Jeff Miracola i Jesper Ejsing w wywiadzie dla Psychatoga

Warszawskie Grand Prix było okazją nie tylko do tego żeby pograć w Magica. Podczas eventu można było również spotkać się z dwoma ilustratorami, Jesperem Ejsingiem i Jeffem Miracolą. Mimo że niemal przez cały pobyt tam mieli ręce pełne roboty, podpisując karty i maty oraz zdobiąc je rysunkami, udało im się znaleźć chwilę na krótką rozmowę. Mamy nadzieję, że udało się uchwycić tu pewną jej spontaniczność, jak również luźną atmosferę w jakiej przebiegała, jako że obaj artyści byli w dobrych humorach i sporo żartowali.

Wersja anglojęzyczna jest dostępna tutaj.

Emil Marcinkowski: Czy moglibyście opisać siebie jako artystów?

Jeff Miracola at work - magic gpJeff Miracola: O rany, to naprawdę trudne pytanie. Czemu ja muszę być pierwszy? (śmiech) Uwielbiam rysować potwory. Zawsze rysuję jakieś potwory, więc zdecydowanie moją domeną jako artysty jest fantasy. W większym stopniu skupiam się na tworzeniu różnych stworów  niż na ludziach czy ich otoczeniu. To właśnie uwielbiam robić. To ja jako artysta. Potwory, potwory, potwory.  Można odnieść wrażenie, że potrafię je umieścić je we wszystkim co robię. (śmiech)

EM: A czy jest coś szczególnego jeśli chodzi o twoją technikę? W jaki sposób tworzysz?

JM: Najpierw dla każdego z obrazów  wykonuję szkice ołówkiem. Potem przenoszę ten szkic na płótno lub deskę, na której będę malować. Następnie wykorzystuję farby akrylowe do stworzenia podmalówki pod obszary ciemne i pod kolor, a potem sięgam po farby olejne. Tak więc szkicuję ołówkiem, potem maluję farbą akrylową, a na wierzch idą farby olejne. To są materiały z których korzysta, i w ten sposób maluję.

Jesper Ejsing: I to znak, że mamy do czynienia z profesjonalistą. Trzy różne media w jednym.

JM: Tak. Trzy różne media w jednym obrazie. (śmiech)

EM: A jak to wygląda u ciebie, Jesper?

JE: Jakiego rodzaju artystą jestem? Nie bardzo wiem, jak to opisać, z wyjątkiem tego, że kiedy po raz pierwszy zabrałem się za fantasy to wzięło się to z gier fabularnych. W latach osiemdziesiątych grałem w RPG i w tamtym czasie mieliśmy kontakt w zasadzie tylko z jednym typem ilustracji. Znaleźć je można było na kartach podręcznika do Dungeon & Dragons. Pamiętam, że to były jedyne obrazy fantastycznych światów, jakie mieliśmy w naszych umysłach.

Od samego początku byłem zmuszony tworzyć moje własne obrazy, aby pokazać pozostałym graczom światy, w których graliśmy i to jak wyglądała moja postać. Rysowałem więc ją, a tydzień później miała ona nową broń.  Musiałem przygotować nowy obrazek z nową bronią. Stale tę postać zmieniałem.

Od tamtej pory, to co sprawiało mi frajdę przy robieniu tego rodzaju dość banalnych ilustracji, to fakt, że podejmowałem się misji stworzenia okna do świata moich fantazji i tym oknem był właśnie ten mały obrazek. Moją misją jest więc zrobienie wszystkiego co w mojej mocy, aby wciągnąć widza, obserwatora, do mojego świata. Robienie tego we właściwy sposób to także moja praca. Jest wiele sposobów, aby osiągnąć taki efekt. Wiele z nich wiąże się z zasadami wyznaczanymi przez wszystkie te techniczne kwestie, ale prawdziwym celem jest pokazywanie fantastycznego świata. To jedyny świat, do którego możemy wejść z kamerą i zrobić zdjęcia. Ten i świat dinozaurów. A nie jestem malarzem dinozaurów.

EM: Przy czym nadal istnieją programy jak Photoshop, więc niekoniecznie zdjęcia muszą przedstawiać prawdziwy świat.

JE: Ale znowu przecież Photoshop to tylko kolejne medium, jakiego można użyć do malowania. To tylko przedłużenie twojego umysłu  (Jeff potakuje), tak jak to jest z olejem, z akrylami, z ołówkami i całą resztą. Jeśli nie wiesz co robisz, jeśli nie wiesz jak opowiedzieć historię, jeśli nie masz żadnego pomysłu na to, co chcesz przedstawić, nie ma zupełnie znaczenie to, czego używasz. To i tak będzie chłam.

EM: Bo sztukę tworzy się w naszych umysłach.

Jesper Ejsing and Jeff Miracola at work - magic gpJE: W gruncie rzeczy uważam, że to naprawdę ważne. Zauważ jak małym elementem obrazu jest samo rysowanie. Każdy potrafi ruszać ołówkiem. Przesuwaniem nim w tą czy w drugą stronę nie jest takie trudne. Jak tylko nauczysz się kreskować (Jesper używa tu terminu crosshatching), techniczna strona ilustracji to co najwyżej 5% całej pracy. Oczywiście, istnieją techniki, które ułatwiają wiele rzeczy, ale na koniec 95% obrazka to i tak są decyzje, które podejmujesz w czasie rysowania. (Jeff potakuje tu po każdym zdaniu) Sądzę, że w tak małej grafice jak do Magica, może być około tysiąca pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi i za każdym razem, kiedy odpowiadasz prawidłowo, robi się on coraz lepszy. Każda kreska to pytanie: czy powinienem pociągnąć ją w tę stronę czy w tamtą? Technika nie jest na nie odpowiedzią. Zgodzisz się z tym?

JM: Myślę, że wszystko co przed chwilą powiedziałeś to bzdury. (obaj się śmieją)

JE: To artystyczne bzdury.

JM: Dokładnie. Po prostu wykasuj wszystko to, co on przed chwilą powiedział. (śmieją się dalej)

EM: Tu pojawił się kolejny temat. Wspomnieliśmy o Photoshopie i innych mediach. Czy wolicie cyfrowe czy tradycyjne techniki malowania?

JE: Preferuję tradycyjne.

EM: Czemu się ich trzymasz?

JM: Hmmm….

JE: Ponieważ jest stary.

JM: Ponieważ jestem stary. Tak, chyba jestem po prostu stary i nie lubię uczyć się nowych rzeczy. (obaj się śmieją) Nie. W gruncie rzeczy tworzę cyfrowe obrazy dla klientów proszących mnie o zilustrowanie książek dla dzieci. Większość moich grafik tego rodzaju jest cyfrowa, ale ich stylistyka różni się bardzo od tego, co robię jako malarz fantasy. Są tak odmienne, że niemalże nie powinno się ich podpisywać Jeff Miracola. Są naprawdę inne, bliższe temu jak wyglądają rysunki Disneya. Wszystko to robię w Photoshopie.

Jeśli chodzi o moje obrazy fantasy, nie chciałem ich robić cyfrowo. Zawsze wykorzystywałem tradycyjne techniki do ich tworzenia. To nie tak, że nie wiem jak, bo wiem, ale to po prostu mój wybór. Uwielbiam zapach farby. Naprawdę. Uwielbiam fizyczne aspekty trzymania pędzli. Uwielbiam mieć przed sobą rzeczywiste obrazy, autentyczną pracę. Uwielbiam czuć je i dotykać.

EM: To tak jak mają niektórzy ludzie, którzy nie potrafią czytać na komputerze, bo potrzebują fizycznego kontaktu z książką, z okładką.  Oni też muszą je czuć w ręku.

JM: Właśnie. Ja lubię namacalność obrazów, teksturę, fizyczny kontakt z nimi…

EM: OK, a jak to wygląda u ciebie Jesper?

JE: Przedtem zawsze narzekałem na cyfrowe techniki. Teraz jednak maluję cyfrowo od roku, a powodem jest tu fakt, że miałem przygotować concept arty dla gry komputerowej. Ilustracje, które  przygotowywałem, to były szkice. Potem zaś był obraz końcowy, który miał być użyty wyłącznie cyfrowo. Miałem wrażenie, że byłoby głupotą tworzyć malunki akrylem tylko po to, by je potem zeskanować żeby służyły jako punkt odniesienia i potem je ciągle zmieniać. Musiałem się jednak nauczyć jak malować cyfrowo, co – jeśli porównać z tym, o czym mówiliśmy wcześniej – wcale nie robi tak wielkiej różnicy, bo to tylko 5% ilustracji. Około dwa tygodnie zabrało mi opanowanie programu tak, bym mógł stworzyć coś, co wyglądało zadowalająco, a teraz, po roku, myślę, że gdybym pokazał ci moje prace wykonane cyfrowo i tradycyjnie, nie byłbyś w stanie odróżnić która jest która. Jeśli sam nie jesteś artystą, nie jesteś w stanie tego rozróżnić.

GP Wawa artists mtg

Jest jednak różnica. Ta różnica jest we mnie. W pewnym sensie jestem dumny z obrazu, kiedy go zrobiłem i mogę go dotknąć. Kiedy coś udaje się w rzeczywistej grafice, to jest niczym triumf. Jeśli coś udaje się cyfrowo, mam poczucie jakbym oszukiwał. I jeśli podążysz za tą myślą, zrozumiesz, że artysta większy pożytek ma z czegoś z czego jest strasznie dumny niż ze zrobienia czegoś, co jest wygodne w pracy, ale nie jest satysfakcjonujące.

Malowanie cyfrowo jest także niezwykle szybkie. Myślę więc, że najlepiej jest robić tak, jak to mówi Jeff: że masz projekty, które postrzegasz jako naprawdę dla ciebie ważne i robisz je tak, jak kochasz je robić. Masz też drugi styl, który możesz wykorzystać, bardziej cyfrowy w formie. Ja wykorzystuję go dla World of Warcraft CCG i Kajiduo, japońskiej gry karcianej, i do paru innych rzeczy ja maty do gry. Robienie rzeczy tego rodzaju – to nie tak, że ja nie bawię się przy ich robieniu. To po prostu inne wykończenia, inne kontury i nie jest to dla mnie artystycznie równie satysfakcjonujące.

JM: I wydaje mi się, że to bardziej rozsądne, by pracować jako ilustrator w ten sposób w dzisiejszych czasach. Szczególnie w tej branży. Pracować w cyfrowym środowisku to pracować sprytnie, gdyż bardzo wielu szefów działów graficznych i wydawców pragnie ingerować w twoje dzieło. Dostajesz sporo do zmiany, sporo do poprawy. Jeśli pracujesz w tradycyjnych technikach, zmiany te muszą być dokonywane na obrazie robionym tradycyjnie lub musisz zeskanować obraz i dokonać zmian w środowisku wirtualnym.

JE: W większości przypadków przy rzeczach pokroju Magica to nie jest takie kłopotliwe, ponieważ wcześniej i tak przeprowadza się szereg konsultacji przy szkicach zanim uzyska się odpowiednią zgodę. Kiedy jednak zlecenie polega na wykonaniu concept artu, który jest później ciągle egzaminowany przez innych ludzi, głupio jest nie mieć możliwości dokonania zmian w ciągu 10 minut, by od razu odesłać pracę z poprawkami. Dlatego uważam, że cyfrowe malowanie jest fantastyczne, ale artystycznie nie lubię tego. To nie tak, że nie lubię efektu końcowego. Nie lubię tego robić. Artystycznie. Czy to szalone podejście?

JM: Nie. Rozumiem to doskonale.

JE: Jest jeszcze jedna mała rzecz, którą jak sądzę różni obie kwestie. Kiedy używasz pędzli i malujesz akrylem, naprawdę chcesz czuć pewność, że to pociągnięcie, które zaraz zrobisz jest dobre a to, co malujesz to jest dokładnie to chcesz, ponieważ właściwie nie można go potem zmienić. Jeśli tworzysz cyfrowo, możesz próbować. Możesz powiedzieć: „Czy szkic powinien wyglądać w ten sposób? Spróbuję w ten sposób. Hmmmm, nie!” Możesz skasować zmiany i spróbować jeszcze raz. Kiedy malujesz cyfrowo wybierasz kolor i to jest dokładnie ten kolor. Kiedy malujesz olejnie wygląda to tak: „Och, to zmętniało”. Tak więc różnica polega na tym, że kiedy malujesz tradycyjnie, musisz pomyśleć zanim coś zrobisz. Kiedy malujesz cyfrowo, po prostu wybierasz. Myślę, że pod koniec czasem zwyczajnie się męczę wybieraniem i zostaję z tym czy z tamtym. Kiedy maluję tradycyjnie, naprawdę, naprawdę wybieram… Staram się wybierać dobrze. Dlatego sądzę, że w tym sensie moje tradycyjnie wykonane prace są mocniejsze niż moje cyfrowe grafiki.

JM: Sądzę, że potrafię wyobrazić sobie sytuację, w której podczas malowania cyfrowo może pojawić się u ciebie tendencja do przepracowywania się ponieważ zbyt dużo się zastanawiasz. Masz zbyt wiele opcji do wyboru. Wiesz, tak jak powiedziałeś, mogę zmienić kolor nieba na taki, albo na taki, albo na jeszcze inny… och, a teraz mogę dodać ten filtr do tego filtru i mogę zrobić to. Jest zbyt wiele rzeczy, które możesz zrobić. Może skończyć się na sytuacji, kiedy pracując cyfrowo tworzona przez ciebie grafika podoba ci się w pięciu różnych wersjach. Podoba ci się w cieplejszych barwach. Podoba ci się w chłodniejszych. Podoba ci się w ten sposób. Podoba ci się jeszcze inaczej. I nie wiesz co chcesz zrobić. Ale przy malowaniu tradycyjnymi technikami, praca staje się bardziej spontaniczna, bardziej bezpośrednia i z pewnością można to docenić.

JE: Jest jeszcze jedna tendencja. Kiedy tworzymy obraz, możemy go później sprzedać i coś takiego to fantastyczna sprawa. Więcej zarabia się na tego rodzaju ilustracjach – to jedna rzecz. Najlepsze jest jednak to, że są ludzie, którzy specjalnie oszczędzają, by kupić od ciebie tę grafikę, aby umieścić ją w najbardziej dla nich wartościowym miejscy w swym domu i dla mnie to dopiero jest naprawdę fantastyczne. Nie możesz zrobić czegoś takiego z pracami cyfrowymi.

Możesz więc handlować swoją sztuką. Sam handluję czasem z innymi artystami na konwentach i innych imprezach tego rodzaju. Mam swoją małą kolekcję z rzeczami, które naprawdę lubię. Sztuka cyfrowa nie pozwala w ogóle na stworzenie podobnej więzi z obrazem. Cyfrowe obrazy to bardziej dotrzymywanie terminów i możliwość ich poprawiania.

EM: Mam kolejne pytanie, które chciałbym wam zadać. Jak radzicie sobie z deadline’ami? Czy macie z nimi jakiekolwiek problemy?

JM: Tworzę już przez dwadzieścia lat. Może ze dwa razy nie udało mi się dotrzymać terminu.

JE: Mam nadzieję, że ja też nie będę musiał na to pytanie odpowiadać. Ja również maluję już dwadzieścia lat. Może ze dwa razy udało mi się dotrzymać terminu (obaj się śmieją).

JM: Jestem jednym z tych artystów, którzy mają całkowicie fanatyczne podejście jeśli chodzi o nie przekraczanie dealine’ów.

JE: Naprawdę? To imponujące.

some nice stuff - gp wawa mtgJM: Tak. Mam do tej kwestii fanatyczne podejście. Będę zarywał trzy noce z rzędu. Nie będę spał tylko po to, aby dotrzymać terminu. Nawet mimo tego, że wiem, iż większość korporacji, z którymi pracuję, amortyzuje terminy, co oznacza, że mówią, iż coś ma być gotowe na ten dzień, a tak naprawdę może być gotowe tydzień lub dwa tygodnie później. Kiedy jednak mówią mi, że mam coś zrobić na konkretną datę, to jest to na ten dzień gotowe. I jest to czysto biznesowa decyzja. W moim rozumieniu, w moim interesie leży to, abym był w dobrym kontakcie z szefami działów grafiki. Chcę aby byli zadowoleni z pracy ze mną, dlatego dotrzymuję terminów. To po prostu coś, według czego zawsze działałem..

JE: To dlatego Jeff naprawdę jest profesjonalistą. (Jeff się śmieje) To oznaka profesjonalizmu. Moja bardziej niedbała wersja tego to…

JM: Chcę to usłyszeć (obaj się śmieją).

JE: Myślę, że to trudne planować naprzód. Magic jest w porządku. Zajmuje w sumie maximum do trzech dni. Są jednak takie grafiki, przy których siedzieć można od jednego do trzech tygodni. Jeśli więc weźmie się na siebie sporo zleceń, a ich wykonanie zajmuje więcej jak tydzień, mogą one wszystko zniweczyć. Trzeba w takim wypadku przesuwać terminy, a ja jestem bardzo, bardzo słaby jeśli chodzi o mówienie, że to zajmie tyle, a to tyle. A potem, wiesz, jedno z twoich dzieci zaczyna znowu chorować. Twoja żona mówi do ciebie: są ludzie, którymi musisz się zająć.

Mam również pewną tendencję. Mogę być w połowie pracy i stwierdzić, że mi się ona nie podoba. Z jakiegoś powodu jest coś, czego nie lubię na obrazie i nie jestem w stanie go dokończyć. W takich przypadkach wolę zadzwonić do edytora i poprosić: „Czy mogę dostać na to jeszcze tydzień albo dwa, bo naprawdę chciałbym zacząć od początku”. I jeśli tak zrobię, kolejna próba jest zawsze lepsza. Tworzę grafikę, z której jestem dumny, a pierwszą próbę zostawiam rozgrzebaną i do niej nie wracam nigdy w życiu. W tej chwili pracuję zbyt dużo nad pewną okładką. Miałem dwa tygodnie na nią, więc w tej chwili mam już dwie inne okładki w kolejce i wesz… Tak więc wszystko to sprowadza się do planowania. Ale znowuż, mam też niesamowity urok osobisty, z którego mogę korzystać. (Jeff się śmieje)

JM: Tak, to urok osobisty. To o to chodzi. Jeśli chodzi o mnie, ja go nie mam.

JE: Tego nie powiedziałem.

JM: Albo po prostu u mnie to nie działa.

JE: U niektórych osób dotrzymywanie terminów to właściwa droga.

JM: Muszę tak robić, w przeciwnym razie nie skorzystają z moich usług ponownie. Nie mam w sobie uroku. (obaj się śmieją)

JE: Nie sądzisz, że trochę to czasem zabija w tobie kreatywność?

JM: Oczywiście, ścigasz się z czasem żeby dotrzymać terminu. Tak że z pewnością. W gruncie rzeczy, niedawno skończyłem malować zlecenie dla Lucas Filmu, na które miałem dwa tygodnie. Tydzień zajęło mi uzyskanie akceptacji dla szkiców i po tym dowiedziałem się, że mam jeszcze tydzień na skończenie tego. Założyli, że w dwa tygodnie przygotuję obraz i czas ten obejmuje również proces akceptacji. Ja myślałem, że mam na to dwa tygodnie, a okazało się, że mam to zrobić w tydzień. Każdy pojedynczy element na tym obrazie malowałem osobno. Potem złączyłem je w całość. To był jedyny sposób na to, bym zdążył w terminie. Uważam jednak, że byłaby to dużo lepsza praca, gdybym mógł tworzyć ją przez dwa tygodnie..

JE: Z drugiej strony, znam pewnego artystę… Znasz Paula Bonnera? Dzieliliśmy pracownię w Kopenhadze przez kilka lat. On nie przestrzega terminów. On nie zajmuje się projektami. Ludzie go pytają: „- Możesz wykonać obrazy z tej listy? – Tak”. A potem czekają aż skończy. Czasem maluje przez miesiąc, a jeśli potrzebuje dwóch, maluje dwa miesiące. Bonner mawia: „Nie interesują mnie pieniądze”. Ta kwestia nigdy go nie zajmowała. On nie potrzebuje więc wiele, ale z drugiej strony nikt się nie przejmuje tym co on mówi.

EM: Jako że doszliśmy do tematu kreatywności, są na pewno takie rzeczy, które przynoszą wam inspirację. Co to za rzeczy, ponieważ kiedy pracuje się przez długi czas, szczególnie jeśli chodzi o sztukę, można się poczuć wypalonym.

JM: Inni artyści. To inni artyści najbardziej mnie inspirują.

JE: Prawda.

JM: Oglądanie cudzych prac zawsze mnie porusza i sprawia, że mam w ogóle ochotę się w cokolwiek zaangażować.

JE: Możesz więc napisać, że Jesper jest dla niego inspiracją.

JM: Jesper bardzo mnie inspiruje (obaj się śmieją). Uważam, że każdy artysta przez to przechodzi. Mam na myśli to, że zderzasz się, kreatywnie, ze ścianą. Mamy blokady twórcze tak jak pisarze mają blokadę pisarską i wszystko co trzeba zrobić w takim przypadku to otworzyć książkę czy komiks. Także wszystko, co możesz wówczas zrobić to sięgnąć do artbooka innego artysty czy czegoś w tym rodzaju i widzisz wtedy, że ten artysta pcha temat dużo dalej niż ty. I to cię nakręca. To w jakimś sensie przypomina przyjacielską rywalizację. Podziwiasz pracę innych artystów, ale zarazem na różne sposoby z nimi współzawodniczysz. Oni stworzyli potwora, który jest naprawdę tak twardy i badassowy, a więc ty chcesz teraz stworzyć jeszcze lepszego. To tak znajduję inspirację. U innych artystów.

EM: Czy był kiedyś taki moment, że ktoś zrobił coś tak dobrego, że zatrzymałeś się i uznałeś, że nie będziesz szedł w tym samym kierunku?

some nice stuff 2 - gp wawaJM: Nie, nie sądzę, bym miał kiedykolwiek taki moment. Nie przestaję robić tego, co robię, ale patrzę na to co robią inni artyści i mówię sobie: „Wiesz co, wątpię żebym kiedykolwiek był w stanie zrobić coś równie dorego.” Wiem, że dla ludzi pokroju Paula Bonnera może się to wydawać dziwne. Wszyscy inni artyści podziwiają jego prace, a oprócz niego także Brom jest taką osobą, która jeśli zdecyduje się namalować te blade postacie, to po prostu to robi. Prawdopodobnie nigdy nie  zdołasz namalować czegoś równie dobrze. Możesz jednak zdołać zrobić to na swój własny sposób. Nigdy nie przestaję robić czegoś, ponieważ kto inny robi to lepiej.

JE: Myślę również, że kiedy inny artysta cię inspiruje, to głównie dlatego, że widzisz coś w jego obrazach jedną szczególną rzecz, przy której masz wrażenie, że może jesteś w stanie zrobić ją lepiej. Kiedy więc widzę prace innego artysty myślę: „Wow, jak oni mogli zrobić to tak odjazdowo, tak brawurowo.” Sięgam więc po tę jedną małą rzecz z ich obrazu, którą będę chciał wykorzystać do mojego własnego stylu i sposobu malowania.

Moją największą inspiracją w doborze koloru i malowaniu świateł są bracia Hildebrant. Ich wyczucie barwy jest dla mnie niezrównane. Ale już ich rysunki są przeciętne. Niektóre są naprawdę niechlujne. Kiedy pokazałem je innym artystom: „To jest moja inspiracja”, patrzyli na nie mówiąc: „Jak to, one? A co to jest?”

Wybierasz coś i zawsze widzisz u innych artystów coś, czego ci brakuje najbardziej. Potem starasz się to naśladować. Zwracam też zawsze uwagę na ludzi takich jak Sanchez. Och, jego umiejętności są niewiarygodne. Chciałbym je mieć i wykorzystywać samemu. Innymi słowy, patrząc na Hildebrantów i Sancheza, pragnę robić rzeczy takie jak oni robią, chociaż tworzę swoje własne obrazy. Myślę, że tym właśnie jest inspiracja w bardziej praktycznym rozumieniu.

JM: Dokładnie.

EM: Przejdźmy do kolejnego tematu. Co sądzicie o środowiskach graczy? Szczególnie o środowisku magicowców. Spotykacie tych ludzi podczas konwentów, Grand Prix i innych eventów. Jak ich traktujecie? Jak widzicie ten rodzaj aktywności?

JE: Myślę, że nigdy nie czułem różnicy między mną a nimi, ponieważ od zawsze sam byłem grającym nerdem. Stałem w kolejce do każdego artysty, który pojawiał się w Danii. Byłem na organizowanych w Ameryce Comic Conach przez te wszystkie lata stojąc tylko w kolejce do moich ulubionych artystów po to, by pokazać im moje portfolio i móc usłyszeć, co jest dobra, a co złe. Robiłem te wszystkie rzeczy. Jest to więc wielki sukces, że mogę być teraz po drugiej stronie stołu. I wiem dokładnie jak każda podchodząca osoba się czuje i jest to nawet lepsze, jeśli byłeś po tej drugiej stronie. W Danii mamy spory fandom LARPerów. Chodzi o graczy przebierających się i walczących na miecze. Ludzie tego rodzaju, oni stają się swymi postaciami. Jeśli krytykujesz ich kostium lub postać, oni czują się tak, jak byś krytykował ich samych.

JM: Tak jak z cosplayem.

JE: Dokładnie. Sądzę, że to pokazuje jak wiele gracze, nerdzi, inwestują w swoje hobby, co moim zdaniem nie wywołuje tego samego rodzaju emocji co na przykład u fanów sportu. Wielu ludziom może się to wydawać onieśmielające, bo oni są tak bardzo w to zaangażowani. Ale dla nas to jest: „oczywiście, że są zaangażowani, bo to jest cholernie fajne.”

JM: Co więcej, ze względu na to, że maluję te grafiki już od dwudziestu lat, w mojej głowie pojawia się słowo lojalność. Lojalność, lojalność, lokalność. Przez wiele, wiele lat widziałem tych samych ludzi, tych samych graczy. I oni nadal grają w to, chociaż czasem porzucili grę na jakiś czas, ale potem do niej wrócili. I to jest to poczucie lojalności, poczucie bycia rodziną i to są najlepsi fani, jakich tylko artysta mógłby mieć.

JE: Oni są naprawdę lojalni.

JM: Tak. Oni są bardzo lojalni i po prostu kochają tę grę. Kochają twoją pracę i okazują ci sporo uczucia. To naprawdę fajne. Inne produkty, nad którymi pracuję, nie wywołują podobnej reakcji. Mówiąc konkretnie o graczach Magica, są oni bardzo, bardzo lojalni. To bardzo miłe.

EM: Czy moglibyście się podzielić jakąś historią z waszych spotkań z graczami? Na pewno jest coś, co zapadało wam w pamięć i pojawia się, kiedy myślicie o spotkaniach z fanami.

JE: Kiedy rok temu byłem w Barcelonie, przyjechał tam również pewien facet z Turcji, kolekcjoner, który zbierał tylko odbitki próbne i chciał kupić po jednej z moich kart, podpisanych, każdej z nich. Był bardzo drobiazgowy w kwestii zdobycia każdej jednej. Rozmawiałem z nim, kiedy je wszystkie wybierał i okazało się, że przyleciał z Turcji specjalnie po to, by się ze mną spotkać i móc zdobyć podpisy na kartach. Nie zamierzał grać. Przyjechał tylko jako kolekcjoner. To naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. To było jak: „O Jezu, on zrobił to tylko dla mnie”.

JM: Tak. Opowiadał mi o tym wcześniej a ja miałem podobną historię. Było kilka osób, które pojawiały się na evencie tylko po to bym mógł im coś podpisać. I nie byli tam po to, by grać. Przyjechali tylko po to, by spotkać się z artystą. To dziwne, bo ja bym nigdzie nie poleciał żeby się ze sobą spotkać. (śmiech) To imponujące. Myślę, że jest mi to przypominane, kiedy podpisuję komuś karty. Podnoszę wzrok i widzę kogoś niezwykle szczęśliwego. Widzę uśmiech na twarzy i zadowolenie, że właśnie podpisuję im karty. To przypomina mi o tym, o co w tym wszystkim chodzi. Wiesz, to naprawdę fajne, że mogę im sprawić wielką przyjemność. To rozwija mi umysł, że poprzez mój autograf czy mały rysunek mogę uczynić ich tak uradowanych i potem, dwa-trzy lata później spotykam się z nimi i mówią: „Cześć Jeff, pamiętasz ten rysunek, który zrobiłeś dla mnie do kolekcji?” Nie pamiętam. Nie mogę spamiętać, ale oni pamiętają i to jest dla nich ważne. I to jest bardzo, bardzo fajne. To sprawia, że czujesz się dobrze. To sprawia, że masz poczucie, że naprawdę, no wiesz, masz wpływ na czyjeś życie.

JE: Tak, to budowanie więzi poprzez sztukę. To więcej niż słowa. To dlatego to robimy.

EM: I ostatnie pytanie. Jesteśmy w Polsce i rozmawiam z wami w imieniu polskiej strony, stąd pytanie – co sądzicie o Polsce? Jak się wam tu podoba? Czy mieliście czas, aby dowiedzieć się czegoś albo zobaczyć coś, co was zainspirowało?

monsterrrra magicJM: Nie miałem jeszcze za bardzo szansy by zobaczyć Polskę. To moja pierwsza wizyta w tym kraju.

JE: Ale jest jedna rzecz, która naprawdę nas zadziwiła… (śmiech)

JM: Właśnie miałem o tym powiedzieć. Trafiliśmy na jednorękiego, szalonego taksówkarza.

JE: Nie rozumiał nic z tego, co do niego mówiliśmy. I my nie rozumieliśmy jego. A on tylko jechał przed siebie…

JM: Gdzie nas wiózł? Nie wiedział, gdzie nas wiezie… a właściwie pewnie wiedział, ale nam nic nie mówił. Ale tak, to było naprawdę zwariowane. Jak dotąd takie mam właśnie doświadczenia z wizyty w Polsce: spotkanie z jednorękim, szalonym taksówkarzem (obaj się śmieją). Jestem pewien, że będzie lepiej, gdyż później, dziś…

JE: A ja nie jestem pewien. (śmiech)

JM: Później, dziś jeszcze, pewnie odwiedzę obszar Starego Miasta i wiem, że mam zaplanowane zwiedzanie na poniedziałek, ale mogę powiedzieć, że w domu, w Stanach, znajomi, kiedy dowiedzieli się, że jadę do Polski, byli bardzo, bardzo zazdrośni.

EM: Naprawdę?

JM: Tak. To dlatego, że z radością by tu przyjechali. W mieście, w którym mieszkam, Milwaukee, Wisconsin, żyje duża liczba Polaków. Polaków i Niemców.

EM: A jak w twoim przypadku Jesper?

JE: Nie wiedziałem nic o Polsce zanim tu przyjechałem. No, nie wiedziałem prawie niczego. Nie wiedziałem więc czego się spodziewać. Jak na razie, na wiele różnych sposobów, wygląda tu jak w Kopenhadze, może poza startymi budynkami, ale ludzie… sposób w jaki mówią, to jak się komunikują ze sobą… my, mieszkańcy Europy Północnej, jesteśmy bardziej powściągliwi i bardzo uprzejmi, tak że wszyscy tu wyglądają dla mnie jak Duńczycy. Mam też nadzieję spotkać prawdziwego taksówkarza. Nie takiego jak nasz szalony kolega.

 


Jesper Ejsing

Duński ilustrator, rocznik 1973. Zainspirowany Tolkienem i grą RPG Dungeons & Dragons postanowił zostać artystą fantasy. Studiowal literaturę duńską oraz historię sztuki, lecz przerwał edukację na rzecz kariery zawodowej. Poza Magiciem jego ilustracje można znaleźć w produktach takich jak wspomniane Dungeons & Dragons, Runebound, Pathfinder i innych. Jest autorem książek, z których jedna („Jarvis – the Sorcerer’s Apprentice„) została przetłumaczona na język angielski. Pracował również jako kolorysta przy komiksach. 

Magicowcy mogą oglądać efekty jego pracy między innymi na kartach takich jak: Advocate of the Beast, Beast Within (w wersji z Duel Deck: Monster vs Heroes), Cudgel Troll, Reliquary Tower, Tooth and Nail (w wersji Modern Masters), Vendilion Clique (wersja Judge Promo), Deep Analysis, Domestication, Hedron Crab, Naya Charm.

Wiele z jego prac można obejrzeć w serwisie tumblr.com. Choć jego oficjalna strona nie jest w tej chwili aktywna, a bloga uaktualnia sporadycznie, jego teksty i prace można znaleźć również na blogu MuddyColors, zrzeszającego grupę artystów zajmujących się fantasy. Zajrzyjcie tam, jeśli chcecie zobaczyć, jak powstają grafiki Ejsinga. Jego ostatni wpis możecie znaleźć tutaj:

http://muddycolors.blogspot.com/2013/08/10-easy-steps-to-illustration.html

Wszystkie obrazki pochodzą z bloga MuddyColor, który polecamy wam zobaczyć. Video dostępne tylko w języku duńskim z niemieckimi napisami.

 


Jeff Miracola

Amerykański ilustrator, rocznik 1971. Już w dzieciństwie zainteresował się sztuką, która stała się dla niego sposobem ucieczki od otaczającej go przemocy – w tamtym czasie mieszkał w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Milwaukee. W latach 90, krótko po ukończeniu studiów, nawiązał współpracę z Wizards of the Coast, przygotowując ilustracje do karcianki Magic: the Gathering. Od tamtego czasu rysował dla takich firm jak: Klutz, Hasbro, Electronic Arts, Imagine FX Magazine i innych. Oprócz Magica tworzył także ilustracje do innych karcianek, m.in. Deadlands, World of Warcraft, Battletech, Judge Dredd. Zajmował się też przygotowywaniem concept artów m.in. do gier oraz zabawek np. z serii Batman Beyond. Ostatnio jego twórczość wzbogaciły ilustracje z książek dla dzieci.

Magicowcy mogą oglądać efekty jego pracy między innymi na kartach takich jak: Acidic Sliver, Might Sliver, Auratog, Firespout, Frantic Search, Manamorphose, Naturalize (9th Edition), Overrun (z dodatku Tempest), Raging Goblin, Underground River, Donate, Firestorm, Honorable Passage, Manabarbs, Shaman en-Kor, Thrashing Wumpus, Wipe Away, Bubbling Beebles, Bouncing Beebles, Equilibrium, Topsy Turvy, Wizard Mentor

Poniżej znajduje się link do jego strony, gdzie Jeff Miracola prowadzi swojego bloga:

http://www.jeffmiracola.com/

Przykłady prac

Wszystkie obrazki pochodzą z portfolio autora na jego stronie, którą polecamy wam zobaczyć, jeśli spodobały się wam powyższe ilustracje. Video i dodatkowe informacje o grafice można znaleźć na blogu Miracoli.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze