Historia pewnego turnieju, czyli słodko-gorzko w Warszawie

Zapraszam do zapoznania się z krótkim podsumowaniem pierwszego z cyklu turniejów Worlds Magic Cup Qualifier, zastępujących dotychczasowe Nationalsy.

 

 

 

 

Pierwsze WMCQ w nowej formie już za nami, a zaraz odbędzie się kolejne. Wszyscy postawiliśmy sobie wiele pytań, spodziewając się czegoś innego niż dotychczasowe Mistrzostwa Polski. W moim odczuciu, mimo, że każdy z nas obniżył swoje oczekiwania, trzeba przyznać, że turniej tego typu jest okropnie pozbawiony klimatu, który towarzyszył Mistrzostwom Polski. Nie ma takiego smaku, tej magii, tej zaciętej walki, tych emocji. Za nami pierwszy event z cyklu, mającego wyłonić National Team na Teamowe Mistrzostwa Świata. Turniej, turniej i jeszcze raz turniej. To nie były mistrzostwa, to był turniej rangi PTQ na 118 osób, niby z zaproszeniami jednak, z drugiej strony – raczej turniej otwarty. Próg wejściowy był okropnie niski. Mała salka, w dosyć niezłym miejscu. Jednak z całym szacunkiem dla organizatorów, czegoś jeszcze brakowało. W porównaniu do łódzkiego GL ta salka spełniała wszystkie założenia na duży turniej. Ot, miejsce dla 150 osób, z Internetem, toaletą i jedzeniem nad głową. Jednak w porównaniu do Mistrzostw Polski rozgrywanych głównie w hotelach Gromada można czuć pewien niedosyt. Oczywiście plusem był miejscowy catering, ale znowu ogólny level, nie taki jak dotychczasowe MP (z wykluczeniem SGGW i Mistrzostw Monopoly). Jak na turniej rewelacja – sprawnie, szybko, bez większych problemów. Brawa dla organizatora.

Dla narodowości przyzwyczajonych do wielkich PTQ (dla polski wielkie PTQ to 60 osób, dla zachodu 250 osób), zagraliśmy normalny event levelu PTQ. Dla nas jednak to był pierwszy od dawna jednodniowy turniej dla setki osób. Zazwyczaj na PTQ nie wpada nawet połowa chętnych. Jednak otoczka ‘Mistrzostw’, nazwa World Qualifier i turniej zamknięty zrobiły swoje. Wpadli prawie wszyscy.

Co nasuwa mi się do głowy po tej imprezie? Przede wszystkim żeby wygrać, można wtopić max 1 grę w całym turnieju. To naprawdę świadczy o klasie zawodnika. Jednak z drugiej strony brak limited wpływa na brak odseparowania faktycznie najlepszych graczy. Jak już kiedyś pisałem, tych najbardziej uniwersalnych.

Wiele mogę mówić, mój wynik świadczy o tym, że powinienem być ostatnim, który ocenia. Jednak krytycznie patrzę jedynie przez pryzmat tego, co wszyscy już widzieliśmy – jakich emocji i wysiłku wymagały Mistrzostwa Polski.

 

Gorycz porażki

Nie może zabraknąć trochę wytykania i marudzenia, przecież nie byłbym sobą, ale…

… przegrałem swój mecz w sposób, którego nikomu nie życzę. Przegrałem z gościem, który gra, i gra wiele. Gra FNMy, osiąga wyniki. Gra FNMY i chyba tyle. Zagrał GPT, tam gdzie gra FNMY. Nie chcę piętnować za grę FNMów tego konkretnego gracza, seriously no offence, ale to ogólnie przedstawia, co wystarczy, żeby dostać się na ‘Turniej rangi PTQ’.

Jednak do samej gry mojego przeciwnika miałem wiele zastrzeżeń. Ale co z tego, jeżeli mnie pokonał? Będę szukał usprawiedliwień wyniku w samogrających rozdaniach mojego przeciwnika, którego  zdaniem – były jednak trudne do rozegrania (komentarz prawdziwy, usłyszany w trakcie mojego mulliganowania się w g2):

Gra 1, tura 1 ręka po odsłonięciu z Gitaxian Probe:

2x zielony Geist, Huntmaster, czerwony Zenit, 2 landy + land na stole.

Gra 2 , tura 2 :

1 Forest, 1 Birds of Paradise, 1 Llanowar Elves, 1, Huntmaster, 2 Geist, 1 Metamorph (faktycznie ciężkie wybory w tej partii). Oraz sukcesywne drawy mojego przeciwnika: RG land, RG Land, Rootbound Crag, Sword, Thrun, Wolf Run.

W porównaniu do mojego drawu, gdzie w pierwszej grze stawiałem opór Invisible Stalkerami i landami, a w drugiej z mulligana landami i Vapor Snagiem, ciężko było to źle zagrać. Jednak mój przeciwnik wyobraził sobie (pewnie poprawnie) jakieś niestworzone karty na moim ręku, dzięki Geistowi i Sword of Feast and Famine mogłem drugą grę nawet wygrać. Jednak topdeck Thruna, Wolf Runa, kiedy miałem 5 życia uświadomiło mnie, że nie dam sobie rady. Mając świadka tego wydarzenia, mimo tego, że nie wziąłem udziału w tej grze, mój przeciwnik miał tak wiele opcji, że gubił się raz po raz, dając mi dodatkowe szanse. Mogę równie dobrze założyć, iż przegrałem z ciężkim MU, byłoby wszystko OK, gdyby nie ta masakryczna ilość błędów przeciwnika, które nie miały konsekwencji w naszym meczu.

Nie wiem, jak wy, czytelnicy, ale zazwyczaj mój jeden błąd w grze kończy się porażką, czy wasz też? Jak to jest, że niektórzy dostają szansę po szansie, naciągając swoją Luck Manę do granic możliwości akurat w grze przeciwko wam?

Jak to jest, że jeden błąd Obera, przy stanie 4-0 spowodował utratę szans na Top8? Jedno matematycznie niepoprawne zagranie, które tak na mnie wpłynęło, że mi się przyśniło -> skasowało jego szanse na Top8. Jeden błąd przesądził o Top8. 100% pewność, że dojdzie do ćwiercifnału po tym jednym zagraniu. Zła analiza sytuacji i błąd decydujący o przebiegu całego turnieju. Cała moja złość odnośnie tego WMCQ, mimo powyższego akapitu, wcale nie jest spowodowana rezultatem 0-2 drop (a nawet 0-3, bo nie zostałem zdropowany). Nie mam żalu za pierwszą grę (RG Aggro), ponieważ to deck był źle złożony, a sytuacja w meczu była po prostu tłem do całego wydarzenia. Jestem zły za to, że kolega-redaktor-guru-pros nie zawojował top8 z powodu jednej decyzji.

 

Trochę na osłodę

Drugi mecz zagrałem z Piotrkiem Andrysem i muszę powiedzieć, że to był mecz! Ciekawy, na swój sposób, każdy miał przewagę, każdy dostawał extra tury, gdy Delver nie flipnął się for the win (były sytuacje, w których obaj byliśmy zmuszeni do zagrania va banque, licząc, że robak się nie flipnie), każdy grał mecz. Przegrałem po bardzo dobrej grze Piotrka i dużo lepszym buildzie, stechowanym na mirror. Tak mogę przegrywać. Wiem, że przegrywam w grę, przegrywam z graczem i wiem, że taka osoba zasługuje by grać na międzynarodowych turniejach, że slot nie zostanie zmarnowany.

Nasuwa się jednak pytanie, czy bez limited, z niskim pułapem wejściowym, z jednodniowym turniejem, jesteśmy w stanie wyłonić najlepszą trójkę graczy do reprezentowania naszego kraju? Czy to były Mistrzostwa? Czy będziemy mieli trzech Mistrzów na każdy kwartał, czy może chłopaki dostaną jedynie kwalifikację na duży ‘turniej rangi PTQ’?

Quo vadis, WotC?

 

Tak czy inaczej – gratuluje wszystkim z Top8, zwycięzcy mega pucharu i życzę sukcesu na tym nowym-wielkim wydarzeniu.

 


Na koniec mega trafiony w meta deck build jaki udało mi się zbudować

 

4 Glacial Fortress

9 Island

3 Moorland Haunt

1 Plains

4 Seachrome Coast

4 Delver of Secrets

4 Geist of Saint Traft

3 Invisible Stalker

4 Snapcaster Mage

2 Gut Shot

1 Dismember

1 Dissipate

4 Gitaxian Probe

4 Mana Leak

1 Mutagenic Growth

4 Ponder

1 Sword of War And Peace

2 Sword of Feast And Famine

4 Vapor Snag

W ostatniej chwili wymieniłem Sword o War And Peace na 4 sztukę Geist of Saint Traft. W decku, czegoś brakowało, powinienem się zdecydować chociaż na Dungeon Geists main, ale chciałem minimalizować stwory w stosunku do instantów. Na pewno można było to złożyć ciut lepiej.

Sideboard

3 Celestial Purge

1 Dissipate

2 Dungeon Geists

2 Phantasmal Image

1 Revoke Existence

1 Surgical Extraction

2 Timely Reinforcements

1 Jace, Memory Adept

1 Batterskull

1 Act of Agression

 

Dzięki za lekturę

– Tomasz Figarski

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze