Hultaj Sultai – opis BUG Sidisi-whip – część 1

Grajcie hultajem… znaczy, Sultaiem. Ten wężowy klan jest nienasycony i zżera wszystko, co tylko mu się nawinie pod paszczę. Wystarczy chwila, jeden czar niezagrany w tempo, jedna zła decyzja i koniec. Sidisi jest bezwzględna i nie wybacza błędów. Grajcie Sultaiem!

I gdyby tylko rzeczywiście było tak pięknie. Talia pojawiła się już w okolicach Pro Toura, ale nie zdobyła tam laurów. Turniej zdominowały Jeskaie i Abzany, co też przełożyło się na meta online. Zaraz potem okazało się jednak, że BUG też coś może zdziałać. Decki tego rodzaju zaczęły pojawiać się na turniejach online i dzięki temu wyhaczyłem jedną listę jeszcze przed GP Sztokholm. Na tym turnieju Christian Seibold z Sidisi-Whipem dostał się do Top 8. Znetdeckowałem jego spis i zacząłem się nim bawić na MTGO. Oto co z tego wyszło.

Sultai Whip – decklista i zasada działania

Oczywiście przed GP Sztokholm próbowano coś z tego rodzaju deckami robić. Już na początku istnienia obecnego formatu, na którymś SCG Open, Todd Anderson i Brad Nelson grali podobnymi konstrukcjami, ale dopiero w Szwecji pan Seibold i później Willy Edel na GP Santiago zrobili tym Top 8. Ostatnio też deck i jego kierowca trafili do finału MOCSa w Standardzie. Było także kilka innych sukcesów. Dla przypomnienia, talia Christiana Seibolda wyglądała tak:

pokaż / ukryj

Whidisi Christiana Seibolda Top 8 GP Sztokholm

Whidisi (takie miano nadano talii na GP) to deck, który można umiejscowić gdzieś pomiędzy combo-reanimatorem i rampą, a zwykłym midrange’owym deckiem na stworkach. Talia jest stosunkowo łatwa w prowadzeniu i ma niezłe matchupy, choć nie idealne. Sporo zależy od sideboardowania się i właściwego sposobu gry. Cenowo deck wypada jakoś w połowie stawki (wg. cen na rynku MTGO) – są tu drogie karty, ale jeśli ktoś śledził trendy i odpowiednio wcześnie zaopatrzył się w komplety kart z Therosa, to na karty z KTK nie będzie musiał wydawać dużo, choć z tym bywa różnie, bo ceny się zmieniają. Jest też pewne pole manewru – nie musimy przecież kupować od razu Temple of Malady. Można je zastąpić Temple of Mystery i Temple of Deceit. Sam tak zresztą gram, bo niestety „maladie” są teraz absurdalnie drogie – w chwili pisania tego tekstu po 18 tixów za sztukę. Wprowadziłem i podpatrzyłem też parę innych, drobnych zmian, ale o tym potem.

Deck w dużej mierze działa na zasadzie millowania własnej biblioteki. Wrzucamy karty do grobu z Wayfindera i Sidisi, a potem reanimujemy je biczem lub wracamy do ręki za pomocą Soul of Innistrad. Dzięki temu w talii tej nie gra się na 60 kartach, ale mniej więcej na 90-100. Zazwyczaj bowiem gry kończą się, kiedy w bibliotece mamy 20-30 kart (w 8 turze spokojnie w grobie może być 40 kart). Grób w pewnym sensie możemy traktować jako drugą bibliotekę. Poprzednie Reanimatory niby działały podobnie – Junk Reanimator ze standardu Innistrad-Ravnica korzystał z Unburial Rites’ów i Grisly Salvage, podobnie reanimatory z kolejnego T2, ale to Whidisi sprawia (pozorne) wrażenie bardziej wydajnego i szybszego. I jak to zwykle bywa, czasem trzeba uważać, aby samemu się nie przewinąć. Granie Satyrów czy Sidisi bez opamiętania odpada. Skąd tutaj to poczucie mocy i przyspieszenia? Po pierwsze, mamy Sidisi, która nie tylko jest elementem silnika decku, ale stanowi również spore zagrożenie dla przeciwnika. Robimy więc dwie rzeczy w jednej, podczas gdy reanimatory z poprzednich T2 albo zagrywały coś z grobu, albo coś do grobu wrzucały. One nigdy na raz nie wrzucały kart do grobu i zagrożeń w stół w 3 lub 4 turze (zdarzała się wczesna Elspeth z Obzedat’s Aid, ale musiała być wcześniej przewinięta). Po drugie, tamte decki zagrywały z grobu duże stwory. Tymczasem w Whidisi tworzymy tokeny, zalewając nimi przeciwnika. Bardziej idziemy w ilość, nie w jakość. Deathtouch z pszczół też robi swoje – deck z Hornet Queenem jest dużo mocniejszy niż inne wersje – z Nemesis of Mortals na przykład. Po trzecie, wbrew pozorom deck nie działa tylko i wyłącznie na Whipie. Reanimacja to jakby drugi, równorzędny plan gry. Deck nie wytwarza takiej presji jak Temur Aggro czy Jeskai Tempo, ale też nie stoi schowany za ściankami (ostatnio Courser i Kariatyda) czy removalem.

hornet queen z pre m15

Przeciwnika pokonuje się tu masą zombie powstałych dzięki Sidisi lub wrzucanymi z grobu Hornet Queenami, Sagu Maulerami i duszami Innistradu. Removal i lifelink z bicza pozwalają ścigać się z deckami takimi jak Jeskai Wins. Ratuje nas też przed szybkim aggro, choć agresywnym taliom zdarza się nas „przejechać”. Dużo zależy tu od ogrania, dokładania landów w tempo czy wczesnego wystawienia Sidisi, Whipa lub Doomwake Gianta. Z midrange’owymi Abzanami radzimy sobie bez większych problemów. Tylko trochę trudniejsze są aggro Abzany i Abzany reanimatory. Midrange’owe decki w ogóle mają z tym deckiem kiepsko, bo w late przeważamy dzięki zdobywanemu życiu, card advantage z grobu i dobrym, mocnym kreaturom. Także UB kontrole mają z nami pod górkę, o ile nie grają na Perilous Vaultach i Ashiokach. Sytuacja z UW kontrolami jest już trochę inna, ale one wciąż nie są popularne. Z dużo częściej spotykanymi Mardu czy Jeskaiami możemy bić się jak równy z równym. Generalnie deck jest nieźle wypozycjonowany w meta (był na początku peletonu, teraz jest trochę gorzej, ale wciąż zadowalająco), jednak ma kilka problemów. Największymi z nich są GB Constellation i zielone dewocje oraz UW Heroiki. Deck czasem się też zacina, bo np. w 30 kartach nie dobraliśmy lub przewinęliśmy Whipa i nie mamy jak wracać stworów albo zwyczajnie nas floodzi. Whidisi bardzo szybko jest w stanie wyprodukować sporo many. Stać nas nie tylko na zagrywanie Hornet Queenów z ręki, ale sporadycznie nawet na dwukrotną reanimację z Whipa – czyli jesteśmy w stanie wykorzystać 12 mana w jednej turze: aktywować bicz, zagrać drugi i aktywować jeszcze raz. W praktyce częściej będziemy oczywiście kończyć z 7-10 landami na stole, ale niektóre gry mogą trwać wystarczająco długo by i te ponad dwanaście lądów posiadać. Rzecz jasna nie chodzi tu o bicie jakichś rekordów, a o podkreślenie, że mecze są długie i że zazwyczaj z maną nie ma problemu. Patrząc na dostępne spisy, ludzie grają na 22-24 landach plus 4 Kariatydy, 4 Wayfinderów i 0-3 Elvish Mystici. Do tego dochodzą odsysające landy Coursery.

Silną stroną decku są nie tylko dobre zagrożenia w late game i lifelink z bicza, ale też stosunkowo dobre early game. Bronić możemy się Kariatydami i Courserami. Sama Sidisi też ma potencjał defensywny, choć na dobrą sprawę chcemy nią atakować, a nie wymieniać się np. z Goblin Rabblemasterami. Podobnie jak Courser ściąga ona removal, a potem wraca z bicza, wstawiając nierzadko dwa zombiaki do bloku. Naszym własnym removalem pozbywamy się Sarkhanów, Sorinów, Butcherów, Rabblemasterów, Mantisów… celów jest sporo, removalu mało i trzeba umiejętnie z niego korzystać. Dlatego też ważne jest to, jak wygląda pierwsza ręka – na niektóre MU, w rzadkich przypadkach, 5 landów, kariatyda i Sidisi jeszcze można keepnąć, na inne to jest automatycznie mulligan. Nie ma tu aż tak dużego przymusu sekwencjonowania jak w Jeskai Wins czy UW Heroic, ale też nie można sobie pozwalać na zbytnią pasywność i trzeba się przygotować na konieczność brania mulliganów. Jeden ominięty land drop, jeden stwór zagrany nie w tempo i z miejsca stawiamy się na przegranej pozycji, bo przeciwnik narzuci nam tempo (UW Heroic, Boss Sligh, Jeskai Wins), albo zbuduje pozycję (Abzan Midrange, GB Constellation), albo przejmie kontrolę nad grą (BUG Wealth, UB kontrole). Ponadto, jeśli utracimy Whipa (Erase, Utter End, Unravel the Aether, Sultai Charm, etc.) w niektórych MU to nam zaczyna być pod górkę. Mówiąc, że Whidisi to combo deck, mam na myśli właśnie to odpowiednie ułożenie kart, które przyspiesza naszą wygraną. Nie jest to jednak talia w stylu Jeskai Ascendancy Combo. To bardziej kwestia odpowiedniej synergii.

Deck miewa problemy z taplandami. Wspomniane omijanie land dropów dotyczy także np. konieczności wstawienia Opulent Palace czy świątyni i zakleszczenia się w pierwszych turach. Cierpi na to spora część meta, takie mamy środowisko i trzeba się z tym liczyć. Tu jednak dochodzi kwestia mniejszej ilości feczy, którymi gram oraz spora liczba taplandów w mojej wersji decku – bariera finansowa nie pozwala osiągnąć pełnej sprawności talii, choć nie przekreśla wcale sukcesów. Spory kłopot to także latacze. Tu wchodzimy w kwestię odpowiedniej budowy sideboardu. Kiedy dostaniemy kombinację kilku z następujących kart: Rabblemaster, Mantis, Sarkhan, Elspeth, to mamy raczej małe szanse na wygraną, nawet jeśli na ręku mamy jakieś odpowiedzi. Podobnie z UW Heroikiem, który nie przejmuje się tym co zagrywamy, robiąc sobie Voltronów i dobijając nas Gods Willingami czy Aqueous Formami. W innych MU też można wskazać podobne zabójcze kombinacje. Zagrożeń jest sporo i removal w decku jest niezbędny. Jest go mało, jest drogawy i nie zawsze jest wystarczająco skuteczny. Trzeba czasem trochę liczyć na łut szczęścia, że się dobierze. Deck nie radzi sobie też z Polukranosami, Doomwake Giantami i innymi bestiami z P/T większym niż 3 każda. Talię boli grave hate, ale na całe szczęście tym prawie nikt nie gra. Jedynie raz zdarzyło mi się trafić na coś w jakimś Gb i parę razy widziałem kryptę w UR artefaktach na Ensoulach. Łatwiej po prostu zniszczyć bicz niż dokładać niszowy side na dość rzadko spotykany deck (Mtgo-stats.com podaje, że Whidisi stanowi od 3 do 7% meta (9 grudnia było to 6%), choć ląduje w topach i robi 4-0 oraz 3-1 co jakiś czas; w meta istnieją jednak jeszcze co najmniej dwa reanimatory).

Podsumowując, plusy tej talii to:

  • bardzo dobry late game (tylko zielone dewocje mają lepszy, inne decki w najlepszym wypadku porównywalny)
  • wykorzystanie grobu jako drugiej biblioteki
  • spory lifegain, co pozwala przetrwać gry z aggro
  • stosunkowo dobre early jak na midrange
  • konsystencja i stabilność
  • niezła pozycja w metagame
  • stosunkowa łatwość w pilotażu (przynajmniej jeśli chodzi o podstawy; to zresztą może być subiektywne wrażenie)

Wśród minusów należy wymienić:

  • combogenność czy może raczej – sekwencyjność (chodzi tu o to, że deck lubi grać kariatydę w 2 turze, a potem Coursera lub Sidisi, zrzucając do grobu Hornet Queena, albo że czasem bez Whipa tuż po Sidisi nie damy sobie rady – po prostu talia premiuje pewne ułożenia kart, choć nie w takim stopniu jak dewocje w kontekście Nykthosa)
  • wrażliwość na zestackowanie zagrożeń u oppa (nie zawsze możemy wytrzymać do naszego late)
  • podatność na kłopoty, jeśli wcześnie pojawią się problemy z landami, szczególnie z taplandami
  • brak taniego, masowego removalu na zielone decki budujące pozycję na stole dzięki Nykthosom i na Heroiki
  • wrażliwość na grave hate
  • wymaga cierpliwego i ostrożnego grania w niektórych MU (w Abzanie punkty życia są jak milion punktów w Whose line is it anyway? – nie mają znaczenia, a w Jeskai liczy się każde obrażenie)

Od czasu GP Sztokholm archetyp dostał parę usprawnień. Zmieniały się oczywiście karty w sajdzie czy liczba poszczególnych kart w mainie (ilość Hornet Queenów w niektórych spisach urosła do czterech, Sagu Mauler pojawia się singlowo, etc). Największym dodatkiem okazał się jednak zapożyczony z Gb Doomwake Giant. Karta ta fenomenalnie radzi sobie z tokenami z Elspeth i Rabblemasterów. Jest też dobrą odpowiedzią na wraże Hornet Queeny, a do tego nieźle współpracuje z Whipem, Courserami i sideboardową Phariką (ta na trochę zniknęła, ale ostatnio powróciła i trafiła nawet do maina). Gigant nieźle działa także na Boss Sligh, gdzie możemy traktować ją jako odpowiednik Drown in Sorrow, bo stwory oponenta w większości mają 1 punkt toughness. Z maina zniknęły Elvish Mystiki, które często wypadały po sajdzie. W ich miejsce wskoczył Thoughtseize w dwóch-trzech sztukach. Ma to o tyle sens, że obecnie meta z jednej strony zwolniło – Jeskai Wins przerzuciło się na bardziej midrange’owe granie, Mardu zyskało na popularności, pojawiły się problematyczne MU z Whipami (tu także warto wspomnieć o możliwej zamianie Hero’s Downfall na Silence the Believers). Wiele decków nastawia się teraz na grę kartami, które dają dwa w jednym – szczególnie planeswalkerami (tu kolejna ciekawa rzecz – w jednym ze spisów Whidisi pojawia się Jace, the Living Guildpact). Z drugiej strony warto pamiętać, że meta przyspieszyło. Na starcie UW Heroiki, Heroic Ascendancy Combo, Ascendancy Tokens, Boss Sligh i inne tego rodzaju talie nie cieszyły się dużą popularnością lub ich nie było. Wciąż wyrzucenie z ręki oponentowi Titan’s Strength czy Gods Willing pozwala czasem na nawiązanie jakiejkolwiek walki, więc strata tych dwóch punktów życia w pierwszej grze i tak nie jest aż tak straszna.

Jakiś czas temu MTGO ugościło także wersję decku z białym splashem po Ashen Riderów i Siege Rhino. Ma ona także Rescue from the Underworld i See the Unwritten. To jednak bardziej all-inowa strategia, nastawiona na zagrywanie Riderów. Sam nie testowałem jej jeszcze, ale jak widać gracze kombinują i może komuś uda się jeszcze zaskoczyć meta albo stworzyć najbardziej optymalną wersję. Karty sideboardowe są omówione niżej, ale warto wspomnieć o paru techach. Ktoś w końcu zauważył, że deck gra kolorami UBG, a to oznacza, że można wykorzystać Ashioka. Reclamation Sage również zaczął się tam pojawiać, a czasem można też trafić na Bow of Nylea, Pharika’s Mender czy Nylea’s Disciple. Sideboardy są zresztą najbardziej dynamicznie zmieniającym się elementem decku. W większości przypadków main będzie u różnych graczy prawie taki sam – to też świadczy o sile i stabilności konstrukcji. Dopiero w ostatnich 2-3 tygodniach zaczęło się coś dziać, a decków z Sidisi się namnożyło całkiem dużo. W ogóle zresztą reanimatory zyskały na popularności i jest też wersja Abzanowa.

 

Opcje Sideboardowe

Wciąż jeszcze kombinuję i sprawdzam, jakie rozwiązania są najsensowniejsze oraz czy deck jest tak dobry, jak mi się wydaje. Być może pojawienie się aggro (UW Heroic) oraz problemy z dewocją oznaczają, że talia będzie coś ugrywała, ale na pierwsze miejsca na GP się nie wbije (na razie ląduje w topach, choć wygrane SCG też się trafiło). A może jednak odniesie jakiś spektakularny sukces i zyska popularność (Worldsy nie były tym momentem). Trudno przewidzieć, pewnie sytuacja talii wiele się nie zmieni do kolejnego dodatku. Polecam wszakże zainteresowanym przeglądanie list z mtgo-stats.com i z mtgtop8.com i sprawdzania nowinek. Tu można znaleźć linka do zapisu wyników mojego decku. Jakoś tak jednak Wizardzi dziwnie działają, że nie publikują wyników wszystkich Daily, a co za tym idzie na mtgo-stats nie ma wyniku pierwszego Daily jakie zagrałem (4-0, co przypisać muszę chyba szczęściu początkującego). Potem już w Daily robiłem głównie 3-1, ale wyniki innych graczy wskazują, że deck może się przebić do 4-0. Sporo zależy od tego, jaki dobierzemy sideboard i jakie MU się trafią. Przyjrzyjmy się na razie kartom i sprawdźmy, co możemy wsadzać (te których nie powinno się wsadzać też omawiam, może nadgorliwie, ale robię to dla pełnego obrazu – czasem crap staje się grywalny – a i mniej doświadczonym graczom może się to przyda).

Discard

W zasadzie rozważać można trzy karty z tej grupy czarów. Dwa z nich to klasyka – Thoughtseize i Despise. Pytanie brzmi, ile tego rodzaju disruptu potrzeba w decku i w sideboardzie. Odpowiedź zależy tak naprawdę od tego, jakie mamy meta i jakie są wraże zagrożenia – tych jest sporo i są naprawdę potężne, bo Khansi wrzucili sporo mirange’owych kart, których jedyny drawback – koszt mana – jest w T2 niwelowany. W limited wrzucenie Butcher of the Horde czy Siedge Rhino w stół nie będzie tak regularne i szybkie jak w standardzie. Discard najlepiej sprawdzać się będzie oczywiście na kontrolne talie (i w kontrolnych taliach), ale tu warto podkreślić, że w dobie Dig Through Time i Treasure Cruise oraz whipów, nie zawsze działa najlepiej. No bo co z tego, że wywalimy reanimatorom kreaturę z ręki. Wrócą ją sobie z grobu zaraz po dobraniu bicza. Albo co z tego, że opp stracił ten jeden removal. Zaraz dobierze Cruise’a i dociągnie trzy nowe karty, bo dorzuciliśmy mu do grobu paliwo. To nie znaczy, że discard jest teraz zły. Wywalenie np. jedynej kariatydy czasem równoznaczne jest z wygraną. Pozbycie się planeswalkera z ręki to zawsze profit. A jeśli opp nie zagrał jeszcze tego Diga i ma go na ręce, to przecież też dobrze. Po prostu trzeba pamiętać, że w obecnym meta grób również jest zasobem, z którego niektóre decki korzystają.

W praktyce Whidisi najczęściej gra z 2-3 TS w mainie, rzadziej czterema. Niektóre decki relegują je tylko do side’ów, a inne dopychają się jeszcze 1-2 Despise’ami. Trzecią kartą jest Stain the Mind – nie tyle discard, ile ekstrakcja o wąskim zastosowaniu. Jej skuteczność ogranicza się w zasadzie do walki z kontrolami i combo-deckami. Pierwotną wersję Jeskai Ascendancy (deck Lee Shi Tiana, Umbrella Revolution) rozbijamy nazywając albo właśnie enchanta, albo Twinflame, albo Retraction Helix. Gorzej jest z heroiczną wersją tego decku, bo voltronowe stworki są sporym problemem, ale na ten MU też się karta ta przydaje. Stain sprawdza się też nieźle na UB kontrole (Perilous Vault, Pearl Lake Ancient, Prognostic Sphinx, Ashiok Nigthmare Weaver). Szczególnie zabawne są gry z tymi kontrolami, które nie grają na Vaultach i mają jeden rodzaj finishera – np. Ancienta. Po wycięciu zwierza z decku przeciwnika, to kwestia czasu, kiedy go pokonamy. Parę razy zdarzyło mi się tak wygrywać, choć ostatnio kierowcy kontroli poszli po rozum do głowy i nie dość, że grają na Vaulty, to jeszcze dywersyfikują finiszerów. W UW kontroli oprócz węża potencjalnie dochodzi jeszcze jako cel Elspeth lub End Hostilities. Czasem też można pomyśleć o wsadzaniu jej na reanimatory (Whip, może Hornet Queen, może Doomwake Giant). Początkowo grałem jedną sztuką Staine’a w sidzie. Potem zrezygnowałem, ale na tę chwilę myślę o powrocie do niej, ale czy tak zrobię, zadecyduje tak naprawdę meta.

rakshasas secret

Ciekawą opcją, którą możemy wziąć pod uwagę, jest jeszcze Rakshasa’s Secret. Nie testowałem tej karty, ale mam na to ochotę, nawet w mainie. Dlaczego? Otóż z niektórymi deckami gra jest dość „ciasna” jeśli gramy wszystko idealnie w tempo tak do 4-5 tury. Bywa, że czasem właśnie ta 1-2 karty w ręku oponenta to coś, czego on ma za dużo, aby można było wygrać. Pytanie tylko czy w tych MU faktycznie mielibyśmy czas na zagrywanie discardu za 3 mana, kiedy moglibyśmy wstawiać stwora, czy zagrywać removal. I czy to rzeczywiście warte jest slota, nawet jeśli zrzucamy sobie dwie karty do grobu. Odpowiedź pewnie jest taka, jak w przypadku Taigam’s Scheming czy Sultai Ascendancy – wygląda fajnie, ale nie działa jak powinno. Dopóki nie spróbuję, nie będę wiedział. Nie robię tego tylko dlatego, że nie psuje się sprawnej maszyny. Po prostu nie widzę póki co dostatecznych powodów do tego, aby kombinować. Acha, w formacie jest jeszcze jeden discard w postaci Mardu Charma. To śliczne ustrojstwo nie jest jednak dostępne dla naszego decku (ale w WRB kontroli sprawdza się bardzo dobrze).

Kreatury

W przypadku stworów mamy teoretycznie największe pole wyboru. Najpierw wymieńmy fajne karty w kolorach, ale nie pasujące niestety do tej talii. Znajdziemy wśród nich: Grim Haruspex, Kheru Spellsnatcher, Scourge of Fleets, Prophet of Kruphix, Boon Satyr, Underworld Cerberus, Indulgent Tormentor, Fate Unraveler. Z tego na pewno nie będziemy korzystać. To tylko kilka, bo jakby bardziej pogrzebać, musielibyśmy wymieniać jeszcze długo (choćby Yisana).

Sporo jest też stworów, z których teoretycznie moglibyśmy skorzystać. Z różnych powodów jednak tego nie robimy. Sultaiowe karty z KTK są na przykład za słabe. Chodzi o Abomination of Gudul, Kheru Lich Lord (bicza w przyszłości to on raczej nie zastąpi), Rakshasa Vizier. Również żółwik, Meandering Towershell, nie jest dobrym pomysłem. Thousand Winds niby lata i mógłby być fajnym celem reanimacyjnym z tego powodu, ale to nie jest dobra karta w środowisku z Hornet Queenami. Ponadto jako morf jest strasznie drogi i niewiele zmienia na battlefieldzie jeśli oponentowi nie chce się atakować wszystkim. Z podobnych powodów dobry nie jest Master of the Feast, chociaż jako cel reanimacyjny jest dużo lepszy, a i jako zagrożenie nieźle się mógłby sprawdzać. Drawback jest jednak potencjalnie zbyt niebezpieczny. Nawet BG Enchantments nim nie gra. A propos, Eidolon of Blossoms można by rozważać jako uzupełenienie silnika decku (co jest ciekawą opcją), ale na pewno nie jako kartę sideboardową. Tyle że wówczas deck wyglądałby inaczej, choćby jak u Caleba Durwalda.

Również stwory z Therosa na razie nie są zbyt atrakcyjne. Ponoć w bloku grała jakaś reanimacja z Medomai the Ageles, ale jak na razie nikt na tę kartę nie zwrócił uwagi (tyle że skoro można splashować Ashen Riderów, to czemu tym bardziej nie to!). Champion of Stray Souls jest wolny i za słaby (4/4 na ziemi to mało! gdyby chociaż miał deathoucha). Mając za podobną manę Soul of Innistrad robimy coś podobnego, a nie tracimy na to przy okazji stworów, nie wspominając o dużo większym potencjale defensywnym (atak to już swoją drogą). Soule grają więc w mainach, szkielety zalegają na sklepowych półkach jako bulk rare. Theros ma jeszcze kilka ciekawych kart. Abhorrent Overlord to taki gorszy Hornet Queen. Gorszy, bo harpie nie mają deathtoucha. To jednak jest spora różnica, choć stasy demona są w porządku i nawet widziałem w Daily intrygującą, czarniejszą wersję Whidisi. Fajnie to wyglądało.

Hythonia the Cruel z kolei ma ciekawą umiejętność, ale jest to jednak za drogie. Może wolniejsze zielone dewocje pozwalałyby jej jakoś działać, bo nie grają removalem. Wolałbym chyba jednak w takim MU wystawić Perilous Vaulta niż liczyć, że wolna gorgona mnie uratuje. Zostaje jeszcze Polukranos, World Eater i Shipbreaker Kraken. Karty te wymagałyby jednak mocniejszej gry zielonym lub niebieskim. Zielony już teraz jest wystarczająco silnie obecny (przu kurserach, kariatydach, etc), ale po hydrę jakoś nikt nie sięga. Być może jednak jest to jakiś sposób na UW Heroici i dodatkowa karta na aggro. Zatrzymuje słonie, kosztuje czwórkę, powinien też się dobrze reanimować. Słowem jest to karta, nad którą można pomyśleć. Kraken jednak odpada, z podobnych powodów co Hythonia i wrażliwości na removal.

Również Stormtide Leviathan, karta z M15, to rzecz, którą raczej trzeba sobie odpuścić. Widziałem jednak ją w jakichś spisach. Na pewno bicie oponenta za 8 to coś kuszącego, szczególnie jeśli nie jest on w stanie w żaden sposób się bronić. W formacie mamy jednak zbyt dużo dobrych lataków (Mantis Rider, Sarkhan, Stormbreath Dragon, Ashcloud Phoenix, etc), aby móc się schować za tą wielką szprotką. Mówiąc o kartach z M15, mogę też wspomnieć o Scuttling Doom Engine i Soul of New Phyrexia. Żadna z tych kart nie rozwiązuje problemów decku. Może się to kiedyś zmieni, ale na razie nie ma na to szans. Zostaje w zasadzie jeszcze tylko Prognostic Sphinx, który teoretycznie na niektóre MU mógłby być w porządku. Tylko czy jest na niego miejsce w sideboardach? Albo w mainie? Na razie odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. Początkowo próbowano go wsadzać do decków, ale wkrótce okazało się to takim sobie rozwiązaniem. I przyznam, że z perspektywy osoby grającej Hornet Queenami, jak zobaczyłem sfinksa po drugiej stronie w Jeskai Wins, to się wręcz ucieszyłem. Mój przeciwnik chyba nawet nie wsadził na mnie Anger of the Gods i jedyne co mógł zrobić, to patrzeć jak dwie moje pszczółki uszczuplają z każdą turą jego życie. Nawet raz nie dałem mu zaatakować dla scry’a.

Ok, dużo tego, ale to nie oznacza, że stwory do omówienia nam się skończyły! Te karty, którym teraz się przyjrzymy, mają ściśle określony, sideboardowy charakter. Są dobre, ale tylko w określonych match-upach i tylko w określonych momentach, choć meta może skłonić nas do grania nimi w mainie. Ot choćby Arbor Colossus, z trudnym, ale możliwym do osiągnięcia w Whidisi, kosztem. Niestety, karta ta niezbyt dobrze wpasowuje się w obecne meta. Hornet Nest możemy wykorzystać na aggro, choć Hammerhandy, Aqueous Formy, Bile Blighty i inne ustrojstwa ograniczają skuteczność gniazdka. Testowałem tę kartę przez pewien czas i uznałem, że jednak wolę mieć Drown in Sorrow. Aggro możemy też skontrować Akroan Horsem. Myślę, że to za wolna karta, ale chciałbym zobaczyć konia trojańskiego w T2. Po prostu byłoby to zabawne. Aggro i decki zorientowane na tempo (Jeskai, Temur) pomaga nam opanować także Nylea’s Disciple. Ta karta pojawiła się w side’ach całkiem niedawno, ale w miarę dobrze się sprawdza. Nylea, God of the Hunt to już raczej przerost formy nad treścią. Niby jest szansa, że będzie ona w naszym decku obudzona, ale po co nam ona. Jej trample i dopałka to za drogi, zbyt sytuacyjny interes (podobnie wygląda to w przypadku Erebosa). Z bogów lepsza jest zresztą Pharika, God of Affliction. Jest świetna w mirrorze, jest dobra na inne reanimatory, jest w porządku na zielone dewocje i działa z Doomwake Giantami. Widziałem w sajdach też Phenax, God of Deception. Opcja na przewijanie w naszym decku jest ciekawa. Nagle kariatydy stają się niezgorszym zagrożeniem, a i tokeny z Sidisi powinny narobić kłopotu w tym trybie. Nie testowałem tego jednak, więc nie będę się wypowiadał, jak bardzo jest to skuteczne (i na kogo). Kartą, która jeszcze nie znalazła sobie domu, a być może warto się nad nią pochylić, jest Clever Impersonator. Cały czas mamy też dostęp do Phyrexian Revokera. Chyba jednak meta mu nie sprzyja, bo nie gra. Meta jest też zbyt wielokolorowa, by Mistcutter Hydra rozwinęła skrzydła (choć w sumie jakby rozwinęła skrzydła, to by była wielogłowym smokiem). Ostatnią taką stricte sideboardową kartą jest Agent of Erebos. Na nas jest to całkiem dobra rzecz, ale widziałem ją tylko raz w czyimś spisie, i raz oponent ją zagrał. Jeśliby reanimatory rozpanoszyły się zbyt mocno, to ta karta jest je w stanie bardzo skutecznie wyłączać. Sami też możemy z niej korzystać, choćby na mirrora.

No to mamy opisane jeszcze więcej stworów. Co dalej? Jeszcze więcej stworów! Cóżże by innego. Wypada bowiem wspomnieć jeszcze o paru rzeczach, które przewijają się przez różne buildy. W czasie turniejów trafiła mi się na przykład agresywna wersja decku, chyba nawet bez Whipów, bazując na Delve’ie. Grały tam Rakshasa Deathdealer i Nemesis of Mortals. Spotkałem się też z wersją z Nighthowlerem. Delve’owa Sidisi nie jest jednak równie fajna co Whidisi, bo ani to aggro, ani midrange. Deathdealera na pewno mogę rozważać, zależnie od zmian w meta. Widzę powody, dla których warto go wsadzić do decku. Nemesis to jednak zawód na całej linii. Ta karta w tej chwili nie jest dobra. Nocnego wyjca z kolei mógłbym już przygarnąć. Pozwala on z głupiego Satyr Wayfindera zrobić solidnego napieracza. Ciekawą enchantową opcją jest również Nyx Weaver. To jedna z tych kart, które pozwalają wrócić zniszczony bicz do gry. W tym kontekście fajne jest też Pharika’s Mender, ale na obu kartach nie grałem. Widziałem je tylko w kilku buildach. Próbowano też coś robić z Sultai Soothsayer, ale chyba nie wyszło, bo poza pierwszymi próbami słuch o karcie zaginął. Ten sam los spotkał Necropolis Fienda i Reaper of the Wilds. Obie karty były przymierzane do decku, testowane, szczególnie demon (argumenty: tani, dobry na Sarkhana), ale nie dotrwały do końca. Dziś w spisach ich nie znajdziemy (Reaper pojawił się ostatnio w sajdzie Kentaro Yamamoto na World Championship 2014). Jest jeszcze Bloodsoaked Champion, którego można wykorzystać do agresywnej wersji delvowego Sultaia, jednakże 2/1 nie jest w tym formacie jakąś szczególną przeszkodą. Wypada przy nim zresztą grać na Herald of Torment i Nighthowlerze. To zaś oznacza zmianę sporej części decku. Wówczas bardziej się opłaca zrobić nawet grixisowe aggro lub BR aggro niż dorzucać do tego Sidsisi. Jak zresztą mówiłem, grałem przeciwko aggro-delve Sultaiom. Nie byłem pod wrażeniem. Warto tu jednak dodać, że deck tak zaczynał – bardziej jako talia na delvie, a nie jako reanimator.

Zostają dwie karty: Soul of Innistrad i Sagu Mauler. Obie były wykorzystywane przez Seibolda, i obie polubiłem. Nie są to karty idealne, mają spory koszt, ale dają one deckowi coś ciekawego. Obie są groźne dla kontrolek. Obie fajnie też wyskakują z grobu. Soul może przy okazji coś wrócić (działa to trochę jak Treasure Cruise), a Mauler bije Wędrowców. Może też uniknąć Disdainful Stroke’a i jest odporny na sporą część removalu. Zdążyłem już doświadczyć desperackich zagrań w rodzaju dwóch Anger of the Gods tylko po to, aby pozbyć się jednego Sagu Maulera. Co do Soula to jest to uzupełnienie bicza. Bardzo zabawne są lategame’y, kiedy mamy dużo many i jednego Soula w grobie, a drugiego na polu bitwy. Kombinacja 2 Souli i Hornet Queenów to w zasadzie „gg”, jeżeli opp nie ma żadnych twardych odpowiedzi. Zwykły removal nie pomaga. Bez exilowania się nie obędzie. Zdarzyła mi się taka sytuacja góra ze dwa razy, raz też oponent coś takiego odpalił, ale jako że mecze bywają długie, to jest to jednak możliwe. Rzadkie, ale możliwe i czasem to jest ten drobny niuans decydujący o wygranej. Obie karty są warte grania, choć oczywiście nie na wszystkie MU (na Mardu na przykład średnio się sprawdzają ze względu na Crackling Dooma).

Removal

Dla wygody podzielmy to na grupy i omówmy z osobna.

Removal na enchanty i artefakty

Zacznijmy może od karty nietypowej, bo powinna teoretycznie być wymieniona wyżej przy stworach sideboardowych. Ja jej jednak nie traktuję jako stwora. Ta karta to Reclamation Sage, czyli removal przede wszystkim na Perilous Vault, Jeskai Ascendancy, Whip of Erebos i inne enchanty/artefakty grające teraz w formacie. Z nich wszystkich to te trzy wyżej wymienione są głównymi celami. Fakt, że można wrócić sobie Sage’a z grobu, tym bardziej przemawia na jego korzyść. Jest to po prostu wartościowa opcja.

Teoretycznie można również do tego celu wykorzystywać Consign to Dust, Artisan’s Sorrow lub Unravel the Aether. Z nich na poważnie można brać w zasadzie tylko tę ostatnią, ale nie lubię tej karty. Bywa, że faktycznie pozwala pozbyć się zagrożenia, jednakże choćby ze względu na Dig Through Time w niebieskich deckach, sensu to za wiele nie ma. Odsuwa co najwyżej zagrożenie w czasie. Przydaje się w zasadzie tylko wtedy, kiedy mamy już oponenta na widelcu i od zwycięstwa dzieli nas już tylko lifelink z bicza. Na UB się więc nie sprawdza, na mirrory – okazjonalnie może siądzie, ewentualnie na Ascendacje byłoby ok. Inne enchanty i artefakty w pozostałych archetypach nie mają większego znaczenia, szczególnie że mamy dostęp do powtarzalnego, twardego removalu z Sage’a. I to też jest sytuacyjne, ale bardziej warte zachodu.

Istnieje też jeszcze jeden czar, który „psuje” enchanty i jest nim Back to Nature. Kłopot z nim polega na tym, że uderza też w Whidisi, zmiatając bicz, gigantów i kurserów. Karta ta jest więc jedynie dobrą opcją na BG enchanty lub decki z silnikiem na Eidolon of Blossoms. To w zasadzie jest tylko jeden, góra dwa archetypy, które stanowią margines meta. Co prawda Whidisi średnio sobie z nimi radzi, jednakże wkładanie tej karty przeczy trochę zasadzie uniwersalności sideboardu. Miałem ją przez chwilę tam schowaną, ale nie wsadziłem jej ani razu na żaden deck. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu grach skończyło się na tym, że wyleciała ze spisu. Oczywiście zaraz potem trafiłem w Daily na BG Enchanty, ale to wciąż był i jest margines całego meta, więc zapychanie slota tego rodzaju kartą mija się z celem. I to tym bardziej, że oponent może grać także np. Polukranosami, Arbor Colossusami czy bogami, których karta ta się nie ima. Nie jestem więc przekonany do Back to Nature, choć mam tę kartę na oku.

Extinguish All Hope

Sweepery

Podobna sytuacja jest trochę z Extinguish All Hope. Ta karta również nie jest optymalna ze względu na koszt. Sześć mana to wbrew pozorom dużo więcej niż pięć, nie wspominając o tym, że nie usuwa enchantów, więc nie rozwiązuje problemu BG i zielonych dewocji. In Garruk’s Wake jest jeszcze droższe, więc o tej karcie nawet nie ma co wspominać. Na porządnego czarnego sweepera trzeba czeka do Fate Reforged. Pojawi się tam Crux of Fate, który powinien pomóc w niektórych MU (o ile sam nie zacznie być sporą przeszkodą). Oczywiście tego rodzaju karta potrzebna jest tylko do sideboardu na talie, które budują pozycję szybciej od nas i nie przejmują się tym, co my gramy.

Na tokenowe aggro strategie (czyli wszystkie decki z Rabblemasterem: Mardu, Jeskai, Boss Sligh, etc.) mamy dwa inne sweepery – Drown in Sorrow i Bile Blight. Są to karty bardzo warunkowe, niezbędne, ale nie można z nich być zadowolonym w stu procentach. Niestety, nic innego nie ma w tej chwili dostępnego. Teoretycznie jest Death Frenzy, ale to za drogie, nawet jeśli dodaje życia. Problem z Drownem jest taki, że poza tokenami i Rabblemasterem niewiele więcej zabija. Na UW nie działa, na Sidisi nie działa, na Abzany nie działa, na zielone dewocje jest taki sobie, na Jeskai też jest słaby. Wsadzanie tego na Hornet Queeny nic nie daje – bardziej opłaca się skontrować swoimi Hornetami niż zabijać wrogie z Drowna. Jedynie agresywna wersja Mardu, ta z wieloma tokenami, i Boss Sligh są na to wrażliwe. Ma Mardu jednak tego nie wsadzałem. Tam od tego są Doomwake Gianty w mainie i one mi wystarczą, choć może nie doceniam Drowna, który jest szybszy i daje Scry, może po prostu nie umiem nim grać. Zresztą to nie agresywne a midrange’owe Mardu jest problemem. Karta ta jest u mnie w sideboardzie w zasadzie tylko i wyłącznie ze względu na Boss Sligh. Nieco inna sytuacja jest z Bile Blight, które zabija wiele trójek w formacie – Fleecemane Liony, Heir of the Wilds (Temury i Abzany zawsze mają jakieś 4/4 w trzeciej turze, więc liczę tę kartę jako 3/3), Mantis Ridery i inne, a do tego pozbywa się wszystkich rzeczy, które zabija też Bile Blight.

Obie karty poprawiają nieco kilka MU, ale nie rozwiązują prawdziwych problemów, a tym są decki, które rozwijają się szerzej od nas. Temu w formacie może zaradzić jedna karta – Perilous Vault i choć jest ona obosieczna, to coraz bardziej skłaniam się ku temu, by ją chociaż przetestować. Dotyczy to w zasadzie dwóch archetypów: G dewocji i UW Heroiców (podobno Vault jest na to za wolny, czego w sumie można się było spodziewać). Wiąże się to jednak z zamianą z kreaturowej wersji decku na bardziej kontrolną. Zastanawiałem się nad takim dostosowaniem sideboardu, aby z niektórymi MU grać właśnie jak kontrola – kontrami, removalem, itd. Być może da się to zrobić (przykładem Jeskaie i Mardu po sajdzie, nawet Abzanom się zdarza), ale jak zauważył Mark Nestico w swym niedawnym tekście, tego rodzaju decki stają się przez to słabsze. Whidisi nie ma jednak wystarczająco wiele kart w mainie, by przekształcić się po sajdzie w coś bliższego UB kontrolom. Zbyt mocno poświęca się pokonywaniu przeciwnika stworami. Tak czy siak, do Vaultów na pewno jeszcze siądę, bo choć to nieco desperackie, może rozwiązanie to się sprawdzi.

Pro forma wspomnę jeszcze o dwóch kartach, których w najmniejszym nawet stopniu nie można brać pod uwagę: Windstorm i Whelming Wave. Jeśli najbliższe dwa dodatki wrzucą wiele smoków i innych dobrych lataczy, Windstorm będzie można rozważać do side’u. Mało to jednak prawdopodobne.

Point removal

Przez pewien czas grałem Silence the Believers w mainie. Jedna sztuka, ale czasem robiła różnicę w taliach, które również grały na Whipa. Okazjonalne 2 za 1 też się zdarzało. Szczególnie dobrze to działało na Doomwake Gianty, Phariki i inne takie trudne do opanowania stwory. Niestety, karta ta jest wolna i przy meta, które przyspieszyło przez heroici, nie sprawdza się za dobrze. Nie było rady, wyrzuciłem ją z maina i nawet w sideboardzie nie ma już dla niej miejsca. Podobnie jest z Gildem, ale to jest dodatkowo Sorcery, a nie instant, więc gdyby ktoś miał wątpliwości czemu to nie gra, to choćby z tych dwóch powodów: kosztu i bycia sorcery. Teoretycznie fajny, bo tani, Dark Betrayal, nie ma tak na dobrą sprawę równie fajnych celów jak w poprzednim formacie (np. Desecration Demon). Gdyby Rabblemaster był czarny to na pewno karta byłaby podstawą sideboardów.

Są jeszcze trzy pozycje, o których można tu wspomnieć. Są to Hunt the Hunter – teoretycznie mamy sporo zielonych stworów i mogłoby grać, ale to nie jest najlepszy removal dla nas. Również Savage Punch nie jest dobry ze względu na sorcery speed i niemożność wykorzystywania go w pełni. Z podobnych kart jest jeszcze Setessan Tactics, które w niektórych MU mógłbym spróbować wykorzystywać. To wymagałoby jednak trochę testowania, ale kto wie? Ostatnią kartą jest Curse of the Swine. Piszę o niej jednak tylko jako ciekawostce, bo niestety nie ma ona wystarczająco fajnych celów. I nie jest też wystarczająco skuteczna (w teorii, bo w praktyce wypadałoby przetestować). Pal licho z maną, bo tej raczej nie powinno nam brakować. Po prostu bardziej niż zamiana w świnkę wolelibyśmy chyba Bile Blighta. Najpopularniejsze kreatury w formacie to Goblin Rabblemaster, Courser of Kruphix, Seeker of the Way, Siege Rhino, Butcher of the Horde, Wingmate Roc… a są jeszcze: Mantis Rider, Polukranos, Sidisi, Brimaz, Ashcloud Pheonix, Soule, Doomwake Giant, Huwshwing Gryffin, Arbor Colossus, bogowie… chwila, moment – przecież to są całkiem fajne cele pod tę kartę! Każda z nich robi coś niefajnego, a takie 2/2 rozbija się o naszego kursera, odbija od kariatydy lub kładzie pokotem od Sidisi. Do tego klątwa exiluje, a nie wrzuca do grobu. Żeby tak jeszcze można było poprosić przeciwników, by np. nie zabijali w Mardu naszych stworów z Crackling Dooma, nie stosowali kontr, nie palili i w ogóle się poddawali honorowo… Mówiąc jednak poważnie – na pierwszy rzut oka karta ta nie jest warta zachodu, jest dość droga i wolna. Sprawdza się pewnie w specyficznych warunkach, jest więc sytuacyjna. Być może jednak jest ona w stanie poprawić niektóre MU. Zieloną dewocję powinno to całkowicie rozbrajać. Wystarczyłoby przetrwać do 5-6 tury, co nie jest wcale aż takie trudne. Jest to więc jakaś opcja, choć podejrzewam, że nie jest ona wystarczająco atrakcyjna. Kończąc omawiania point removalu, przypominam też, że w decku w mainie grają Murderous Cuty i Hero’s Downfalle.

Sacrifice efekty  i inne

Devour Flesh było w poprzednim formacie naprawdę fajnym removalem. Teraz brakuje nam czegoś podobnego. Jedyne co mamy do dyspozycji to Dead Drop, karta bardzo słaba w tokenowym środowisku, i Dictate of Erebos – karta dość droga i sytuacyjna. Również nie najfajniejsza, ale to też jest jedna z rzeczy, które chętnie bym przetestował na UW Heroici. Aqueous Form i Stratus Walk ograniczają mocno jej skuteczność. Potencjalne kontry też sprawiają, że karta ta ma ograniczoną skuteczność, jednakże czegoś potrzeba nam na ratunek. Aetherspouts to jak na razie jedna z niewielu odpowiedzi na ten deck i ona też nie jest najskuteczniejsza. Trzeba więc kombinować. Z tego powodu rozważam nawet Icy Blast, choć nie jest to karta, którą możemy optymalnie wykorzystać.

Kontry

Trudno nie grać kontrami, mając dostęp do lazuru, choćby w sideboardzie. Czy może więc dziwić, że talia Seibolda korzystała z Negate i Disdainful Stroke? Dzięki nim Whidisi zyskuje nieco bardziej kontrolnego charakteru. To wciąż jednak tylko pięć kart, a i meta się zmienia. Z piątki kontr zrobiły się więc u niektórych tylko 3 Stroke’i, inni z nich całkiem zrezygnowali, a jeszcze inni zostawili same Negate’y. Są też tacy, co postawili na podpatrzone w Temurach Stubborn Denial, które w Whidisi gra na zasadzie Force Spike’a. Nawet widziałem to w jakimś mirrorze. Niektórzy gracze się tego nie spodziewają lub są zwyczajnie chciwi, więc wrzucają Elspeth przy 6 mana. Niby to trochę taki jednostrzał, ale dzięki takim techom niektóre wersje decków zdobywają przewagę nad innymi.

Dla formalności wspomnę jeszcze o czterech innych grywalnych kontrach. W formacie znajdziemy Gainsay, Swansong, Dissipate i Dissolve. Nie grają one z różnych powodów, w przypadku tych dwóch ostatnich, także ze względu na podwójny, niebieski koszt (podobny problem ma Aetherspouts). Zresztą, różnica między kontrą za dwa, a kontrą za trzy jest duża.

Wielofunkcyjne

Mówiąc o removalu specjalnie pominąłem jedna kartę. Chodzi o Sultai Charm. Removal działa tu oczywiście w dwóch trybach – na monokolorowe stworki, i na enchanty/artefakty. Do tego wygładza ona draw i pozwala zrzucić coś do grobu. Gdybym grał splashem po biały dla Ashen Riderów i Siege Rhino, szukałbym na pewno miejsca dla niej w mainie. To chyba w tej chwili jedyna rzecz, która pozwala w T2 zrzucać sobie kartę do grobu z ręki w BUG (jest niby jeszcze Necromancer’s Stockpile, ale to raczej mało grywalne). Charm byłby tam więc bardziej przydatny. Przy obecnym buildzie jest już jednak trochę za ciasno dla choćby jednej sztuki, jedyna opcja to sideboard (acz Yamamoto znalazł dla niego miejsce u siebie). Ja Charma traktuję jako dodatkowy, trudniejszy w koszcie Murderous Cut lub odpowiednik Reclamation Sage’a. To takie dwa (na upartego trzy) w jednym, które pozwala na nieco większą elastyczność.

Są jeszcze trzy karty, których nie testowałem, więc nie napiszę jak się sprawdzają, ale zaznaczę ich obecność. Są to: Bow of Nylea, Jace, the Living Guildpact i Liliana Vess. Żadna z tych kart nie wygrywa sama gier. Jedynie pomagają i to w specyficznych warunkach, choć widziałem, że Jace przesiadywał w czyimś mainie. Jeśli chodzi o Lilkę i łuk, to nie bardzo wiem, na które MU warto by je wsadzić, by naprawdę robiły różnicę. Standardowo pewnie Lila na kontrole, a łuk na czerwone talie + ew. talie oparte na grobie.

 

Finishery

KioratogA propos Wędrowców, to mamy w formacie także takie pozycje jak Kiora, the Crashing Wave, Nissa, Worldwaker i Garruk, Apex Predator. Po pierwsze jednak, Whidisi woli stwory. W Whidisi i tak już jest ciasno, więc trzeba bardzo, bardzo się namęczyć, aby którąkolwiek z tych kart wsadzić do decku. Po drugie, Kiora w obecnym formacie jest słaba. Tak po prostu, nie sprawdza się tak dobrze, jak powinna. Nissa tak samo, o drogim Garruku nie wspominając. Co z tego, że jest on potężny, jeśli w momencie kiedy go zagrywamy, giniemy. I to jest trzecia rzecz – te karty po prostu nie robią nic, co byłoby wartościowym dodatkiem do decku. Żadna z nich nie gra więc w żadnym Whidisi.

Jest jednak pewien pan (lub pani), którego Sidisi przygarnęła pod swoje skrzydła. Jest nim oczywiście Ashiok, Nightmare Weaver. UB kontrole i Espery też zdążyły się już zorientować w temacie i inkorporowały go do swoich spisów. Nic w tym dziwnego. To świetna karta, która pozwala zyskać przewagę w mirrorze, jest świetna na kontrole, a czasem też na mniej agresywne, midrange’owe decki. Nie chodzi tylko o psucie przeciwnikowi drawów i potencjalne darmowe wrzucanie jego stworów, ale też – w zasadzie przede wszystkim! – opcję na przewijanie oponentowi biblioteki. To tak naprawdę kolejny, alternatywny win condition, warunek zwycięstwa. Niektóre MU z trudnych lub średnich dzięki niemu mogą zamienić się w łatwe i nawet się specjalnie myśleniem nie zmęczymy. Ot, Elvish Mystic, Ashiok w drugiej, potem może kurser do bloku i jak drogi przeciwniku nie masz latacza lub removalu to dziękujemy za mecz.

Kolejnym finisherem, tym razem takim, którego nie testowałem, jest Empty the Pits. Tę kartę puszowano na początku formatu, bo wiele osób zachłysnęło się Delvem. Miało to być takie wspaniałe w działaniu, zwłaszcza do wspomnianego wcześniej aggro. Koniec końców okazało się, że lepiej używać Dig Through Time, a jako finishera stosować Pearl Lake Ancienta. Z mainów i sideboardów Whidisi też w końcu wyleciał. Jest to jednak opcja, którą warto mieć na uwadze. Acha, w naszych kolorach jest jeszcze Villainous Wealth, ale zapomnijcie o nim. Fakt, że mamy dużo many, nie oznacza wcale, że możemy z tej karty korzystać. Ona wymaga tego, aby cały deck był wokół niej zbudowany (i póki co ten deck nie działa zbyt dobrze).

Inne

Pozostała w zasadzie już tylko jedna grupa kart, o których wypada mi wspomnieć z krótkim komentarzem. Mamy tu najprzeróżniejsze zabawki, karty z różnym zastosowaniem, które nie znalazły się w decku, ale są w naszych kolorach. Ot, choćby takie Worst Fears – niegrywalne zupełnie. Albo Polymorphous Rush – też nie pasujące do decku. Mogę tu też wspomnieć na podobnej zasadzie o Dictate of KarametraBident of Thassa. Jeśli jednak potraktować te karty w kategorii żartu, to już nad See the Unwritten warto się na chwilę pochylić. W mojej wersji Whidisi karta ta jest zbyt słaba, by nią grać. W decku mam 6 kart z powerem równym lub wyższym czwórce. Co innego wersja z białym, gdzie są Ridery i nosorożce. Tam już jest sens tym grać. Warto zauważyć, że karta ta zapełnia grób i aktywuje trigger Sidisi.

Można się też zastanowić nad drawem. Format ma dwa delvove staple w postaci Dig Through Time i Treasure Cruise. Problem z nimi jest jednak taki, że nie współgrają z planem Whidisi na grę. Whidisi chce mieć karty w grobie, w zasadzie – chce mieć stwory, co najwyżej z Murderous Cuta coś zabijając. Obie karty są więc na late, ale… nie widzi mi się to. Znam siłę tych techów, ale nie jestem na razie do nich przekonany. Znam jednak osoby grające 1-2 Cruisami lub parą Digów (na World Championship prosi mieli te karty w side’ach). Wolałbym chyba jednak wsadzić Sultai Ascendancy do gry, bo wchodzi wcześniej i kombi się z Sidisi. Efekt może inny, bardziej przypominający Scry niż draw, ale dostajemy to, co chcemy i potencjalnie mamy dodatkowego zombiaka. I chociaż ascendacja w pierwszych buildach się pojawiała, to później znikła. Nie bez powodu. Przy heroicowych archetypach, boss sligh i innych aggro, w ogóle w formacie zdominowanym przez Rabblemastera, wsadzanie karty, która nic nie robi na wejściu, nie jest zbyt rozsądne. Nic dziwnego, że tego nie ma w spisach. Zresztą, to jeszcze kwestia miejsca. Nawet na Bitter Revelation i Read the Bones (czy wcześniej wspomniany Sultai Charm) nie możemy sobie pozwolić, bo trzeba grać odpowiednią liczbą noncreature i creature spelli, a lepiej wsadzić removal. Niestety trzeba mieć w decku jakieś odpowiedzi. W końcu nie ze wszystkim nasze stwory są w stanie sobie poradzić (np. Elspeth).

Kwestia miejsca sprawia też, że nie możemy wsadzić Become Immense. Albo to, albo Murderous Cuty, a jednak ważniejsze jest pozbywanie się zagrożeń niż przebijanie obrażeń. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Zresztą, nie jesteśmy aggro! Nie ma co też myśleć o Restocku. To nieco za wolna karta. Podoba mi się ona o tyle, że pozwala wrócić dowolną kartę, w tym bicz. Od tego lepiej jednak mieć chyba Nyx Weaverów, bo są tańsi i współgrają z Sidisi.

Przy okazji reanimacji warto się jednak na chwilę zatrzymać. Są bowiem decki, które grają na Unmake the Graves i Rescue from the Underworld. Talie te korzystają jednak z Ashen Riderów, mocniej opierają się na grobie i stanowią margines meta. BUG ich raczej nie potrzebuje. Wystarczą Soul of Innistrad i bicze. Szkoda, że Fated Return jest takie drogie. Marzy mi się niezniszczalne Soul of Innistrad. Do decku tej karty jednak nie wsadzę, więc na marzeniach się kończy. No, chyba że zacznę bawić się w EDH.

Niektóre decki korzystają też z Commune with the Gods. Ta karta zastępuje zazwyczaj czwartego Whipa. Jest to jakieś rozwiązanie. Można też teoretycznie stosować Scout the Borders. To nie stworów jednak pragniemy, a tego artefaktycznego enchanta, więc póki co karta ta nie gra i raczej do rotacji nie pogra. Silnik Sidisi + Whip jest zbyt stabilny.

Psychic Intrusion

Ostatnią ciekawostką, której w zasadzie nikt nie bierze na poważnie jest Psychic Intrusion. W midrange’owym środowisku ta karta mogłaby się całkiem nieźle odnaleźć. Nie wiem czy koniecznie miejscem dla niej miałoby być Whidisi, ale kradzież wrażej Elspeth, Sorina czy Sarkhana w niektórych MU mogłaby być interesująca. Byłbym skłonny wykorzystać tę kartę w sideboardzie jako secret tech na niektóre decki. Obawiam się, że się sprawdzałaby się gorzej niż Stain the Mind, bo może nie trafiać, bo to kiepski topdeck, bo w late jest fatalna, etc. To po prostu jedna z tych kart, które chciałoby się, aby działały. Zabijanie przeciwnika jego kartami jest przecież takie radosne!

 

Słowo na koniec części pierwszej

Mamy opisaną ogólną charakterystykę decku. Mamy opisane możliwości modyfikowania sideboardu i karty, które się nie załapały. W kolejnej części tekstu zajmę się Match-upami, opiszę je i przedstawię swoje wyniki. Znajdzie się tam też mój deck, jego stan aktualny i pierwotny. Omówię też kilka co ciekawszych gier (jak starczy mi samozaparcia i znajdę czas na ten fragment tekstu). Tymczasem zachęcam do wytykania mi błędów (tudzież chwalenia, a co!) i dodawania uwag. Polubiłem Whidisi i chętnie posłucham opinii innych graczy, szczególnie jeśli przyczynią się one do ulepszenia tego archetypu.

 

 


Informacje o autorze możecie znaleźć w zakładce – redakcja.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze