Relacja Kaspiana z GP Londyn – część 2

Pierwszą część raportu z GP Londyn udało mi się ukończyć jeszcze w lutym. Niestety od tamtej pory nie miałem było zbyt wiele czasu na pisanie.

Na szczęście sporządziłem sobie wcześniej notatki, a w Święta Wielkanocne udało się dopisać dalszy ciąg. Zapraszam do lektury 2 części relacji i cofnięcia się w czasie do niedzieli 9 lutego 2013, drugiego dnia GP Londyn.

 

Poprzednią część zakończyłem w momencie, gdy wróciłem po 3 w nocy do swojego hostelu. Niestety nie było mi dane wyspać się dłużej niż 3 godziny. Aby zdążyć na site w odpowiednim czasie musiałem wstać tuż po 6 rano. Zebrałem się szybko i udałem się na najbliższą stację metra. Na peronie przywitała mnie banda podpitych Angoli. Robili straszne bydło, podobnie jak i u nas w Krakowie. Niestety czekało mnie dłuższe obcowanie z tymi zwierzętami. Okazało się, że w niedzielę pierwszy pociąg jedzie dopiero o 7.30! To była bardzo zła informacja dla mnie. Turniej miał zacząć się o 8.00. Wiedziałem, że czas dojazdu na site to ok. 50 minut i poczułem lekki atak paniki. Głupia sprawa, dostać się w końcu do day2 i stracić szansę na grę przez fatalny, niedzielny rozkład komunikacji miejskiej. Czekał mnie ostry bieg po peronach pomiędzy jedną, a drugą przesiadką i z przystanku końcowego na site. Ze mną biegli inni gracze, będący w podobnej sytuacji. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć na miejsce o 8.10. Był to ostatni moment, bo sędziowie zapraszali już nas do stolików. Zaczynał się turniej.

kaspi lon2 a

Zostałem posadzony na podzie z dobrymi zawodnikami. Kojarzyłem ich facjaty i nazwiska z różnych turniejów GP i PT. Przy stole ze  mną siedzieli m.in. znany mi już z day1 Olle Rade oraz Shahar Shenhar, Bernard Brandemuhl, Enrico van Eisden i Loic LeBriand. Po drobnych perypetiach z mikrofonem i fatalnym nagłośnieniem na sali, sędziowie w końcu postanowili nie korzystać z urządzeń psujących dźwięk i po prostu wykrzykiwać komendy do drafta. Wystartowaliśmy.

Z pierwszej paczki wyjąłem Frontline Medica. Była to zdecydowanie najlepsza karta, dająca mi w dodatku opcję na mój ulubiony archetyp z Gatecrash – Borosa. W drugim picku zgarnąłem Boros Guildmage, ale w trzeciej już nie było nic do Borosa. Wybór był pomiędzy Slaughterhornem a Kingpin’s Petem, a ponieważ wolę agresywne talie zdecydowałem się na stwora z bloodrushem. Kingpin’s Peta zgarnąłem za to w kolejnej paczce. Była to zdecydowanie najlepsza karta z zestawu. Kolejne picki pokazały, że Orhov jest wolny i ostatecznie postawiłem na ten archetyp, w wersji aggro. Taktyką na najbliższe rundy miało być szybkie zagrywanie stworów + extort pozwalający wygrać wyścig na życie. Byłem całkiem zadowolony z decka, który wyglądał następująco:

 

pokaż / ukryj

  WB Orzhov

Runda 11. Rade, Olle [SWE] – Boros / Orzhov

Na początek spotkałem swojego przeciwnika z pierwszego dnia GP. Zapowiedziałem mu srogi rewanż i słowa dotrzymałem.

W pierwszej grze zacząłem od Dutiful Thrulla, Gutter Skulka i Kingpin’s Peta. Od tego czasu każdy nowy spell zagrywałem z extortem, a i liczba wysysaczy życia na stole systematycznie się zwiększała. Po stronie Olle pojawił także Dutiful Thrulla (ale bez czarnej many na regenerację) oraz Armored Transport. Nie robiły większego zagrożenia dla mojej armii, która systematycznie zabijała przeciwnika. Nie pomógł mu nawet atak Spark Trooperem i odzyskanie 6 punktów życia.

Z drugiej gry niewiele pamiętam, ale scenariusz był podobny. Olle nie miał nic do powiedzenia i bodajże po 15 minutach gładko wygrałem 1 rundę drafta.

2:0, w całym turnieju 9-2.

Runda 12. Shenhar, Sahar [USA] – Orzhov

Shahar przyleciał na turniej z innego kontynentu, wraz z kilkoma swoimi ziomami, m.in. Christianem Calcano i Jackie Lee. Grał Ozhovem, ale wersją znacznie różniącą się od mojej. Był bardziej defensywny, z dużą ilością removalu i grubasami.

kaspi lon2 cW pierwszej grze zacząłem agresywnie od szczura 2/2 i Kingpin’s Peta. Niestety szybko przestało być dobrze z uwagi na flood i tonę removalu przeciwnika. Z czasem doszło do lekkiej stagnacji. Oboje mieliśmy sporo postaci na stole i wzajemnie wysysaliśmy się exportem. Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy Amerykanin wystawił białego Primordiala. Musiałem podkładać do bloku coraz to nowe postacie. Gdy już wydawało się, że jest źle dobrałem Undercity Informera. Poświęcenie wszystkich moich stworów pozwoliło natychmiast przewinąć przeciwnika. Zadanie było o tyle łatwiejsze, że wcześniej zdjąłem mu jakiegoś większego stwora za pomocą Grisly Spectacle.

Drugą grę zacząłem od szybkich ataków i miałem olbrzymią przewagę na stole. Moje latacze + extort systematycznie zabierały życie przeciwnikowi. Miałem więcej stworów i zabicie Shahara wydawało się tylko kwestią czasu. Niestety po stronie przeciwnika pojawił się Undercity Informer i w moim umyśle zapaliło się ostrzegawcze światełko. Sprowadziłem przeciwnika na 7 punktów życia, ale pomyślałem, że jeśli będę dalej napierał to Amerykanin może zastosować moją taktykę z ostatniej gry. Przyparty do muru poświęci wszystkie stwory i jest szansa, że mnie przewinie. To spowodowało, że zdecydowałem się zmienić taktykę i samemu przewinąć przeciwnika. Poczucie bezpieczeństwa dawał mi solidny zapas punktów życia (25) i dużo postaci, w tym 2 moich Undercity Informerów. Wiedziałem, że nawet w przypadku śmierci 1 z nich, drugi spełni swoje zadanie. Może był to i błąd? Przewijanie początkowo nie szło za dobrze i mocno się odsłoniłem. Liczy się jednak efekt końcowy. Zaryzykowałem i opłaciło się. Przewinąłem Amerykanina po raz drugi.

2-0, w całym turnieju 10-2.

 Runda 13. Le Briand, Loic [FRA] – Simic / Gruul

 Finał drafta był bez większych historii i można opisać go bardzo krótko.

 W pierwszej grze tradycyjne szybkie aggro + extort. Przeciwnik miał wolne rozdanie i nie był w stanie wygrać wyścigu na życie. 

W drugiej grze zmuszony byłem zmulliganować się do 5 kart. Zatrzymałem 1 ląd, drugi nie doszedł i mogliśmy grać trzecią grę.

W rozstrzygającej potyczce zagrałem w turze 3 i 4 po Kingpin’s Pecie. Przeciwnik nie miał na nich odpowiedzi, więc szybko doleciałem nimi do zwycięstwa 3-0 w pierwszym drafcie.

 2:1, w całym turnieju 11-2.


Podbudowany wygraniem pierwszego drafta, postanowiłem kontynuować swoją taktykę i postawić na agresywny Orzhov lub Borosa.

W pierwszej paczce otworzyłem Assembly the Legion. Wiedziałem, że to dobra karta, ale wydawała mi się za wolna do mojej strategii. Miałem solidny dylemat czy ją wziąć, alternatywą był tylko Daring Skyjek. Gdy sędzia zawołał, że zostało 5 sekund na wybór, zaryzykowałem i postawiłem na pazia 3/1 z możliwością latania. Bardzo możliwe, że to był duży błąd z mojej strony.

W drugim picku wziąłem Basilica Screechera. Nie było nic, lepiej wpisywało by się w moją strategię draftowania. Niestety w kolejnych paczkach biały kolor wysechł zupełnie. Starałem się brać najlepsze karty, jakie dochodziły a były one zazwyczaj koloru zielonego lub czerwonego. Drugi booster i idące z lewej strony dwa Zur-Ta Swine skłoniły mnie ostatecznie do draftowania Gruula.

Ostatnia paczka nie przyniosła za dużo dobrych kart. Wyjątkiem był tylko Wrecking Ogre. Nagle zaczęły iść dobre białe karty do Borosa. Szkoda tylko, że tak późno. Zastanawiałem się czy grać G/R/W ale ostatecznie wystarczyło mi paliwa na 2 kolorowy deck i złożyłem taką talię:

 

pokaż / ukryj

  RG Gruul

Miałem wybór między Primal Visitation, a Towering Thunderfist. W decku miałem sporo dużych postaci i stwierdziłem, że enchantment może dobrze siąść na Spire Trackerze lub wężu (Wasteland Viperze). Poza tym nie miałem białej many na vigilance, więc typ był zwykłym 4/4 za 5 mana. W praniu okazało się, że nie miałem racji. Primal Vistiation zazwyczaj przeszkadzał niż pomagał i zwykle wyciągałem go po 1 grze.

Nie byłem zbytnio zadowolony z decku. Wydawał mi się słaby i zbyt wolny. Jedyną nadzieję dawała mi obecność wielu kart z Bloodrushem.

 Runda 14. Pigeon, Pierre [FRA] – Gruul / Simic

Do pierwszej rundy drafta przystąpiłem z dużymi obawami i coraz większym stresem związanym z rosnącą stawką.

Zacząłem bardzo dobrze. Skinbrand Goblin, Ember Beast i removal na łapie (Homing Lightning i Pit Fight) pozwolił mi bardzo szybko wygrać pierwszą grę. Niewiele zobaczyłem po stronie przeciwnika.

W drugiej miałem początkową przewagę i liczyłem, że grę wygrają mi Cinder Elemental oraz trzymany na ręce Wrecking Ogre. Miałem 20 punktów życia i poczułem się zbyt pewnie. Czułem, że jeden dobry wjazd z dopakiem +3/+3 double strike może przechylić szalę zwycięstwa na moją stronę. To spowodowało, że odpaliłem elementala w przeciwnika. Liczyłem, że dobiorę coś dużego, w końcu w mojej talii było wiele takich kart. Niestety zamiast tego dobrałem ląd. Tymczasem to przeciwnik zaczął zagrywać grubasów – najpierw Ripscale Predatora, a potem Ruination Wurma. Zmusiło mnie to do obrony, zagrania z ręki Wrecking Ogre’a i utraty go w bloku. To był początek końca. Grę przegrałem z nieodpartym wrażeniem, że zagrałem ją bardzo, bardzo źle. Zastrzelenie elementalem któregoś ze stworów przeciwnika lub zagranie wcześniej Wrecking Ogre’a dawało szanse na wygranie. Nie zrobiłem tego i jak to się mówi potocznie: zjebałem – przegrałem.

W trzeciej grze nie byłem nawet blisko zwycięstwa. Przeciwnik zastopował mnie rosnącymi szybko Clinging Anemones. Stwór tak się roztył, że nawet Wrecking Ogr z Primal Visitation okazał się niewystarczający. Przegrałem tą grę gładko i odpadłem z walki o top8.

1:2, w całym turnieju 11-3.

Pomiędzy rundami pograłem trochę z Duo, by uspokoić skołatane nerwy i jako tako ograć deczywo. Nie liczyliśmy punktów życia, więc trudno było ocenić kto wygrał Wink

Runda 15. Estratti, Samuele [ITA] – Simic

Pierwsza gra do złudzenia przypominała wygrany pojedynek z poprzedniej rundy. Skinbrand Goblin, Ember Beast, karty z bloodrushem. Samuele nic nie zrobił i szybko przeszliśmy do gry nr2.

W kolejnej grze Włoch zaczął od Cloudfin Raptora, a następnie dograł Metropolis Sprite. Przeciwko lataczom postawiłem Disciple of the Old Ways i Armored Transport. Brakowało mi czerwonej many i to nieco przyhamowało moje poczynania. W końcu doszła i mogłem z opóźnieniem dograć Ember Beast i Towering Thunderfista. Tymczasem przeciwnik atakował mnie wytrwale lataczami. Gra byłaby do wygrania, gdybym tylko dobrał jakiegokolwiek stwora z bloodrushem o koszcie tańszym niż 5GG (akurat doszedł mi Skargg Goliath). Zostawiłem Samuele na 2 punktach życia, zabrakło mi tury by wygrać ten wyścig.

W rozstrzygającej grze byłem bez szans. Pierwszoturowy Cloudfin Raptor, porem rekinokrab (Shambleshark), Crocanura i zostałem zdemolowany przez wzorowe rozdanie Simicowej talii.

1:2, w całym turnieju 11-4.

Jak widać, w rundach 14 i 15 zaliczyłem podobny scenariusz. Szybka wygrana, potem zażarta walka i przegrana na styk, by zostać bezpardonowo pokonanym w rozstrzygającej partii.

Najpierw uciekła mi szansa na top8, potem top32. Wygrana w ostatniej grze pozwalała jeszcze znaleźć się w top64 i wywalczyć 200$. Z taką nadzieją przystąpiłem do walki w ostatniej rundzie turnieju.

Runda 16. Barnett, Adam M [ENG] – Boros

 Adam podczas drafta siedział po mojej lewej stronie i tak jak spodziewałem się, grał Borosem z Assembly the Legion.

Pierwsza gra była jak to w tym drafcie bywało bajeczna. Wygrałem rzut kostką i zagrałem kolejno Disciple of the Old Ways, Ember Beast, Scab Clan Charger i 2 Scorchwalkery. Szybki zajazd do bazy. Obawiałem się tylko, że znów zabraknie czegoś w dalszych grach.

Druga gra była trudniejsza. Przeciwnik zaczynał, mnie trochę przyfloodziło i nie byłem już taki szybki. Po stronie przeciwnika pojawił się Assembly the Legion. Byłem jednak przygotowany. Zagrałem Wrecking Ogre, a w 7 turze, po bloku ogra przez jednego z tokenów dałem mu +9/+9 trample ze zdolności Skargg Goliatha i sieknąłem za 23! Tym epickim zagraniem zakończyłem rozgrywki na GP Londyn.

2-0, w całym turnieju 12-4

Ostatecznie zakończyłem turniej na 34 miejscu i zgarnąłem 200$ nagrody.


kaspi lon2 bTo był dobry turniej dla naszych. W top32 skończyli Urlich (Grzegorz Kowalski) i Wojtek Jankowski, zgarniając po 400$ nagrody. Wiedziałem też, że mamy swojego reprezentanta w top8. Razem z Gulanogiem (Piotr Andrys) i Jarkiem Osińskim oglądaliśmy finałowy draft Bartłomieja Tomiczka oraz jego gry w top8. Deck Tomicza nie wyglądał na zbyt mocny, ale najważniejsze – działał. Zawierał postacie jak Horror of the Dim, czyli w praktyce typ 3/4 za 5 mana bez zdolności (Bartłomiej nie grał niebieskim kolorem i nie mógł dać Hexproofa). Za każdym razem, jak horror pojawiał się na stole mieliśmy z tego niezły ubaw. Paź ¾ okazał się jednak MVP decku i widocznie pomógł Bartkowi w osiągnięciu finału. Możecie o tym przeczytać w relacji samego finalisty, tutaj: Relacja Bartłomieja Tomiczka z finału GP Londyn!

Londyn opuściłem dzień później. W poniedziałkowe popołudnie, w strugach deszczu jeszcze zdążyłem zobaczyć Trafalgar Square oraz zmianę warty konnej pod Household Cavalry Museum. Potem już tylko jazda na lotnisko i powrót do Krakowa. Ostatnim elementem wyjazdu było otrzymanie od Kai i Sebola zaproszenia na ich ślub, który odbędzie się w lipcu Smile

 

THE END

Pozdrawiam, Kaspian

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze