie dawać przeciwnikowi CA, to nie ma problemu. Baral może czekać. Oponent nie. Najlepszym dociągiem jest jednak Memory. Druga połówka splita pozwala uniknąć przewijania się i daje paliwo, gdy go zabraknie. Baral może się nawet wytapować, zagrywając tę kartę, bo i tak mało jest rzeczy, które przeciwnik może zagrać, aby Barala po zagraniu Memory powstrzymać. Gdy to się stanie, gra jest praktycznie przesądzona.

Baral nie zawsze wszystko skontruje. Na to co przejdzie na stół ma bounce. Najpotężniejsza i najważniejsza karta w tym zakresie to River’s Rebuke. W Brawlu na battlefieldzie dzieje się naprawdę dużo i zazwyczaj jest sporo permanentów. Rebuke jest więc z tego powodu świetną kartą. Pomocne są także pozostałe bounceowania. Baralowa ekspertyza pozwala zrobić 2 za 1 w tym sensie, że wstawia w stół jakieś utility – jak Przebudzenie Kumeny czy mieczyk. Dodatkowa tura z Karn’s Temporal Sundering umożliwia stabilizację i nawet jeśli polega tylko na dociągu dodatkowej karty i wróceniu na rękę jakiegoś upierdliwego permanentu, to i tak daje sporą przewagę.

Do tego mamy dwie karty, które strasznie karcą przeciwników niezależnie od tego, czym grają. Chodzi mi o Confiscation Coup oraz Kefnet’s Last Word (czasem także Entrancing Melody bywa grana, ja zrezygnowałem z tego, bo manożerne, a w środowisku pełnym Baralów wcale nie takie dobre). Każdy musi się poczuć fatalnie, gdy wszystkie karty z ręki przeciwnikowi skontrujemy, co przez to sito się przedrze wrócimy na rękę, a co nam się najbardziej podoba przejmiemy na stałe. Nie raz zabierałem oponentom Search for Azcanta (niby powinno się tym tu grać, ale to budżetowa decyzja, że nie korzystam z tego) czy wrogiego generała. Zwłaszcza w tym drugim wypadku to jest bardzo frustrujące dla przeciwnika. Najpierw kontra, kontra, kontra, a potem, gdy już opp zadowolony i z nadzieją, że wreszcie chociaż wstawi se generała i może coś, to rozwiewamy mu te wszelkie marzenia, zabierając najważniejszą kreaturę w decku. Tak działa Baral.

Deck uzupełniają różnego rodzaju utility karty. Mamy tu zarówno landy – ważne Field of Ruin choćby, czy pełniące rolę dociągu Arch of Orazca – jak i wszelkie inne zabawki w rodzaju Sorcerous Spyglass czy Primal Amulet. W tej kategorii szczególnie należy wymienić Precognition Field. Deck jest pełen instantów i sorcery, można grać z topa nieco ponad 1/3 talii, a ta dodatkowa karta w mirrorze może być gamebreakerem. Już sam fakt podglądania kart z topa pozwala usprawnić lootowanie, co samo w sobie jest dużą wartością. A do tego możemy od czasu do czasu coś z topa wyexilować, kopiąc się po potrzebne rzeczy. Z tej opcji rzadko korzystałem, ale to dlatego że zazwyczaj manę kitrałem na kontry i nie było kiedy tego zagrywać. Bardziej się opłacało trzymać manę otwartą. Słówko należy się także Thaumatic Compass, a właściwie Spires of Orazca. Karta jest naprawdę dobra. Pozwala przeżyć ataki pojedynczych stworów takich jak Ghalta czy Nezahal. W jednej grze przez koło 10 tur na 4 życia broniłem się w ten sposób przed tym niebieskim jaszczurem w mirrorze i jak się opp dokopał do Field of Ruin, to mnie już to specjalnie nie bolało. A to wcale nie jest rzadka sytuacja. Nierzadko też kompas discardowałem, bo nie było czasu na rampę i potrzebowałem kontr, ale kiedy już karta się flipowała, to naprawdę irytowała przeciwnika. Wiem, bo z drugiej strony też ją odczułem, kiedy Huatli grałem z Baralem.

Disallow by Min Yum

 

Baral w Brawlu – czyli co dalej?

Baral to z jednej strony deck dla osób, które tęsknią za typową draw-go kontrolą, a z drugiej dla prawdziwych sadystów. Gdyby bazować tylko na reakcjach graczy, Baral już byłby zbanowany. O tym jak bardzo jest znienawidzony niech świadczą dwie podobne sytuacje. W pierwszej dołączyłem do gry – 2-man na MTGO, więc gramy o PP-ki – i mój oponent, który grał Tezzeretem, jak tylko zobaczył mojego generała, napisał cool deck i dał concede. Innym razem oponent grał Ghaltą, zagrał Foresta, ja zagrałem Island, a potem w drugiej turze oponent bez słowa się poddał. Fakt, mulliganował do 6, może miał screw, może coś innego go skłoniło do odpuszczenia meczu, ale idę o zakład, że gdybym grał czym innym, nie podjąłby takiej właśnie decyzji.

I szczerze mówiąc, wcale mi się to nie podoba. Co z tego, że dostaję ‚wolne tixy’? Nie po to gram w Magica, aby leszczyć noobów i wykorzystywać każdą dobrą opcję, aby zgnębić oponenta. Dla mnie też liczy się fun z gry i gra poddana w taki sposób zostawia za sobą sporo niesmaku. Więcej pewnie po stronie oponenta niż mojej, ale jednak też nie czuję się z tym specjalnie szczęśliwy. Granie Baralem jest po prostu toksyczne. Ma to zresztą przełożenie na sam format. Brawlowe ligi – poza niszowym Vintage i totalnie nic nie znaczącym EDH 1vs1 – mają marginalną liczbę uczestników na MTGO. I choć sam nie grałem, ponoć da się trafić tam w jednej lidze nawet pięciu Barali. W tekstach o Brawlu Baral albo jest totalnie ignorowany, albo autorzy piszą tylko o nim i o tym jak bardzo format jest przez niego złamany.

Mówiąc krótko – żeby Brawl mógł żyć, Baral musi przestać żyć. To karta, która musi dostać bana. To także dowód na to, że powiązanie banlisty Standardu z Brawlem to pomyłka. Trzeba je będzie rozdzielić. To są dwa różne formaty, z różną dynamiką i charakterem. Baral w T2 nie jest tak opresyjny jak w Brawlu. Chyba nikt nie wyobraża sobie zresztą, że Baral mógłby zostać zbanowany w T2 przez Brawla?

Sytuację mogłoby ewentualnie rozwiązać dorzucenie statusu ‚banned as a commander’, bo kontrolny niebieski deck sam w sobie może być odrobinę za wolny i za mało proaktywny. Regularny dostęp do lootowania i obniżanie kosztów spelli to jednak za dużo. Oczywiście, pozostaje pytanie, czy gdyby nie było Barala, to czy kolejni kontrolni Commanderzy – Bolas, Scarab God – nie zabiliby formatu równie skutecznie. Może to problem nie tyle Barala, ile samego formatu, Magica i koloru niebieskiego, który zdominował już niejeden format (bez Pull from Tommorow i Commit/Memory Baral częściej traciłby paliwo)? Może Brawl jest po prostu zepsuty i to już w samych swoich założeniach? Wiele osób krytykuje np. 30 życia w formacie 1vs1, że to niby za dużo. Nie podejmuję się odpowiedzi, bo tu trzeba by zebrać więcej danych i pograć trochę, by bazować na faktach, a nie wrażeniach. Coś jednak trzeba zrobić.

Baral’s Expertise by Todd Lockwood

 

Brawlować czy nie brawlować – oto jest pytanie

Teoretycznie jest jeszcze opcja, że Baral jest tak naprawdę deckiem do ogrania. Wystarczy tylko, by meta się dostosowało, a wołanie o panikę jest przedwczesne. Zamiast krzyczeć i hejtować, może lepiej pokombinować i złożyć deck, który faktycznie będzie na Barala działać (Admiral Beckett Brass jest tu ciekawą opcją). Teoretycznie to ma sens i jest w tym sporo prawdy. Ludzie zamiast zabrać się za deckbuilding, lecą na fora, twittery i płaczą jak to znowu dostali od – wydawałoby się niepozornego – Wizarda. W praktyce obawiam się jednak, że Baral jest zbyt zdegenerowany i nawet jeśli dałoby się złożyć coś w 1vs1, co by go rozbijało na amen, to jego obecność za bardzo zniekształca format, eliminując wielu ciekawych generałów z zabawy. No bo po co grać czymkolwiek innym, skoro jest Baral?

Jest tu jeszcze coś, co warto zauważyć. O ile bowiem w multi Brawl może i się sprawdza, to i tak patrzeć będziemy nań przez pryzmat 1vs1. Zła kondycja bardziej kompetytywnej wersji przekłada się na postrzeganie formatu jako takiego. Może casualowo Brawl jest naprawdę fajną rzeczą. Może dobrze wprowadza do EDH i działa z nim w symbiozie (potwierdzać to mogą teksty o transformacyjnych deckach z 60 do 100 kart). Może daje alternatywę i to tanią dla graczy, których nie rajcuje Standard, nie stać ich na Commandera lub nie chce im się składać stukartowe talie. Cóż z tego, skoro taki potencjalny gracz usłyszy o Baralu, brokenowatości formatu i nawet nie spróbuje czy to faktycznie go bawi.

A szkoda, bo mimo wszystkich swych wad Brawl może być zabawny i ekscytujący. Jednym z największych błędów Wizardów – i graczy zresztą też – było porównanie tego formatu do EDH, ale w Standardzie. Sam się na tym złapałem. Brawl to nie jest EDH. Brawl to nie jest Standard. Brawl to zupełnie inne doświadczenie, podobne do obu wymienionych środowisk, ale jednak inne. Zmniejszona (lub zwiększona, zależy jak patrzeć) liczba punktów życia, możliwość korzystania z walkerów, ograniczona pula kart (niekoniecznie wada), brak możliwości sajdowania się i gra do jednej wygranej (to akurat spory minus) nadają formatowi unikalnego charakteru, przynajmniej na MTGO.

Ja z pewnością jeszcze trochę pobrawluję, ale raczej w casualowej wersji, bo kompetytywna nie działa jak powinna. Nie ma co się zmuszać do gry w tym formacie czy specjalnie z jego powodu rzucać się na legendy w handlu. Ale jak ktoś ma już gotową pulę kart lub ma zamiar i tak te karty kupować z jakiegoś innego powodu, to można przy okazji złożyć deczek i czasem sobie dla odmiany pograć na luzie przy piwku właśnie Brawla. Przynajmniej dopóki Wizardzi nie zbalansują i nie naprawią tego formatu, bo do tego czasu kompetytywną grę odradzam. No, chyba że Baralem.

 

Post Scriptum? Nie. Post banum

Nie znam się na łacinie, ale jestem pewien, że to na pewno nie powinno być ‚banum’. Google translate podpowiada, że ‚post ban’ byłoby odpowiednie. Mniejsza z tym. To nieważne. Ważne są zmiany, które Wizardzi wprowadzili. Zanim zdążyłem napisać ten tekst i opublikować (brakowało ostatnich szlifów, zdecydowałem się zostawić w niezmienionej formie, dodając na koniec te dwa akapity), Czarodzieje postanowili zrobić rewolucję w Brawlu i Baral został zbanowany. Bana dostało też Sorcerous Spyglass. Co więcej, rozdzielono banlisty w T2 i Brawla. Innymi słowy, spełniły się dwie rzeczy, o których pisałem w tekście, że powinny się zdarzyć.

Czego nie przewidziałem, to tego, że tak szybko Wizardzi zareagują. Myślałem, że jeszcze trochę się z Baralem pomęczymy. Nie spodziewałem się też, że zostanie zmniejszona liczba punktów życia w 1vs1 Brawlu. Mam co do tego mieszane odczucia. Z jednej strony, nie jestem zaskoczony, bo było na ten temat sporo narzekań. Z drugiej, Brawl był przez to inny niż Standard. Podobało mi się to. Może to jednak dobra zmiana? A może krakowskim targiem powinno być to 25 punktów życia? Zobaczymy. Brawl to w tej chwili zupełnie inny format i chyba śmiało można powiedzieć, że narodził się na nowo. Tym chętniej więc jeszcze zabrawluję, jak tylko pojawi się 30 maja z powrotem na MTGO. Oby zmiany Wizardów wystarczyły do jego naprawy.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze