Modern Masters 2017 – Boros aggro

Nie miałem jeszcze okazji spróbować draftów Modern Masters 2017, więc na te online’owe czekałem z niecierpliwością. Oraz ze świadomością, że raczej wiele nie pogram, bo są kapkę drogie. Na szczęście Wizardzi umożliwili nam granie fantomowych lig za 10 tix/100 PP i z tej opcji już z chęcią skorzystałem. Te ligi to dobre miejsce, aby zapoznać się z formatem i trochę lepiej go poznać przed bardziej kompetytywnymi meczami (jak single elimination).

Byłem też ciekawy, czy moje przewidywania odnośnie do Modern Masters 2017 się sprawdzą i jak dobry jest to dodatek do draftowania. W efekcie oddaję wam zapis pierwszego spotkania z setem.

 Oto jak przebiegał mój pierwszy draft Modern Masters 2017:

Po pierwsze, mam wrażenie, że od samego początku źle draftowałem i nie potrafiłem ocenić właściwie otwartego koloru. Podejrzewam, że biłem się z którymś z graczy o te same karty i obaj wylądowaliśmy z takimi sobie deckami. A przynajmniej mam wrażenie, że ja wylądowałem z takim sobie deckiem.

Analizując drafta, miałem wrażenie, że alternatywą było zbieranie UB Spellsów albo jakiegoś kontrolnego decku, np. w esperowych kolorach, choćby ze względu na Soulsy, które – po namyśle stwierdzam – powinny być moim pierwszym pickiem. Demon nie wydaje mi się zły (lata, ma dobre statsy i irytującą abilitkę), ale Soulsy wydają się pewniejszą kartą. Na pewno jednak nie powinienem myśleć o składaniu talii na Unearthach, nawet do testowania kart. To nie tak ten set działa. Tu trzeba kompletnie przemodelować sposób myślenia o draftowaniu i budowaniu talii w stosunku do zwykłych setów. W dużej mierze jest tak dlatego, że kolory nie mają swojej identyfikacji – przynajmniej nie w mechanikach. To wynika też z możliwości draftowania jak w Khansach czy Dragon’s Maze – czyli można zbierać samo value, nie patrząc na kolory. Pięciokolorowe decki są tu możliwe, choć nie wykarmią każdego gracza przy podzie. Zarazem bardzo łatwo wpaść w pułapkę dwóch kolorów, trzymając się ich kurczowo i dostając ochłapy, po które inni gracze nie sięgają, przegapiając to, co naprawdę otwarte. To dlatego w końcu wylądowałem w Borosie. To dlatego też dopiero w rozmowie z VILQiem dostrzegłem możliwość zbierania kart pod jeszcze inny wariant kolorystyczny – selesnyę.

Ten pierwszy draft udowodnił mi, że Modern Masters 2017 jest złożonym i skomplikowanym setem, którego niełatwo będzie rozgryźć. Udało mi się coś wydraftować, udało mi się coś złożyć, ale koniec końców nie byłem zadowolony z efektu. Wiem, że można to było lepiej pickować. No ale cóż, pierwsze koty za płoty.

Modern Masters 2017: Boros Aggro – spis decku i gry

Ostatecznie w swoim pierwszym drafcie Modern Masters 2017 złożyłem coś takiego:

Poniżej przedstawiam przebieg gier. Możecie przeczytać całość albo, jeśli nuży was dokładny opis gier, przelecieć tylko wnioski i spostrzeżenia. Po każdej grze piszę, co mi się sprawdziło, a co zawiodło i co zrobiło wrażenie w tym konkretnym starciu. Bardziej ogólne wnioski o Modern Masters 2017 i podsumowanie znajdziecie po opisach gier.

 

Runda I, gra I

Zacząłem z ręką, na której miałem Boros Guildgate, Mountain, 2 Plains, Thundersong Trumpeter, Skyknight Legionnaire, Rubblebelt Maaka. Łatwy keep i start od Gate’a. Opp dograł Ulvenwald Trackera. Dobrałem Goblin Assault i wystawiłem trębacza. Opp dołożył górę (grał GR) i rzucił na Trackera Fists of Ironwood po czym zaatakował. Z radością zablokowałem erkę, bo by mi z czasem rzeź zrobiła. Z topa doszło mi Chandra’s Outrage i zagrałem dobranego w poprzedniej turze enchanta. Opp po oddaniu tury zaatakował za 8 (20-12), zagrywając Giantabaiting z Conspire dzięki tokenom z Fistsa. Warto zapamiętać tę fajną synergię między obiema kartami na przyszłe drafty.

W mojej turze dobrał mi się Goblin Guide, którego zagrałem wraz z legionistą i zaatakowałem z tokenem goblina w sumie za 5 (15-12). Opp nie zrobił nic w swojej, pewnie przez missclicka. Landa w każdym razie miał na pewno, bo Guide mu go na rękę z topa w poprzedniej turze dobrał. W kolejnym ataku zresztą dobrał mu kolejnego landa. Bez bloków moich stworków (już 2 tokeny, Guide i legionista) wbiłem 6 obrażeń i po dołożeniu piątego landa oddałem turę z Maaką i Outragem na ręku (9-12). Przeciwnik dograł Penumbra Spider (nie paliłem go jeszcze) i oddał turę. Mi dobrał się land i znowu zaatakowałem wszystkim. Saprolingi zablokowały moje dwa tokeny goblinów a pająk podłożył się pod legionistę. Teraz spaliłem pająka i w sumie przebiłem się za 3. Razem z paleniem opp spadł na 4 life. W kolejnej turze zagrał Magma Jet, zabijając mojego legionistę i wystawił Hanweir Lancera, parując go z tokenem spidera z Penumbry, wytapowując się całkiem. Wiedziałem, że mam wygraną. Wystarczyło przejść do swojej tury i zaatakować dwoma goblinami i Guidem, co też zrobiłem, odsłaniając przy okazji Scavenging Ooze’a. Guide i jeden z tokenów zostały zablokowane, a ja drugiego tokena dopaliłem Maaką. Nawet nie bawiłem się w Magma Jeta, bo po co miałbym odsłaniać swoje karty.

Miałem szczęście, że opp missnął turę. Dogranie Spidera, a potem Ooze’a mogłoby uniemożliwić mi wygraną. Opp miał przewagę w kartach dzięki mojemu Goblin Guide’owi. Miał też lepsze karty na stole i w ręku. Udało mi się jednak dograć wszystko w tempo i nie popełnić żadnego błędu z tym, co miałem dostępne. Muszę jednak przyznać, że Guide mnie trochę zawiódł. Assault się przydał, ale nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Za to Penumbra Spider, Giantbaiting i Fists of Ironwood zyskały w moich oczach.

Runda I, gra II

Start znowu mam w miarę dobry, mając na ręce Boros Guildgate, Mountain, Plains, Dynacharge, przesajdowane Aethertow, Kor Hookmaster i Traitorous Instinct. Opp zagrywa foresta, ja dobieram land i wstawiam gate’a do gry. Następnie opp w drugiej turze dokłada górę i Mogg Flunkies. Nie mam żadnych zagrań, ale dobieram Skyknight Legionnaire. Opp jak w pierwszej grze rzuca Fists of Ironwood, ale tym razem missuje landa. Zagrywam legionistę i atakuję za dwa (18-20). Opp odwdzięcza mi się w swojej czwartej turze Magma Jetem w lataka i bije mnie za 5 (18-15), po czym wstawia Las. Zagrywam Hookmastera i tapuję przeciwnikowi Flunkiesy. Niestety, Kor też obrywa Magma Jetem. Po ataku tokenów jestem na 13.

Cieszę się, że właśnie dobrałem własnego, i to już drugiego, Magma Jeta i zagrywam Thundersong Trumpetera. Z dwoma mana odtapowanymi pozwalam się oppowi zaatakować. Wpuszczam i z końcem tury palę przeciwnika w twarz (16-8), zostawiając na topie Youthful Knighta. Zagrywam go i oddaję turę. Niestety, rycerz od razu w turze przeciwnika spada od Ground Assault. Używam na Flunkiesach umiejki trębacza i z bólem serca palę drugim Jetem jednego z Saprolingów, zrzucając na bottom dwie karty (rusałka i land). Jest 16-7 i walczę.

Dobieram Skirsdag Cultista i oddaję turę. Opp wykorzystuje turę na zagranie Primal Commanda, wyszukując Ulvenwald Trackera i dodając sobie życie (23-7). Średnio ta moja walka wychodzi, ale nadal się bronię dzięki umiejce Trumpetera. Dobieram Rubblebelt Maakę, atakuję kultystą (21-7) i oddaję turę. Opp niestety pali mi Trumpetera z Chandra’s Outrage (21-5), ale nie decyduję się na skorzystanie z umiejki. Pozwalam się zaatakować i wstawiam przeciwnikowi Flunkiesy na top z Aethertow. Tak jak można się spodziewać, opp zagrywa Ulvenwald Trackera. Mi się dobiera Skyknight Legionnaire. Chwilę się zastanawiam, po czym zagrywam go, atakuję i od razu poświęcam z kultysty, aby zabić Trackera. Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa! W swojej turze opp zagrywa Mogg Flunkies i Mudbutton Torchrunnera. Po ataku saprolinga spadam na 3. Gdy dobieram Youthful Knighta sytuacja wygląda więc tak:

Zagrywam rycerza i zaczyna się taniec z goblinem. Opp dogrywa w swojej Hanweir Lancera, parując go bez jakiegoś sensownego powodu z Saprolingiem i atakuje Flunkiesami, Runnerem i tokenem. Tego pierwszego blokuję rycerzem, dopalając mego wojaka z Dynacharge, a tokena blokuje kultysta (19-2). Dobieram Boros Reckonera i go zagrywam, oddając turę. Opp atakuje tylko Runnerem, więc wpuszczam (19-1). W swojej turze dobieram drugiego Trumpetera, którego zagrywam i niepotrzebnie atakuję Youthful Knightem – zawiesiłem się tu trochę (17-1). W efekcie, kiedy opp w swojej atakuje Runnerem, mam możliwość podłożyć albo Reckonera, albo Trumpetera – podkładam więc tego drugiego, poświęcam i strzelam w Lancera. Opp zostaje z 3 kartami na ręku i Torchrunnerem w stole. W 13 turze wreszcie dobieram upragnionego landa, zagrywam trzymane na ręce od samego początku Traitorous Instinct i atakuję samym goblinem, po czym go poświęcam (9-1). Uff! W sumie wbiłem w tej turze 8 obrażeń. Dlaczego nie zaatakowałem wszystkim? Bo chociażby Giantsbaiting wygrywał ze mną znikąd. Opp nie miał już jednak ewidentnie paliwa, bo zagrał w stół Slaughterhorna i oddał turę. Dobrałem Maakę, więc wystarczyło mi już tylko zaatakować rycerzem i Reckonerem, a że bloków nie było, poszła dopałka i starczyło już tylko przypalić oppa z poświęcania kultysty. Wybroniłem się!

W tej grze doświadczyłem słabości Skyknight Legionnaire’ów. W ogóle mam wrażenie, że miśki 2/2 w secie nie mają się za dobrze. Zresztą, skoro centaury, czyli stworki 3/3, mają ciężko, m.in. przez obecność Agony Warp, to i miśki muszą mieć słabo, ale jednak wymiana stwór na removal boli bardzo. MVP gry okazał się Skirsdag Cultist. Dzięki niemu wybroniłem się z beznadziejnej sytuacji. Nie dokopałbym się do niego jednak bez pomocy Magma Jetów, więc i im należy się uznanie. Zawiodło mnie trochę Aethertow, a bardzo zadowolony byłem z Traitorous Instinct. Warto pamiętać o combo z tą kartą i kultystą albo innym sac outletem. Torchrunnera też warto do decku wsadzać, kiedy mamy kultystę lub rusałkę.

Opp miał całkiem dobry deck i niezłe erki – Tracker, Command, Ooze, a do tego solidny removal w dużej liczbie i całkiem wydajne kreatury. Myślę, że mógł mieć lepszy deck od mojego, a wygrałem tyleż szczęściem w dobieraniu, co umiejętną grą, prawie pozbawioną błędów.

 

Runda II, gra I

Wygrałem rzut kostką, ale przegrałem mulligana. Onelander na starcie zmusił do zachowania szóstki 2 Mountain, Scorched Rusalka, Thundersong Trumpeter, Youthful Knight, Thunderous Wrath. Z topa szedł Guildgate, więc nie wyglądało to jakoś bardzo źle. Tym razem okazało się, że gram z Esper Blinkiem. Do czwartej tury zobaczyłem jednak tylko 3 landy, Orzhov Signet, Serum Visions i Kraken Hatchling. Wolny start i bloker sprawiły, że ataki szły powoli i mozolnie. Mist Raven też mnie opóźnił, wracając na rękę Trumpetera. Potem zaś był Ghostly Flicker w szóstej turze, Agony Warp w mojej siódmej, a w oppa Dinrova Horror.  Mimo to przebijałem się z obrażeniami. Pomagała w tym też rusałka, która ewentualne cele wrogiego removalu zamieniała na obrażenia. W ósmej turze, prze stanie 7 do 18, opp zagrał drugiego Dinrova Horror, wracając mi po raz kolejny Trumpetera i zmuszając do discardu karty. Miałem na ręce Wrath i wiedziałem, że jesteśmy na takim etapie, że to moja jedyna opcja na wygraną. Opp się wytapował, ja miałem dwa stworki, do tego rusałkę i pięć landów, z czego dwa odtapowane. Odrzuciłem trębacza, zaryzykowałem poświęcając dwa stwory i w dziewiątej turze stał się cud – dobrałem landa i zagrałem Wratha za 6 many, zerując oppowi życie.

Ta gra udowodniła mi, że kontrolne decki w Modern Masters 2017 wreszcie są silne w limited i jest je sens składać. Coś takiego w typowym dodatku zdarza się rzadko. Opp był przy tym silnie UB, ale miał niezłe zagrożenia. Horrory mocno cofają do tyłu, a Hatchling jest skuteczną ochroną na aggro. Jeśli zaś Mist Ravena i Horrory połączyć z Flickerami, kontrola może być na naprawdę dobrej pozycji. Ze swoich kart mogę tylko powiedzieć, że po raz kolejny Maaka udowodniła swą wartość, pozwalając mi wbić kluczowe obrażenia. Rusałka świetnie sprawdziła się w roli sac outletu i ładnie negowała oppowi removal, zamieniając stracone stwory na punkty obrażenia. Wrath z kolei okazał się strasznie nieporęczny. Bez niego bym nie wygrał, ale jego obecność na ręku mi w znacznym stopniu ciążyła. Zastanawiałbym się więc nad wsadzaniem go do aggro decków, ale też gry w Modern Masters 2017 chyba są wystarczająco długie, aby jego zagrywanie z ręki było w zasięgu. Tylko że do tego momentu wolałbym już mieć grę wygraną. Dlatego wolę Chandra’s Outrage.

Runda II, gra II

Drugą grę zacząłem z Mountainem, Plainsem, Magma Jetem, Maaką, Goblin Assault, Boros Reckonerem i Banishing Stroke. Szybko dobrał się land i wstawiłem w stół Reckonera. Opp w tym czasie zagrał trzy Plainsy – wyjątkowo biało jak na mocne UB, które pokazał mi w poprzedniej grze, a potem dograł wyspę i Master Spilicera. Zaatakowałem Rockonerem (17-20) i dograłem Goblin Assault oraz Scorched Rusalka. Powinienem chyba jednak trzymać Reckonera i Jeta, bo opp wstawił drugiego (!) Master Splicera i wbił się za 5 (17-15). W swojej turze znowu zaatakowałem Reckonerem i tokenem z Assaulta, przekonując się, że rusałka niestety nie targetuje stworów – mój błąd, bo tak to bym na pewno nie atakował, a chciałem zabić Master Splicera. Cóż, zostało strzelić w jednego z nich z Jeta i oddać turę (13-15). Po czasie zorientowałem się, że zamiast z rusałki poświęcać goblina, mogłem dopalić go z Maaki, a następnie strzelić w Splicera z Jeta. Golem by spadł i miałbym o jeden problem mniej. Ja się jednak wystawiłem na atak 2 tokenów golemów 4/4 i oberwałem za 8 (13-7). Opp nie zagrał niczego i oddał turę. Wystawiłem Trumpetera i zmuszony do ataku tokenem goblina zaatakowałem, zostawiając 3 stwory do ewentualnego bloku. Zostałem za to pokarany znowu, bo opp dograł Dinrova Horror, wracając Reckonera. Wywaliłem Banishing Stroke, bo byłem tylko na czterech landach, ale to już było nie do wygrania. Jeszcze broniłem się przez turę, ale w kolejnej opp zagrał Cackling Counterpart w Horrora, co wystarczyło, abym się poddał.

Deck przeciwnika zagrał prawie jak tempo deck, choć przecież dograł on stwora dopiero w czwartej turze! Mój wolny start był jednak największym problemem. Problem z aggro w Modern Masters 2017 wydaje mi się trochę polegać na tym, że aby działało, musimy mieć w decku odpowiednią liczbę tanich stworków – tylko że te stworki w większości są słabe i wrażliwe, a wrogie decki mogą mieć multum odpowiedzi – także takich na zasadzie 2 za 1. Aggro musi grać w tempo od pierwszej tury. To niby zasada w każdym formacie, ale tu trudniej taki deck złożyć, aby był spójny i dostatecznie szybki. Set ma tendencję do traktowania midrange (dropy za 3-5) jako konstrukcję bazową, karcąc trochę dwukolorowe aggro decki power levelem kart. Możesz mieć znośne WG, ale bez tego czerwonego czy czarnego jest duża szansa, że talia nie wyskoczy ponad przeciętność. I to nawet z erkami w decku.

Muszę też dodać, że duże wrażenie zrobiło na mnie tempo przeciwnika. Jak już zagrał tych Splicerów, to od razu wiedziałem, że jest źle – a potem to już oppowi szło wszystko idealnie. Fakt, ja też źle zagrałem (powinienem był palić Jetami obu Splicerów, nie powinienem był atakować Reckonerem i to dwa razy, nie powinienem się tak mu podkładać pod jego grę, itd), ale jego rozdanie było naprawdę silne. Ta gra pokazała mi też, że w Modern Masters 2017 należy wysoko cenić karty, które robią 2 za 1. Taki Attended Knight zyskał w moich oczach, choć tu go nie zagrałem – ale widać to na przykładzie Splicerów. Dinrova Horror po raz kolejny udowodnił mi, że to niezwykle mocna i opresyjna karta. Jak na commona, oczywiście. Zawiódł mnie Goblin Assault – ta karta jest fatalna, kiedy jest się „do tyłu”. Reckoner też mnie trochę zawiódł, a Banishing Stroke po raz kolejny okazał się nieprzydatny.

Runda II, gra III

Jeśli druga gra poszła źle, to trzecia zaczęła się fatalnie. Dostałem rękę bez landów, a potem kolejną rękę bez landów. Dopiero na piątce zostałem z Boros Guildgate, Plains, Mountain, Dynacharge i Madcap Skills. Z topa na szczęście szedł Youthful Knight, więc przynajmniej miałem stwora. Od niego zresztą zacząłem. W trzeciej turze dobrałem Magma Jet i zaatakowałem rycerzem bez dogrywania Skillsów (18-20). Oddałem turę i opp wstawił Meastmeadow Witch – z miejsca spaliłem ją Jetem, kładąc na spód Plainsa, a na top legionistę ze Scry. Zagrałem lataka, zaatakowałem za 4 (14-20). Opp missnął land dropa i oddał turę. Dobrał mi się trębacz, ale przed jego zagraniem zaatakowałem – dobrze zrobiłem, bo opp rzucił Cower in Fear. Rycerz spadł, a ja wbiłem się za 1 z powietrza i dograłem Trumpetera (13-20). W kolejnej turze landzik już był u przeciwnika i zobaczyłem Kraken Hatchling. Idealnie turę potem dobrał się Banishing Stroke, tylko że się pogubiłem przez nieintuicyjne zagrywanie Miracli i nie zagrałem tego czaru. Cóż, trudno, dobiorę jeszcze trzy landy, to sobie skorzystam z tego na jakiś lepszy cel. Zagrałem więc Madcap Skills na Trumpetera (ryzykowne, bo opp miał 5 kart i 3 mana otwarte, ale nie wygram aggro deckiem nie robiąc presji) i zaatakowałem – szczęśliwie removalu nie było i wbiłem się za 7 (6-20). Opp rzucił sobie Serum Visions, dograł landa i wstawił Master Splicera. Dobrałem landa i przyatakowałem samym Skyknight Legionnaire (4-20). Opp zaatakował mnie za 4 golemem i wystawił Mist Ravena, celując w Trumpetera. Dograłem dobranego Boros Reckonera i oddałem turę. Niestety, Reckoner wrócił mi na rękę przez Dinrova Horror i zdiscardowałem Banishing Stroke (jednak się ta karta do czegoś przydała!). Opp zaatakował golemem (4-12), a ja dostałem kartę, która wygrała mi grę – wystarczyło rzucić Traitorous Instinct na Mist Ravena i zaatakować z powietrza, aby wygrać.

Chyba nie muszę mówić, że zawiódł mnie znowu Stroke (a po części to, jak Miracle działają online – i jak się później okazało, nie tylko u mnie wywołują one konfuzję)? Ucieszył mnie oczywiście Instynkt. Także Horror znowu zaczął mieszać. Na szczęście tym razem wiele nie zaszkodził. Nie zmienia to faktu, że jest to jedna z topowych kart formatu – tyleż ze względu na efekt, co i na synergie. Zgadnijcie, co się dzieje, kiedy go sparować z Deadeye Navigator. W tej grze grałem już ostrożniej i mądrzej niż w poprzedniej, unikając kilku groźnych błędów (zagranie trumpetera przed atakiem, wstawienie skillsów od razu na stwora, atak w Ravena) i mając trochę szczęścia (mulligan po 5 do ręki bez stwora daje mi stwora w pierwszym drawie, Instynkt topdeckuje się w idealnym momencie, Stroke okazuje się dobrym paliwem do discardu, więc nie muszę pozbywać się Reckonera i mogę nim blokować, opóźniając przeciwnika – a przynajmniej mógłbym, gdyby nie dobranie Instynktu).

 

 

Runda III, gra I

Uwaga, spoiler! Ostatni, finałowy mecz w tym drafcie Modern Masters 2017 przegrałem, ale co za piękny deck miałem przeciwko sobie! I jakie fajne gry tu były. Zacząłem z 2 Plainsami, Mountainem, Boros Reckonerem, Magma Jetem, Mogg Flunkies i Banishing Stroke. Zacząłem od Plainsa, a opp od Arcane Sanctum. Niestety, nie miałem dropa na pierwszą turę, a Flunkiesy w drugiej okazały się pustą kartą, która w zasadzie nic nie zrobiła. W trzeciej dobrałem Hanweir Lancera, ale zagrałem Reckonera, który natychmiast spadł od Agony Warp (zawsze mają!). Opp bezpiecznie zagrał sobie Pilfered Plans, a ja wystawiłem Lancerów, a następnie zobaczyłem Tower Gargoyle. W efekcie tego wszystkiego pierwszy atak przeprowadziłem w piątej turze. Przeciwnik zablokował zsoulbondowanego Flunkiesa, więc dopaliłem gargulca z Magma Jeta (18-20). Potem kolejny landzik i opp dograł Entomber Exarcha, wracając gargulca z grobu. No ale ok, nie ma tragedii – dobieram kartę i zagrywam Scourge Devil, atakując w sumie za 7. Opp oczywiście blokuje Flunkiesy (15-20) i… psuje mi zabawę Terminusem z ręki w swojej turze. Masakra – nic nie idzie po mojej myśli w tej grze!

Po Terminusie zagrywam Maakę, opp gargulca, a ja Goblin Assault bez ataku i bez znaczenia, bo Maaka spada od Agony Warpa numer dwa. Gargulec mnie atakuje, ja odpowiadam swoim tokenem z Assaulta i panikuję na widok Opportunity, zagrywając Banishing Stroke w gargulca. Tak naprawdę był to objaw desperacji. Liczyłem na to, że przeciwnik ma mało stworków i może nie dobierze żadnego finishera… ale gdzie tam! Dinrova Horror w mojego tokena pozbawia mnie z ręki ostatniej karty. Jeszcze nadzieję daje mi Thunderous Wrath dobrany z Miracla, którego tym razem zagrywam poprawnie – okazuje się, że aby zagrać tę kartę za alternatywny koszt, trzeba w nią kliknąć na stacku, a potem wybrać cel. Jest to – w przeciwieństwie do suspendowanych czarów, które na MTGO straszą wyskakującymi okienkami – nieintuicyjne. Nie można by od razu wybierać celu, a potem decydować o wyborze sposobu castowania? Albo potwierdzać czy chcemy castować czar z miracla, czy nie – klikając Yes lub No? W każdym razie Wrath stargetował Horrora, ale to i tak było bez znaczenia. W kolejnej turze opp zagrał kolejnego Horrora, tym razem wskazują mojego Goblin Assaulta, a potem do końca już dobierałem same landy. Nawet jak bym miał jakiegokolwiek stwora, to i tak przeciwnik miał dwa Seal of Doomy. Jednego nawet wykorzystał na tego smutnego, biednego tokena goblina, którym miałem w ostatniej możliwej turze chump blockować.

O, jakie kontrole są dobre w tym formacie! A ja myślałem, że poprzedni Esper blink to kontrolny deck. Mojemu przeciwnikowi wszystko ułożyło się po jego myśli. Miał ogromne CA dzięki Pilfered Plans i Opportunity. Nie sądzę, abym w tym rozdaniu mógł wygrać, nawet mając bardziej agresywne rozdanie i atakując od pierwszej tury. Wiedziałem, że Flunkiesy są takie sobie, ale sądziłem, że aż tak. Znowu Goblin Assault okazało się takie sobie. Terminus za to jest straszną bombą w tym formacie.

Runda III, gra II

Zacząłem mając 3 Mountain, Dynacharge, Magma Jet, Boros Reckoner, Banishing Stroke. Czerwona ręka uniemożliwiła mi dogranie w tempo Thundersong Trumpetera (zamiast niego poszedł Magma Jet: 18-20), a zagrany w trzeciej Reckoner oczywiście musiał dostać z Agony Warp (mówiłem, że zawsze mają?). W czwartej wreszcie wystawiłem trębacza, a po drugiej stronie pojawił się Tower Gargoyle. Dograłem sajdowanego Lone Missionary (18-24) i oddałem turę. Opp zagrał Pilfered Plans, a trębacz powstrzymał gargulca przed atakiem. Uderzyłem w kolejnej turze za 2 z misjonarza (trębacz znowu zadziałał) i wystawiłem Maakę (16-24). W szóstej turze oppowi zabrakło zagrań, mimo posiadania 5 kart na ręce. W siódmej zaatakowałem, korzystając z umiejki trębacza zanegowałem blok gargulca, a także dopaliłem stworka Pyrewild Shamanem, wracając sobie go od razu na rękę (8-24). Tym razem opp już zaatakował (8-20) i dograł Terminusa. No bo czemu nie!

Na szczęście w kolejnej turce mogłem atakować, bo dobrał się Skyknight Legionnaire – od razu go też dopaliłem Shamanem i było 3-20. Opp zagrał Serum Visions i… pokazał mi swą kolejną bombę. Na stół wskoczył Obzedat, Ghost Council (5-18) i od razu się wyexilował. Dobrałem szóstego landa i tu popełniłem mały błąd. Zaatakowałem legionistą i dopaliłem go Dynachargem. Pomyliłem się, bo myślałem, że oppa zabiję, a Charge przecież daje tylko dwa obrażenia (1-18). Powinienem był zostawić manę na Banishing Stroke. Po ataku wróciłem Shamana na rękę. I tak Stroke’a nie mogłem castować. Zaraz się to zemściło, bo Obzedat wrócił (3-16), opp dograł Entomber Exarcha, patrząc mi na rękę i wywalając Stroke’a, zaatakował Obzedatem (3-11), wstawił Wall of Frost oraz Phantasmal Image, wskazując mojego lataka i wytapowując się. Byłoby ze mną krucho, ale stopdeckowałem drugiego legionistę. Zaatakowałem oboma i tego niezablokowanego dopaliłem Shamanem, zabijając przeciwnika. Jeszcze gramy!

W tej grze miałem sporo szczęścia i popełniłem dwa błędy (Stroke i Dynacharge). Mimo to wygrałem, bo ładnie stopdeckowałem. Poza tym, że opp ma perfekcyjny deck – nie wiem, co mógłbym się tu jeszcze rozwodzić. No, może warto jeszcze wskazać Pyrewild Shamana jako wyróżniającą się kartę. Do Obzedata mu daleko, ale dał mi zasięg, bez którego nie dałbym rady wyciągnąć tej gry.

Runda III, gra III

Na starcie dostałem Boros Guildgate, Mountain, Plains, Hanweir Lancer, Attended Knight, Rubblebelt Maaka, Chandra’s Outrage. Opp zaczął od Orzhov Signet, a ja od Magma Jeta (18-20), którym zrzuciłem na spód biblioteki dwie karty. W trzeciej turze dobrałem Boros Reckonera, ale tym razem postanowiłem zagrać Attended Knighta. – Jak znowu ma tego Agony Warpa, to przynajmniej wykorzysta na słabszą kreaturę, ale założę się, że zaraz dostanę Obzedata i będzie kicha tak czy siak – pomyślałem sobie. No i co prawda Warpa nie było, ale Obzedat jak najbardziej (20-18). Nie układało się to dobrze. Gdybym jeszcze dobrał landa, ale nie – wystawiłem zatem Reckonera i zaatakowałem za 3 (17-18). Obzedat wrócił (19-16) i zaatakował. Wpuściłem (19-11), a opp zagrał Soul Ransom na Reckonera. Tu już lekko spanikowałem, ale nie mogę oppowi go zostawić w ręku. Wyrzuciłem Hanweir Lancera oraz Scourge Devil z ręki i zaatakowałem za 3, trzymając odtapowane cztery mana (16-11). Powinienem był zagrać Youthful Knighta, a nie trzymać manę na Chandra’s Outrage. Obzedat wrócił (18-9), zaatakował i tym razem Reckonerem zablokowałem, celując w Obzedata… którego opp sobie wrócił z Entomber Exarcha. Zrezygnowany spaliłem kleryka z Outrage’a (16-9) jak tylko opp zagrał Phantasmal Image. To nie było rozsądne, bo Outrage i tak bym musiał zagrywać, ale mogłem to zrobić po sklonowaniu Exarcha. Zamiast niego Image skopiował Attended Knighta. Tłumaczenie, że nie chciałem, aby opp zobaczył mi ręki (w grobie nie miał stworów) jest słabe, bo oprócz palenia miałem na niej Maakę i Youthful Knighta. Gdybym dał skopiować Exarcha, wyszedłbym na tym lepiej, bo w kolejnej turze dostałem Kor Hookmastera i iluzja spadła od triggera. Zaatakowałem (13-9), a opp zagrał Obzedata (15-7) i wyexilował. Dobrałem landa, zagrałem wreszcie rycerza i zaatakowałem miśkami. Jeden został zablokowany przez wrażego tokena Soldiera (13-7), po czym znowu wrócił Obzedat (15-5). Zaatakował, więc zablokowałem własnym soldierem, a potem zobaczyłem… Terminusa. Opp nie miał litości. Dobrałem Banishing Stroke, zagrałem Maakę, która wnet wróciła z Dinrova Horror na rękę. Tym razem odrzuciłem Maakę, licząc na landa i to, że opp z dwoma kartami już nie ma żadnych zagrożeń. Land się dobrał, więc wycelowałem Stoke’iem w Horrora i pozbyłem się tego problemu. W tym momencie przeciwnikowi zostało około dwóch i pół minuty czasu. Granie na czas nie jest dobre, ale ja już nie miałem paliwa. To była moja ostatnia szansa. Płomyk nadziei nie tlił się długo, bo w kolejnej turze opp zagrał Opportunity i błyskawicznie wstawił Tower Gargoyle’a. Tak wyglądały moje ostatnie chwile:

Nie mam pytań. Mój przeciwnik złożył piękny deck. Prawdziwe cudo, którego tylko mogę pozazdrościć. Szkoda, że przegrałem, ale i tak stałem na straconej pozycji. Cieszę się więc, że uszczknąłem choć jedną grę w tej rundzie. Więcej nic nie piszę, tylko patrzę i podziwiam – jak na razie to najbardziej wybitna konstrukcja, jaką w Modern Masters 2017 widziałem.

 

Modern Masters 2017 – wnioski i spostrzeżenia

Moje pierwsze spotkanie z Modern Masters 2017 oceniam pozytywnie, ale bez wielkiego hurraoptymizmu. Złożyłem deck, o którym można powiedzieć, że był co najwyżej przeciętny. Brak mu było pazura, ale miał bardzo fajne synergie. 2-1 przed turniejem wziąłbym w ciemno. Podejrzewam też, że jak bym trafił na coś innego w finałowej rundzie, gry nie byłyby aż tak bardzo jednostronne. Kontrola dla aggro w Modern Masters 2017 jest wyjątkowo niewdzięcznym przeciwnikiem. Podsumowując drafta krótko w punktach:

  • Modern Masters 2017 okazało się formatem do draftowania ciekawym, trudnym i bardzo złożonym: w większości setów łatwo wejść w jakiś kolor i wbić się w archetyp, a tu trzeba być otwartym na sygnały i już samo ich dostrzeżenie jest wyzwaniem, a do tego trzeba umieć switchować się między kolorami i archetypami;
  • Modern Masters 2017 wydaje mi się premiować kontrolne decki, ale wielu ludzi składa też talie 5-color value – aggro unikałbym, a jeśli już je składam, to musi to być naprawdę agresywna talia, priorytetyzująca tanie dropy ponad dobre karty;
  • wysoko należy cenić fixing, ale też nie jest on niezbędny dla każdego decku;
  • bardzo wysoko należy cenić wszystkie karty 2 za 1. Takie Agony Warp, Dinrova Horror, Attended Knight to pierwsze co przychodzi mi tu na myśl, ale jest takich kart całkiem dużo – m.in. dlatego jednak Banishing Stroke tak bardzo mnie zawiodło;
  • Modern Masters 2017 zawiera mnóstwo małych synergii i combosów – wspomnieć tu mogę choćby Scorched Rusalka i Goblin Assault, ale wymienić tu można wiele innych przykładów – to jednak temat na osobny tekst;
  • duża liczba removalu sprawia, że aury są bardzo ryzykowne (Madcap Skills, Gift of Orzhova, Unflinching Courage) – za to removalu na enchanty wiele nie ma, więc zwykłe uroki o globalnym działaniu – jeśli same w sobie są dobre – mogą być trochę bardziej skuteczne;
  • warto mieć w decku (a najlepiej na ręku) coś, co bez wielkiej straty zrzucimy do grobu – jakąś kreaturę z Unearth, kartę z flashbackiem – cokolwiek. Choćby tylko ze względu na obecność Dinrova Horror.

Nie wiem, czy będę miał czasu na więcej zabaw z Modern Masters 2017. Jak na razie odpaliłem jeszcze jednego drafta, który też skończył się 2-1, a wydraftowałem w nim… Esper kontrolę. Miałem w czasie drafta te same problemy co i tu, ale talia od tej już była lepsza. Co ciekawe, przegrałem w drugiej rundzie… z inną kontrolą! Dodajmy – lepszą, grixisową z potężnym payoffem w postaci wspomnianego comba Navigator + Horror. Z aggro i midrange’owym pięciokolorowym deckiem poradziłem sobie bez wielkich problemów. Grało się tym przyjemnie. Mimo że nie miałem sam jakichś dobrych erek, commony i uncommony dawały radę.

Modern Masters 2017 oferuje naprawdę dużo miłośnikom decków kontrolnych i wielokolorowych. Jest też złożony jeśli chodzi o draftowanie i stawia przed graczem sporo wyzwań. Szkoda, że sieciowo będziemy mieli okazję bawić się tym setem tylko przez dwa tygodnie. Format zasługuje na trochę więcej czasu, ale boję się trochę, że dodatek szybko może się przejeść. Mimo obaw i mimo trochę mieszanych uczuć – zachwyt nad kontrolkami szybko może się przerodzić w nudę – na tę chwilę mogę wam jednak polecić Modern Masters 2017. O ile nie jesteście początkujący. Wam radzę odpalić sobie raczej Aether Revolt albo poczytać o limited na magicowych stronkach – na Psychatogu albo licznych innych, które znajdziecie w sieci.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze