Grand Prix Praga 2018 – Relacja Hawaja

Grand Prix Praga 2018 za nami, ale warto jeszcze wrócić do tego eventu na chwilę. Część osób mogła przegapić relację Hawaja na facebooku. Część będzie zaś miała okazję ją przeczytać po raz kolejny. Warto ją jednak zachować dla potomności. Nie przedłużając, oddajemy głos autorowi. Doczytajcie do końca, a dowiecie się, dlaczego ten event był wspaniały.

Dzień dobry moi drodzy Psychatożanie, MTGPolszczanie, ModernRewolucjoniści i Wy, cała reszto społeczności, skupiającej się wokół najwspanialszej gry świata. Pod koniec sierpnia w Pradze miało miejsce Grand Prix w moim (i nie tylko) ukochanym formacie, Modernie. Wyjazd był bardzo udany i pełen niesamowitych przygód, więc jakoś tak wyszło, że na bieżąco relacjonowałem nasze przygody. Okazało się, że mieliśmy ich dużo więcej niż przewidywałem (shocker!), a że niektóre z nich były całkiem zabawne (szczególnie ta, w której Alduin wybiegł na czołowe z pędzącym autobusem), to szkoda, aby zaginęły w mrokach internetowych grupek. Z tego też powodu zachęcony przez dziadka Obera (love <3 ) postanowiłem spisać wszystko raz jeszcze, dodając tu i ówdzie kilka słów wyjaśnień, aby wszystko było jasne i klarowne. Całość podzielona będzie, zgodnie z oryginałem, na wpisy, których w sumie jest 7 (kto wie, może gdy dotrę do końca będzie ich więcej, zobaczymy). Dodatkowo zmienię lekko formę, żeby lepiej pasowała do medium (a co, to moja relacja, więc mogę xD).

->> Wpis 1 – Pierwsza ofiara <<-

W podróż do malowniczego miasta alkoholu, narkotyków i knedliczków wyruszyliśmy w składzie:

– Stary „Młody Borneo” Hawaj (ja);

– Goblin „Lori Bringer” Lorek, aka Wafel aka YesMan aka Empty the Lorenc;

– Skisły Mały – Stary;

– Skisły Duży – Młody (nie pytajcie co mierzyliśmy);

Feat. Wiśnia, Jaszczomp i Krzysztof Zdzisiek Marek aka Człowiek Bez Nazwiska.

W Pradze spotkać mieliśmy crème de la crème Poznańskiego Towarzystwa Fanów Przekręcania Kartonów w Prawo czyli Szmyda, Kanistra, Witasa i Jaja (znanego jako Wąski Pampi, który to z kolei znany jest jako Szeroki Jajo). Wyżej wymieniona czwórka, w połączeniu ze mną, Lorkiem i Skisłymi, tworzyć miała Kapitana Planetę, czyli krótko mówiąc, śpimy razem.

Wiedząc, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, wszyscy (poza Wiśnią, który dotarł oczywiście w ostatniej chwili) spotkaliśmy się na przystanku i dziarsko załadowaliśmy się do busa. Tuż po wyjeździe rozpoczęliśmy klasyczną akcję BEJOZA, czyli buty spadły z nóg a kapsle z butelek. Omówiliśmy jeszcze najgorętsze streetwearowe trendy, lore nowego dodatku do WoWa, a na pierwszym przystanku zgubiliśmy Jastrzębia. Serio, 20 minut po starcie z postoju nadal go nie widziałem. Ma ktoś do niego numer? Trudno, najwyżej dojedzie stopem 😉

 

->> Wpis 2 – Korona Królów <<-

Znaleźliśmy Jastrzębia, nie wiem gdzie spędził ostatnie 2 godziny podróży, ale chyba wolę żyć w niewiedzy. Za nami przystanek w Krakowie. Kierowca ogłosił, że będzie trwał dłużej niż poprzednie, więc obraliśmy za punkt honoru upchnąć w 15 minutach tyle przypału, ile tylko się da.

Cele:

– zlokalizować szamę, bo suche bułki i kostka sera żółtego od Jastszembia już się skończyły;

– kupić browary;

– zrobić kupę.

Przebieg wydarzeń:

– wszyscy rozbiegli się w losowych kierunkach.

Efekty:

– jako pierwszy do szamy dobiegł Stary Skisły, zaraz za nim ja, Młody Skisły i Yastrząb. Na miejscu  Mały ogarnął, że nie ma hajsu i pobiegł do autokaru, potem ogarnąłem to samo ja, ale zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, wrócił mój bohater i szybko wymieniłem 3 soczyste buziaki na 2 Whoopery Jr. (mega value);

– Wiśnia znalazł sklep i kupił dla całej wycieczki 1 (słownie: jedno) piwo (mniej value);

– nikt nie zdążył zrobić kupy (brak value)

Za to zdobyliśmy koronę z Burger Kinga, więc w sumie to jesteśmy na plus.

Kolejny przystanek na granicy, mam nadzieję, że w papierosach Jaztszempia serio jest tylko tytoń.

 

->> Wpis 3 – Dzień Zero <<-

Powiem krótko. Przetrwaliśmy, ale nie było łatwo.

Najpierw złapała nas burza podczas przejazdu przez granicę, chociaż podejrzewam, że to sprawka Jastrzębia, mająca pomóc ukryć mu się przed strażą graniczną. Nigdy się tego nie dowiemy, a na pewno nie Wiśnia, który całą drogę jechał z koszulką na głowie. Weird.

Po dotarciu do Prażki rozdzieliliśmy się na dwie drużyny, z czego nasza po krótkiej wycieczce metrem dotarła do hotelu. Oczywiście byliśmy jakieś 8 godzin za wcześnie, więc musieliśmy wyżebrać od pani na recepcji numer pokoju, w którym spała ekipa Sodka, każdy strzelił kupę (w końcu!) i prysznic, po czym skierowaliśmy się w stronę site.

Po drodze zdążyliśmy prawie zginąć pod kołami autobusu, z tego miejsca chciałem powiedzieć jak bardzo szanuję Mateusza ‚Alduina’ Jedlińskiego, który widząc czerwone światło nic sobie z niego nie zrobił i postanowił zaszarżować przez ulicę prosto na maskę rozpędzonego autobusu. Ten człowiek się śmierci nie boi, szacun mordo <uderza zaciśniętą pięścią w klatkę piersiową>. Poza tym zostaliśmy wygonieni z metra (w którym spotkaliśmy państwo Harrych), a na site szliśmy w deszczu poprzez błoto. Generalnie mega fun, zaczęło się dobrze.

Moje prywatne osiągnięcia z dnia 0:

– zrobiłem 2-0 w modernowym doubleupie, co po splicie dawało boxa + 10 paczek na głowę, niestety mój opp widział moją poprzednią rundę i wolał grać zamiast dzielić się hajsikiem. Oczywiście szybciutko rozjechał mnie 2-0. Złoto dla zuchwałych;

– znalazłem sekretny, nieoznaczony kibelek, który był tak czysty, że można by jeść z muszli (jak coś to nie próbowałem);

– złapałem 2,5 metrowego Karna za tyłek;

– upolowałem kupkę tokenów goblinów od RK Posta z podobizną Davida Bowiego;

– zamieniłem niewymawialną kartę Unsubstantiate na wersję foil… niemiecką, teraz już nie ma szans żebym kiedykolwiek nauczył się to wymawiać.

Poza tym reszcie teamu udało się:

– prawie dostać dq za dewastowanie site;

– zrobić 86 goblinów z Empty the Warrens;

– wejść do top4 PTQ, które będzie rozgrywane jutro przed main eventem i wjebać dq oppowi;

– podpisać promo Flooded Stranda u Matta Foulkesa;

– zjeść kiełbasę na site;

– oszukać CFB na 10€.

Jutro czeka nas wielki dzień, a tymczasem idziemy spać, dyskutując o tym, kto jest silniejszy, Charizard czy Arcanine.

 

->> Wpis 4 – Studium upadku<<-

Szybka relacja z Day 1 ŻiPi Prag:

– razem z Jajem byliśmy świadkami prawdziwego policyjnego pościgu;

– Młody Borneo (ja) zrobił szybki drop z main eventu z wynikiem 2-3;

– Bartłomiej ma w sideboardzie 9 enchantmentów, w tym 5 Choke’ów;

– Lori zagrał Ignite Memories za 46 do ryja, to jest podobno to sławne walenie pamięciówki;

– Kanister dostał od fana kolorową czapeczkę ze śmigiełkiem i musi w niej grać cały dzień;

– Młody Skisły nazwał Meddling Magem merfolkowego lorda, kiedy przeciwnik miał takie 4 na ręce xD

– pewien gracz próbował zagrać Meddling Mage z Caverny nazywając podtyp „Child” bo zapytany sędzia przypadkiem pokazał mu oracle do karty Meddling Kids;

Więcej MEGA ŚMIESZNYCH AKCJI w kolejnym odcinku, ja właśnie zaczynam grę na side eventach o PRAWDZIWE PIENIĄDZE.

 

->> Wpis 5 – Ze stormem wśród zwierząt <<-

Jest północ i właśnie wróciłem do pokoju. Był to dzień wypełniony walką, nadzieją, zaangażowaniem, ale głównie obsysem aż po same kule.

Krótkie podsumowanie (opowiem, co działo się po moim dropie z main eventu):

– na dwóch 3 rundowych side eventach zagrałem przeciwko Bridgevine x2, cheri0som, affinity, hardened scales i UW control. Jak widać modern to bardzo fajny, interaktywny format xD

– byłem świadkiem mirrora Elfów w Legacy, który skończył się 1-1-2. Przy wyniku 1-1 obaj kierowcy leśnych ludków zalockowali się nawzajem przy pomocy Elderscale Wurmów. Dla niewtajemniczonych, w sytuacji takiej nie można zakończyć gry, bo żaden z graczy nie jest w stanie zadać drugiemu obrażeń, a przewinąć się nie mogą, bo mają po 4x Green Sun’s Zenith. Poproszony o pomoc sędzia zaproponował im wzięcie remisu i zaczęcie 4 gry, gracze się zgodzili i zgadnijcie co.

Tak, w 4 grze obaj zagrali t3 Natural Order po węża. Niestety tym razem nie mogli rozpocząć kolejnej gry, bo na scenę wkroczyła terminacja;

– ktoś podjebał tabliczkę z numerem stolika 2137, przez co aktualnie stoi tam oficjalny sędziowski prox. Przyznawać się kto to xD (szanuję mega max);

– poznaniacy dostali blokadę na furę, ale pan policjant Janusz zmienił zdanie, kiedy Witas pomachał mu przed nosem banknotem o wartości 200 koron. Niby za granicą, a łapówki biorą jak u nas;

– pokonałem Młodego Skisłego 12-1-2 w packwarsy, nawet pomoc Człowieka Bez Nazwiska nie pomogła mu za wiele. Dodatkowo otworzył mi w paczce DOM Karnola Wojtyłę, więc już w ogóle POGCHAMP i pieniądze z nieba;

– zjedliśmy kolację w najgorszym Maku jakiego w życiu widziałem. Pominę to, że jedynym zamówieniem, które się zgadzało było moje (brzmiące „jeden bigmac”) i wszechobecną patologię (ten ziomek próbujący wydłubać sobie Esperal był mega hardkorem, nawet trochę szanuję). Mistrzostwem była ta dziewczyna, porządne 9/10, która nagle ni z gruchy ni z pietruchy wstała, zaczęła krzyczeć na śmietnik i wyciągać z niego frytki chowając sobie je po kieszeniach. Po wyjściu jeszcze długo słyszeliśmy jej wrzaski, może to dlatego, że szła kilka metrów przed nami i obrzucała ludzi tymi frytasami. Fajowo.

– jakiś ziomek chodził po całym site od osoby do osoby, szukając właściciela Gilded Lotusa, którego znalazł obok śmietnika. Może i to karta za 0,5€, ale był tak wholesome, że aż miło na serduszku się zrobiło;

– najmocniejsza żarówka w naszym pokoju nadal odpierdala jakieś stroboskopowe akcje, przez co cały czas czuję się jakbym był z Loczkiem w jakimś obskurnym klubie na Mazowieckiej.

Teraz idziemy spać, 3 z nas gra jutro day2, a reszta pewnie zagra PTQ lub side eventy.

  1. Chyba właśnie usłyszałem strzały za oknem.

 

->> Wpis 6 – zajawka <<-

Właśnie ogłoszono Top 8, niestety lipa, bo nie ma nikogo od nas. Szybka zajawka tego, co się działo, więcej informacji w kolejnym wpisie:

– Leszek Luty zrobił wynik gwarantujący zaproszenie na Pro Tour, wielkie brawa dla tego pana!

– Piotr Kanister Głogowski wbił brakujące punkty potrzebne do uzyskania statusu PLATYNOWEGO PROSA;

– Lori wjebał dyskotekę jakiemuś leszczowi co okłamał sędziego (lekko pomogłem), szczegóły później;

– Wiśnia cały dzień grał w legginsach kupionych wczoraj na dziale damskim (cholera, ale ma tyłek) i okularach bez szkieł, jak będziecie grzeczni to może dostaniecie foto <veird boner emoji>

– ja kontynuowałem studium obsysu, czyt. nie zarobiłem jednak miliona monet i czekają mnie 2 tygodnie głodu.

 

->> Wpis 7 – I HAVE LOOP <<-

Moi drodzy, przed wami ostatni, opóźniony wpis dotyczący GP Praga. Czemu opóźniony? A z wielu powodów. W niedzielny wieczór oddaliśmy się świętowaniu z okazji wbicia Platyny przez naszego kochanego Pietrka Konfiturkę (jeszcze raz brawo Gamoniu <3). Co tam się nie działo XD. Granie w Ping-Ponga klapkami na dworze w środku nocy, spotkanie z szamanką, mieszkającą w piwnicy hotelu, magiczne sztuczki w wykonaniu Młodego Skisłego (jebaniutki serio jest dobry), awantura o czekoladowe orzeszki (top 10 anime betrayals), legendarny pojedynek w szarady (5 mana sercery, co to?), no było wszystko. Poniedziałek zleciał nam na próbie dotarcia do siebie i na dworzec. Tam musieliśmy być na 21, więc teoretycznie luzy, ale wystarczyło jedno potknięcie (you had one job Młody, one job!) a musielibyśmy dołączyć do bractwa bejozy i koczować na dworcu do końca naszych dni czekając na ratunek. Dzisiaj z kolei miałem wycieczkę rowerową i randeczkę, więc sorawka, że piszę dopiero teraz, ale wiecie jak jest xD

Wystarczy tego wstępu, czas na opowieści!

– Nie tylko Goblin Lorek przeżywa długie i dziwne judge calle. Jeden z moich ulubionych karzełków (nie mówcie mu, że tak o nim mówię) też miewa szalone przygody. Po tym jak niedawno dostał dyskwalifikację z powodu „znaczonych protektorów” w których jeden z sędziów dopatrzył się wzoru, bardzo dba o to, żeby wszystko było cacy. Jakież było jego zdziwienie gdy przy okazji deckchecku usłyszał „deck twojego przeciwnika jest ok, ale ciebie proszę, żebyś poszedł ze mną”. „No kurwa ładnie, mają mnie. Fajnie było zagrać ostatni turniej życia Kiki-Chordem. Jak umierać to jako mem” myślał, idąc w stronę stoiska sędziowskiego. „Rozłóż, proszę, swój deck na main i side, zgodnie z decklistą, którą zarejestrowałeś” powiedział wąsaty sędzia, po czym zaczął pstrykać zdjęcia talii. W głowie naszego bohatera już wybrzmiewały pierwsze takty marszu pogrzebowego i zastanawiał się nad napisem na nagrobek, kiedy przemyślenia przerwał mu wąsacz mówiąc „Dziękuję, wszystko się zgadza, potrzebowaliśmy zdjęć decku na potrzeby coverage, jest świetny”. Spotkałem go po skończonej rundzie jak w stanie hiperwentylacji opierał się o ścianę budynku.

– Jakże wielkie było zdziwienie jednego z graczy main eventu, gdy obok swojego DCI zamiast imienia i nazwiska zobaczył DICK PENIS. Sędziowie, z którymi się w tej kwestii konsultował, jednoznacznie stwierdzili, że przypał jest i duży też jest. Okazało się, że imię i nazwisko przypisane do DCI podczas GP wysyłane jest bezpośrednio do bazy danych wizardów, i raczej ciężko będzie to zmienić xD. Zapytany, czy ma podejrzenia o to, kto mógł to zrobić bez wahania wymierzył palcem i dziś to on był górą w nierównej walce. Niestety nie wiem jaka kara ich za to spotkała, ale podejrzewam, że wytłumaczenie „it’s just a pranko bro” mogło nie wystarczyć.

– Skura dostał od sędziego oficjalny ruling brzmiący „could you be less happy?”

– Nie udało mi się zdobyć zdjęcia wiśni w jego cross-dressingowym wdzianku Frown

– Sodek skończył GP z niesamowitym wynikiem 2-4 (w tym 2 bye) i 0-8 w małych grach. Wielogodzinny testing, streamy i metagaming przyniosły rezultat. Ile to było? 75% winratio na modo?

– Dyskoteka (najciekawsze zostawiłem na koniec):

Nie, nie chodzi o prawdziwą, serio tak myśleliście? Lul. Medżikowiec w klubie? IKSDE.

Nie wiem, która była to runda, ale wędrowałem sobie po site przed ostatnią rundą mojego obessanego PTQ. Przypadkowo zawędrowałem akurat do stolika, na którym Lori grał przeciwko KFC i byłem świadkiem całej sytuacji od początku do samego końca. Po zagraniu Goblina Elorimancera oddał turkę, po czym jego przeciwnik dołożył do stołu składającego się z Mind Stone’a, Darksteel Cytadeli, Inventor Faira i Terrariona dobranego właśnie Foresta, za 4 manki zagrał KFC, po czym jebnął w stół 2 pozostałymi kartami mówiąc głośno „I HAVE LOOP”. Tak się złożyło, że te karty to Scrap Trawler i jego mały ziomek Myr Retriever. Poproszony przez naszego kochanego goblina o wytłumaczenie i pokazanie, jak wygląda „LOOP”, opp wziął 2 ziomków z powrotem na rękę, poświęcił Cytadelkę i Kamień, włożył je do grobu, wstawił Trawlera w stół, poświęcił Terrariona, dołożył mniejszego typka i zorientował się, że chyba coś zjebał, bo tu nie ma loopa i wgle przypał mega max. Licząc na wyrozumiałość Lorenka, mruknął pod nosem „I don’t have loop”, przełożył artefakty z grobu w stół, a smutnych mechanicznych kumpli znów zabrał do siebie (nie tym razem chłopaki). Oczywiście ręka Gloribangera od razu wystrzeliła w górę, zawołany sędzia nie za bardzo potrafił ogarnąć, o co w ogóle chodzi, ale HJ za to wykonał już dużo lepszą robotę. Typo strasznie się wkurwiał o tego judge calla, ciągle zmieniał wersję wydarzeń, nie potrafił odpowiedzieć, co się wydarzyło, no i ostatecznie dostał dyskwalifikację za okłamywanie sędziego. Farcik, bo zapytany o tę sytuację później Lori przyznał, że miał wyjątkowo słabą rękę, a tekst „i have loop” został z nami aż do końca wyjazdu i czuję, że usłyszę go jeszcze nie raz xD

Ten event był wspaniały. Nie, mówię serio. Pomimo tego, że skończyłem z bardzo słabym wynikiem, nie potrafię wyobrazić sobie lepszego sposobu na spędzenie ostatniego weekendu wakacji. Jeśli nigdy nie byłeś, to z całego serducha polecam. Nie będziesz żałować. Ja już zaczynam przygotowywać się do Grand Prix Liverpool na początku grudnia. Teamowe turnieje są jeszcze lepsze niż normalne, więc spodziewam się zajebistego wyjazdu. A jeśli wyjazdy zagranicę nie są dla Ciebie, to już za chwilę (6-7 października) odbędzie się dwudniowy event w Łodzi. Zagramy tam 4x PPTQ plus MKM Traile, w tym jeden Modernowy z gwarantowaną pulą nagród wynoszącą 1300€. Ja już nie mogę się doczekać (ciekawe czy nadal w Łodzi trample działa inaczej XD ).

Besoski :*

Hawaj


Jakub „Hawaj” Kozak – warszawski gracz, który miłość swojego życia poznał w czasach Shards of Alara. Fan niebieskich decków w nierotujących formatach, magicowego lore oraz patologicznego ulicznego rapu. Spotkać go można na Paprykarzach, zazwyczaj w sekcji coverage.

 

Ulubione zajęcia to Bolt-Snap-Bolt z końcem i Grapeshot za 20 w swojej. Jak dorośnie chciałby dołączyć do Vendilion Clique.

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze