Raport z Prerelease BFZ w Kielcach

Siedzę w kocu i popijam herbatę. Gorzka, mocna, ale gorąca. Rozgrzewa. O to chodzi, bo rwie mnie coś… nawet nie w gardle, w płucach. Paskudne uczucie. I jeszcze mi się lekko kręci w głowie. Łatwo się dekoncentruję i te dwie linijki tekstu piszę stanowczo zbyt długo. Tak ciężko mi się skupić. Całe szczęście nie mam temperatury, ale raczej nie chcielibyście się zamienić ze mną miejscami. A mimo to uśmiecham się pod nosem. Bo jednak było warto. I nawet teraz te moje narzekania na samopoczucie nie przyćmiewają faktu, że wyjazd na Prerelease BFZ do kieleckiego Wargamera był udany. Pomijam swój wynik i wyciągnięte karty – Battle for Zendikar okazało się całkiem fajnym setem do Limited, mimo że miałem w związku z nim sporo obaw. I to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Nie będę tu się dłużej rozwodził nad stanem swojego zdrowia. Dodam tylko, że akurat tak pechowo się złożyło, iż Pre towarzyszyły strugi deszczu. Ledwo dojechałem do Kielc (koło 9 rano), a zaczęło lać i konkretnie mnie przemoczyło. Zmoknięcia nie uniknąłem też w czasie powrotu. W efekcie musiałem zrezygnować z wyjazdu na PPTQ do Krakowa. W gruncie rzeczy do Pre nie planowałem innych turniejów na żywo rozgrywać, ale miodność BFZ sprawiła, że mam ochotę pootwierać trochę paczek. Najlepiej na sealedach właśnie. Oby udało się wyzdrowieć do PPTQ w Warszawie. Zobaczymy.

Pool

Moje zadowolenie po części wiąże się z otworzonymi sytami. Pierwszą kartą z nowego dodatku jaką zobaczyłem był promkowy Ob Nixilis. Wkrótce wyskoczyła Kiora i jeszcze Quarantine Field. Znajomi na Facebooku wrzucali jednak dużo bardziej szczęśliwe zestawy. Moje mytiki przy byle ekspedycji stają się małe i nieważne niczym Sojusznicy naprzeciw Ulamoga. A na pewno się tak fajnie nie świecą (no dobra, Ob mi błyszczy, ale co ekspedycja, to jednak ekspedycja).

Quarantine-Field-Battle-for-Zendikar-Mtg bfz

Paradoksalnie erki podwyższyły trudność składania decku. Kiedy masz trzy karty, którymi chciałbyś grać, a poszczególne kolory oferują całkiem dobre opcje, pojawia się problem nadmiaru i może się skończyć jak z tym osłem co mu w żłoby dano… I tak było w moim przypadku. W pierwszej chwili nie wiedziałem co robić. Zobaczcie zresztą zestaw, którym dysponowałem. Oferuje on kilka fajnych opcji.

Deckbuilding

Nawet bez Ob Nixilisa to jest dobry, mocny zestaw. Praktycznie każdy kolor ma coś do zaoferowania. Biały ma świetny curve, opcje na early i late i odrobinę removalu. Kolor jak najbardziej grywalny. Niebieski jest bez szału, ale ma solidne stwory i ewazję. Nie potrzeba niczego więcej do szczęścia, bomby mogą się znaleźć w innych kolorach, a warto podkreślić synergiczność Processorów. Czarny nie zachwyca w early, ale ma satysfakcjonujące dropy za 4 i 5. Jest trochę removalu. Generalnie jednak, gdyby nie Ob Nixilis, nie byłoby o czym gadać, bo inne kolory są po prostu bardziej spójne i mają lepszą krzywą. Czarnym można by jednak grać, o ile udałoby się dopasować do niego jakieś tanie dropy w innych kolorach. Jest to możliwe. Czerwony ma dwa mocne, erkowe spelle i wymaga tak na dobrą sprawę nieco linearnego podejścia i skupienia się na Eldrazich. To oznacza zaś albo połączenie z zielenią, albo z niebieskim, bo czarny nie oferuje tu wystarczająco dużo. Zielony z kolei ma odrobinę rampy, fajny removal i sporo dropów za dwa mana. I wreszcie są multikolory i czary bezkolorowe. Tu są dwa Forerunnery i to jest główny powód, dla którego zastanawiałem się nad BR (+ Spike, Tyrant i Ob Nixilis), Kiora (z pytaniem czy grać UG, UBg, UGb czy może GBu) oraz Nullifier, sugerujący jednak UB. Jeśli chodzi o bezkolorowce to cieszą oko dwa kabany (Devastator i Processor) oraz dwa removale i Channeler, którym nie będę grać tylko wtedy, gdy dropów za 5 będę miał naprawdę zbyt dużo. Ale to nie koniec. Są jeszcze, i to jest niezwykle istotna kwestia, landy. Tylko jakiejś zielonej opcji tu nie ma. Reszta jest dodatkową zachętą do grania w określonych kolorach.

Pojawia się oczywiście kwestia, jak ogarnąć to wszystko w ciągu dwudziestu minut i złożyć najbardziej optymalny deck. Powiem szczerze: nie wiem, bo nie sądzę, abym optymalny deck złożył. Myślę, że z tego zestawu dałoby się wyciągnąć więcej, ale wymagałoby to odpowiedniego złożenia mana base i umiejętnego zbalansowania kart i kolorów. W tym kontekście Battle for Zendikar mi się w sealedach naprawdę podoba. W wielu wypadkach trafi się nam pool, który albo sam się złoży, albo będzie jedynym sensownym rozwiązaniem. Czasem dostaniemy jednak taki zestaw, który pozwoli na odrobinę ekstrawagancji i eksperymentowania. Wszystko dzięki wciśnięciu tych bezkolorowych spelli, Allyów i tej odrobiny fixingu. W efekcie BFZ staje się czymś pomiędzy normalnym dwukolorowym setem, a mutlikolorowym dodatkiem. W Bitwie dominować pewnie będą strategie oparte na dwóch barwach, ale mamy duże zachęty do dorzucania splashu.

Wracając jednak do decku, jest kilka rzeczy, które mogą nam pomóc w analizie zestawu. Najważniejsza to podstawowa wiedza o tym czym jest B/R/E/A/D. Zakładam, że tego nie muszę nikomu tłumaczyć, a jeśli, to odsyłam do naszego działu Jak zacząć albo do analiz. Tam początkujący znajdą wszystko co trzeba. W sieci (na salwacji, mtgnews, blogach i innych miejscach) też jest mnóstwo informacji, wystarczy poszukać. Druga ważna rzecz to analiza spoilera i zaznajomienie się z kartami. Minimum to samodzielne przeczytanie i obejrzenie kart. Warto sięgnąć do artykułów, podcastów i filmików także innych graczy, a im więcej tego, tym lepiej dla was. Nie dlatego bynajmniej, że z tego wszystkiego wyciągniecie jakąś szczególną, dogłębną wiedzę, ale dlatego, że będziecie lepiej kojarzyć te wszystkie, nowe przecież, karty. Konfrontacja z opiniami innych jest tu tylko dodatkiem.

Przy samym otwieraniu poola warto też zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, otwierając boostery (niezależnie do tego czy to wasz zestaw, czy oddacie go na swapie), podzielcie karty kolorami. Na pre zazwyczaj nie spisuje się zestawów, ale już na ważniejszych turniejach tak (chodzi o PPTQ czy GP). Szybciej przez to spiszecie, szybciej będziecie mogli zacząć analizować czym warto tu grać. Otwierając paczki – o ile nie ma swapa – dobrze też już w tym momencie patrzeć w jakich kolorach są najsilniejsze stwory i gdzie jest removal. Jak już wszelkie kwestie związane ze spisywaniem zakończą się, warto też zrobić jeszcze jedną rzecz, na którą nikt mi wcześniej nie zwracał uwagi. Oprócz posegregowania kolorami, posegregujmy karty także pod kątem CMC. Przeglądamy w ten sposób karty po raz kolejny i zaczynamy rozumieć co poszczególne kolory są w stanie zrobić. Czasem od razu widać, że jakiś kolor jest niegrywalny. Jeśli jednak mają one podobną siłę, trudno ocenić co lepsze i takie uszeregowanie już sprawia, że zaczynamy myśleć pod kątem synergii między kolorami i składania bardziej spójnego decku. Przy okazji możemy odrzucić karty grywalne od niegrywalnych i sideboardu. Znajdowanie synergii jest kolejnym etapem – czy mam wystarczająco dużo Ally’ów, aby grać na Munda, Ambush Leader? Albo bardziej w kontekście mego poola: czy moje bezkolorowe stwory są na tyle duże i czy wystarczy ich, by Titan’s Presence było warte slota? Czy będę mógł bezpiecznie zagrać Kiorę w swoim decku i czy stać mnie będzie na Eldrazich? Czy robić dwa kolory splash, dwa kolory czy też grać mix na trzech (inaczej mówiąc, jak wygląda mój fixing)?

Titans-Presence_BFZ

Przy składaniu decków dobrze też uważać na pułapkę jaką są bomby w kolorach, które nie są wystarczająco głębokie. W moim przypadku mógłby to być czarny, gdzie Ob Nixilis może i jest, ale pozostałe karty są dość przeciętne. I chociaż chciałem nim zagrać, to spasowałem, kierując się ku Kiorze. Mój wybór powodowany był również chęcią grania Eldrazimi, a uznałem, że ma to sens jedynie w zielonym. Zielony miał sporo stworów za 2 CMC i to wokół tego koloru obudowywałem resztę decków. I to właśnie były dwa główne czynniki, przez które poszedłem w tę kombinację: rampa i bogaty slot za 2 mana. Zaraz potem była synergiczność niebieskiego, Kiora i bardzo fajne landy. Szybko się okazało, że kart w UG jest tyle, że ciężko by jakiś splash wcisnąć. Trzeba było ostro ciąć, a i tak skończyłem na 41 kartach.

pokaż / ukryj

UG Kiora Ramp

Wygląda to fajnie. Sporo 2-dropów, wiele synergii, ewazja, mocne stwory na late, świetny toolbox w landach, przydatny sideboard. Jest to co trzeba. Wskazać mogę jeden błąd, który wynikał raczej z nieuwagi – przy tak szarym manabase powinienem jednak grać 7 Forestów, 6 Islandów. Na szczęście ten szczegół nie zaważył w ogóle na tym co się działo w czasie turnieju. Większą wątpliwość miałem tylko przy dołączaniu do decku Titan’s Presence (lub dwóch, koniec końców został jeden). Miałem tylko trzech dużych Eldrazi i dwa bezkolorowce z trójką powera. Okazało się to wystarczającą liczbą na jednego Presence’a.

Czemu nie grałem białym, np. WG? Bo wydało mi się, że UG zapewnia mi najbardziej stabilny i synergiczny deck. Zastanawiałem się na poważnie tylko nad dwoma innymi wariantami. Pierwszy z nich to BGu, czyli zmniejszenie stabilności decku na rzecz power levelu. Jak mógłby wyglądać taki deck? Może tak:

pokaż / ukryj

BGu Ob i Kiora

Być może to jest właśnie ten deck, o którym mówiłem, że dałoby się wyciągnąć z zestawu coś więcej. Opcją jest też Nullifier, ale wyzwaniem jest mana, chociaż większy splash niebieskiego jest możliwy. Należy to więc traktować jako wersję dość surową, wstępną.

Po powrocie do domu złożyłem sobie dla zabawy trzeci wariant w postaci RB aggro, którym nie grałem na pre głównie ze względu na stosunkowo mało kart w early i nie aż tak satysfakcjonujący late. To nie byłby zły deck, ale nie wiem czy wstawiłbym do niego Eldrazich. To też ważny powód. Nie mogę tu też wystarczająco mocno wykorzystać Foreunnerów, talia ma mniej synergii. Satysfakcjonuje mnie jedynie ze względu na midgame i możliwość grania Ob Nixilisem. Ewentualnie można by tu dorzucić Titan’s Presence zamiast Goblin War Paint i zamiast Geyserfielda i Shatterskulla wstawić Channelera i Ruin Processora lub Devastatora. Wtedy talia niby zyskuje w late. Wydaje mi się jednak, że jest słabsza od UG i mógłbym się na nią przerzucać jedynie w przypadku gry z jakimiś wyjątkowo wolnymi taliami.

pokaż / ukryj

RB Aggro

Gry

Nie będę tu opisywał dokładnie poszczególnych gier. Nie pamiętam ich na tyle dobrze, by móc to zrobić. Dlatego w punktach i to tylko te najbardziej moim zdaniem ciekawe lub najważniejsze dla mnie rzeczy z tego pre:

  • Wygrałem 4 pojedynki, przegrałem jeden, finałowy. Poszedłem więc 4-1. Zająłem czwarte miejsce i ściągnąłem 6 paczek.
  • Finał powinienem splitować, a nie grać. Grałem z trzech powodów. Po pierwsze, nawet o tym nie pomyślałem, że istnieje coś takiego jak split. Po drugie, jechałem z nastawieniem, że po nieudanym ORI, jadę wygrywać. Znam set, jestem przygotowany, jadę po zwycięstwo. Jasne, fun też się liczy, a kameralna atmosfera kieleckich Pre bardzo mi się podoba, ale chciałem wygrywać, a przynajmniej grać dobrego Magica. Po trzecie, dodatek mnie wciągnął, gry mnie wciągnęły, wciągnęła mnie rywalizacja. To zaś było przyczyną punktu pierwszego. Trochę też to wina MTGO, gdzie niby splitować można, ale to rzadko są turnieje tak długie i to splitowanie inaczej wygląda. Czy żałuję? Trochę nie da się nie żałować, bo przecież mignęło mi koło nosa 7 paczek dodatkowych. Z drugiej strony jednak… jako przygrywka do większych turniejów, gdzie „na serio” liczy się gra do ostatnich rund, to w sumie nie szkodzi. Trafiłem Oba, Kiorę, białego enchanta i jeszcze wróciłem do domu z paczkami i w topie. Przede wszystkim jednak świetnie się bawiłem. Nie mam na co narzekać. Ale następnym razem, jak będę szedł 4-0, to będę przynajmniej pamiętał o opcji splitowania.
  • Deck świetnie sprawował się do czwartej rundy. Potem zabrakło trochę szczęścia, talia zaczęła się zacinać. I to nie na jednej grze, ale w zasadzie w każdej z 4 ostatnich gier (dwie dodatkowe rozegrałem poza turniejem z oponentem z czwartej rundy). Ciekaw jestem jaki był tego powód (variance, tasowanie, czy jakiś jeszcze inny czynnik) i czy to regularne zjawisko (zacinający się deck i problemy z landami na starcie turnieju był dla mnie normą do momentu, gdy nauczyłem się porządnie tasować; to nie rozwiązało problemu, bo variance, ale nie mogę już mówić o tym, że to norma).
  • Trudno wyróżnić mi jakąś konkretną kartę, bo cały deck tak naprawdę dobrze ze sobą działał. Na pewno Snapping Gnarlid okazał się doskonałym dropem za dwa. Retreat to Coralhelm, mogę chyba tak powiedzieć, wygrało mi jedną grę i przyczyniło się do wygrania lub nawiązania równej walki w innych meczach. Jedną z gier wygrał mi także Coralhelm Guide. Kiora też robi gry, ale o niej za chwilę. Benthic Infiltrator i Mist Intruder wyglądają niepozornie, ale mogą mieć zaskakująco mocny efekt na mecz. Okazjonalnie przewiną jakąś bombę. Ważniejsze jednak, że pozwalały mi odpalać Processorów. Oracle of Dust też zabłysnął w jednej z gier, a wszystko to dzięki intruzowi.
  • Trudno mi wskazać kartę, która rozczarowała. Ewentualnie może to być Oran-Rief Invoker, który w przeciwieństwie do Guide’a daje dopak tylko sobie. To spora wada, ale i tak jest fajnym mana sinkiem, który przydaje się w late i komplikuje przeciwnikowi sytuację w combacie. Chyba jednak spodziewałem się po nim trochę więcej.
  • Jestem pod dużym wrażeniem Blighted Landów, tych commonowych w jakimś stopniu też. Wszystko co robi Spawning Bed jest dobre, a land ten rampuje, daje ludków do ataku lub wrzuca nam chump blockerów, którzy pozwalają nam przetrwać w late. Blighted Cataract też jest świetne. Blighted Woodland ma mega działanie z Retreatami i stworkami z Landfallem. Territorial Baloth z tym to wcale nie gorsza rzecz od Eldrazich, a przecież są jeszcze inne kreatury, które to wykorzystują. Nawet Evolving Wilds dużo zyskuje.
  • Eldrazi Skyspawner i Call the Scions świetnie działają jako „tarcza na screw”. Z nimi na ręku, trzema lub dwoma landami i samymi spellami za 4+ czułem się naprawdę pewnie w każdej grze.
  • W jednej z gier prawie udało mi się odpalić ulti z Kiory. Nie zdążyłem, bo wolałem odpalać drugą umiejkę. To raz, a dwa, że do tego momentu i tak nie miało znaczenia czy to ulti odpalę, czy nie. Swoje w tej grze zrobił też Mist Intruder, jako że oppowi zostało w decku mniej niż 10 kart. Odpalenie ulti jest możliwe, ale to może być taki trochę win more. Kiora musi mieć coś do obrony, ale też nawet jak wejdzie, dobierze i zmusi oppa do utraty tury poprzez atak w nią, to i tak jest dobrze. To potencjalne dwa za jeden (land i stwór) i zysk jednej tury spokoju. Kiora jest fajna ze względu na to, że w sytuacji gdy mamy stagnację, a to wcale nie jest rzadkie w BFZ, to daje nam potrzebą przewagę – w CA, w zmuszaniu oppa do grania pod nas, itd.
  • Sideboard nie okazał się konieczny, ale parę kart jednak wymieniałem. Raz jak zobaczyłem Dranę, wsadziłem Plummeta. Raz chyba dołożyłem Coralhelm Guide’a. Skorzystałem też z Earthern Arms dwukrotnie. Raz w trzeciej rundzie, gdy zobaczyłem po drugiej stronie Planar Outburst i drugi raz w ostatniej rundzie, gdy Blisterpod wydał mi się za słaby na aggro przeciwnika, które koniec końców okazało się rampą.
  • We wspomnianej grze z Outburstem oponent zagrał Felidar Sovereigna, Endless One’a i nie jestem pewien czy czasem nie miał też Lantern Scouta. Nie uważam, aby mój deck był słabym, ale jak to zobaczyłem to zrobiło mi się słabo. Nawet Mire’s Malice tu podziałało ładnie, zaskakując mnie w pierwszej grze. Czułem się bezsilny. Jeszcze bym może coś zdziałał, ale WB oppa splashowało zieleń i choć miałem na ręku Unnatural Aggression, na które liczyłem dokładając stwora, to opp mnie ubiegł swoją agresją, a miał jeszcze jedną. Koniec końców pierwszej gry nie mogłem wygrać. Potem, na szczęście dla mnie, u przeciwnika pojawiły się problemy z maną, ale też miałem sporo szczęścia. Dałem się tu również jak uczniak wpakować znowu na Mire’s Malice. Mam sobie 3-4 karty i nawet wspominam o Malice, ale i tak gram tak, że schodzę do dwóch kart. I co? I w turze przeciwnika muszę pożegnać się z Kiorą i czymśtam jeszcze fajnym, bo discard siadł idealnie. Zwyciężyłem, ale to było fatalne z mojej strony, że nie grałem naokoło tej karty, choć w zasadzie byłem pewny, że przeciwnik ją ma.
  • A propos Lantern Scouta, w finale (chyba że coś pokręciłem) udało mi się przewinąć tego stworka Ingestując go. I całe szczęście, bo bym był bardziej martwy niż byłem. Przeciwnik miał w stole Desolation Twinów. Wcisk za 20, dostanę 20 życia… tjaaa.
  • Jeśli chodzi o finał, to ostatnia gra była moją najbardziej epicką grą tego turnieju. W pewnym momencie u oppa były Desolation Twiny i parę innych stworków. Ja się przebijałem Mist Intruderem (do czasu gdy wszedł Angel of Renewal) i Benthic Infiltratorem. No i kutam tak za jeden, robiąc obronę Częstochowy, głównie ze Scionów, chumpując co się da. W końcu opp atakuje Twinami, blokuję jednego Oran-Riefem i landem 4/4 (z Earthern Arms). Twin spada, drugi zostaje. Mi spada Invoker. Nadal jest słabo, pojawiają się kolejne zagrożenia. Wreszcie przeciwnik decyduje się na atak. Ja na sześciu życiach. Blokuję wszystko, ale czy mam szanse wygrać? Jeśli nie zablokuję anioła, to na pewno. Ale jeśli tego nie zrobię, to zginę, bo jest Blighted Woodland u oppa i Retreat to Emeria. Czyli Mist Intruder (3/4, z Armsów) musi blokować. Wciąż widzę jednak szansę dla siebie. Akurat dwoma stworami będę się przebijał w mojej turze na lethal. No to ok, blok, damage, moja tura, zadowolony atakuję, zapominając o Retreatcie i Woodlandzie. Na stół wskakują dwa Ally’e, blokują mnie i rozwiewają moje nadzieje. Bardzo dobrze opp to rozkminił. To była bardzo fajna gra. Dodam jeszcze, że przetrwałem w niej wcześniej atak Breaker of Armies i przynajmniej 20 tur zagraliśmy. Smaczku dodaje temu wszystkiemu fakt, że w pierwszej grze zostałem stratowany przez Gnarlidy i myślałem, że gram z aggro, a tu jednak rampa. Może gdyby deck się w pierwszej nie zaciął i nie zrobił mi color screw…
  • Jedno z fajniejszych zagrań, które mi się przytrafiły, to także sytuacja, gdy miałem jakieś Sciony w stole i dobrałem Eldrazi Devastatora, mając na ręku Titan’s Presence. Grać kabana? – myślę sobie i uznaję, że nie, poczekam. Oddaję turę i opp wstawia własnego Devastatora, a ja cieszę się, że się wstrzymałem. Jedyny mój out, to Devastator, który jako bloker nie jest zły, ale lepiej przecież, by opp nie miał stwora. Kiedy więc znowu przychodzi czas tury przeciwnika i atakuje mnie on tym Eldrazim, blokuję pojedynczym Scionem i z końcem tury zagrywam Presence, zadając Devastatorowi brakujące 8 obrażeń z Devastatora. Kosztuje mnie to 7 życia i Sciona, ale warto było poczekać z zagrywaniem klocka.
  • Jeszcze inna sytuacja, mam na łapie Presence i chyba landa. Atakuję Mist Intruderem i opp przewija sobie kartę (chyba landa) i przez pomyłkę exiluje także Dranę z topa. Mówię, że tylko jedną kartę, zastanawiamy się chwilę co zrobić, normalnie to by był pewien shuffle, wizyta sędziego i może jakieś ostrzeżenie (nie wiem, nie jestem sędzią, trzeba by zapytać), ale to jest Pre, Drana wraca na topa, a ja zaczynam się pocić. Opp ją dobiera, zagrywa, a ja w swojej szczęśliwie trafiam Kozilek’s Channelera i z automatu castuję Presencję. Gdyby nie topdeck, to by oponent przerobił mnie na frytki.
  • Mulligany mi się przytrafiły. Przytrafiły się też oponentom. Z tej okazji mogliśmy sobie poscryować. Obyło się bez większych problemów i nieporozumień. Nie było kłopotów ze scryowaniem dwóch i więcej kart. Nowy mulligan jest fajny i dobrze się z nim gra.
  • To jest jak narkotyk. Nie, nie sama gra, ale składanie decków. Chyba najbardziej w sealedach i draftach lubię tę część turnieju. I siłą rzeczy potem, nawet z ciekawości, oglądam decki przeciwnikiów, komentując czasem ich deckbuilding. Ciężko mi się powstrzymać, a mam wrażenie, że powinienem czasem ugryźć się w język, nieproszony. Nie poradzę jednak wiele na to, ale mam nadzieję, że czasem te moje uwagi się sprawdzają. O jednym jednak się przekonałem – nawet jeżeli czasem mam rację, nawet jeżeli rację ma wasz kolega, to i tak liczy się jedno: to jak wy czujecie się z deckiem. Jeśli dla kogoś dane połączenie kolorów jest dobre, jeśli dobrze mu się nim gra, jeśli lubi jakieś karty, to nie warto go na siłę przekonywać do czego innego. Miałem już parę razy tak, że złożyłem deck X, po czym usłyszałem, że deck Y byłby lepszy. I pewnie był, ale mi nie działał, nie grało mi się nim dobrze, wolałem deck X. Dopiero po czasie przekonywałem się do decku Y, więc czasem te uwagi nie pomagają. Jak by więc kiedykolwiek moje komentarze przeszkadzały, to dobrze mi o tym powiedzieć. Mogę się bowiem zapędzić w rozkminianiu Smile
  • Gry jak gry, ale ciasto i tak było najlepsze (mówiłem o fajnej atmosferze, no nie?). I tylko szkoda, że w trzeciej rundzie sparowało mnie z solenizantem/jubilatem, ale cóż poradzić? W Magicu ktoś musi wygrywać, a ktoś przegrywać. I z jednej strony właśnie dlatego tak lubimy tę grę, a z drugiej strony to dlatego jest ona tak frustrująca.

Wnioski i wrażenia

Tu też w punktach, dla wygody:

  • Battle for Zendikar wbrew temu co wiele osób mówi wcale nie wydaje mi się wolnym setem. Albo inaczej – to nie jest set statyczny. Nie można nastawiać się na murowanie pola bitwy i obronę. Do stagnacji dochodzi i będzie dochodzić, ale nie dlatego, że powoli rozbudowujemy zasoby, tylko dlatego, że wymiany często mogłyby być niekorzystne dla agresora, sytuacja robi się wyrównana. Nie jest to wynik strategii. Mamy czym atakować, w niektórych wypadkach nawet od pierwszej tury. Szczególnie irytujące są wczesne stwory z Ingest, zwłaszcza Sludge Crawler. Powodem jest exilowanie kart, ale nie jako metoda na millowanie, a ze względu na robienie paliwa pod Processorów. Może trochę inaczej jest w draftach, gdzie być może jest szansa na nieco bardziej defensywne UR.
  • A propos millowania i Ingesta. Jest możliwe przewinięcie oponenta, przynajmniej w Sealedzie. Gry są na tyle długie, że jeśli opp nie dobierze removalu/blokera, to nawet pojedynczy Mist Intruder narobi problemów. To jednak powinno wychodzić przy okazji, a nie dlatego, że to wasz plan na grę. Stricte millujących spelli tu bowiem nie ma, a konieczność wbijania obrażeń oznacza, że w pewnym momencie nie będzie jak się przebijać i ten genialny plan spali na panewce, bo nie można go zrealizować. Innymi słowy: wyexilowaliśmy z 10-15 kart? Super. Opp i tak już pewnie prawie nie żyje, bo nawet licząc to atakami samego Mist Intrudera ma 5-10 życia.
  • Spora liczba removalu, w miarę dobre stwory i relatywna słabość erek sprawiają, że to nie jest format definiowany przez bomby, ale bomby tu jednak istnieją. Z kart którymi grałem lub które zobaczyłem zaliczyłbym tu: Breaker of Armies, Desolation Twin, Felidar Sovereign, Planar Outburst, Drana, Liberator of Malakir, Tajuru Warcaller, Kiora, Master of the Depths. Podejrzewam też, że podobny status mogą mieć: Oblivion Sower, Ulamog, the Ceasless Hunger, Void Winnower, Gideon, Ally of Zendikar, Quarantine Field, Guardian of Tazeem, Ob Nixilis Reignited, Rolling Thunder, From Beyond, Greenwarden of Murasa, Omnath, Locus of Rage. Nie jestem pewien co do: Gruesome Sluaghter, Emeria Shepherd, Akoum Hellkite, Dragonmaster Outcast, Serpentine Spike, Oran-Rief Hydra, Noyan Dar, Roil Shaper, Resolute Blademaster, Sire of Stagnation. Bomby to może zresztą słowo zbyt mylące, ale powyższe karty mają lub mogą mieć ogromny wpływ na pole bitwy i stanowić ten element decku, który przeważy nad tym co ma przeciwnik. Wiele zależy jednak od synergii.
  • I właśnie synergie są kolejnym ważnym elementem BFZ. Zarówno Sojusznicy jak i Eldrazi, a w szczególności Processorzy i kabany, aż się proszą o grę konkretnymi kartami. Wyłapanie co z czym działa najlepiej i w jakiej strategii się sprawdza, a w jakiej niezbyt, być może jest tu nawet większe niż w MMA 2, a na pewno większe niż w ostatnich setach (Origins, DTK, FRF, KTK, M15, blok Therosa). Relatywne osłabienie kart i zrównanie ich power levelu (na co narzekają gracze Constructed) sprawia, że wpływ erek na Limited jest mniejszy, a przez to w większym stopniu liczy się nie to, czy zagramy tę czy inną kartę, a to jak dobrze dwie różne karty ze sobą działają.
  • Nie wiem jak to będzie wyglądać w drafcie, ale jeśli ktoś myśli, że zagrywanie kart za 10 mana w limited jest niemożliwe, niech lepiej zmieni format, bo tu dozna dysonansu poznawczego. Ulamog, Winnower, bliźniaki i inne duże klocki w dobrze złożonej talii będą robić rzeź na sildach. Bardzo podoba mi się, że Wizardzi stworzyli set, w którym – jeśli chodzi o koszt CMC – zagrywanie KAŻDEJ, nawet najdroższej karty jest możliwe.
  • Niech nikogo nie zwiedzie fakt, że skoro możemy zagrywać dropy za 10, to możemy odpuścić wczesne tury. Jak szukacie formatu, w którym można oddać tempo i początkowe tury, to wydaje mi się, że w BFZ poczujecie zawód.
  • Pojawianie się stagnacji oznacza, że wszelkie stwory z ewazją rosną w sile. W Khans of Tarkir był np. Mystic of the Hidden Way, który ślicznie przebijał się przez Abzanowe czy Sultaiowe ściany i jego wykorzystanie decydowało czasem o wygranych. Tu też znajdzie się coś podobnego.
  • Deck w sealedach, o ile nie jest naprawdę agresywny, powinien zawierać jakichś Eldrazich, dzięki którym będzie przełamywał gry. W ogóle trzeba brać pod uwagę coś na late game i na grubasków, bo te 10-15 tur to pewnie pogramy i na pewno coś wielkiego u oppa się pojawi. Albo więc mamy ultra agro, albo mamy opcje i na early, i na mid, i na late. Na szczęście format ma sporo opcji na ten etap gry (bounce, removal, Awaken, mana sinkowe stwory, Eldrazi).
  • Zielono-czerwony Landfall może być jednym z najgroźniejszych archetypów w draftach. A na pewno ja jestem najbardziej ciekawy jak będzie wyglądał on w praktyce (także pod kątem Constructed)
  • Funkcja Scionów jako rampy jest drugorzędna. Lepiej sprawdzają się jako chump blokerzy/agresja, ale wypada też podkreślić ich ogromną rolę przy screw. Pozwalają czasem przeskoczyć płynnie z 3 dropa na slot 4 i więcej CMC. Brak utraty tempa to ważna rzecz.
  • Enchantmenty są naprawdę mocne. LSV w swoich analizach całkowicie przestrzelił. Retreaty robią gry, chociaż czasem są to karty jednego wyboru. Niebieski to głównie Scry (wbrew pozorom bardzo mocny efekt). Biały zazwyczaj wstawi tokeny. Czarny to minus 1 life, plus 1 life. Czerwony… z ewazją to dopak, a jak nie mamy lataka, itp, to ewazja. Zielony to raczej głównie counterki. Brak removalu, długość gier i stosunkowo mocne efekty czynią z większości enchantów stosunkowo dobre picki (wciąż jednak np. Angelic Gifta wolałbym unikać).
  • Nie sądzę, aby drafty kończyły się na opozycji aggro – rampa, jak to było np. w Rise of Eldrazi. Jednocześnie nie ma czegoś takiego jak te fajne niszowe strategie z enchantami i innymi. RoE jest jednak mocno reprezentowane dzięki Scionom i elementom rampowania się. Zagrywanie kabanów też robi swoje. Z drugiej strony mamy Landfall i Allyów, reprezentujących ZEN/WWK. I to że granie na tempo jest ważne tu się czuje, w draftach wyjdzie to jeszcze mocniej. Jeśli nawet to jest wolniejszy format (z czym jak już pisałem wcześniej nie do końca się zgadzam), to i tak jest to format agresywny. BFZ łączy w sobie wybrane elementy całego bloku pierwszego Zendikaru i nawet całkiem zgrabnie to robi. Poszczególne kolory oferują więcej możliwości i ciekawsze kombinacje niż RoE, ale zarazem sama liczba strategii wydaje mi się mniejsza. Jest Landfall, jest rampa, są Processorzy, są Sojusznicy, ale to wszystko opiera się na stworach. Jedynie orzhovowe motywy z wysysaniem życia wybijają się z tego wszystkiego, jednak nie jest to jakaś szczególnie ekscytująca rzecz. I też opiera się na stworach.
  • Spodziewam się, że sloty za 4 i 5 mana będą miały problem nadmiaru i będziemy się bić o stwory z CMC 2 na draftach.

I może na koniec jeszcze najważniejsza rzecz, choć stricte subiektywna. W BFZ grało mi się bardzo dobrze. To fajny set i to pierwsze wrażenie mam takie, że nie znudzi mi się on aż do samego końca i do pojawienia się Oath of the Gatewatch (swoją drogą, może to okazja, abyśmy dostali nowe, planeswalkerowe Oathy, które dołączyłyby do Oath of Druids i reszty). Nie sądzę jednak, aby w połowie formatu miał on w sobie cokolwiek, co by mnie było jeszcze w stanie zaskoczyć. BFZ wzbudza u mnie jednocześnie trochę rozczarowania i lekką ekscytację. Pozytywne wrażenia są jednak na tyle duże, że chętnie pootwieram jeszcze jakieś paczki i pojeżdżę na jakieś turnieje (jak czas i pieniądz pozwolą). I już to sprawia, że BFZ – mimo kontrowersji wokół Constructed, power levelu i Expected Value – na razie oceniam dobrze, a w przyszłość patrzę z nadzieją.

źródło: http://wesleyburt.tumblr.com/

źródło: http://wesleyburt.tumblr.com/

Chętnie usłyszę wszelkie inne opinie i wrażenia. Wiem, że nie każdemu BFZ się spodobało. Zachęcam  więc do dzielenia się spostrzeżeniami w komentarzach.

Zestaw numer 2

Wspomniałem wcześniej, że wybieram się na PPTQ. To w Krakowie (3 października) niestety mnie ominęło, ale może uda się z warszawskim (10 października) albo poznańskim (17 października). Dlatego postanowiłem trochę poćwiczyć budowanie sealedowych decków. Jest sporo symulatorów, bardzo pomocnych w przygotowaniach i korzystam z nich, ale nic nie zastąpi kontaktu z kartami na żywo. Ustawiłem zegar na 20 minut i zacząłem otwierać wygrane paczki. W 6 boosterach znalazłem coś takiego:

O jak mocno ten spis różni się power levelem od tego co otworzyłem na Pre. Są tu fajne karty, ale tu w oczy rzucają się nie plusy, a minusy kolorów. Każdemu czegoś mocno brakuje, aby go nazwać naprawdę solidnym. Po dwudziestu minutach skończyłem z czymś takim:

pokaż / ukryj

UB

To jedyne sensowne połączenie. Biały ma trochę fajnego removalu na splash, ale nie ma kart na tyle dobrych, by być mainową barwą. Może być co najwyżej dodatkiem i nie zmienia tego potężny Planar Outburst. Czerwony jest na granicy. To mógłby być drugi kolor. Brak w nim jakiejś bomby i to go jednak dyskwalifikuje, biorąc pod uwagę inne opcje. Brak bomby mogłyby zrekompensować dropy za dwa i trzy, ale tych prawie nie ma. Red jest pod tym kątem tylko nieco lepszy od białego. Zielony poza odrobiną rampy i Balothami jest pusty jak studencka lodówka. Gdyby było więcej Eldrazich, to może by był sens się w to pchać. Przy jednym Bane of Bala Ged byłaby to wtopa.

Niebieski i czarny także słabują w early, ale nie ma wyjścia. Trzeba się z tym pogodzić. kolory te nadrabiają jednak intropackowymi erkami. Mają też trochę synergii, bounce’u/removalu i w miarę jako tako się składają w całość. W powyższym spisie też wydaje mi się jednak, że można by pewne poprawki wprowadzić. Gdybym miał teraz składać jeszcze raz ten deck, wyrzuciłbym Kalastria Healera, oddając całkiem early (trudno, będę tu grać „nic” lub Anticipate’y). Healer nic tu nie robi. Wyleciałby też chyba Spell Shrivel. Zamiast tego dołączyłbym jedno Swarm Surge i Silent Skimmera. Nawet i bez zmian plan na grę polega jednak najpierw na modlitwie, że opp nie zagra nic przez pierwsze tury, a potem grzecznie pozwoli się bić w powietrzu. Cóż, i takie zestawy czasem się mogą trafić. Na to też trzeba być gotowym. Taki w końcu jest Magic.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze