Part 6 – instrukcja jak używać Japonię

Dziś podsumowanie całego wyjazdu, porady na temat podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni, trochę faktów i mitów. Miałem dać info przed GP Yokohama, ale przez masę dziwnych spraw po powrocie nie miałem jak się ogarnąć. Dodatkowo informacje turystyczne mogą się bardzo przydać przed kolejnymi azjatyckimi turniejami, jeśli oczywiście komuś z Was przyjdzie do głowy się na nie wybrać.

Koniec wielkiej przygody, pora jakoś ładnie zakończyć Planeswalking Across Japan. Zapraszam do lektury szóstego, ostatniego wpisu z tego cyklu.

Wróciłem lekko ponad tydzień temu. Polska mnie nie zaskoczyła, ale niestety pozostało mi doskonałe wrażenie po Japonii i poczucie, że jeśli ludzie chcą, to robią wspaniały klimat. Nasi ludzie niestety nie chcą i krzywe spojrzenia osób spotykanych na co dzień stały się znowu moją szarą rzeczywistością. Postaram się jednak za dużo nie narzekać i przekazać trochę merytorycznych treści.

Instrukcja Obsługi Japonii

japan is also japan

Jeśli chcielibyście zwiedzić Japonię, to wyjazd wcale nie musi należeć do bardzo drogich. Dopiero co wspominałem o promocji od Fly Emirates, ceny  wynosiły około 1500 zł w dwie strony z Okęcia do kilku stolic Azji, w tym do Tokio. To jest bardzo tanio. Kolega poleciał właśnie na GP Yokohama i wspomniał, że brał bilet z Katowic do Tokio-Haneda w Lufthansie (czyli lotnisko praktycznie w mieście, rzut beretem do Yokohamy – te dwa miasta są właściwie połączone, mają np. wspólne metro) i zapłacił za niego mniej więcej 2600 zł. To również nie jest ogromne bogactwo. Niedługo jak Lot ogarnie swoje Dreamlinery, powinna zostać otwarta bezpośrednia linia do Azji. Wtedy cena znowu powinna spaść. No i oczywiście możecie zostać doktorantami Politechniki Warszawskiej i wybrać się tam za darmo z naszego programu wymiany studenckiej Smile

Pewnie są też inne opcje, ale nie miałem wielkiej potrzeby, aby się w temacie rozeznawać tak dokładnie. Tyle na temat lotu, teraz garść porad co do wyjazdu, przygotowań i samej Japonii:

  • Kupcie sobie w Polsce, w jakimś Saturnie przejściówki do prądu na 110V, takie uniwersalne na wiele krajów kosztują koło 25-30 zł. W Japonii też je dostaniecie, ale ciut drożej.
  • Jak potrzebujecie małe, proste przedmioty; kapcie, ubrania, talerze, kubki, pilniczki, gadżety podróżne, wszelkie domowe cuda – szukajcie sklepów stujenowych. Jest ich tu pełno. To takie sklepy „wszystko po 5 złotych”, ale jakość w porównaniu z polskimi jest o niebo lepsza, wszyscy tu się w nich zaopatrują. Tam kupicie kable, słuchawki, pudełka, małe statywy do aparatów itd. Ja tam nawet kupowałem pudełka do talii magicowych i koszulki do kart. Poza tym cena jena jest regularnie obniżana, aby Japonia mogła zwiększyć swój eksport. Teraz 100 jenów to jakieś 3,5 złotego, więc bardziej się opłaca niż sklepy za 5 złotych ;p
  • Do zakupów spożywczych polecam Kasumi albo Wall Mart, łatwo znaleźć, nie jest drogo.
  • Jeśli przylecicie na Tokio-Narita – w informacji bez problemu Was pokierują, pojedziecie pociągiem do Tokio z jakąś jedną czy dwiema przesiadkami, ale tak pociągi jak i metro są dość proste w obsłudze i sporo ludzi pomoże. Czasem wystarczy pokazać nazwę gdzie się jedzie, ale dużo ludzi i tak ogarnia angielski. Jak polecicie do -Haneda, to właściwie jesteście już w stolicy i pozostaje dostać się do metra. Jest wielkie, jednak ciężko się w nim zgubić.
  • Mimo, że miejscowi się starają, to nie zawsze dobrze władają angielskim, polecam więc przyswoić sobie podstawy japońskiego – „alfabet” hiragana i katakana mogą w tym bardzo pomóc, pouczcie się np. tu http://www.japonka.pl/ albo tu http://benkyo.pl/lekcja-0/. To jest ok. 40 znaków na każdy, ponadto się pokrywają – po prostu hiragana jest bardziej tradycyjna, a katakana służy do zapisywania zapożyczeń. Katakana jest bardziej przydatna dla turystów, bo nazwy takie jak: hambaga (hamburger), toire (toaleta), takusi (taxi), makudonarudo (Mc Donald’s) i podobne, łatwo jest zrozumieć. Do tego przydają się znaki kanji dla liczb od 1 do 10 i już życie staje się prostsze Grin (http://benkyo.pl/lekcja-2/kanji-czesc-1/).
  • Pieniądze dobrze wymieniać z euro na jeny już na lotnisku, tam nie przycinają. Zresztą Japonia jest w ogóle bardzo bezpieczna, ludzie praktycznie nie oszukują, nie kradną, ja rzeczy zostawiam w koszyku od roweru i nawet nie zapinam tego roweru, nikt tutaj nie rusza nieswoich przedmiotów.
  • W Japonii działają tzw. Onseny (http://www.timeout.jp/en//feature/536/s-top-onsen), czyli swoiste łaźnie. Można się w nich zrelaksować, ale jest też opcja spania i to jedna z tańszych jak chodzi o noclegi. Sam nie korzystałem, ale np. mój znajomy Japończyk, często nocował w takim Onsenie w Tsukubie. Płacił 1000-2000 jenów, co jest praktycznie odpowiednikiem 35-70 zł. To bardzo niska cena. Jedyna wady – nie są to noclegownie na długo, nie zostawicie tam bagażu na czas zwiedzania miasta czy kraju. Do tego bywa podział na kobiety i mężczyzn, także jadąc ze swoją drugą połówką trzeba się liczyć, że niekoniecznie przenocujecie w jednym pomieszczeniu. Spanie może być także w jednej sali z innymi użytkownikami.
  • Ddarmowkiiiiiiirugą tanią opcją są kafejki mangowe, służą głównie do oglądania anime, czytania mang, surfowania po internecie i do spania. Można tam trochę mieszkać, bywa nawet jedzenie na miejscu. Tu jest krótki opis w wykonaniu Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Manga_cafe. Obrazkowo wygląda to mniej więcej tak. W przypadku Tokio polecam się rozejrzeć tutaj: http://www.oakhouse.jp/eng/life/2009/06/manga_cafes.html albo tu: http://www.sunnypages.jp/search/modern_/manga_internet_cafes. Skorzystaliśmy z jednej takiej kafejki i byliśmy pod ogromnym wrażeniem. To jest świetna opcja na nocleg i spędzanie czasu. Do tego na miejscu są darmowe napoje (Pepsi, kawa, herbata, Mirinda, soki itd.) oraz tam gdzie byliśmy dawali także nielimitowane lody włoskie z polewami xD (takie jak w Mc Donald’s). Może być tylko problem z zostawianiem bagażu. Kafejki mangowe łatwo znaleźć, zazwyczaj to duże budynki z wielkim napisem „24h” i obrazkami przedstawiającymi książkę, bilard, karaoke, internet, tv, rzutki, komiksy, dvd i kawę.
  • Hotele kapsułkowe wcale nie są bardzo tanie, to jakiś mit i w ogóle podkręcona legenda. Przykładowo ten tokijski: http://www.hgpshinjuku.jp/pdf/english.pdf ma ceny w okolicach 4500 jenów, co jest prawie standardem w Tokio, gdzie ceny zaczynają się w okolicach 4000-5000 jenów. Dodatkowo podany przeze mnie jest jedynie dla mężczyzn.
  • Jeśli planujecie nocować w Tokio, to polecam rozejrzeć się za tanimi hotelami, np. tutaj: http://hotelink.co.jp/english/ w prawym dolnym rogu jest „Mishima Green Hotel”, który oferuje nocleg „semi-double” za 2500 od osoby, a to jest bardzo tanio.
  • Jeśli będziecie lecieli na jakiś biznes trip, to mogą się przydać wizytówki, ale jeśli to nie jest wielkie korporacyjne spotkanie, to nie ma co przesadzać. Przed wyjazdem do Japonii naczytałem się jakiś poradników internetowych i każdy piał jak to wizytówki są ważne, że to dusza dla Azjaty, och ach. W efekcie narobiłem sobie setki wizytówek, kupiłem jakiś klaser na nie i… przez pół roku rozdałem dwie z nich. Fart, że zrobiłem je ekonomicznie w jakiejś studenckiej kanciapie, bo plułbym sobie w brodę, że wydaję krocie na zakładki do książek.
  • Lecąc na dłużej przydaje się zakup JR Passa: http://www.japanrailpass.net/eng/en001.html, to taki uniwersalny bilet tylko dla turystów, który po pierwsze daje wstęp na wszystko co jeździ po szynach (przy cenie metra i shinkansenów, to naprawdę przydatna rzecz), a po drugie jest dostępny tylko dla przyjezdnych z wizą turystyczną. Można go kupić przez internet, jakieś biuro turystyczne w Polsce to sprzedawało (za ciut zawyżona cenę) i z tego co czytałem po forach, najbardziej opłacało się zakupić Passa z jakiegoś angielskiego sklepu. Szczegółów nie znam, bo sam miałem wizę pracowniczą, ale znajomy o tym sporo opowiadał. Polecam pogooglować w tej sprawie, jeśli chcecie zwiedzać całą Japonię i macie na to więcej niż tydzień.
  • Co do wizy – nie trzeba nic załatwiać jeśli lecicie na 90 dni (czyli 3 miesiące). W tym przypadku wizę dostaniecie na granicy, mówiąc, że przylecieliście zwiedzać. Jeśli jedziecie do pracy, to japoński pracodawca powinien wysłać tzw. Certificate of Eligibility. Z tym dokumentem idziecie do ambasady w Warszawie i po tygodniu powinniście dostać wizę. Oczywiście należy umówić się z konsulem, wypełnić papierek, dorzucić zdjęcia, za to nie ma żadnej opłaty. Przynajmniej nie lecą sobie w wuja, tak jak Amerykanie.
  • Nigdy nie zostawiajcie pałeczek wbitych w ryż – tak pozostawia się ryż na grobach, jest to oznaka śmierci i w ogóle może się zrobić smutna atmosfera. Pałeczkami też nie wskazuje się na inne osoby. A jak nie ogarniacie pałeczek, to w wielu miejscach dają po prostu widelec.

Podstawowe zwroty (są podane fonetycznie, czytać tak jak napisane):

  • sumimasen – przepraszam – używane w Japonii non stop, przy wielu okazjach, tu się przeprasza sumimasenem nawet jak ktoś otworzy nam drzwi,
  • ohajo gozajmas – dzień dobry przed południem,
  • konnichiwa – dzień dobry po południu,
  • konbanwa – dobry wieczór,
  • dozo – proszę,
  • arigato gozajmas – dziękuję bardzo,
  • hai – tak,
  • iie – nie,
  • wakarimasen – nie rozumiem,
  • porandodżin des – jestem Polak (można ładniej, ale tak wystarczy, aby miejscowi zrozumieli)

Powyższe są dobre, aby nie czuć się totalnie obco, ludzie częściej się uśmiechają i są bardziej pomocni, jak choć trochę uraczy się ich japońskim.

Mniej więcej takie instrukcje dałem znajomej – oto jej opinia po wyjeździe:

„Wyjazd udał się cudownie. Skorzystaliśmy z hotelu ze strony, którą nam poleciłeś. Lepiej nie mogliśmy trafić. Mieszkaliśmy w Ueno, co bardzo ułatwiło nam przemieszczanie się. Tokio oczywiście zachwyca pod każdym względem. Żałujemy, że nie udało nam się wyjechać poza miasto, ale jest to dobry powód żeby szybko wrócić do Japonii. W szukaniu ciekawostek pomogły nam dwie książki, nie wiem czy je znasz: ‚Bezsenność w Tokio’ Marcina Bruczkowskiego i ‚Japonia oczami fana’ Pawła Musiałowskiego.”

Książki kojarzę, Rymi czytała mi wybrane fragmenty i bardzo je polecam.

 

Obalanie mitów

O Japonii ludzie wiedzą naprawdę dużo dziwnych rzeczy, które nie tylko nie mają zbyt dużego pokrycia z rzeczywistością. To oczywiście nie wszystko, ale warto zdać sobie sprawę z tych kilku mitów egzystujących w naszej świadomości:

1. Zanim polecieliśmy do Azji widziałem w wiadomościach i na filmach, że ludzie tam często noszą maseczki. Myślałem, że to ze strachu przed zarażeniem się. Jest jednak odwrotnie – Azjaci je noszą jak są chorzy i nie chcą wtedy zarażać innych. Zresztą jak miałem problemy z oddychaniem, to w maseczce jest to o wiele łatwiejsze. Chory nos nie wciąga tyle bakterii z otoczenia ani pyłków. Rozwiązanie jest ponadto świetne do różnych środków transportu, gdzie dzielimy powietrze z innymi pasażerami, gdzie klimatyzacja w kółko mieli nasze oddechy i działa jak mały inkubator chorób.

evilmilk japaaaaan2. Ludzie nie są robotami, nie są sztuczni, nie mają problemu z wyrażaniem uczuć, a z takimi opiniami się najczęściej spotykam. Rzeczywiście dużo pracują, ale czerpią z tego sporo przyjemności i satysfakcji. W Polsce wszędzie jest narzekanie, jaka to praca zła, jak dużo trzeba robić, jaki szef niedobry, małe zarobki i w ogóle każdemu należą się wakacje i drinki z palemkami. Japończycy są dumni ze swojej pracy i cieszą się, że mogą zarabiać. W ogóle jest ogromny szacunek do pieniądza. Tej polskiej niechęci do pracy bardzo nie lubię. Mam sporo takich sprzedawców pod domem w różnych spożywczakach – wiecznie zmęczeni, niezadowoleni, zajęci oglądaniem telewizji, pozbawieni całkowicie uprzejmości. Sporo narzekają, jest im źle i w ogóle im się należy. No spoko, jak się należy, to dajcie coś od siebie, jak nie lubicie swojej pracy to ją zmieńcie, jak jest zły pracodawca, to sami dawajcie pracę. Japończycy są pozbawieni tej roszczeniowości, są zorganizowani, zdyscyplinowani i szanują siebie nawzajem. Kasjerka w sklepie po 10h stania i obsługiwania klientów, na sam koniec pakuje zakupy z uśmiechem i życzy wszystkiego dobrego – to nie znaczy, że jest robotem i miałaby zachowywać się sztucznie. To samo widziałem w pracy, na boisku piłkarskim, przy stoliku karcianym. To naprawdę da się zrobić nawet w naszym kraju, ale wymaga sporo dystansu do siebie, pokory i bezinteresownej życzliwości.

3. Internety pokazują nam Japonię jako szczyt technologii, rozwoju i w ogóle domy zmieniają się tam w roboty walczące ze złem. Rzeczywistość jest zupełnie inna: jeśli coś w Japonii działa, to się tego nie zmienia. W związku z tym można nadal kupić kasety magnetofonowe, video a także sporą popularnością cieszy się faks. Rzecz w tym, że Japonia to starzejące się społeczeństwo, ludzie dbają o zdrowie, uprawiają sport praktycznie w każdym wieku i dzięki temu żyją bardzo długo. Zwiększa się ilość starszych osób, a wiele z nich jest szanowanych, zasiadających w dyrekcjach, uczących itp. Starsze osoby lubią korzystać z tego, co już poznali, rzadziej uczą się nowości. Jest wielu profesorów, którzy wolą dostać informacje faksem, a maile ignorują. Zdarzają się komputery z Windowsem 98, więc trzeba uważać na kompatybilność plików z office’a xD Skoro działa, to po co zmieniać? Sami mieliśmy w pokoju video, z którego korzystaliśmy dość często i wspomniany faks, który na szczęście nie był w ogóle potrzebny. To jest powód, dla którego kraj nie goni za nowościami. Dość zabawne są tez bankomaty, które są zamykane na noc i nie obsługują wszystkich kart. Zamykanie bankomatu w ogóle zabija trochę sens jego istnienia, ale Japończycy nie chcą, aby operacje finansowe odbywały się w momencie, kiedy nie ma w pobliży żadnego odpowiedzialnego pracownika, który w razie problemów mógłby pomóc.

Z drugiej strony Japończycy adoptują sporo technicznych nowinek i je rozwijają, ale tego nie widać aż tak często „na ulicy”. Możecie o tym poczytać więcej tutaj.

assblaster4. Idąc dalej za ciosem, technologia również nie wdziera się siłą do domów, w związku z tym nie są one praktycznie w ogóle ogrzewane : ))) Tradycyjne domy są budowane tak, aby przetrwać trzęsienia ziemi i być przewiewnymi w trakcie gorącego lata. Ta przewiewność jednak odbiera całe ciepło w zimę. Można oczywiście kupić sobie jakiś grzejnik elektryczny. My mieliśmy w naszym hotelu dla naukowców niezły luksus, bo pokoje zawierały grzejący klimatyzator i ogrzewanie podłogowe (bardzo drogie niestety). Nikt tam nie pomyślał o centralnym ogrzewaniu jakie mamy np. w Polsce. Mi to nie przeszkadzało i spałem przy otwartym oknie, bez żadnych dodatkowych ogrzewań, w sumie kołdra była bardzo gorąca, ale za to koleżanka ubierała trzy warstwy ubrań, włączała na full klimatyzator i zarzekała się, że marznie.

5. Japonia nie jest dziwna. Naprawdę. To co oglądacie w internetach i szukacie pod tagiem „WTF, Japanese seriously?!” to wyjątkowy wybór z telewizji, kina czy filmów porno. Jakby tak zebrać nasze polskie dziwaki, wybryki internetowe, reklamy, stare filmy, majewskie showy, obrady sejmu i pochodne, wyrwać je z kontekstu czy oglądać w obcym języku, to wypadają równie dziwnie:

WTF reklamy?!

marchewkowa psychodela

tu już w ogóle, cokolwiek nie weźmiecie, to ciężko nie skojarzyć z narkotycznymi jazdami

Po tym co widziałem w Internecie, Japonia jawiła mi się jako bardzo dziwaczny kraj, pełen hentajów na każdym kroku, obmacywanych kobiet w środkach transportu, gdzie jedzenie jest żywe na talerzu, a każdy ma w domu katanę. W Tokio może rzeczywiście jest czasem dziwnie i pełno tam cosplayerów, ale to bardzo wstydliwy i konserwatywny kraj. Pornografii praktycznie nie widać, można ją kupić w sex shopach, które nie rzucają się w oczy. Jedzenie dobre, można nawet znaleźć coś naszego, pasującego europejskim gustom i nie trzeba jeść wszędzie ryb (aczkolwiek polecam je jeść, bo są świetne praktycznie w każdej japońskiej wersji).

so roneryŚmieszny fakt: Japończycy mają problem z nauką angielskiego, nie tylko chodzi o szyk zdania (w japońskim temat jest na początku, opisy w środku a przymiotnik albo czasownik są na końcu – „Pies swoim ogonem w ciszy merdał”), to jeszcze nie wypowiadają niektórych dźwięków. Do najzabawniejszych należy chyba wymienne ‚R’ i ‚L’, przez co wypowiadając ‚grass’ Japończyk może mówić o trawie. Wykorzystywałem to zresztą niecnie, mówiąc zawsze na dzień dobry: „HERRO!”. Oczywiście nikt nie widział w tym problemu i odpowiadał „hello” albo równie pięknie „herro”. To samo słychać u miejscowych, nie ma różnicy między „sajonara” a „sajonala”. Obcokrajowcy już dawno zwrócili na to uwagę – http://www.engrish.com/ 

Ekonomiczny fakt: mimo iż gospodarka lekko ostatnio upada, to w kraju kwitnącej nieźle się zarabia. Przy odrobinie chęci i postarania da się kupować jedzenie mniej więcej w polskich cenach, podobnie ubrania i jakieś podstawowe produkty, to zarobki są tak z 4 razy większe niż u nas. Kasjerka może miesięcznie wyrabiać równowartość naszych 7000 złotych a po roku pracy kupić sobie samochód. Booster kosztuje tyle co cztery talerzyki sushi, dwie dobre czekolady albo obiad. To mniej więcej tyle co u nas, tylko im relatywnie mniej odchudza to portfel. Sprzęt komputerowy jest tańszy niż u nas, za to drogi jest transport po kraju, parkowanie i opłaty mieszkaniowe (zakup własnego M to w Japonii niebotyczny wydatek).

 

Podsumowanie wyjazdu

Od powrotu dostaję oczywiście masę pytań jak było i jak odnajduję się w polskiej rzeczywistości. No akurat Polska mnie nie zaskoczyła, wiele się nie zmieniło, poza tym, że stopniał śnieg i wyłoniło się spod niego psie gówno i dużo śmieci. Ale odczuwam pewien smutek, głównie dlatego, że poznałem inną kulturę i wiem, że niezależnie jaka jest pogoda, jedzenie i sąsiedzi, to właśnie ludzie robią klimat. Tam jest miło, przyjemnie i życzliwie. Chciałem przenieść to na nasze realia, a że zazwyczaj sam miałem krzywą minę i bandziora wypisanego na twarzy, to zacząłem się uśmiechać i zagadywać do ludzi. Jak na razie statystyka jest licha, na pięć losowych osób (sklepikarze, kanarzy, administracja itp.) jakim mówię ‚dzień dobry’ czy ‚do widzenia’, tylko jedna odpowiada. Znieczulica, gburowatość, szarość Polski mnie przytłacza.

Mam jedną uniwersalną odpowiedź – tam jest po prostu lepiej. Nie przez gospodarkę kraju, jedzenie czy klimat, tylko dzięki ludziom. Już nawet nie liczę tego, że czuję się jakbym nie wyszedł jeszcze z samolotu; miałem remont w domu, który zabił mi połowę prywatnych rzeczy (pył i gruz wyjmowałem z dokumentów, kart i bielizny), laptopa zostawiłem w hotelu (nie ma to jak sprawdzić bardzo ważnego maila zaraz przed wylotem), mam kupę roboty na głowie, spraw do dokończenia i z przemęczenia smarkam co rano krwią. To jednak są sprawy chwilowe i przyziemne, to co zostawiłem w Japonii pozostanie niestety już tylko w pamięci. Mam nadzieję, że będę miał możliwość tam jeszcze wrócić, a nawet zostać na stałe.

-x-

Pora zakończyć azjatycki planeswalking. Mój portal do Kamigawy był już niestabilny, spakowałem scrolle, księgi, buteleczki z maną i czekoladki z dziwnymi nadzieniami. Z łezką w oku wróciłem na Porandię. Może będzie kiedyś jeszcze dodatek „Return to Japonica”, ale na razie się na to nie szykuje.

Pozdrawiam,

– Ober


mam śmieszną głowęInne części podróży po Japonii:

Planeswalking across Japan. Part 1 – przybycie

Planeswalking across Japan. Part 2 – magical!

Planeswalking across Japan. Part 3 – casual

Planeswalking across Japan. Part 4 – dodatek: Korea

Planeswalking across Japan. Part 5 – Tokyo

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze