Przygoda z Sealed Legacy Cube 2-manem

Wizardom umyśliło się zrobić MOCSy w kostkowych sealedach. I fajnie, bo ile można grać standard, limited i inne formaty. Przyda się urozmaicenie. Szkopuł jednak w tym, że Sealed Legacy Cube nie można pograć po sieci ot tak sobie. Nawet jak Legacy Cube się pojawia to tylko w formie drafta. Gracze pomarudzili, Wizardzi posłuchali i zdecydowali się na treningowe udostępnienie tego formatu. Od 26 sierpnia można grać 2-many Sealed Cube. A jako że lubię magicowe dziwadła, postanowiłem też spróbować.

Na razie zdążyłem zagrać tylko jednego 2-mana. Może jeszcze spróbuję, a może nie, bo wrażenia mam nieco mieszane, ale po kolei.

Na opisywanego 2-mana umówiłem się z Sołtysem, aby mi towarzyszył na Skype’ie. O ile kostkowe drafty w miarę już łapię, o tyle Cube Sealed wydało mi się lekkim kosmosem. Otwierając trzy paczki na drafcie już można poczuć zawrót głowy – tyle jest dobrych rzeczy. Czasem nie da się wybrać na pierwszym picku „najlepszej” karty i można brać to, na co się ma  akurat ochotę, jako że nie ma tu jednej drogi. W przypadku sześciu paczek to jest już klęska urodzaju. Do tego brakuje mi doświadczenia ze starymi kartami, więc Sołtys miał mi pomóc to wszystko ogarnąć i uniknąć pułapek. I to tym bardziej, że deck budujemy przecież pod presją czasu. 15 minut to w Sealed Cube naprawdę bardzo mało. W drafcie jest łatwiej i tu wychodzi moim zdaniem pierwsza tak istotna różnica między pickowaniem z trzech paczek, a składaniem poola z sześciu. O ile w innych formatach znajomość kart nie jest aż tak bardzo ważna, o tyle w Sealed Cube jest to podstawa. Trzeba wiedzieć jakie są comba, synergie i jak dobre są i były poszczególne karty. W normalnym secie jest dużo mniejszy poziom skomplikowania i można iść na żywioł. Tu nie bardzo.

Zaletą gry z kimś jest też to, że może nam taka osoba podpowiedzieć kierunek, w jaki normalnie byśmy się nie udali. Zresztą, pisałem już o tym kiedyś, swoją drogą też przy okazji spotkania z kostką, ale w draftowym wydaniu.

Najważniejsze jednak, że kiedy już odpaliłem turniej, pojawił się nam przed oczami taki zestaw:

Cube Sealed - deck pool

Spis jest także w spoilerze, gdyby dla kogoś obrazek był mniej wygodny (nie każdy też musi znać te karty):

Spoiler

No i to jest właśnie to – ten cały zawrót głowy, bo co tu wybrać? Zobaczyłem chaos. Ostatni mój sealed to było pre Originsów, na którym znałem wszystkie karty. Tu kojarzę większość, ale co innego znać i nimi kiedyś grać, a co innego wiedzieć, że istnieją. Fakt, że rzuciło mi się w oczy kilka kart, ale nie bardzo wiedziałem jak to ugryźć: Od CMC? Od power levelu? Od kolorów? Sołtys słusznie podpowiedział, że jednak od mana base’u. Landy mam tu jednak takie, że mogę dosłownie wszystko. Jest tu kolejna różnica między zwykłym setem, a kostką. W zwykłym secie najpierw patrzę na bomby i dobre karty, dopiero potem na manę, bo ta poza złotymi setami nie pozwala na zbyt wiele. W kostce najpierw trzeba patrzeć na manę, potem na to najlepsze karty i inne kwestie (jak CMC, comba, synergie). Kostka inaczej rozkłada akcenty, a wszystko przez to, że mamy tu mnóstwo silnych kart. Inaczej nieco się draftuje, inaczej składa się też deck na sealedzie.

Wróćmy jednak do poola –  skoro mana pokazywała, że mogę wszystko, trzeba było szukać dobrych kart. Na pierwszy rzut oka zielony wydał mi się mieć fajne rzeczy (szczególnie Primeval Titan), ale pozostałe kolory też niezgorsze. Gdybym sam się bawił w tę kostkę, pewnie właśnie w zielony bym poszedł i to do niego dobierał drugi kolor oraz splashe. Prawdopodobnie byłby to biały lub czarny ze względu na curve i splash reda i/lub niebieskiego. I tu na szczęście miałem Sołtysa, bo choć pozostałe opcje pewnie nie były takie złe, na tę bym się raczej nie zdecydował. Mogłem spróbować czegoś nowego, a o to w tym wszystkim chodziło. Sołtys skierował mnie w stronę niebieskiego. Początkowo myślał on o UR, ale zasugerowałem biały, bo czerwony mimo paleń, Rabble’a i paru innych rzeczy nie wydawał mi się aż tak bardzo atrakcyjny, szczególnie w porównaniu z W.

Wsadziłem więc na starcie niebieskie karty (z Dismiss, bez Vensera) i dołożyłem białe (z Raise the Alarm, Precinct Capitan). Potem doszły zaś splashe, a że zaczęliśmy od UR, to już był Izzet Charm i Ral Zarek, doszedł zaś Devil’s Play i Ajani, Pozbyliśmy się też kart z nawiasów, aby poprawić curve i uwzględnić podwójne koszta w CMC. Wstawienie Cloudgoat Rangera i Mulldriftera przesądziło też o obecności Vensera. Największą zagwozdką było to, czy grać na Vedalkan Shackles, bo miało to spory wpływ na mana base. Bez Shackli, mógłbym sobie pozwolić np. na większy splash, bardziej trzykolorowy deck lub większy nacisk na biały kolor. Z Shacklami musiałem grać odpowiednią liczbę Islandów. Koniec końców trafiły do decku, a talia przybrała taką formę:

Cube Sealed - UWr

Spis, uzupełniony o landy, jest także w spojlerze, gdyby dla kogoś obrazek był mniej wygodny (nie każdy też musi znać te karty):

Nie umiem ocenić, czy to jest najbardziej optymalny build, ani czy są to najlepsze kolory w poolu. Jak się potem okazało w grach, trochę wpuściliśmy się z Sołtysem w maliny. Deck miał za dużo drawu, ale problemy były też wynikiem MU, na jaki trafiliśmy. Nasz przeciwnik miał bardzo przemyślany, synergiczny deck zbudowany prawdopodobnie wokół jednej karty – Winter Orba. Karta ta narobiła nam naprawdę wielu problemów. Sam pojedynek można określić pojedynkiem synergia vs power level. Mieliśmy dużo lepsze karty, ale przez Orba nie mieliśmy jak ich zagrywać. Deck był po prostu za ciężki i opp nie miał problemu, by zabijać nas małymi typkami. Jak to wyglądało możecie zobaczyć poniżej.

Gra 1

W tej grze nie szło od samego początku. O ile jeszcze kontra w Emeria Angel to nie było coś bardzo złego, o tyle założenie locka Winter Orbem w następnej turze praktycznie nas unieruchomiło. Potem jeszcze pognębiło mnie Into the Roil w Consecrated Sphinxa. Może gdyby w stole był Spellskite, to jeszcze by mnie to uratowało, a może ten Ponder po landa był odrobinę zbyt greedy, ale nie dało się już z tego wyjść. Cóż, czasem to my jesteśmy górą, a czasem dostajemy bęcki od sowy z deftaczem. Życie.

Gra 2

Druga gra jest najciekawsza z tych trzech, bo opp znowu miał odpowiedzi na wszystko i znowu musiałem męczyć się z Winter Orbem, a do tego ten Morfolk Looter i Domri Rade prawie mnie zmasakrowali, ale udało mi się w kluczowym momencie zresolvować Emeria Angela, Izzet Charma w kluczowym momencie, potem Ajani Vengeanta i jakoś lataki mi wygrindowały wygraną. Opp prawie się przewinął, a walka była wyrównana. W czasie sideboardowania się wywaliłem na pewno Angel of Serenity, także Devil’s Play. Rozmawialiśmy też o całkowitym przetransformowaniu decku, ale na rozmowie się skończyło. 2,5 minuty to bardzo mało na takie zabawy, jeśli nie ma się gotowego konceptu. Dlatego też warto w czasie składania poola opracować dwa lub trzy warianty decku, by w drugiej grze móc się odpowiednio dostosować do tego, czym gra przeciwnik. Dodam jeszcze, że Domri wyciągnął z topa Huntmastera i tego śmiesznego czerwonego tutora, który mu z kolei wyszukał Metamorpha. Opp miał naprawdę fajnie przemyślany deck.

Gra 3

Trzecia gra odbywała się już pod moje dyktando. W czasie sajdboardowania się jeszcze bardziej obniżyliśmy curve. Do decku wskoczył Precinct Captain i Goblin Rabblemaster. Doszły też tanie palenia: Rift Bolt i Chain Lightning (Searing Spear było już chyba dołożone przed drugą grą). Konieczna więc była także drobna zmiana manabase i dodanie jakichś Mountainów. Narzucenie tempa i brak Winter Orba w stole pozwoliły mi wreszcie grać swoje. Absolutnie prześmieszne było tu zagranie Consecrated Sphinxa. Opp desperacko szukał czegoś na niego, ale jak się zorientował, że daje mi 8 kart (w sumie 12 – 2 z pierwszego drawu, 2 z Merfolk Lootera, 6 dzięki Brainstormowi), to się poddał (w pierwszej chwili myślałem, że chce mnie przewinąć, ale na szczęście trigger sfinksa jest may). Dopiero po tej grze zrozumiałem jak przegiętą kartą może być ten niebieski latak.

2-man Sealed Cube to dość dziwny format, świetnie nadający się do testów i poprawiania skilla w kostce i w grze limited. Daje przy tym dużo frajdy, choć część z tego odbiera forma 2-mana. Znaczy, tym swoim świetnym deckiem nie pograsz dłużej, nawet jak wygrasz. Nie oszukujmy się, w kostce równie ważne jest wygrywanie, co i ten efekt wow – że udało mi się skręcić takie śmieszne combo albo zrobiłem taką ekstra rzecz. Frajda z gry deckiem jest więc jednorazowa, ale za to możemy złożyć więcej decków. Składanie talii spośród tylu kart, to też fajna rzecz. Koszt zabawy to jedynie 3 tixy/30PP, a wygrywa się 50PP, więc nie jest źle. Można trochę tixów przepalić, choć z wygraniem może być różnie. Mimo że to Cube, gdzie jest sporo drawu, tutorów, manipulowania biblioteką, itd., to i tak losowość jest duża. Może i to mało prawdopodobne, ale opcja, że nie będziesz mieć żadnej odpowiedzi, na przykład jak w moim wypadku, na tego Winter Orba, albo że opp będzie miał dużo lepszy deck od twojego, jest możliwa. No ale taka specyfika limited. Te 2-many traktowałbym jednak nie jako fajną opcję na grindowanie (no chyba, że jesteś w to naprawdę dobry), ale jak wydanie kasy na odrobinę rozrywki i urozmaicenie, pozwalające odpocząć od T2 czy Originsowych draftów.

No i najważniejsze – gdybym miał po raz kolejny spróbować tej kostki, to jednak poświęciłbym trochę czasu na przeczytanie kart i poszukanie jakichś comb między nimi. Może nawet nie chodzi mi o jakąś dogłębną analizę, ale przynajmniej zapoznanie się z tym, co poszczególne kolory chcą tu robić i jakie są kluczowe karty. Do tej pory kostki uczyłem się poprzez praktykę, dołączając do draftów i grając. Trochę też poczytałem generalnie o archetypach, ale nigdy nie przyglądałem się dokładniej zawartości kostki. 2-many Sealed motywują mnie do tego, aby to zrobić.

Dlatego też nie wiem, czy zagram kolejne kostki. Nie wiem czy mam do przepalenia tixy/PP na tę rozrywkę (zwłaszcza w obliczu zbliżającego się Battle for Zendikar i legendarnej kostki), ani czy znajdę czas na bliższe zapoznanie się z kartami. Ale jak nie próbowaliście, to polecam wam – jak nie chcecie grać – chociaż pooglądać sobie replaye na MTGO, bo obcowanie z kostką to naprawdę doświadczenie.


Jeszcze wracając na chwilę do poola, zacząłem później kombinować, co ja mogłem tu jeszcze zrobić. Wyszło z tego kilka decków składanych pod różne koncepcje. Pierwsza to prawdopodobnie być może to, co sam złożyłbym, gdybym grał bez Sołtysa.

Cube Sealed - greedy UGrw

Spis jest także w spojlerze, gdyby dla kogoś obrazek był mniej wygodny (nie każdy też musi znać te karty):

Deck jest nieco chciwy, chociaż mam bogaty manabase. Równie dobrze mógłbym się jednak pozbyć z niego Ral Zareka i/lub (lepiej) Ajaniego, rezygnując ze splashu lub zostając przy jednej-dwóch kartach w jednym off-colorze tylko. Składałem go na bazie zielonego, a potem dokładałem inne kolory. Powodami do pójścia w niebieski jako drugi kolor była Kiora i sfinks, ale też manabase, Spellskite, Mulldrifter i Mystic Snake, ale talia nie jest jakaś niesamowita. Ma dobre czwórki, ale słabe early. Jest dość wrażliwa na kontry, aggro i combo. Jakkolwiek to Legacy Cube, a Legacy Cube jest bardziej kreaturowa niż kombująca się, i jakkolwiek tu są świetne karty, to wydaje mi się, że talia może być czasem zbyt ciężka. Nie wiem też, czy gra na dwóch Garrukach jest taka dobra, zwłaszcza przy 3 zielonych u Primal Huntera, a i Shackle przy tylu nie-islandach mogą być nazbyt optymistyczne, ale nie szkodzi. Chodziło mi tu pokazanie, że można było talię złożyć inaczej.

Do problemu podszedłem też w inny sposób, nie stawiając już na konkretny kolor, ale biorąc po prostu najlepsze karty do decku.

Cube Sealed - 5 Color

Spis jest także w spojlerze, gdyby dla kogoś obrazek był mniej wygodny (nie każdy też musi znać te karty):

Ambitnie? No raczej, pięciokolorowy deck z tego poola jak widać jest jak najbardziej możliwy możliwy. Może i łatwiej się zacina i jest mniej stabilny jak 2 kolory + splash, ale też mi się podoba. Manabase spokojnie by to udźwignął. Jak policzymy rozkład kolorów, wyjdzie, że potrzeba jakichś 6G, 2R, 2W, 5U i 1B. Zaraz, czarna też? To gdzie czarne karty? Ano, czarnych kart nie ma, bo wydały mi się nie warte splashu. To miało być jednak pięć kolorów, więc na siłę, dla wątpliwego value, wsadziłem Volrath’s Stronghold. Początkowo w talii był np. Sin Collector, ale im mocniej ciąłem karty, tym ten czarny mniej mi się podobał. W efekcie prawie całkiem wyleciał. Na doczepkę jest też kolor biały, a właściwie Elspeth, bo jeszcze taką sobie w kostce rewelacją mógłbym tu grać. Ajani to oczywiście splash bez dwóch zdań wart zrobienia. Chciałem jednak, aby ten biały miał nieco większą reprezentację. Podstawą jest oczywiście zielony, głównie ze względu na Battlement i Lotus Cobrę. Mówiłem, że deck potrzebuje 6G, 2R, 2W, 5U i 1B źródeł many. Tymczasem w manabase z samych duali i non-basiców jest 4G, 5R, 4W, 5U i 3B. I to pomimo dwóch landów nie dających kolorowej many, nie licząc kobry i Reflecting Poola. Wolnych slotów na landy mamy trzy, choć jako 41 możemy dodać jeszcze jeden land i grać na 18. Ja dodałem więc 2 Foresty i Islanda, mając nadzieję, że to faktycznie by działało.

W czasie spisywania poola z obrazka nasunął mi się koncept na jeszcze jeden deck i myślę, że też jest on niezgorszy. Czarny, który wydawał mi się mizerny, nagle wydał się całkiem dobrze pasować do czerwonego. Wyszło z tego takie aggro z lekkim splashem (no nie mogłem się oprzeć):

Cube Sealed - BRuw

Spis jest także w spojlerze, gdyby dla kogoś obrazek był mniej wygodny (nie każdy też musi znać te karty):

Ten deck pozostawię bez komentarza. Dodam tylko, że pewnie dałoby się coś skręcić na upartego pod Birthing Poda, choć ze względu na brak tanich stworków wydaje mi się to nieco karkołomne, ale w połączeniu z Recurring Nightmare deck mógłby przybrać ciekawy kształt. Co tu jeszcze jest? Jakie inne decki można złożyć? To już pozostawiam każdemu do zastanowienia się. Jak widać możliwości jest naprawdę dużo, a czynnikiem determinującym co wybrać powinny być własne preferencje. Potem zaś dopiero możliwość dostosowania się do decku przeciwnika. Gdybym znowu zagrał, właśnie tak myślałbym o składaniu poola. Najpierw złożyłbym coś, co mi się po prostu podoba. Potem zaś szukał innych opcji – combodecków, aggro, kontroli, innych kolorów – aby móc zaskoczyć przeciwnika w drugiej grze, gdyby była taka potrzeba. Oczywiście, o ile te 15 minut wystarczyłyby mi na takie kombinacje.

No i ode mnie to było na tyle.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze