Magicowe pocztówki z wakacji, część 1

„Witajcie w nowym roku szkolnym! Zaczniemy zajęcia od napisania wypracowania, jak minęły wasze wakacje!” – kochałem ten klasyk, evergreen języka polskiego w podstawówce. Pocztówki z wakacji to jednak dobry motyw przewodni dla blogowego wpisu, bo zebrało się sporo małych opowieści, do których nie miałem kiedy przysiąść.

Od czerwca zaliczyłem konferencję stereologiczną w Kaiserslautern, dwa Grand Prix magicowe i bardzo pozytywny Obóz w Zieleńcu, na który namawiałem, a w efekcie sam też odwiedziłem. Aby nie zanudzić, podzieliłem tekst na dwie części, na dniach opublikuję drugi zestaw pocztówek.

Pocztówki z wakacji 

Właściwie to miałem takie dziwne wakacje, bo jeden krótki urlop, który wziąłem, przeznaczyłem na testing do Grand Prix Warszawa, za drugi uznałem wyjazd naukowy do Niemiec. Muszę jednak przyznać, że takie trzytygodniowe i dłuższe przerwy mi nie służą. Totalnie rozbijają dyscyplinę. Poza pracą, badaniami i nauką miałem bardzo dużo imprez magicowych, którymi żyłem od powrotu z Japonii.

Obóz w Zieleńcu

Szafa, nasz warszawski król gier wszelakich, zaprosił mnie i  Rymi na Obóz RPG/MTG do Zieleńca. Z założenia miałem tam poprowadzić trochę wykładów o grze pro, przygotowaniach turniejowych itp. Niestety, mieliśmy tylko dwa dni, a trafiliśmy na końcówkę turnusu i było nieco zamieszania – młodzież miała sporo wyjazdów, sesji do zakończenia, LARP-ów, konkursów na Mistrzów Gry. Ciężko było nas jakoś wpasować : ) Magicowcy stanowili małą grupkę z całego obozu, więc taki wykład stricte o kartach był trudny do zrealizowania. W efekcie zrobiłem małą pogadankę o przygotowaniach do gry, trochę poruszyłem temat gry turniejowej i opowiedziałem nocnej ekipie o podstawach… pokera. ;p Ponieważ grało sporo nieletnich, to grali na ‚zapałki’, ale klimat był bardzo fajny. Poza tym zrobiliśmy lekko moderowanego drafta, gdzie starałem się przekazać wiedzę o podstawach draftowania, danego formatu i pomagałem składać talie. Dodatkowo zrobiliśmy z Rymi dwa dłuższe wykłady o Japonii. Temat akurat mógł zaciekawić większą grupę osób i jak się okazało, cieszył się całkiem sporym zainteresowaniem.

pocztówki z wakacji BT Orion

Sam Obóz w Zieleńcu wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To nie były ot, po prostu, kolonie dla młodzieży. To był jak jeden duży konwent, rozciągnięty na wiele dni, na wiele sesji, gier, zabaw. Szalenie pozytywni ludzie, ogromna energia, co chwilę nowe pomysły od kadry. Przyznam, że zazdroszczę młodszym graczom takich wyjazdów. Wszystko w magicznym miejscu, nad doliną, otoczone lasami, po prostu magia. W ogóle nie chcieliśmy wyjeżdżać.

Spoiler

Organizatorzy idą wciąż do przodu dzięki pokoleniom graczy, którzy im zaufali. Dzięki nim, dzięki ich wyobraźni, otwartym umysłom i pasji obozy wyrobiły sobie tak dobra renomę.

Stoi za tym jednak także doświadczenia obozowej kadry – osób od lat zajmujących się grami: świetnych opiekunów, a jednocześnie zapaleńców RPG, LARPów, gier bitewnych i karcianych.

Podczas obozów można całkowicie zanurzyć się w bogactwie fantastycznych światów: od Magic The Gathering poprzez warhammerowe bitewniaki aż po kilkanaście systemów RPG i dziesiątki LARPowych konwencji. BT ORION zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie.

Na obozie można nauczyć się strategii i taktyki Mtg, a także wypróbować swoje karty w otwartym, sankcjonowanym turnieju Gateway i sprawdzić swoje umiejętności w draftach. Potem przetestować talię w zawodach: wszyscy startują z tej samej pozycji, wygrana zależy tylko od umiejętności gracza. Nie ma lepszego treningu dla zawodników w Magic the Gathering.

Oprócz tego będzie można poznać i rozegrać turnieje w równie interesujących, towarzyskich formatach tj. Pauper, Elder Dragon Highlander, 2-Headed Giant.

Obozy stacjonują w Kotlinie Kłodzkiej, a do wyboru są:

  • OBÓZ RPG/BATTLE w tradycyjnym kształcie, łączącym równolegle gry fabularne i figurkowe;
  • OBÓZ BATTLE dla miłośników gier bitewnych i malowania figurek;
  • OBÓZ RPG nastawiony na granie, teorię i praktykę RPG;
  • OBÓZ RPG/LARP dla zagorzałych graczy, lubiących wcielać się w różne role;
  • OBÓZ RPG/MtG dla tych którzy łączą pasję RPG z zamiłowaniem do karcianej rywalizacji;
  • OBÓZ RPG/BATTLE: LotR: dla fanów Władcy Pierścieni, chcących wcielać się w postacie ze Sródziemia i rozgrywać tam wielkie bitwy;
  • OBÓZ RPG JAPOŃSKI dla miłośników Orientu: jego kultury i atmosfery.

Trochę magię zaburzył przejazd. Ponieważ wpadliśmy w trakcie turnusu, to nie mogliśmy skorzystać z autokarów organizatora. Przetransportowaliśmy się autobusem Polonusa, który sporo się różni od Polskiego Busa (nie dojeżdżającego niestety do Kłodzka), nawet nie chodzi o sprawy techniczne, tylko bardziej o pasażerów. Z Warszawy do Kłodzka obyło się bez większych przygód, zwłaszcza, że mieliśmy miejsca obok siebie. Za to powrót był całkiem zabawny. Dosiadaliśmy się jeden czy dwa przystanki od początku trasy, nie mogliśmy więc kupić wcześniej biletu. Początkowo ludzie rozstawieni jak elektrony, niby są wolne miejsca, ale niesparowane, czyli każdy sam, a na miejscu obok jakaś torba. Usiedliśmy z Rymi blisko siebie, ale nie razem, zresztą kosztowało to naszych współpasażerów wiele narzekań pod nosem i krzywych spojrzeń. Poza tym, mieliśmy w naszej załodze panią uważną, która na każdego patrzyła jak na złodzieja. Pół drogi byłem jej sąsiadem, a że wyglądam jak wyglądam (łysy to zawsze złodziej, wiadomka), to chyba nie zmrużyła oka, trzymając kurczowo swoją torebkę. Na szczęście tylko pół drogi, bo jak dwa razy alergicznie kichnąłem, to na cały głos furknęła „no zarazi mnie!”, po czym natychmiast zmieniła miejsce. To nam dało szansę, aby z Rymi usiąść razem, kto by pomyślał, że alergia na coś sie przyda. Co do reszty bohaterów dramatu – za nami był pan kiełbaska, który co jakiś czas pałaszował kanapeczki, z najbardziej śmierdzącą zawartością świata. Niedaleko nas, znajdowała się pani obrazek, która transportowała jakąś cenną ikonę i musiała ją mieć obok siebie, na miejscu dla pasażera. Klasyczny niesparowany elektron z dużym ujemnym ładunkiem. Nieważne, że mogła położyć to do schowka nad siedzeniem, nieważne, że brakowało miejsc i kierowca na trasie odmówił kilku pasażerom transportu. Kilka razy jak ten kierowca liczył miejsca, to nagle zapadała w sen, łypiąc tylko okiem czy już przeszedł. Sprawiedliwość wygrała i w połowie trasy, cenna ikona musiała ustąpić miejsca pani o gabarytach małego słonia. Była też niedaleko pani wygodna, która po nakrzyczeniu na młodziana przed nią, że ogranicza jej miejsce, sama rozwaliła fotel na maxa, bo przecież musi mieć zagwarantowaną wolność osobistą. Była też pani telefonistka, rozmawiająca co chwilę, na cały głos, o swojej podróży; „no tak, wyjdźcie po mnie”, „jeszcze 50 kilometrów”, „jeszcze 35 kilometrów”, „jest ciemno”, „wyjdziecie po mnie?!”. Co ciekawe, chyba nikt z nich nie używał laptopa, więc WiFi, w odróżnieniu od tego w Polskich Busach, działało praktycznie przez całą trasę. Tyle wygrać.

Grand Prix Warszawa

Ogólnopolskie święto magicowe za nami. Bardzo się na nie napaliłem, testowałem, wertowałem artykuły, 2-personowałem na MTGO i się zwróciło. Talię wybrałem na 2-3 dni przed turniejem. Oczywiście sam wybór talii nie zrobił całego turnieju, bo bardzo przydała mi się znajomość metagame’u i wszystkich praktycznie talii jakie mogłem trafić. O decku możecie więcej poczytać z relacji Jaro, która jest tutaj. BG rock okazał się bardzo skuteczny, świetnie odpowiedział na RG-Kiblerowy metagame i dał mi wynik: 5-0 na piątkowym trialu, 5-1 w sobotę (+ 3 baje) i 4-2-1 w sobotę, przy czym dwa remisy wziąłem mając pewność, że wejdę do Topa. Dopóki nie wyrotuje, polecam nim grać.

Jak już wspomniałem, udało mi się zrobić Top 8 i jestem z tego wyniku bardzo zadowolony. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to poniżej jest filmik z prawie całego meczu ćwierćfinałowego:

Kilka słów o mojej przegranej: wiem, że mogłem jeszcze lepiej zagrać. Kamera wraca do nas zaraz po tym, jak jest 1-1 a ja zrobiłem spory błąd – źle wstawiłem land, na stół wszedł Mutavault, a powinienem zagrać Swampa. Przez to nie mogłem zagrać Mutilate, który zdjąłby dwa stwory, tylko jednego. Od tego momentu byłem lekko stiltowany. To zagranie uratowało mnie trochę od straty Vraski, bo Duress przeciwnika poszedł właśnie w Mutilate. Tylko, że ja o tym już nie myślałem i biadoliłem nad samym sobą, jakie to ja błędy robię. To mnie zdekoncentrowało. Niby ustabilizowałem sytuację, powstawiałem enchantmenty i tutaj tak naprawdę zrobiłem największy błąd. Cały czas myślałem o tym co źle zrobiłem, o tym, że przeciwnik ma na ręce na pewno jakieś removale i w końcu mnie przetrampluje stworem z Kessig Wolf Run. Od tego momentu grałem już nie tylko z przeciwnikiem, ale też z samym sobą i tym co widziałem na jego ręce oczami wyobraźni, a wystarczyło dwa razy zaatakować w pewnym momencie, przejąć w ten sposób inicjatywę i nie dać przeciwnikowi grać z top decka. To, ze doszedł mu Garruk a z niego Smok, to moja wina, ponieważ dałem mu czas na ich dobranie. Trudno, będę pamiętał na przyszłość, aby się uspokoić i grać dobrze do końca.

Robiliśmy jako Psychatog relację z tego eventu i możecie ją przeczytać tutaj: relacja z GP Warszawa. Co do samego Grand Prix – to była doskonała impreza, bardzo dobrze oceniana przez organizatorów i jak widać z ostatnich newsów, także doceniona przez Wizardów. Na miejscu mamy 8 person turnieje prawie każdego typu, turnieje z cyklu Sunday Super Series, zabawnego Richa Hagona, chaos drafty, dziwne edycje drafty, dziwne sealedy, team turnieje, spotkania graczy, imprezing, noclegi na łódce i u Shadeta, znowu imprezing, nawet z graczami z zagranicy, wymiany kart, zakup sytów, zakup cudów do EDH, MYLION historyjek z gier, kibicowanie kolegom i Polakom idącym zacnie. W ogóle atmosfera jest tak cudowna, że chce się grać, grać bardzo dużo i w ogóle Magic, Magic, Magic! : )

Przy tej okazji chciałbym jeszcze raz pogratulować wszystkim, którzy skończyli w kasie, a zwłaszcza Michalowi Kołacińskiemu, który zakończył w Top 4. Świetna robota, życzę Ci powodzenia na Pro Tourze!

Niestety pozostał też mały niesmak. Smutno trochę, że niektóre lokalne sklepy, odradzały swoim klientom branie udziału w GP, a skuszeni chęcią zysku paru dodatkowych złotówek, namawiali na Game Daye. Totalna żenada, przecież taka impreza nie zdarza się co weekend, a znajdzie się tu zajęcie dla gracza i fana karcianki, na każdym poziomie. Nie trzeba od razu grać main eventu, są przecież side eventy, spotkania z artystami, spotkania z ludźmi, masa fajnych wymian, atrakcji. No szkoda słów.

Grand Prix Praga

Z rok temu obessałem niemiłosiernie na GP Madryt, idąc 0-1 albo 0-2 drop. Zestaw miałem tak słaby, że oczy bolały od patrzenia na niego. Nie było jak go złożyć, a bez bajów szanse na drugi dzień spadły praktycznie do zera. Niedługo po tym, udałem się na Grand Prix Manchester, gdzie skończyłem w kasie, po ładnym 8-1 pierwszego dnia i po nie najgorszych draftach. Sealed pool miałem jednak bez jednej drogiej erki, jakiś anioł za 2 złote i tyle z $$$. O Warszawie już wspomniałem, siadła jak złoto, ale to było constructed, gdzie mogłem wybrać, przetestować i stuningować talię. No i teraz padło na nieszczęsną Pragę.

Mam jakiś mega niefart do zestawów sealedowych. Znowu dostałem zestaw ciosany z kartofla. Jak przeciwnikom zagrywałem karty, to klepali mnie po ramieniu i z prawdziwą trwogą na twarzy, mówili, że im przykro. Z „drogich kart” trafiłem jedynie Lilianę, która jest chyba najsłabszym z planeswalkerów. Właściwie jej zagranie, sprowadzało się to zdjęcia jakiegoś stwora i tyle. Removal z szybkością sorcery za 4 mana. Do tego czasem nie było wystarczającej liczby swampów, aby zdjąć zagrożenie. Sklep, któremu ją sprezentowałem, zaproponował srogie 2 euro i to chyba z litości.

Poza tym, zawsze brakowało czegoś – biały niby ok, ale tak na 19 kart w talii i bez bomby, zielony niby spoko, ale brakowało kart i nie było tam żadnego breakera. Czerwony super, ale wszystko za podwójny koszt i tego wszystkiego było z 5 kart – w sam raz, aby nie dało się splashować. Zresztą nic nie dawało się splashować, bo z fixingu miałem tylko 1 Lay of the Land i żadnej, naprawdę żadnej karty za pojedynczy kosz, którą było warto włożyć. Niebieski niby miał kilku lataczy, ale zawierał od groma kart z podwójnym kosztem. Mogłem pójść w kontry + Claustrofobie + 1 Opportunity, ale nadal było tam czegoś za mało. Lorenc jak układał coś z moich puzzli, to mówił – no fajnie, byłby nawet dobry niebieski, ale brakuje ze 2 Divination. W końcu zagrałem BG, który miał ze 3 removale, trochę średnich ciał i z 5 dopychaczy.

Po odliczeniu dwóch bajów, poszedłem 3-4. Zacząłem od przegrania koncertowo dwóch gier, gdzie nie miałem co zrobić. Następnie trafiłem na gościa z równie słabym zestawem co mój, ale złapał kilka mulliganów, więc się udało. Mecz później spotkałem gościa, który na swoich błędach oddawał 2-3 karty za jedną, np. atakował Sliverem czarnym z Trollhide, ja blokowałem na Minotaura 4/6 (jeden z najlepszych stworów w moim decku!), opp dopisywał życia z life linka, po czym zagrywał czar. Przypomniałem mu, że jego stwór 4/4 umiera, na co ten łapie się za głowę: „no, ale regeneruję oczywiście!”. Dla sędziego nie było to oczywiste, dwie karty za friko leciały do grobu. Tak było parę razy, smutne, że inaczej nie mogłem wygrywać. Potem trafiłem na Daniela Wielgórskiego, który w sumie miał już dropować, wybraliśmy kto idzie dalej w GP, a kto woli zagrać premium sealed side event. Daniel mi po prostu poddał grę. Na tym etapie byłem 5-2 i nawet miałem jakieś szanse przejść do dnia drugiego. W kluczowym meczu, mając 1-1 i zacięte topdecki za sobą w miksie z fatalnymi drawami przeciwnika, zalało mnie 8 landami z topa i latacze wroga zrobiły swoje (niestety mój zestaw nie obfitował w żadne odpowiedzi na latacze, o Plummetach i Windstormach mogłem pomarzyć). Ostatnia gra to było kopanie leżącego, opp przejechał po mnie 2-0, nie zostawiając suchej nitki na moim zestawie. Wraz z jego kolegą pośmialiśmy się z tego co dostałem, szejknęliśmy ręce i tyle. GP z wynikiem 5-4 i grami wygranymi na farcie, z litości i na błędach przeciwników.

Patrząc na moją statystykę występów, następne Grand Prix powinno mi bardzo ładnie wypalić. Tylko tym razem zapowiada się bardzo egzotycznie. Nie uwierzycie jakie planuję kolejne, ale o tym będą już nastepne pocztówki z wakacji!

 

Pozdrawiam i do następnego!

– Ober

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze