Commander 2015 – Wade into Battle: recenzja

Która talia i który generał z serii Commander 2015 są najgorsi? Tak na pierwszy rzut oka Wade into Battle z Kalemne, Disciple of Iroas. W zasadzie wszyscy od razu zadecydowali, że nuda, że drogo, że nic ciekawego. I długo myślałem, że „wszyscy” mają rację. A potem zagrałem tym deckiem i drugie wrażenie było już mocno na korzyść tej talii. Zabijanie Kalemne w trzy tury to coś naprawdę przyjemnego.

Ale czy to nie nudzi się po dłuższej grze? Czy Wade into Battle wciąga i inspiruje do dalszej zabawy? Czy może raczej szybko popada się w rutynę, a gra przestaje być ekscytująca? Przeczytajcie tę recenzję, a dowiecie się, jak to tak właściwie wygląda.

Giganci w akcji

Wade into Battle, tak jak i pozostałe decki z serii Commander 2015, jest zbudowane wokół kreatury z experience counterami. Deck oferuje grę kolorami Borosa i siłą rzeczy skłania ku agresywnym taliom. Tyle że, pod tym względem talia jest wyjątkowa. Boros zazwyczaj zmusza do grania deckami o niskim CMC, idącymi szeroko. Taka jest Depala, Pilot Exemplar, tacy są Iroas, God of Victory, Anax and Cymede, Tajic, Blade of the Legion. Nawet najpopularniejszy borosowy generał, Aurelia, the Warleader, skłania ku agresywnej grze i skupianiu się na combacie. Nie inaczej jest z Wade into Battle i Kalemne, Disciple of Iroas. Kalemne też chce atakować, też chce szybko zabijać i jest najbardziej agresywna ze wszystkich decków z C15. Lubi też wsparcie innych kreatur, jednakże równie dobrze może posłużyć jako generał voltronowy. Kalemne lubi ekwipunki – to akurat pasuje do tego, co już do tej pory inni generałowie borosowi robią. Kalemne jednak, przynajmniej w wersji preconowej, wysuwa na pierwszy plan tribal gigantów. Bo jakkolwiek Wade into Battle może się wydawać zwykłym aggro, tak w praktyce jest raczej midrange’ową konstrukcją na stworach z dużym CMC. To, co czyni z talii agresję, to zabójczy potencjał samego generała. Kalemne może zabić w trzy tury, jeśli zaraz po niej zagramy jakąś drogą kreaturę.

Mimo to Kalemne nie należy do najbardziej popularnych generałów. Po części wynika to z niechęci do samego połączenia kolorów – Boros jest, delikatnie mówiąc, niezbyt ceniony. Po części jest to efekt podejścia do samego decku – społeczność Magicowa jeszcze przed wydaniem produktu uznała, że Kalemne i Wade into Battle to najsłabszy generał i najsłabszy deck C15. Po części to efekt popularności innych legend – wspomnianych Aurelii, Iroasa, Depali, a także Gisela, Blade of Goldnight (którą znajdziemy w Wade into Battle, tak nawiasem mówiąc). Kalemne jest zaraz za nimi, przy czym jest to poziom podobny do Tajica czy Brion Stoutarma. Czy słusznie to inna sprawa, ale twarz Wade into Battle nie jest jakoś szczególnie rozchwytywana.

Deck zawiera 15 nowych kart. Z nich, oprócz Kalemne, Disciple of Iroas, unikalne są Anya, Merciless Angel, Blade of Selves, Dawnbreak Reclaimer, Dream Pillager, Fiery Confluence, Kalemne’s Captain, Magus of the Wheel. Do tego dochodzą także karty, które znajdziemy w innych taliach Commander 2015: Herald of the Host, Meteor Blast, Oreskos Explorer, Rite of the Raging Storm, Sandstone Oracle, Thought Vessel, Warchief Giant. Vessel jest w każdej talii, czerwone w Seize Control, a białe i Oracle w Call the Spirits. Oprócz experience counterków i generała, który z nich korzysta, mamy z nowości także uncommonowe kreatury z mechaniką Myriad oraz mieczyk, który przez długi czas był prawdziwym hitem, a wydrukowanie Nazahn, Revered Bladesmitha jeszcze tylko zwiększyło jego potencjał.

To tyle ze świeżynek. Z przedruków uwagę zwracają Inferno Titan, Sun Titan, Gisela, Blade of Goldnight, Sol Ring, Coldsteel Heart, Lightning Greaves, Mind Stone, Urza’s Incubator, Worn Powerstone, Staff of Nin, Command Tower. Jest też parę innych mniej istotnych kart (dla porządku dodajmy też o istnieniu 10 dwustronnych kart tokenów). Wszystko to raczej jednak przeznaczone dla casualowców niż dla osób grających constructed czy competitive.

Na polu bitwy

Wade into Battle jest jak na precona całkiem sensownie skonstruowany. W talii mamy sporo rampy, która pozwala szybciej zagrywać te wszystkie stwory z CMC większym lub równym 5, co w połączeniu z agresywnością samej Kalemne, daje tak potrzebnego tym kolorom kopa. Warto zauważyć, że spis zawiera tylko siedem stworów z CMC niższym niż 5 (na trzydzieści, nie licząc generała). W ogóle, na wszystkie 100 kart CMC niższe niż 5 mają 33 karty, z czego większość to właśnie kamyki i wszelkie manodajki. Właśnie dlatego problemu z zagrywaniem kart i krzywą w zasadzie nie ma, a deck pilotuje się całkiem przyjemnie.

Przyznać trzeba, że sama gra często opiera się na wystawieniu Kalemne, potem jakiegokolwiek stwora droższego od niej, a potem napieraniu do oporu. Choć taka strategia na dłuższą metę może się wydawać nudna, to jeśli ktoś lubi te kolory i taką grę, to będzie zadowolony. I to szczególnie wtedy, gdy ograniczamy się do pozostałych preconów z serii C15. Mało tego, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że dzięki Wade into Battle te pozostałe decki nabierają kolorów. One wszystkie – Call the Spirits, Seize Control, Swell the Host, Plunder the Graves – skłaniają się ku dłuższej grze i zdobywaniu zasobów z czasem. Kalemne im na to nie pozwala. Kalemne podkręca tempo, nadaje ton, a przez to gra staje się bardziej dynamiczna i po prostu ciekawsza, a zarazem trudniejsza. Wade into Battle jest naprawdę dobrze zbalansowane, nie dominując jednoznacznie pozostałych talii z C15, a zarazem nie będąc wobec nich bezbronna w late game. Mało tego, Kalemne radzi sobie nawet z innymi preconami (także z tymi nowszymi, np. z tymi z C17).

Sunrise Sovereign by William O’Connor

Jak jest z bardziej kompetytywną grą? Na to pytanie niestety nie odpowiem, ale deck trzeba by mocno rozbudować. Z tym nie jest najlepiej (o tym później), ale… chętnie zobaczyłbym grę na cztery osoby z Kalemne w stole, wspartą Armageddonem z zaekwipowanym jakimś mieczykiem, np. Sword of Body and Mind czy Sword of Feast and Famine. To wcale nie różni się tak bardzo od tego, co moglibyśmy zobaczyć w decku na Kaalia of the Vast. Znaczy, żeby było jasne – Kalemne do 1vs1 EDH czy środowiska, w którym gracie wyłącznie for win, a nie for fun, się nie nadaje. Wierzę jednak, że da się z niej zrobić coś bardziej porządnego, a jeśli tylko dać jej na podzie czas, aby się rozwinęła i zyskała trochę doświadczenia, to może resztę graczy pozamiatać. Zwłaszcza jeśli okaże się niedoceniania przez pozostałych uczestników zabawy. Nie ukrywajmy jednak – Kalemne gwiazdą cEDH na pewno nie będzie.

W wersji preconowej Wade into Battle nie ma jakoś szczególnie wielu synergii i nie są one specjalnie skomplikowane. Deck stawia na power level własnych kart. Coś tam się jednak zawsze znajdzie:

Jeśli chodzi o gry – mówimy tu cały czas o pojedynkach preconami – zabawa często kończy się na zadaniu generałem 21 obrażeń. Żeby nie być gołosłownym, mały przykład.

Grałem Meren, czyli Plunder the Graves, zatrzymując się trochę na landach. Peszek, ale bez tragedii, bo w sumie straciłem góra jednego land dropa i dobrał się Sakura-Tribe Elder. Spowolniło mnie to na tyle, że miałem w stole tylko Blood Bairna i coś tam powoli zaczynałem się kombić z Meren i Elderem. Wszystko byłoby ładnie, ale po stronie Kalemne pojawił się Sunrise Sovereign. Wystarczyło. Atak za 6 i już 12 obrażeń od generała. A potem w kolejnej turze Meteor Blast i nawet mój Great Oak Guardian niewiele zmieniał, bo cóż z tego, że wskoczył i dał Bairnowi i Meren +2/+2 skoro po Meteor Blaście Kalemne i tak czyściła stół double strike’iem i się przebijała za milion. Na ręce po drugiej stronie były jeszcze Disaster Radius, Angel of Serenity, Inferno Titan. Nieważne co bym w tej grze zrobił. Nie było szans, abym ją wygrał.

I może jeszcze jeden przykład. W innej grze znowu zostałem zmiażdżony przez Kalemne. Tym razem grałem deckiem Swell the Host, czyli Ezurim z C15. Udało mi się Mystic Snake’iem wykontrować Warstorm Surge, które z Rite of the Raging Storm by mi ślicznie stół kosiło. Rite’a pozbyłem się z Bane of Progress – tylko 3 counterki dostał przy okazji, choć to i tak było przyjemne. No ale znowu w stole pojawił się Sunrise Sovereign. Znowu atak za 6, którego nie jestem w stanie powstrzymać, czyli 12 obrazeń od generała. Mam w stole jednak Lorescale Coatla. Wytrzymam jeszcze dwie tury, dobiorę landa, zagram Biomantic Mastery, będzie fajnie, bo wężyk się zrobi z 11/11, ja dobiorę coś koło 7 kart, ustabilizuję się. Plan może nie nazbyt bezpieczny, ale jednak realny… a przynajmniej taki był, gdy w stół weszła Gisela, Blade of Goldnight. Cały misterny plan szlag trafił, bo Kalemne dostała counterka, biła już za 7 z podwojeniem obrażeń i z tramplem. Oznaczało to w sumie 28 obrażeń. W stole miałem Bane of Progress 5/5, Wistful Selkie 2/2, Mystic Snake 2/2, Lorescale Coatla 3/3, Chameleon Colossusa i byłem wytapowany. Innymi słowy, nawet blok wszystkim mnie nie ratował, bo borosowa generał zabijała mi wszystko oprócz Lorescale Coatla z Double Strike’a, a potem zabijała węża i jeszcze się przebijała za 10 obrażeń. Przypomnę – ja miałem wtedy już wbite 12 obrażeń od generała.

Kalemne naprawdę potrafi napierać. W gruncie rzeczy cieszę się, że nie jest silniejsza, bo by była przegięta. Stwory z Doube Strike nie jest łatwo wyskalować i zbalansować jeśli chodzi o power level. Z jednej strony za dużo mocy i jest broken. Za mało i karta się robi bezużyteczna. Borosowa generał z Wade into Battle plasuje się w tej kwestii tak trochę pośrodku, choć trzeba uczciwie przyznać, że raczej ze wskazaniem na tę drugą, słabszą stronę, bo mimo sporej mocy wymaga sporo zachodu w konstrukcji decku. Tak czy siak, pani generał w walce sprawdza się świetnie.

Ale też nie jest tak, że gry Kalemne nie mogą być ciekawe, emocjonujące i bardziej urozmaicone! Oto dowód. Graliśmy Seize Control na Wade into Battle. Pilotowałem Kalemne. Po mojej stronie stoły były:

Brat miał z kolei:

Stan życia to było ponad 35 u mnie i kilkanaście punktów u brata. Sytuacja wyglądała tak, że ani ja nie mogłem atakować, ani brat, bo nawet korzystając z Rogue’s Passage, nie zabijałby mnie. Wystawiałby się za to na atak. Ja zaś nie miałem możliwości napierać, bo w stole było trochę za dużo trochę za dużych Hamletbacków. Dopiero Epic Experiment pozwolił przełamać impas, bo dobrały się Reins of Power i Word of Seizing.

Skończyło się na tym, że mój stół zniknął. Z topa dobrał się jednak Desolation Giant i z kolei stół zniknął też po stronie brata. Ostatecznie tej gry nie wygrałem, ale skomplikowany boardstate, liczba kart dobranych i przemielonych (z efektów wheelowania, z drawu, z Thievery), a także decyzje, które należało podejmować, dały mi sporo satysfakcji i zabawy w tej grze.

Mógłbym przytoczyć jeszcze kilka przykładów co ciekawszych zagrań, interakcji i sytuacji na stole, ale to co już opisałem powinno wystarczyć, aby mieć wyobrażenie o sposobie prowadzania Wade into Battle. Jest lepiej niż sądziłem, że będzie. Fakt, że wynika to w jakiejś mierze z tego, jak Kalemne gra z pozostałymi preconami C15. Mimo to deck jest jak najbardziej grywalny i przyjemnie się go prowadzi.

 

Hundred-Handed One by Brad Rigney

Wade into Battle finansowo

Mała uwaga – ta część tekstu częściowo się zdezaktualizowała i przedstawia stan przed setami Masters 25 oraz Commander Anthology 2, czyli przed marcem 2018 roku. Mamy tu jednak okazję w perspektywie zaobserwować jak zmieniały się ceny i jak przedruki na nie wpłynęły. Dlatego fragment ten zostaje w niezmienionej formie, ale z dodatkowym komentarzem na końcu.

Kalemne nie należy do najdroższych kart. Dostaniecie ją bez problemu za jakieś 5 złotych, no, góra 6. Mniej jak poszukacie poza sklepami. Sam deck przed długi czas wyglądał jednak przyzwoicie, głównie dzięki Blade of Selves. Mieczyk utrzymywał się na poziomie 10 dolarów, ale potem zaczął spadać. Wade into Battle traciło na wartości, choć jednocześnie w górę powoli zaczęła iść inna karta – Fiery Confluence. Wraz z Aether Revolt wystrzeliła w kosmos i z 2 dolarów wspięła się na 8. Od tamtego czasu stale rośnie i dziś jest na 12 dolarów, stając się najdroższą konfluencją z cyklu. Powód? Popularność tej karty w czerwonych Stompy (i tym podobnych) deckach w Legacy. Grywa tam aż w czterech sztukach. Podobny los spotkał też Magus of the Wheel, który pono bywa widywany w Goblin Prison w Legacy, ale i jest fajną casualową zabawką. Mógł to też być jakiś spekulacyjny wykup, bo tuż po Hour of Devastation karta zaliczyła skok z 4-5 (wcześniej 3) aż do 20 dolarów, aby się w końcu ustabilizować na 10 i od tego czasu spokojnie sobie rosnąć do 12 zielonych.

Swoje zrobił też Commander 2017. Do Wade into Battle wsadzono wymagający przedruku, acz jeszcze nie aż tak drogi i poszukiwany, Urza’s Incubator. Ruch ten chwalono tuż po wydaniu produktu. Pozwoliło to spaść cenie za tę kartę z 10 do jakichś 5 dolarów – i to zarówno w wersji C15, jak i starej UD (Urza’s Destiny – jeśli tego skrótu nie znacie). W sierpniu 2017 roku Incubator zaliczył jednak skok z tych skromnych 5 do 20 dolarów. I choć karta pewnie z czasem straci nieco na wartości, tak do tej skromnej piątki raczej już nie wróci, a nawet jeśli, to na pewno nie w najbliższym czasie.

Paradoksalnie w tej chwili, dzięki tym trzem kartom (konfluencji, inkubatorowi i magusowi), Wade into Battle stał się najbardziej wartościową talią z całej serii Commander 2015. Suma kart (według Goldfisha) jest o 1/3 wyższa w wypadku tego decku (~90$) od pozostałych zestawów (~60$). Wypada tu podkreślić, że nawet tuż po wydaniu produktu, kiedy karty mają najwyższe ceny, deck był na ostatnim miejscu jeśli chodzi o ten aspekt. A teraz? Teoretycznie nic tylko pędzić do sklepu i łapać zanim podniosą ceny!

W praktyce to tak różowo nie wygląda, bo przecież wciąż musimy znaleźć kupca. Karty na aukcjach też pewnie są tańsze niż na Goldfishu. Jednak nie zmienia to faktu, że Wade into Battle jest teraz najbardziej atrakcyjny pod kątem wartości przedrukowanych kart z C15. Choć powstrzymałbym się od twierdzenia, że zakup decku jest opłacalny, czy że zakup się zwróci, tak na pewno kupując talię w cenie około 90-100 złotych można poczuć satysfakcję. Nawet i 120 zł brzmi nieźle, o czym zaraz się przekonamy. Niestety, w polskich sklepach produkt jest niemalże niedostępny.

Oczywiście, prócz wymienionych trzech droższych kart, mamy też parę innych ciekawych pozycji. Przyjrzyjmy się zatem bliżej tym kartom. Podane niżej ceny zaciągnąłem z Mana Vaulta w ustawieniu MCM AVG. Muszę tu wszakże zauważyć, że ceny z MCM różnią się znacznie od tych z TCG. Magus of the Wheel u nas stoi koło 30 złotych. Na TCG wołają 45. Nawet taki Oreskos Explorer to 40 gr na MCM, a złotówka na TCG. No ale to szczegół, przejdźmy do przeglądu kart.

Powyżej 10 zł mamy:

Od 10 do 5 zł znajdziemy:

Staple i ciekawsze karty poniżej 5 zł to:

I tak to mniej więcej wygląda. Na szczycie mamy dwie karty o eternalowym potencjale, dwie karty stricte casualowe, a także jednego z najpopularniejszych borosowych generałów, zarazem anioła (co też pewnie ma jakieś tam znaczenie). Dalej są dwie karty, z których jedna to staple w EDH i kostkach, a druga zahacza nawet o grę w Vintage (acz raczej epizodycznie i w rogue decku). Cała reszta to przede wszystkim mana rocki i casualowe karty. Wiele z nich grywa jak nie w EDH, to w kostce albo na kuchennym stole. I jakkolwiek taki Ingot nie wydaje się czymś specjalnym, tak pojawia się w zadziwiająco dużej liczbie spisów na EDHRECu. Amphitheater to z kolei land, który – jak na standardy preconstructed decków – ma unikalny charakter i efekt. Tu mógłbym też napomknąć o landach z cyclingiem (Secludded Steppe czy Smoldering Crater), ale raz, że nie są one wiele warte, a dwa, że wraz Vivid landami z czasów Lorwynu, Guildgate’ami i ravnicowymi bounce landami, Wizardzi pakują je praktycznie do każdego precona. Miło je mieć, ale nie są po prostu czymś nadzwyczajnym i wartym wyróżnienia. Wyjaśnienia domaga się jeszcze chyba tylko Dream Pillager. Ja wiem, że to karta… słaba, ale ma fajny efekt i fajnie się nią gra. Oczywiście, o ile już wlezie na battlefield i na nim zostanie, a z tym mogą być problemy. Nie zmienia to faktu, że chciałbym, aby ludzie patrzyli cieplej na tego smoka. Jest naprawdę sympatyczny – spójrzcie tylko na jego pysk.

W sumie ładnie to wygląda. Jest parę droższych kart. Jest trochę kart mniej lub bardziej popularnych, szczególnie atrakcyjnych, gdy nie mamy ich w kolekcji (nawet taki Sol Ring się tu łapie). Gorzej jednak z możliwościami rozwoju talii. Deck jako tribal nie jest szczególnie imponujący i w zasadzie niewielu gigantów brakuje do pełni szczęścia. Wizardzi nie wydrukowali w ostatnich 2 latach zbyt wielu kreatur, które wpasowywałyby się w talię. Można oczywiście iść po prostu w deck na stworach o dużym CMC. Tylko ilu znajdzie się amatorów takiego podejścia? Na razie, biorąc stosunkowo niewielką popularność Kalemne, nie są oni liczni. Można też pójść w voltronową strategię na ekwipunkach – tu z pewnością jest parę rzeczy, którymi można by talię upchać i tu jest jakiś potencjał. Można też powkładać do talii jakiś good stuff w kolorach i poulepszać utility (rampę, draw, itp), ale pole do popisu jest dość ograniczone. Jeżeli ktoś tu będzie chciał coś zmieniać, będzie musiał włożyć w koncept sporo czasu i dobrze go przemyśleć.

AKTUALIZACJA 13 marca 2019

Od chwili napisania tekstu trochę się zmieniło. Masters 25 zawierało dwa przedruki, które znalazły się w tym zestawie, co wpłynęło w dużym stopniu na ich ceny. Chodzi tu o Magus of the Wheel, który wraz z Mastersami zaczął szybować w dół i dziś wersja z Commander 2015 to ok. 5 zł, a można tę kartę dostać niby i za mniej. Druga karta to Gisela, Blade of Goldnight, ale tu spadek do 10-12 złotych nie jest aż tak ogromny. To też jednak efekt Masters 25. Ale nie tylko. Wade into Battle znalazło się również w Commander Anthology 2. I to też miało swoje przełożenie na ceny, ale nie tyle nawet w obniżeniu, ale utrzymaniu cen zestawu w ryzach. Te zaś pięły się powoli w górę, a po przedrukach proces ten wyhamował i choć trochę wartość Wade into Battle spadła, to i tak pozostaje na przyzwoitym poziomie ok 88 dolarów… czyli tyle, ile było w chwili pisania powyższej analizy cen.

Wade into Battle NIE JEST już jednak najdroższym zestawem. Wręcz przeciwnie – to najtańszy pod względem wartości deck z całego Commander 2015 w tej chwili. Dla porównania najdroższy jest… Swell the Host z 141$ – najlepszy kandydat do przedruku w kolejnej antologii, windowany niebotycznie przez najdroższą kartę setu – Command Beacon, za którą trzeba dać ok. 80 zł. Wśród pozostałych talii Call the Spirtis to ok. 115$, Plunder the Graves to poziom 107$, a Seize Control 93$. Dodać wypada, że Plunder the Graves po pierwszej antologii zaczęło odrabiać straty, więc kwestia czasu, kiedy Wade into Battle również zacznie to robić. O ile Wizardzi nie zdecydują się na kolejne przedruki. Jest kilka kart, którym by się to przydało, a lista wyżej wymieniona się zmieniła.

Teraz powyżej dyszki są: Fiery Confluence – 47 zł, Urza’s Incubator – 29 zł, Thought Vessel – 16zł, Blade of Selves – 16 zł, Lightning Greaves – 11 zł

Od 10 do 5 zł mamy: Sun Titan – 8 zł, Sol Ring – 5 zł

Poniżej 5 zł spadł Magus of the Wheel, a z ciekawszych kart warto wspomnieć o Rite of the Raging Storm. Nie dość, że za oceanem niby to karta powyżej 1 dolara, to jeszcze nawet w jakimś sideboardzie do Legacy się znalazło w Goblin Prisonie. Ot, ciekawostka. U nas ta karta nadal stoi grosze. Podobnie Warstorm Surge u Amerykanów to niby trochę powyżej dolara, podczas gdy u nas nawet złotówki nie wyciąga. Nieco podobna sytuacja jest z Basalt Monolith, ale to już solidne 3 zł. Generalnie niektóre karty pewnie warto mieć na oku, bo w Stanach – kierując się cenami z Goldfisha – niektóre karty zaliczają wzrosty. U nas jednak generalnie bez większych zmian i różnice są co najwyżej złotówkowe, jak w przypadku Coldsteel Heart, za który na ManaVault.pl mamy wskazane 2 zł. Oczywiście w MCM AVG, bo w cenach TCG za serduszko byśmy dali 8 zł.

Co z tego wszystkiego wynika, to już sobie sami zdecydujcie. Faktem jednak jest, że jeśli uda się zdobyć ten zestaw za około 80-120 zł, to nawet nieźle się na tym wychodzi. O ile więc ktoś jeszcze ma ochotę na zakup, to może skorzystać z ofert na MCM tutaj lub tutaj. Albo może poszukać gdzieś w polskiej dystrybucji, choć na to specjalnie bym nie liczył. I jeśli tylko Wizardzi nie zdecydują się na przedruk na przykład Fiery Confluence w jakimś suplementarnym secie, wartość zestawu albo będzie rosnąć, albo utrzyma obecny poziom. No chyba że Wizardzi zdecydują się wrócić na Lorwyn, to wtedy ewentualnie może coś bardziej gwałtownego by się zaczęło dziać z cenami gigantów. Nie liczyłbym na to jednak. Za bardzo casualowe te karty, aby z bulku nagle stały się finansowymi hitami.

 

Kalemne’s Captain by Tomasz Jędruszek – arty Tomka znajdziecie też na tej stronie: www.artstation.com/morano

Podsumowanie

Poprzedni mój tekst o EDH poświęcony był dwóm innym deckom z serii Commander 2015: Plunder the Graves i Seize Control. Wtedy jeszcze nie miałem w rękach Kalemne, uznając ją – jak ustaliła magicowa brać – za najgorszy deck edycji. Wade into Battle okazało się jednak ciekawsze, bardziej emocjonujące i dużo lepiej skonstruowane niż sądziłem. Talia przyniosła mi dużo zabawy.  Mało tego, o ile kiedyś polecałbym każdą talię z C15 tylko nie tę, dziś nie mam z tym oporów. Myślę nawet, że do takiej causualowej gry we dwójkę spokojnie można by kupować właśnie Kalemne i do niej dokładać dowolny inny deck z C15, taki, który najbardziej wam się podoba stylem gry. I nie chodzi tu o to, że Wade into Battle ma najwyższą wartość kart w talii z całej edycji (już nie ma). Po prostu tempo gry, interakcje z pozostałymi deckami C15 i dobry balans sprawiają, że choć agresywna, schematyczna i prosta Kalemne może na dłuższą metę nużyć, to ciekawe gry i sytuacje na stole przedłużają jej żywotność i atrakcyjność.

Kiedy talia się pojawiła, mieliśmy brzydkie kaczątko, którego nikt nie chciał. Dziś może nie jest to łabędź, raczej taki pocieszny głuptak, ale i tak popatrzeć miło i swój urok ma. Kalemne ma wady – jest w „złych kolorach”, w bardziej kompetytywnej grze jest słaba, jej rozbudowa jest problematyczna (trzeba się raczej nastawić na przebudowę), nie ma w niej finezji, a strategia grania nią to ciągły atak. Wielu graczy, zwłaszcza tych nastawionych na combo, lubiących milion interakcji w jednej turze, odbije się od niej jak od ściany. Mimo to sądzę, że Kalemne zasługuje na więcej sympatii niż jej w ostatnich latach okazywano. Myślę też, że jest spora liczba graczy, którym mogłaby się ona spodobać, gdyby tylko dali jej szansę.

Żałuję trochę, że talię zdobyłem tuż przed tym, gdy padła ofiarą cenowych skoków i dziś jej zakup nie będzie łatwy. Przez dwa lata deck zalegał na sklepowych półkach aż w końcu ktoś dostrzegł w kartach eternalowy potencjał. Zbiegło się to też z wydrukowaniem nowej edycji Commandera, która również miała wpływ na podniesienie wartości talii. W efekcie deck albo rozłożono na single, albo wykupiono. Całe szczęście Wizardzi zrobili przedruk w Antologii, bo inaczej byłby to spis powyżej 150 zielonych.

Z tego wszystkiego płynie też istotna i aktualna lekcja na teraz. Po pierwsze, wypada ostrożnie podchodzić do zachwytów i jęków magicowej społeczności. Mówię to w kontekście oceny innych decków, np. tych na smokach i wizardach z C17. Warto jednak samemu wypróbować albo chociaż poczekać na wrażenia z gry osób, które już miały okazję się produktem pobawić. Odnieść to można też do nadchodzącej MtG: Arena. Po drugie, nie ma co jakoś specjalnie przejmować się „opłacalnością” tych produktów. Fakt, dziś Wade into Battle okazuje się być finansowym hitem, bo przedruk i bo eternale. Kiedy wychodziło, nic nie wskazywało jednak na to, że tak będzie.

Tak czy siak, Wade into Battle okazało się solidną talią, która mnie zaskoczyła i która sprawiła mi sporo frajdy. To nie jest deck dla każdego, to nie jest generał dla każdego, ale i tak nie mogę tekstu zakończyć inaczej niż stwierdzeniem, że jest to po prostu dobry, sensownie zaprojektowany produkt. I to nawet biorąc pod uwagę to, że zarówno C16, jak i C17 czy C18, bez wątpienia są lepsze.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze