[Blog] Sinusoida

Stoję w pociągu przy otwartym oknie, jest godzina 6 rano i pomału na horyzoncie wstaje słońce. Zadziwiające jak przyjemnie jest czasem wstać rano, i kierować się na kolejny event. Nawet liście na drzewach przy torach wydają się fajne i ciekawe. Oczywiście jadę sam, Białystok umarł już dawno na scenie mtg w kraju. A szkoda, bo nie zawsze tak było, choć po prawdzie jest jakiś promyk nadzieli w środowisku. No i w sumie choć jadę sam, to w WWA ma do mnie dołączyć później Kuba, świeża krew naszej sceny. Cel jest prosty, wygrać GPT i podbić Lyon.

 

Jak już wiadomo GP wygrał najnudniejszy deck moderna, Jund. Ponad setka ludzi na PT nim grała, następna była afka z chyba 36 osobami. Nie wiem jak wyglądała meta na GP, ale można raczej spokojnie założyć, że te statystyki jakoś się strasznie nie zmieniły. Nieco to smutne, ale to tylko być może z mojej perspektywy. W sumie kwestia gustu. No i mnie tam nie było, nie wywalczyłem na GPT swojego celu. A i nie za bardzo finansowo stoję w ostatnim czasie, więc sobie odpuściłem. Szkoda bo „mój” deck wydaje się fajny, ale może od początku.

Pierwsze GPT zaskoczyło mnie przede wszystkim frekwencją, a raczej jej brakiem. Zagrało 11 osób, takie zainteresowanie odbiło się też na moim decku, bo nie byłem w stanie zdobyć wszystkich kart do SB, a w mainie zagrałem bez jednej fontanny. W jej miejsce wsadziłem Glacial Fortressa, odbiło się to na moim decku tylko raz, gdy nie miałem czego wyszukać fetchem. Pierwsza runda to baj, w sumie nie byłem zadowolony tym faktem. Miałem ochotę pograć, no ale w sumie nie ma też czego narzekać. W następnej trafiłem na Delvera UWR, szybkie 2-0. W pierwszej grze przeciwnik miał screw, wbił się Delverem na Anioła, a w swojej poprawiłem Ajanim i spokojnie kontrolowałem grę. Następna to pokaz flooda i brak szczęścia przy flipowanium – gra bez większej historii. Następną rundę grałem z GW zrobionym pod karcenie Junda, obserwowałem w pierwszej rundzie grę tej tali z Jundem pilotowanym przez Bylka. Nie był on zbyt szczęśliwy gdy po Inkwizycji w T1 zobaczył u przeciwnika 2 czy 3 landy i Loxodon Smitera, 2 Lige GW i szczęśliwego dla niego Finksa. Mi przeciwnik mógł robić jedynie solidne agrro, i to wystarczyło żeby urwać 1 grę. Cóż po przekopaniu ponad połowy decku nadal nie widziałem ani jednego Supreme Verdicta, który by skończył grę sam. Ogólnie zrobiłem w grach 1 błąd, ale dość poważny…. Zapomniałem raz użyć Ajaniego, grałem też pod Izzet Charmy. Ale przeciwnik nie podbijał Figur kiedy mógłbym je dopalić. 3 runda to czar wspomnień, czyli U/W, którym grałem ponad pół roku. Przestałem, bo przegrałem tym deckiem 8-10 daily eventów na mtgo pod rząd. Ten deck strasznie łatwo zostaje w tyle, i jest wrażliwy na kiepskie rozdania. Zresztą pisałem już o tym kiedyś, no ale Promil go sobie chwalił, a i na PT i GP zrobił top 8. Rundę przegrałem 1-2, ale tylko ostatnia gra to był stomp ze strony U/W. Cóż, screw kiedyś musiał się zdarzyć. W tej rundzie swoją siłę pokazał Sphinx, który kompletnie zdominował grę. Taki jego urok, albo nie robi nic i jest o wiele zbyt clunky, albo sam wygrywa gry. Nadal gram nim w tali, zwłaszcza że Jund odpuszcza sobie Terminate’y i Pulsy.

Po swissie byłem pierwszy i wygrałem 24 boosterki, w top 4 natomiast przegrałem pierwszą rundę z BUGiem prowadzonym przez Ensena. GPT skończyło się o 14, nie byłem zbyt szczęśliwy z tego faktu. Miałem nocować u Michała, którego w sumie nie znam zbyt dobrze i nie wiedziałem jak do niego dojechać. A Kuba, który to wszystko ogarniał miał być dopiero koło 18 w WWA. Dodatkowo odebrałem dla Mariano z Lublina boxy ze sklepu, które musiałem taszczyć przez miasto aż do złotych tarasów. W tym miejscu chyba warto wspomnieć, że byłem na nogach już niemal 24 godziny, więc niezbyt mi się to wszystko uśmiechało. Po kilku godzinach na dworcu pojawił się Kuba i zawinęliśmy się do Michała, tam tylko kilka gier testowych U/B blade (modern) vs UWR (T2) i już było wiadomo że U/B jest solidne. Pooglądaliśmy troszkę PT, ale że pokazywali same nudne jundy albo comba to poszliśmy w kimę.

Na drugim GPT było już nieco więcej ludzi, co za tym idzie musiałem w pierwszej rundzie trafić na Kubę i jego U/B. Słabsze rozdanie z jego strony, dodatkowo mały edge, bo wiedziałem, że nie zdobył wszystkich kart. Skończyło się w miarę szybko i bezproblemowo, 2-0.

Druga runda i mój „wyjazdowy” przeciwnik Viet, nie wiedzieć czemu za każdym razem na GPT/PTQ na niego trafiam. Wymagający przeciwnik, ale że mam, a raczej miałem z nim 5-0 na turniejach to byłem dobrej myśli. Pilotował „nowego” junda, nowego na tamten moment. Czyli Shamani i Mesengery. Pierwsza gra była bardzo interesująca, po kilku turach miałem na stole Anioła i 6 landów. Mój przeciwnik Goyfa, 5 landów w tym Treetopa. Ja mam słabą rękę, ale mam na niej Sphinxa. Założyłem, że mój przeciwnik nie ma Terminate’a, bo już dawno by mi nim ubił Anioła i wlatywał Goyfem z wioską. Zakładam więc, że ma jakieś Abrupty, Pulsy, Liliany, może elfa. Ale nie chce grać tego w moją otwartą manę, a np. Abrupt nic nie robi. Zagrywam Sphinxa licząc na to, że mój przeciwnik ma Lilianę, która może zabić mi tylko anioła. Gdyby się okazało, że jednak ma Pulsa to zawsze mam 2 karty i z max 3 many mi już nie zrobi strasznej krzywdy. Niestety mój przeciwnik dograł 6 land zagrał pulsa i Lilianę, zaatakował Goyfem i oddał turę. W mojej Verdict i go, przeciwnik elf w coś i aggro, którego już nie zatrzymałem. Druga gra to mój screw na 2 landach i gg.

Następna runda to Janeczek, każdy kto go zna nie lubi z nim grać : ) Bo o ile zdarza mu się robić błędy, to ma skilla do strasznego dobierania. W dodatku deck, który prowadzi ma predyspozycje do dobrego draw. UWR delver, pełno spaleń i agresywnych stworów, z Lynxem i Delverem na czele. Pierwsza gra to agresywny Lynx + fetche u przeciwnika, następnie drugi i delver. Bardzo szybko zatrzymałem się na 7 życia, kiedy to nieco ustabilizowałem stół i zagrałem z końcem tury przeciwnika Vendiliona, pokazującego mi Patha, Tribal Flamesy i Helixa. Sam miałem na ręce Spell Snare, Anioła i Vensera. Zdecydowałem nie przekładać niczego i zniszczyć też z końcem Fontannę przeciwnika, która była jedynym źródłem białej. W tej sytuacji spodziewałem się Helixa w twarz, jednak mój przeciwnik odpowiedział Pathem w swojego Lynxa. To pozwoliło mi spokojnie atakować i skończyć grę, po drodze kontrując Helixa Venserem i Flamesy Snarem. Druga gra to wolniejsze rozdanie u przeciwnika i Batterskull u mnie, którego ponosił nawet Anioł.

Czwarta runda to gra z przeciwnikiem, którego spotkałem już poprzedniego dnia, oraz jego RUG Delverem. Tym razem Delver się flipnął i tak skończyła się gra 1, druga to znowu screw u mnie i flipnięty Delver u przeciwnika.

Ostatnia runda to nadzieją na jakieś mega dziwne tiebreakers i top 8, gra również z przeciwnikiem z wczoraj i jego GW. Obie gry były jakieś dziwne, mój deck co chwile niby już przejmował kontrolę i miał wygrywać po czym zaliczał serię słabych drawów, zwłaszcza w drugiej grze gdzie wyciągnąłem na stół niemal wszystkie landy. Dodatkowo w obu grach początkowo nie mogłem dobrać źródła czerwonej, a na ręce siedziały i Charmy i Ajani. Co prawda mój przeciwnik robił wiele aby przegrać te gry, jak stwierdził Berłoś, który sędziował ten turniej „już by mi zabrakło palców u rąk aby policzyć twoje błędy”. Niestety to chyba jednak nie był mój dzień, a być może popełniłem też błędy w grach. Trudno to stwierdzić bez kogoś znajomego, który by obserwował gry i potem je wytknął, bo wiadomo że samemu ciężko dostrzec swoje własne złe zagrania.

Deckiem postanowiłem grać na mtgo i tam ustalić czy jest tak samo dobry jak fajny. Niestety szał RtR limited mi na to nie pozwolił, od uruchomienia draftów nowego dodatku online zagrałem już ich około 60. Po czym stwierdziłem, że mam już nieco dość mtg i od pewnego czasu nie gram niczego poza EDH w mieście.

Na koniec mały bonus, tą listą zagrałem 2 dialy na mtgo robiąc 4-0 i 2-2 + jakieś gry w 2 man, ogólnie na dzień dzisiejszy online wynik wygląda: 14-5, więc bez szału. Ale może komuś uda się zrobić lepszy, pozdrawiam i do zobaczenia za miesiąc.

pokaż / ukryj

Topczyk midrange

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze