[Pauper] Czekając na burzę

Gdy usłyszałem o tym, że w Warszawie mają być rozegrane Mistrzostwa Polski w formacie Pauper, moje serce szybciej zabiło – pierwszy raz na świecie przeprowadzony zostanie krajowy czempionat deckami, opartymi tylko na commonach. Pierwsze co pomyślałem to, że nie może mnie tam zabraknąć. Już zresztą jakiś czas śledziłem wyniki poszczególnych konstrukcji na MTGO. Metagame było zróżnicowane, a co najważniejsze nie ograniczało się tylko do przekręcania stworów.

Czułem, że MPP będą bardzo ciekawe i atrakcyjne.

Duża relacja Myszy z tego eventu, zawierająca m.in. zdjęcia, wywiady i standingi – znajduje się tutaj: http://psychatog.pl/pierwsze-mistrzostwa-polski-w-paupera-oczami-kierowcy-ur-post/. Jeśli chcecie przejrzeć te materiały, to kliknijcie w link. Nie ma sensu abym je powielał.


Pierwsze o czym pomyślałem to wybór decku. Od razu pomyślałem o combo, bo całe życie lubiłem układać medżikowe pasjanse. Wziąłem pod uwagę dwa storm decki, występujące z powodzeniem na daily: pierwszy to TPPS czyli odmiana w kolorach UBR, wykorzystująca najlepsze manodajki formatu (Dark Ritual i Cabal Ritual) i dużo efektów cantripów, by koniec końców rzucić Empty the Warrens i cieszyć się z około 20 zielonoskórych przyjaciół na stole lub od razu zabić Grapeshotem, nie bawiąc się w ataki przyzwanymi typkami 1/1. Konstrukcja ta była naprawdę obiecująca i dobrze się kręciła, ale brakowało jej dobrej kontroli drawu i szybkości, a poza tym nie mogła wykorzystywać wg mnie najlepszej karty do storm decków – BRAINSTORMA, stąd wybór padł na wersję UR.

Wiele osób zapyta dlaczego właśnie Brainstorm? Są przecież Pondery i Preordainy za U, a Impulse, który masowo był grany w 4 sztukach dziewięćdziesięciu procent UR na MTGO, kopie o kartę głębiej. Jednak krótki epizod grania storm deckami w legacy, czytanie artykułów i oglądanie meczów Macieja Paska pokazały mi jak silna potrafi być ta karta. Pozwala na dobranie 3 kart (nie jak to robią inne cantripy tylko 1), a wraz z feczem wtasowywującym w bibliotekę 2 najsłabsze karty z ręki, potrafił ją zmienić ze słabej na pozwalającą skończyć grę (co zresztą wiele razy działo się na MPP), nie mówiąc już o chowaniu Warrensów przed discardem. Ważne jest dobre zagranie burzy mózgów. To ostateczność, kiedy już nie mamy niczego innego. Ważne jest też, aby mieć shuffle effect (w UR to były akurat Evolving Wilds i Terramorphic Expanse), by dobierać nowe opcje, zamiast dwóch najsłabszych kart odłożonych na top. Trzeba również zrozumieć kiedy grać Brainstorma. Mnóstwo ludzi wiedząc, że mają cantrip na instancie, chcą go zagrywać z końcem tury przeciwnika. Otóż optymalnie zagrywa się go w swojej turze po draw, kiedy dobieramy dzięki takiemu manewrowi jedną kartę więcej, co przy combo decku jest wartością nieocenioną.

Pauper

Po wielu godzinach układania pasjansów i testowania z ludźmi doszedłem do takiego oto spisu:

pokaż / ukryj

Tomasz Sodomirski
Pauper, UR Storm

Co ciekawe, na początku bardzo długo grałem bez Sandstone Needle i Saprazzan Skerry, ale po tym, gdy zobaczyłem jak przez ich brak pogorszyłem sobie część problematycznych MU z delverem i innymi topowymi archetypami, postanowiłem je przywrócić na swoje miejsce. Są niezbędne w wersji UR. Boost, który dają w całości rekompensuje ich zużywalność i to, że wchodzą tapnięte. Saprazzan Skerry jest również bardzo ważnym elementem gry z postami po side, bo pozwalają wygenerować więcej U many na Gigadrowse, by móc się skręcić nawet wtedy, gdy nie mamy układu na kill w 2 lub 3 turze, a potem opponent czyha z kilkoma hate kartami.

Wiśniowa Soda

Bieda fecze są obowiązkiem; gdy zdecydowałem się na Brainstormy – przetasowanie musi być. Warta uwagi jest też możliwość ustabilizowania mana base poprzez szukanie danego koloru, gdy brakuje nam go na stole. Maksymalizują też one siłę Lava Darta, dając możliwość częstszego zagrywania flashbacku strzałki, co jest kluczowe przy zabijaniu: Suture Priestów, Crypt Ratsów, Krack-Clan Shamanów, Bloodfire Dwarfów, Martyr of Ashes, stworów w pojedynku z infectem oraz kontrowania efektów Echoing Truth i Echoing Decay – krótko mówiąc są jednomanową odpowiedzią na prawie cały hate, a do tego można jej użyć dwa razy.

Cantripy nie mogły być w tym decku inne niż Ponder i Preordain to najlepsze w formacie (po Brainstormie) kopania. Zdecydowałem się też na 2 Impulse, ponieważ chciałem poprawić poziom szukania elementów combo – nie lubię przegrywać z powodu nie dobierania Warrensów. Dlaczego nie Peer Through Depths, przecież kopie o kartę głębiej? Powód jest bardzo prosty: nie wyszukuje ani Goblin Bushwhackera, ani landów. Na uwagę zasługuje Gitaxian Probe, który oprócz drawu za 0 many, co odchudza znacznie nasz deck, pozwala na zdobycie informacji przeciwko czemu gramy. To daje ustalić jaką taktykę na cantripach przyjąć (czy na przykład po Brainstormie odkładamy Seething Songa na top, bo gramy z delverem, który trzyma UU na Counterspella, czy chcemy dużo storma na grę z affinity, gdzie bez dużej ilości tokenów z Bushwhackerem nie można wygrać).

Sekcja akceleracji też jest klasyczna i niezmienna – nie ma lepszych manodajek w formacie, w całej grze znajdziemy kilka lepszych. Wszystkie, poza Seething Songiem, muszą być zawsze w decku. Piosenka jest słaba na decki z kontrami (delver i post), gdzie to musimy podczas combo przyjąć 1 czy 2 kontry i o ile zatrzymanie Rite of Flame, a w konsekwencji strata R w poolu nie prowadzi nas do przegranej, strata 2R po usunięciu Songa to w większości przypadków przegrana. Nie rozumiem wkładania na pałę Pyretic Rituali, obecnych w większości spisów na MTGO – many i tak zawsze mamy dużo, a wolę nie mając Warrensów na ręce, dobrać cantrip, niż rytuał.

Sideboard sprowadza się do wkładania odpowiedzi na hate przeciwników. Na większość MU wkładam Dispele w komplecie – są twardą odpowiedzią za 1 manę na kontry, Echoing Truth, Seismic Shuddery, Wall of the Nim, Holy Light, Sandstormy, Fogi i częściowo Prismatic Strands – chyba warto mieć 4 sztuki. Pyroblast to karta praktycznie tylko na delvera, ma przewagę nad Dispelem, ponieważ kontruje Spellstutter Sprite i ewentualnie zabija Delvera lub Nindżę. Może też być wycelowana w nasz spell (najlepiej nie niebieski), aby nabić dodatkowy storm count.

Gigadrowse, jak już pisałem, jest odpowiedzią na posty maści wszelakiej. Stapowanie wszystkich landów przeciwnika z końcem jego tury, co w konsekwencji odbiera mu możliwość zagrania wszystkich odpowiedzi, wygrywa gry. Teoretycznie powinno tez pomóc z affinity, tapując nieprzyzwoitą wręcz ilość blokerów, którymi przeciwnik broni się przed alpha strike.

Seismic Shudder to najlepsza odpowiedź na mirror. Mając Brainstormy mogę w tym mu spokojnie przyjmować rolę kontrolki i czekać na wysyp przeciwnika, by zakończyć to potem swoim przyzwaniem zielonoskórych przyjaciół.

 

Tyle na temat decku, czas na relację – Mistrzostwa Polski Pauper!

Do Gryfa, gdzie odbywały się mistrzostwa, dotarłem około 20 minut przed planowym rozpoczęciem eventu. Musiałem zrobić proxy (ci francuscy kurierzy…) i spisać decklistę, ale nie bałem się, że nie zdążę – każdy grający wie, że turnieje MtG nie zaczynają się zgodnie z czasem. Czuć było niesamowitą atmosferę – ludzie bawili się w wycinanki, część jeszcze składała swoje maszyny, ogółem szaleństwo. Widziałem dużo UR postów, co mnie naprawdę ucieszyło – świetnie wbiłem się w metagame – mało infectów i delverów, dużo bye jak posty czy GW hexproof. Poczułem, że mogę pokazać się z dobrej strony na tym turnieju. Po około pół godzinnym opóźnieniu i dołączeniu się chłopaków z Mobilizacji jako side event, rozlosowane zostały pierwsze pairingi.

 

Runda 1

W 1 rundzie trafiłem na Szymona Późniaka, który kierował „small affinity”. Wiedziałem, że to dla Storma nie jest bajeczny match-up – duże stwory, szybki zegar i wyskakujący blokerzy za darmo w postaci Frogmite’ów i Myr Enforcerów nie napawały optymizmem. W pierwszej grze po wygraniu rzutu kostką zacząłem od wyspy i rzucania cantripów. Mój przeciwnik po muliganie zostawił 1 landera i po wystawieniu Vault Skirge przez długi czas nic nie robił. Niestety moja kopiąca maszyna, mając wszystkie elementy na ręce też się zacięła – nie miałem żadnej R many na rozpoczęcie combo… Miałem co prawda Brainstorma, ale bez shuffle był bardzo ryzykowny, bo gdybym nie dobrał żadnego źródła R w 3 kartach strasznie bym się spowolnił. Czekałem więc póki mój opponent nie przyspieszy. Jednak po dobraniu drugiego landa, w 1 turę ustawił mi kill w następnej – 2 Frogmite z rękawa i Carapace Forger. Zagrałem w końcu burzę mózgów, ale znalazłem tylko Sandstone Needle. Poddałem.

Side in: 1x Lava Dart, 3x Dispel
Side out: 4x Gitaxian Probe

Druga gra wydawała się dużo bardziej optymalna. W 3 turze wystawiłem 12 tokenów, jednak potem, przeciwnik uraczył mnie 2 Thoughtcastami, a potem 2 żabami i 2 Enforcerami. Wyścig nie miał sensu bo zostałbym wyblokowany. Chumpblokowałem więc ataki, które doprowadziłyby mnie do śmierci, by w turze przed śmiercią skręcić się na 6 tokenów z Goblin Bushwhackerem i zabić idealnie co do jednego dmg.

Trzecia gra to już totalne porno ze strony przeciwnika. Pierwszoturowy Krack-Clan Shaman, a potem tylko dokładanie stworów na kill w czwartą turę. W mojej T4 próbowałem dobrać Lava Darta, ale nie znalazłem żadnego w łącznie przekopanych w tej turze 8 kartach. Musiałem uznać wyższość pauperowych robotów.

Przegrana 1-2 W całym turnieju 0-1

Wiedziałem, że teraz muszę wygrać wszystkie rundy swissa, aby dostać się do top 8. Zadanie wydawało się bardzo ciężkie, ale nie zostało nic innego, jak się odside’ować i usiąść do kolejnej gry.

 

Runda 2

Tym razem trafiłem na mój dobry MU – UR Posta, kierowanego przez Jakuba Bańskiego (swoją drogą postów było w turnieju 8, dodatkowo jedna wariacja UB, więc miałem nadzieję, że nie będę trafiać na nic innego). Nie na rękę było eliminowanie mojego znajomego, z którym dużo testowałem, ale cóż – trzeba było rozpocząć.

Po wygraniu rzutu kostką zacząłem z bardzo mocną ręką, Empty the Warrens, do tego źródła many, cantripy, ogółem wszystko czego potrzeba. Po wytapowaniu się mojego przeciwnika na Prophetic Prism przyzwałem 12 tokenów. Jakub mógł jeszcze mnie jakoś spowalniać lub dobrać Seismic Shudder z czuba, ale Brainstorm po Goblin Bushwhackera w następnej spowodowało, że opponent popatrzył ze smutkiem i zaczął się side’ować.

Side in: 4x Dispel, 3x Gigadrowse
Side out: 2x Lava Dart, 3x Seething Song, 2x Manamorphose

Tutaj trochę wyjaśnień. Wiele osób wsadzałoby na ten match-up Pyroblasty po side, aby mieć odpowiedź na Hydroblasty i inne kontry przeciwników. Ja jednak wyszedłem z założenia, że jeśli trochę przedłużę grę i poczekam na jakiś częściowy tapout (bo coś Post musi robić) to dojdzie do tego, że sam Gigadrowse zablokuje cały hate jaki kierowca posta może mieć na ręce. To o wiele lesze niż wymiana karta za kartę i to w naszej dużej turze, gdzie chcemy mieć dużo zasobów, a nie tracić manę i kartę z ręki.

Tym razem mój przeciwnik nie był skory do tapowania swoich źródeł. Widać było, że chciałby zagrywać permanenty, ale trzymanie many na kontry mu to uniemożliwia. Z pomocą przyszedł Gigadrowse, który stapował wszystkie landy za wyjątkiem jednej wyspy. Już w mojej turze miałem Dispela na ręce, EtW i Goblin Bushwhackera oraz manodajek idealnie na 6 many. Jednak obawiałem się Hydroblasta i zagrałem same tokeny z Dispelem dla protekcji. Jakież było moje zdziwienie, gdy Jakub tapnął dwie many i rzucił Yamabushi’s Storm. Nie mogąc nic z nim zrobić usunąłem tokeny z pola bitwy i po kilku turach i ostatecznej próbie combo, która została tym razem zatrzymana przez Seismica, przeszliśmy do trzeciej gry.

Od niej zależało czy zostanę w turnieju, dlatego przed oddaniem oponentowi mojego decku do przetasowania sam rozłożyłem kilkukrotnie deck, wyciszyłem się i skupiłem. Na szczęście, ja zaczynałem więc na starcie miałem przewagę.

Po zagraniu kilku cantripów na początku gry, w trzeciej turze rzuciłem Gitaxian Probe, by zobaczyć z czym mam się mierzyć. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że Jakub ma tylko jedną kontrę, na którą zresztą miałem Dispela. Zagrałem całą sekwencję czarów przyzywając kilkanaście tokenów. Mój opponent nie dobrał mass removalu, co doprowadziło do tego, że mógł tylko patrzeć jak już w swojej turze zagrywam Goblin Bushwhackera wyciągniętego Ponderem i jednym atakiem sprowadzam go do zera.

Wygrana 2-1 W całym turnieju 1-1

 

Runda 3

Trzeci mecz stoczyłem z Wojtkiem Czerwińskim, kierującym GW Hexproof. Kolejny dobry match-up. Zadowolony, że nie trafiłem na Delvera (chyba potencjalnie najgorszy match-up na tym turnieju, może porównywalny do affinity) dobrałem startowe 7 kart. EtW, manodajki, tylko sama czerwona mana. Z racji tego, że nie mogłem skręcić się w 1 turze czekałem, aż dobiorę źródło niebieskiej – w tym mu 8 tokenów w 2 turze trochę za mało, szczególnie, że w stole było 2 blokerów. Przez kilka drawów nie doczekałem się ani niebieskiej many, ani Manamorphose, które pozwoliłoby skręcić combo na niebotycznie dużą liczbę goblinów. W końcu musiałem przyzwać marne 10 tokenów, bez Bushwhackera. Jedyne co mi zostało to czekanie, aż Silhana Ledgewalker z Armadilo Cloak uniemożliwi mi wygraną.

Ta gra byłą pięknym przykładem, że w UR Storm musi być więcej landów dających niebieską manę, niż czerwoną. Mając wyspy i cantripy i tak dokopiemy się do jakiegoś źródła czerwonej. Góry Skazują nas na granie z topdecku.

Side in: 4x Dispel
Side out: 2x Lava Dart, 2x Gitaxian Probe

Dispel jako odpowiedź na wszystkie zagrożenia (Sandstorm, Holy Light, Prismatic Strands) to must in. Side out też wydaje się oczywisty – Lava Darty nic nie robią, a probówka zabiera cenne życie.

Myślałem przez chwilę, aby wrzucić Seismic Shuddery, ale po krótkim namyśle uznałem, że lepiej nie przeszkadzać i mieć bardziej stabilne combo, niż ufać półśrodkom.

Druga gra to porno w moim wykonaniu. Drugoturowe 12 goblinów z Dispelem, który skontrował Sandstorm opponenta. Nie ma nawet o czym się rozwodzić.

Trzecia gra również pokazała siłę storma. Trzecia tura z 14 zielonoskórymi, na domiar złego dla mojego przeciwnika, nie miał ani Sandstorma, ani many na zagranie swoich Prismatic Strandsów.

Jednym słowem 1 gra przegrana przez mana screw, reszta już planowo.

Wygrana 2-1 W całym turnieju 2-1

 

Runda 4

Uwierzyłem, że po słabym początku jestem w stanie dostać się do upragnionego top 8. Jednak na mojej drodze stanął teraz niezbyt lubiany przeze mnie archetyp, mianowicie Delver kierowany przez Miecznikowskiego Jędrzeja. Grając paupera zawsze sądziłem, że storm ma dobry match-up z mono U tempo. Jednak moja wersja, nie wiedzieć czemu, często przegrywała. Może wynikało to z faktu, że ostatnio modne stało się trzymanie Echoing Truth main i dużej ilości hate na storm po side, a może po prostu źle grałem z tym deckiem.

Po wygraniu rzutu kostką zostawiłem dosyć stabilną rękę zdolną do comba w 3 turze pod warunkiem, że nie dostanę żadnej kontry. Mimo to byłem dobrej myśli – w końcu przed combo dobiorę trochę kart i może będzie lepiej. Ta gra pokazała ile szczęścia miałem na turnieju. Po wystawieniu misia w T1, Jędrek w następnej swojej turze nie wystawił 2 landa i wstawił drugiego typa 2/2 za U. W mojej dużej turze miałem za zadanie zagrać tylko wokół Daze, co było jak najbardziej do zrobienia. Zagrałem najpierw cantripy, próbując dokopać się do Bushwhackera, ale nie dane było mi go znaleźć. Ostatecznie 14 tokenów też było dobrym rozwiązaniem. Po dwóch atakach przeszliśmy do side’owania.

Side in: 4x Pyroblast, 1x Dispel
Side out: 3x Seething Song, 2x Manamorphose

Druga gra to moja dobra ręka (EtW i 2 Pyroblast mówią same za siebie). Mój przeciwnik też dobrał jak trzeba – dwa Hydroblasty, Ninja i Cloud of Faeries. Ciekawa sytuacja zrodziła się w 3 turze opponenta, kiedy to mając 3 wyspy w stole zagrywa wróżki. Ja, chcąc mieć okno na combo kontruję je, na co dostaję Hydro. Idąc za ciosem, musiałem zużyć mojego drugiego Pyroblasta. Skręciłem się skromnie, bo na 10 tokenów. Aby nie było wątpliwości turę po skręceniu się dobrałem 3 Pyroblasta, tak jakby mój przeciwnik w końcu dobrał jednego z czterech Echoingów. Kilka ataków i mogłem się cieszyć z trzeciego zwycięstwa na turnieju.

Wygrana 2-0 W całym turnieju 3-1

 

Runda 5

Pojawiła się iskierka nadziei, że po przerwie obiadowej (kebab obok Gryfa jest naprawdę wyśmienity) nie będę musiał grać piątego meczu, wystarczy, że mnie sparuje z inną osobą z 3-1, Potem tylko remis i będę mógł się cieszyć z top 8. Niestety jak wszyscy wiedzą tie breakery to dziffffki, więc nietrudno było się domyśleć, że byłem ostatnią dziewiątką. Czekał mnie pojedynek z Jakubem Kozakiem (Hawaj). Miał 7 punktów, więc ID nie wchodziło w grę. Musieliśmy wyłonić ostatniego finalistę tego turnieju. Mu z UB Postem, bo tym właśnie grał Hawaj, nie był już taki różowy jak z UR. O ile pre side ciężko przegrać, o tyle w 2 i 3 grze trzeba się nieźle gimnastykować, aby się skręcić z protekcją. Cztery Duressy, do tego mass removal i dodatkowe kontry. Musiałem wygrać pierwszą grę, aby myśleć potem o wygraniu jednej z dwóch po side. To, co się stało nie miało jednak dużo wspólnego z wyrównaną rozgrywką. W pierwszej grze Hawaj mulliganował do 4. Ja skręciłem się w późnej turze, bo chciałem mieć pewniaka, z odpowiedzią na Echoing Decay, który gdzieś czaił się po drugiej stronie. Gdy za pomocą probówki zobaczyłem, że ręka przeciwnika to pustosz, skręciłem się i skończyłem grę dwoma atakami.

Side in: 4x Dispel, 3x Gigadrowse
Side out: 3x Seething Song, 1x Lava Dart, 2x Manamorphose, 1x Impulse

W drugiej grze zostawiłem dobrą siódemkę z Brainstormem, feczem i EtW. Hawaj agresywnie mulliganował (bo zawsze czegoś brakowało) i skończył ostatecznie na 5 kartach. W T1 dostałem Duressa i musiałem się pożegnać z Warrensami. Byłem jednak spokojny, Brainstorm wyciągał nie takie gry. Szybko dobrałem drugie EtW i niedługo potem Hawaj przywitał się z milusińskimi typkami. Miałem nawet Dispel na ręku, ale nawet nie był potrzebny. Po 2 nierównych pojedynkach mogłem cieszyć się z top 8 Pierwszych Mistrzostw Polski Paupera.

Wygrana 2-0 W całym turnieju 4-1

 

Top 8

Po krótkiej sesji zdjęciowej zasiedliśmy do gier ćwierćfinałowych. Trafiłem na Kubę Kozaka (i nie był to Hawaj ;]) kierującego UR Postem. Nie pamiętam nawet dokładnie pierwszej gry – szybkie combo i przeszliśmy do side’owania. Mój przeciwnik trochę mnie zdziwił, bo stwierdził, że nie ma pudełka i pogubiły mu się jego porządne proxy, skutkiem czego ograniczył się tym razem do zapisania na karteczkach nazw kart. na dodatek w jego sideboardzie po regulaminowych 3 minutach na zmiany kart było nie 15, a 11. Zawołałem sędziego, aby rozwiązać ten problem. Po 15 minutach i zaangażowaniu się w sprawę obu sędziów, mogliśmy w końcu zacząć G2.

Side in: 4x Dispel, 3x Gigadrowse
Side out: 2x Lava Dart, 3x Seething Song, 2x Manamorphose

Druga gra to dostawianie landów z obu stron. Po kilku turach i rzucaniu cantripów w końcu odważyłem się rzucić Gitaxian Probe. Zobaczyłem same kontry za niebieską manę. Jedyne co zostało, to rzucić Gigadrowse z końcem, tapując wszystkie źródła niebieskiej u przeciwnika. Potem szybkie combo, które zbudowało mi przewagę, pozwalającą na zakończenie rozgrywki.

Wygrana 2-0 W całym turnieju 5-1

Tutaj warto docenić poziom porno rozadania Szymona Późniaka, który w G2 w Myszą w drugiej turze miał w stole: 2 artifact landy, jednego Vault Skirge, cztery Frogmite i jednego Enforcera.
Oczywiście nie muszę mówić, że z czuba doszedł mu Thoughtcast, którego mógł zagrać.

 

Top 4

Moje EtW combo dotarło już do półfinałów. Czułem się niesamowicie, tylko dwa mecze dzieliły mnie od tytułu. Tylko i aż, ponieważ moim przeciwnikiem w półfinale był Wojciech Radlewski, pilotujący affinity. Wiedziałem, że muszę wznieść się na wyżyny mojej gry, aby pocisnąć ten match-up, albo chociaż liczyć na dobre topdecki. Na szczęście bogowie combo wysłuchali moich błagań i w G1 dostałem perfect hand, była nawet opcja na dziesięć tokenów w pierwszej turze, ale poczekanie jedną turę na czternaście goblinów z opcją dobrania z czuba Bushwhackera była lepsza. Nie muszę chyba dodawać, że opponent nie miał dużo do powiedzenia.

Side in: 1x Lava Dart, 3x Dispel
Side out: 4x Gitaxian Probe

Druga gra to standardowe rozpoczęcie affinity, czyli T1 bębenek (Springleaf Drum przyp. red.), T2 Frogmite. Ja z kolei w 1 turze zagrałem fecza, który z końcem poszukał góry. Potem dostawiłem Saprazzan Skerry, by w trzeciej turze zaatakować trzynastoma stworami 2/1 z haste. Aby nie było wątpliwości, w grobie czekał Lava Dart, by móc skontrować efekt Echoing Decay, którego się spodziewałem.

Wygrana 2-0 w całym turnieju 6-1

Aż mi było głupio, że mój najgorszy match-up w top 8 pokonałem bez walki. Ale taki urok storma – czasem ciągle zabijasz w drugiej lub trzeciej turze,  a czasem nie możesz dobrać win condition w 30 kartach.

Czekałem na drugiego finalistę, wiedziałem już że będzie to UR Post, bo zarówno Fafal jak i Mysza postanowili zdobyć tytuł grając tą topową pauperową kontrolką. Tym lepiej dla mnie. Kibicowałem mocno Fafalowi, ponieważ domyślałem się, że Maciej w swojej fikuśnej wersji na pewno wymyślił jakieś mainowe sztuczki na storm (co okazało się prawdą, bo mainowo znalazł miejsce i dla Pyroblasta i Hindering Touch, o Seismicu nie wspominając). Szczęśliwie w tym meczu lepiej dobierał Rafał i to właśnie z nim miałem zagrać wielki finał Mistrzostw Polski Paupera.

 

Finał

Usiadłem do stołu wyluzowany, nie tak spięty jak w półfinale. Grałem z Postem, z dobrym match-upem. Pre side nic złego nie mogło mi się stać, po side miałem Gigadrowse. Po sprawdzeniu, czy każda karta z SB jest na swoim miejscu oddałem do przetasowania moją maszynkę. Minutę później dobraliśmy po 7 kart. Nie pamiętam już dokładnie kto ile kart kipował, wiem że dość szybko się skręciłem co ważne bez Bushwhackera. Na szczęście dla mnie Fafal nie zczubił Seismic Shuddera, co pozoliło mi dojechać do końca bandą rozwścieczonych bestii.

Side in: 4x Dispel, 3x Gigadrowse
Side out: 2x Lava Dart, 3x Seething Song, 2x Manamorphose

Plan był, jak zwykle, prosty: jeśli mam turn 2 kill, to próbować, jeśli nie, to czekam do zbudowania przewagi w ilości niebieskiej many i używam Gigadrowse, a potem gram już sam ze sobą.

Po dobraniu opening hand wiedziałem już, że plan numer jeden odpada. Na odpowiednią okazję czekałem naprawdę długo, aby to zobrazować powiem, że Mulldrifter i Sea Gate Oracle sprowadzili mnie do jednego HP. Z końcem tury przeciwnika rzuciłem duże Gigadrowse i stapowałem wszystkie Fafalowe kolorowe landy oraz Prophetic Prism. Co ważne, Rafał miał aż 28 życia i jednego blokera. Potrzebowałem więc zagrać sześć czarów przed Empty the Warrens i Bushwhackera, aby zaatakować po blokach idealnie za 28. Co najśmieszniejsze dokonałbym tego, gdyby nie koszmarny błąd, wynikający, jak myślę, ze zbyt prostolinijnego grania Manamorphose. Zapomniałem, że to instant, a ja mając mnóstwo many i dwa Dispele na ręku dałem zresolvować mojemu fixingowi many. Gdybym wycelował pierwszą kontrę w Manamorphose, a drugim Dispelem skontrował pierwszego, to nabiłbym idealnie tak wyczekiwane 7 stormów. Niestety, jak mówi stare porzekadło ” Zjebałeś, przegrałeś” i z tą myślą zacząłem tasować się do trzeciej gry.

Trzecia gra to agresywne mulliganowanie się Fafala do 5 kart, które coś będą robić – jednak i to nie dało zbyt dużo efektu. Zdecydował się grać swoimi pięcioma kartami przeciwko mojej siódemce. Pierwsze 3 tury w moim wykonaniu to same cantripy, Fafal zaś w poszukiwaniu czegokolwiek rzucił Compulsive Research. To dało mi przepiękne okno dla kombinacji czarów. Po rzuceniu probówki nie zobaczyłem mass removalu, za to Mystical Teachings i Hindering Touch. Musiałem się skręcić teraz, potem mogłoby być za późno. Bez Seething Songów ciężko wygenerować aż 6 czerwonej many, na Gobliny z pomocą Bushwhackera, dlatego też jedyne co mi się udało, to kilkanaście goblinów z dwoma Bushwhackerami na ręku – też dobrze. Fafal dobrał kartę, popatrzył na stół i oddał turę. Ja w swojej dobrałem Manamorphose, powinienem rzucić, aby dobrać kartę z czuba, którą mógł być na przykład Dispel, chroniący mnie przed ewentualnym Seismiciem lub Echoingiem Rafała. Jednak zagrałem swojego pierwszego goblina, który nawet nie zdążył zobaczyć pola gry, oberwał Hinderingiem. Sytuacja z drawem się powtórzyła, opponent nic nie dobrał, ja za to oczywiście miałem na czubie Dispela, jak miało być. Nawet nie potrzebowałem drugiego Bushwhackera, Rafał widząc, że nie ma szans, poddał.

Wygrana 2-1 w całym turnieju 7-1

 

Trochę skillem, trochę szczęściem, zostałem pierwszym Pauperowym Mistrzem Polski. Wreszcie na koncie oprócz fnmów i draftów na mam coś bardziej prestiżowego.

Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do zorganizowania imprezy. Atmosfera była genialna, organizacja jak na pierwszy turniej tego typu i ilość napotkanych kłopotów po drodze, bezbłędna, a i format naprawdę ciekawy i zróżnicowany. Wszyscy, którzy nie byli 1 września w Gryfie przy ulicy Nutki 1a w Warszawie naprawdę dużo stracili.

Pauperowcy, spotkajmy się za rok w walce o tytuł!

Pozdrawiam,
Tomasz „Sodek” Sodomirski

P.S. Więcej zdjęć z tego eventu możecie zobaczyć tutaj: na fanstronie fb Pauper Revolution.

 


Tomasz „Sodek” Sodomirski – ma 20 lat, od urodzenia jest mieszkańcem Warszawy, bez większych sukcesów w MtG. Dawno temu pokochał combo decki i jeśli są legalne w formacie to nimi gra.

Jest w Magicu od Onslaughta, z mroków casuala wyszedł około 3 lata temu. Jego ulubionym formatem był kiedyś extended, teraz jest to modern, ale lubi też paupera, bo ma dobrze działający storm!

Studiuje biologię na UW, poza MtG bawi się w sporty niszowe – w lato siatkówka plażowa, zimą curling, a kiedyś jeszcze lacrosse.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze