Odwyk vs GP Kioto

Przestawiłem się znowu na japoński tryb pracy, czyli siedzę do wieczora w robocie, a weekendami, poza grą w piłkę i karty, zaczytuję się w artykuły naukowe. Co więcej, to sprawia sporo przyjemności. Nawet jest szansa, że do wyjazdu wyrobimy się ze wszystkimi zaplanowanymi badaniami.

Niestety odbija się to trochę na wolnym czasie, zrezygnowałem praktycznie ze spotkań z ludźmi, na imprezy nie chodzę (chyba, że sportowe) i zaczynam ograniczać wszelkie rozrywki. W efekcie robię sobie odwyk od MTGO.

 

Odwyk

Może to i dobra pora na mocne ograniczenie MTGO, nie tylko na czas badań, pisania publikacji, ale i na dłużej? Po tym co się ostatnio tam działo, decyzja wydaje się bardzo sensowna, nawet w kwestii EV. Dla osób niewtajemniczonych: EV to expected value i służy do obliczania opłacalności inwestycji, gier czy rozdań, a MTGO nie ma go już na pewno od momentu, kiedy wyłączyli premiere eventy. Premiere Eventy to duże turnieje w Magicu internetowym, które przy zrobieniu Topa zwracały się trochę, a grinderom dawały nawet szansę zarobku. Idziemy dalej – internetowy grinder, to taki gracz, który gra bardzo dużo dla różnych punktów no i oczywiście dla kasy. Pokerowy grinder gra np. regularnie 8+ godzin dziennie, magicowy gra np. 2-3 turnieje na raz, w różnych formatach, a co zdolniejsi, jak xMiMx nawet potrafią to streamować, wyjść w tym czasie z psem i zrobić sobie kolację. Aha, tu jeszcze fajnie pokazują, kto to jest magicowy grinder na żywo.

A co do wyłączenia premiere eventów i w ogóle okrojenia menu turniejowego, to można dowiedzieć się więcej tu. W skrócie: turnieje się psuły (crashowały), ludzie byli dropowani przez system, w ogóle działy się jakieś dantejskie sceny i po wielu narzekaniach, z prosami włącznie, szefostwo MTGO uznało, że pora wziąć się wreszcie za naprawę. Ile będzie trwała naprawa i jaki będzie jej efekt – tego niestety nawet konwent wiedźm nie przewidzi. Fakt jest taki, że MTGO przestaje się coraz bardziej opłacać a tylko konsumuje czas i pieniądze.

Co do odwyku, to mógłbym pisać całe wykłady. Jestem abstynentem, a paradoksalnie mam tyle zachowań uzależnieniowca, że ciężko w to uwierzyć. Czasem nie wierzę, a potem budzę się na kilka dni przed ważnym egzaminem czy oddaniem pracy. Staje się powoli ekspertem w sprawach kompulsywnych emocji, ale łatwo jest dawać komuś rady, a ciężko jest stosować je w stosunku do siebie. Parę lat temu napisałem nawet o tym bardzo fajny artykuł na stronę pokerową, ale przez brak kontroli nad własnymi emocjami sam zrezygnowałem na razie z gry w pokera. Nie będę się teraz nad tym rozwodził, ale wrócę kiedyś do tematu i postaram się zrobić duży tekst o emocjach w grach, z mocnym naciskiem na magica.

Nie wiem czy można to podciągnąć pod walkę z uzależnieniami, ale odstawiam też coraz bardziej cukier. Przeczytałem jakiś sensacyjny tekst z Onetu, który mówił, że picie słodzonych napojów niszczy mózg. Cukier ma psuć białka w głowie. Na teksty z Onetu trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, ale tym razem do mnie trafiło. Nie tylko zawsze miałem problemy z duża zawartością cukru we krwi, to jeszcze czuję, że głupieję na starość. Mniej cukru w kawie, mniej słodzonych napojów, mniej czekolady. Trzymajcie za mnie kciuki, bo zapowiada się bardzo ciężko!

 

Filozofia Niczego

odwyk!W ogóle odwyk przydałby mi się nie tylko od kart, ale także od samego internetu. Życie przed internetem było takie proste… człowiek wstawał rano, szedł zaorać pole, cieszył się słońcem, naturą, owocami ciężkiej pracy. A teraz z każdej strony bombarduje milion sensacyjnych i tragicznych wiadomości, ktoś tam spalił szczyt klimatyczny, Tajfun niszczy, cyklon, tornado i powodzie gdzie tylko spojrzymy na mapę. Klęski, śmierci, wojny religijne. Jak się to ogląda, to jest wrażenie, że nic innego się nie dzieje. Świat jest inny, ale dla sprzedaży i kliknięć trzeba dawać tylko sensację, więc jej stężenie w mediach jest niewspółmierne do rzeczywistości. Rzeczom bez znaczenia nadaje się symbole, których nie powinny mieć. Ludzie szukają sobie wroga, aby tylko mieć wroga.

W przypadku naszej nacji dochodzą narodowe kompleksy i zacietrzewienia. Polacy nie mają już wrogów dookoła, więc zaczynają walczyć sami ze sobą. Lewica z prawicą, młodzi ze starymi, kibice z policją, urzędnik z petentem, ktoś tam zawsze musi być gejem, żydem, lewakiem, niegodnym barw narodowych. Ludzie zamiast skupić się na rzeczach ważnych i rozwiązywać problemy, coraz częściej myślą o nich, gadają tak dużo, że skala rośnie eksponencjalne (lol, od ponad dekady wypowiadałem to z błędem jako ‚ekspotencjalnie’ – słownik rządzi!). Coś nieistotnego z dnia na dzień staje się symbolem, tematem do kolejnej wojny… A moglibyśmy się do siebie po prostu uśmiechać i cieszyć z życia.

Na rozluźnienie polecam klasyka z lat młodzieńczych (trochę klną, więc zapraszam tylko 18+ Razz)

Z dnia na dzień coraz bardziej ograniczam odbiór papki informacyjnej i polecam to każdemu. To zmniejsza frustracje. Świat jest naprawdę inny niż go pokazują.

 

 Grand Prix Kioto

Mimo że wielkimi krokami zbliża się dla mnie Grand Prix Kioto, to nie będę za bardzo do niego testować online. Z jednej strony to kwestia odwyku, z drugiej zaś brak narzędzi. W main evencie będziemy grać Team Limited Trios w Therosie. Nie wiem za bardzo jak to testować przez sieć. W ramach praktyki spotkałem się z moimi team mate’ami – kolegą z Japonii i kolegą z małego, sympatycznego kraju, z Bhutanu. Skrzywienie zawodowe powoduje, że nazwa kojarzy mi się tylko z butanem, takim węglowodorem, ale poza tym ciężko doszukać się jakichś większych konotacji xD

[spoiler show=”Dygresja o Bhutanie”]

Dowiedziałem się od mojego szefa, że jest to kraj bardzo szczęśliwych ludzi, mimo, iż rozwój gospodarczy jest na bardzo niskim poziomie. Bhutański król Jigme Single Wangchuck w 1972 roku wprowadził ciekawą formą mierzenia potencjału narodowego, za pomocą tzw. indeksu szczęścia, zamiast PKB. Społeczeństwo Buthanu ponoć należy do najszczęśliwszych na świecie. Jak widać zbyt dużo do szczęścia nie potrzeba, a może właśnie izolacja, odcięcie od zalewu informacji i skromne życie, to wzór do naśladowania?

W kraju dominująca religią jest Buddyzm, mało jest użytkowników internetu, niewiele więcej posiadaczy telefonów komórkowych (wg Wikipedii kolejno 17 i 23 tysiące), ponad 30 lat temu nie znano tam telewizji a nawet teraz nie jest za bardzo powszechna, brak tam dużych koncernów, poza tym nie istnieją związki zawodowe, a partie polityczne pojawiły się niedawno. Do tego Wikipedia mówi o zakazie sprzedaży wyrobów tytoniowych. Wjazd do kraju jest ograniczony, wlot tylko do jednego lotniska, pozwolenie na podróże turystyczne wymaga wielu papierków i pozwoleń, przez co nie ma zbyt dużej wymiany informacji i mieszkańcy mogą sobie żyć w błogiej nieświadomości.

To daje do myślenia. Odwyk uczyni mnie kiedyś szczęśliwym Bhutańczykiem. Less is more!

[/spoiler]

Będę musiał pogadać z kolegą więcej o jego miejscu pochodzenia, bo wydaje się bardzo ciekawe, jednak wracam już do tematu. Jak już mówiłem, spotkaliśmy się na małe granie. Kupiliśmy po 4 boostery i z 12 paczek składaliśmy 3 talie, tak jak będzie na GP. Będziemy mieli 20 minut na spisanie wszystkiego i swap a potem godzinę na złożenie talii. Limit czasu mi nie przeszkadza, zważywszy na to, że udało się w jakieś 20 minut złożyć trzy działające decki. Wpierw wyjęliśmy rary i posortowaliśmy wszystko na kolory, landy, multikolory i artefakty. Od razu zauważyliśmy silne RG Rampa, Wx Heroic i Bx Devotion. Biały dobrał sobie czerwone karty, a było tam z 8+ heroic-enablerów, w tym sporo aur dobierających karty i embedowych, tanich stworów. RG zabrało droższe karty czerwone i directy, a RW Heroic wziął z czerwonego tanie sztuczki + removal braliśmy z białego. Te dwie talie działały bardzo fajnie, problem był z trzecią. Do czarnego Devotion dobraliśmy ostatni, nieruszany kolor, czyli niebieski. Niby były ze dwie bomby, 3 Merchantów, jakieś mniejsze chłopki z dewocją, ale brakowało trochę removalu, deck był poprawny, ale taki bez siły przebicia. Może trzeba było olać niebieski i zrobić Bw, może takie splashowane Uw i zrezygnowanie z czarnego, a może mono B złożony na siłę dawałby jednak radę? Na szczęście na GP będzie jakieś 30-40 minut na wymyślenie alternatywnych sideboardów i planów na grę.

Kioto, GP, Ober, mtg

Zdjęcie zrobione przez Eijiego w moim mieszkaniu japońskim

Jak macie dobre pomysły co do teamowego limited, jakiekolwiek doświadczenia, to proszę, podzielcie się ze mną!

Pozostaje jeszcze jedna otwarta sprawa, mianowicie nazwa teamu. Absolutnie nie wiem jak go nazwać z taką mieszanka ludzi, doświadczeń i naszych kultur. Team Ninja brzmi zabawnie, ale byłby to chyba jeden z 10 takich teamów Grin Team Psychatog też średnio pasuje, skoro jestem tam tylko jednym Togiem. Tu też liczę na pomoc, może coś podrzucicie?

W zamian zbiorę masę fotek z turnieju jak i z samego Kioto, które jest destynacją całej armii turystów (a przez których, jest szansa, że będziemy spali na ulicy, bo wszystkie hotele są w weekend zajęte). W czwartek wieczorem ruszamy busem z Tokio (taki nocny rozbójnik jadący dziesięć godzin), na miejscu jesteśmy o szóstej rano i mamy jakieś pięć-sześć godzin na zwiedzanie. Potem jedziemy na sajt zarejestrować się i grać side eventy. Nie zagramy żadnego triala, bo… będzie to pierwsze Grand Prix Teamowe bez bajów! Spoko sprawa, bo ciężko mi je teraz nafarmić podczas fnmów, a tak wystartujemy wszyscy z tego samego poziomu.

 

Mały bonusik:

Temat kart zamknę ostatnim deckiem jakim bawiłem się, zanim zrobiłem sobie odwyk i odinstalowałem tymczasowo MTGO. Zbudowałem bardzo tani i szybki mono red, którego mogę sobie złożyć na żywo do fnmów Japońskich:

pokaż / ukryj

Szybcy, wściekli i zabawni

Rakdos Cackler, Legion Loyalist, Firedrinker Satyr robią wczesną presję, ale najlepsze rozdania zaczynają się od Foundry Street Denizena, Akroan Crusadera i najlepiej mieć Young Pyromancera w drugiej turze. Można w pierwszej turze zacząć z Akroan Crusadera, w drugiej rzucić na niego Titan’s Strenght, wchodzi token, na nich dwóch rzuca się Coordinated Assault i mamy wjazd za 8. Wszystko się ładnie dopakowuje, deck na rozruch potrzebuje 2 landy, ale może zaczynać z jednego. To taki klasyczny deck na przepchnięcie szybko obrażeń, jak się nie uda w early game, to zaczyna się męczarnia, ale mała liczba landów powoduje, że dobiera się sporo spelli i łatwo zarzucić przeciwnika masą mięska.

Talia nie jest idealna, męczy się potwornie z Master of the Waves, Jacem, Anger of Gods, Boros Reckonerem czy Golgari Charmem. Czerpie za to dużo siły z nawet jednego missniętego land dropa przeciwnika w early game, z jego mulliganów, albo topornie wolnych czarów. Poza tym stwory blokujące przeciwnika można oszukać za pomocą Seismic Stomp, który sprawdzał mi się znakomicie.

Nie polecam decku na razie na duże eventy jak GP Wiedeń, ale na małych turniejach możecie się pobawić, sprawia wiele radości. Taki trochę storm, ale równie często się wiesza, co wolne stormy ze standardu w poprzednim sezonie. Może coś da się wymyślić z innymi kolorami, może nie przejrzałem wszystkich kart, a może ktoś z Was się podejmie testingu i wymyśli lepsze rozwiązania niż moje?

 

Z życia niemagicowego

Moja nieokiełznana ciekawość doprowadziła mnie ostatnio do bardzo przyjemnej, acz niestety drogiej piekarni. Nazywa się Andersen i wiedziałem o niej już podczas pierwszej wizyty w Tsukubie. Niestety od razu dostała etykietę drogiej, co mnie na dobre odstraszyło.

Wczoraj jednak wybrałem się na piłkę, a wracając uznałem, że zrobię małe zakupy. Wpierw wskoczyłem do taniego warzywniaka obok pracy, po czym przypomniałem sobie, że nie mam żadnego chleba w domu. W efekcie wróciłem z takimi cudami:

oishii!

Warto wspomnieć, że tutejszy chleb jest po prostu fatalny. W markecie można kupić bardzo miękkie chleby tostowe. 6 albo 8 kromek za 100-300 jenów. Poza tostami nie maja większego zastosowania. W okolicy znalazłem tylko 1 bułkę przypominającą w smaku i jakości produkty europejskie, nie mówiąc już o polskich, które w przypadku pieczywa, uważam za naprawdę świetne.

Szybka recenzja: na powyższym obrazku jest ciemny chleb, smakujący wyśmienicie, zupełnie jak nasz. Problem w tym, że kosztuje chyba 6 razy więcej, ale warto było, bo ilościowo załatwia ze 2-3 paczki takich tostów, a przy tym jest naprawdę świetny. Ciastko z malinami smaczniejsze niż na to wygląda, banany jak to banany, zawsze spoko, do tego małe i wyśmienite pomidory. Kukurydza jeszcze nie przetestowana. Te zółte cuda, to chyba-mandarynki, fatalne w smaku, 80% zawartości to pestki, 15% to skóra, a reszta i tak bez smaku Grin

nieboooo nad TsukubąOstatni punkt to szynka, którą jestem bardzo uradowany. Podobnie jak z pieczywem, o wędliny tez ciężko w okolicznych sklepach. Łatwo kupić mięsiwa pieczone, grillowane, tonę wyrobów z owoców morza, jednak z wędlinami, do których się przyzwyczailiśmy jest już gorzej. Jest trochę paczkowanych i słabych pseudokiełbas, szynek i polędwic praktycznie nie widziałem. Ta szynka została również zakupiona w piekarni i również była dość droga. Raz na jakiś czas jednak mogę sobie zrobić święto i kupić zestaw kanapkowy, za którym trochę tęsknię. Wrócę do kraju i kupię sobie dużo polędwicy, kiełbasy i dobrego, ciepłego chleba!

Pozdrawiam,
– Ober

 

P.S. na zdjęciu z jedzeniem jest sporo słońca, po kilku chłodniejszych dniach mamy znowu ładną pogodę. Jest praktycznie bezchmurne niebo, temperatura między 14 a 16 stopniami w dzień. Noce są chłodne, ale za dnia robi się po prostu cudownie ^^ Kocham tutejsze niebo, jest prawie zawsze bezchmurne, słoneczne i tak cudownie błękitne. Albo jestem głupim japonofilem i wszystko widzę w błękitnych barwach. Jeśli wypatruję samych zalet a ignoruję wady, to wcale nie mam zamiaru tego zmieniać. O problemach nie trzeba za dużo myśleć, głupotami nie trzeba zaprzątać sobie głowy. Less is more.

 


Inne części podróży po Japonii:

Ober at Tsuchiura, Arena Mtg ShopPlaneswalking across Japan. Part 1 – przybycie

Planeswalking across Japan. Part 2 – magical!

Planeswalking across Japan. Part 3 – casual

Planeswalking across Japan. Part 4 – dodatek: Korea

Planeswalking across Japan. Part 5 – Tokyo

Planeswalking across Japan. Part 6 – instrukcja jak używać Japonię

Planeswalking across Japan. Part 7 – Ober returns to Japonica

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze