Relacja Kaspiana z GP Londyn – część 1

Ober namówił mnie bym powrócił na moment do mojej dawnej tradycji i popełnił kolejną relację z turnieju w kolorowe kartony. Drzewiej bywało, że takie relacje sadziłem non stop. Gdzie się nie pojawiłem tam był napisany raporcik. Nieważne, czy był to FNM czy większy turniej typu PTQ. Pozycja pierwszego relacjopisarza w III RP dała mi nawet możliwość tworzenia feature matchy podczas Gran Prix Warszawa w 2001 roku. W tym roku, mamy kolejne GP w stolicy na które oczywiście się wybieram. Wcześniej jednak dane mi było stanąć w szranki podczas GP Londyn.

To było pierwsze GP na które pojechałem zupełnie sam. Niestety ekipa lokalnych graczy nie była zainteresowana wyjazdem, co przełożyło się też na łatwe zdobycie 3 bye’ów na krakowskim GPT. Dopiero na kilka dni przed podróżą dowiedziałem się, że w moim samolocie spotkam też sędziów: Kaję i Sebola. Nie powiem, że byłem zaskoczony, ale bardzo ucieszyłem się z towarzystwa podczas podróży. Dodatkowo, Kaja uratowała mi 5 tom „Gry o tron” po tym jak zostawiłem go w samolocie.

kaspiolada po Londynie2

kliknij, aby powiększyć

W Londynie byliśmy już w piątek rano. Sędziowie zaproponowali, że zapiszą mnie na turniej więc dałem im kasę i olałem podróż na site. Zamiast tego postanowiłem cyknąć sobie parę sweet fotek przed Big Benem. Wieczorem miałem w planie browarka z dawno nie widzianym kumplem ze szkolnej ławy. Zanim to nastąpiło dostałem SMSa od Sebola, że nie byli mnie w stanie zapisać. Okazało się, że osobiście muszę podpisać cyrograf o zgodzie na wykorzystanie mojej facjaty i nazwiska we wszelkiego typu relacjach. Nie miało to większego znaczenia, poza tym że w sobotę rano musiałem się zapożyczyć u kolegi o wdzięcznej ksywie „Pisuar” (Marcin Pisula). Większość kasy na wyjazd poszła w piątkowy wieczór na suveniry, browary i sziszę. Dopiero jak stałem w sobotę rano w kolejce z ekipą z Zabrza skapowałem się, że brakuje mi 20 funtów na wjazd. Potem ścignąłem Kaję i oddałem dług.

Liczba zapisanych graczy przekroczyła wszelkie szacunki organizatorów i sędziowie musieli dołożyć nowe stoły.  To i tak nie starczało by wszyscy się zmieścili. Sędziowie wpadli więc na pomysł by osoby z 3 bye’ami dostały zestawy dopiero podczas 1-wszej rundy. W ten sposób zyskiwali trochę miejsca, bo w tej rundzie nie grałby nikt z 1 lub 2 bye’ami i można było wszystkich zmieścić.

Spisywałem całkiem przyzwoitego Borosa, ale nie dane było mi go zatrzymać. Po swapie trafił mi się zestaw typowy dla Orzhova, zawierający kilka bomb. Wśród nich był nowy wraciak – Merciless Eviction oraz Ogre Slumlord – władca szczurów.

Z budową decku nie miałem wielkich problemów, jedyne co mi przeszkadzało to… kontrolna strategia. Ja jestem graczem, który lubi grać naporem a tu trafiłem na deck, w którym (o zgrozo!) trzeba będzie dawać przeciwnikom zaczynać.

Wyszło mi coś takiego:

pokaż / ukryj

Grand Prix Londyn, Day1
Krzysztof Wysoczański

W drugiej i trzeciej rundzie przetestowałem sobie deczywo z Marcinem Ściesińskim i jeszcze jednym gościem z Polski, którego personaliów niestety nie znam. Na początku było żal patrzeć jak gram tym deckiem, robiłem mnóstwo błędów. Z czasem udało mi się dojść do jako takiego ogrania. Zestaw bardzo podobał się Duo, który bardzo żałował, że nie może się ze mną zamienić bo ja mam karty, jakimi lubi grać, a on ma napór, który ja preferuję. Tak minął mi czas do 4 rundy.

Runda 1-3

bye

 

Runda 4

vs Dawes, Ryan [ENG] – Orzhov / Dimir

Przeciwnik przyznał mi się, że idzie 3-0 bez bye’ów więc spodziewałem się, że łatwo nie będzie. Myliłem się.  W obu grach Ryan nie miał za dużo do powiedzenia.

W pierwszej grze dałem przeciwnikowi osiągnąć przewagę stworów na stole by zebrać żniwo z Merciless Eviction. Potem jakoś go dokutałem mimo potwornego flooda. Na szczęście mana zalała także stronę stołu przeciwnika.

Drugą grę wygrał mi szybki Nightveil Specter, na którego przeciwnik nie mógł znaleźć odpowiedzi. Byłem w stanie zagrać większość kart odsłoniętych z czuba przeciwnika, w tym Obzedat, Ghost Council. W defensywie bronił mnie lord szczurów, oraz ścianka ¼ z deathtouchem (Corpse Blockade). Skutecznie powstrzymywały stojącą po drugiej stronie i szybko rosnącą Consuming Aberration.

W trakcie gry popełniłem potworny błąd. Flipnąłem Obzedata, który wrócił na stronę przeciwnika. Ryan szybko odwdzięczył się, szturmując nim na mnie i ginąc na szczurze ze złym dotykiem. W sumie nie miało to większego znaczenia. Nawet gdyby Obzedat nie atakował i tylko uciekał z pola walki by wysysać życie, czułem się stosunkowo bezpiecznie, mając dużą przewagę na stole.

2:0

W całym turnieju 4-0.

Po grze przeciwnik, zapytał mnie która jest godzina. Było jakoś popołudniu, chyba koło 14. Podałem mu czas. Ryan pomyślał chwilę, po czym uznał że czas na obiad i nie chce mu się dalej grać. Do stolika sędziowskiego przyniosłem karteczkę z jego zaznaczonym „X” przy słowie DROP.

Nie ogarniam tego… gość idzie 3-1 na GP, ma dobry deck z kilkoma bombami, ale woli zjeść. No cóż, co kraj to obyczaj.

 

Runda 5

vs Karafotis, Konstantinos [GRC] – Boros / Gruul

Z gier nie pamiętam wiele, poza tym że przeciwnik miał agresywny deck z Firemane Avengerem na czele. Pominąwszy szybko przegraną drugą grę i mulligan do 5 miałem na niego bardzo dobre rozdania. Pomogła duża ilość removalu (szczególnie Devour Fleshe oraz Angelic Edict), szczurzy lord oraz chłopaki z extortem. Pamiętam, że opp strasznie się krzywił gdy wysysałem po 2-3 życia z każdym zagranym czarem. Na koniec dobił go anioł 4/4 przywołany przez Urbis Protectora.

2:1

W całym turnieju 5-0

 

Runda 6

vs Ganz, Andreas – Boros / Gruul [CHE]

Kojarzyłem nazwisko przeciwnika z różnych turniejów Grand Prix czy Pro Tour. Gość dość często robił Day 2, choć nie miał jakiś spektakularnych sukcesów.

Można powiedzieć, że w tej rundzie miałem jeszcze lepsze rozdania niż poprzednio. W pierwszej grze siadł mi Purge the Profane, który wyrzucił z ręki Foundry Championa i jakąś drugą potężną kartę. 

W rozstrzygającej potyczce o zwycięstwie zadecydował szybki Nightveil Specter. Już za pierwszym atakiem wyciągnął Prophetic Prism, dzięki któremu byłem w stanie zagrywać prawie każdy czar z decku przeciwnika.

2:0

W całym turnieju 6-0

 

Runda 7

vs Rade, Olle – Simic / Gruul [SWE]

Olle Rade from WOTC site

Kliknij, aby powiększyć

Z Sylvan Safekeeperem (Olle wygrał pierwsze Invitationalsy i ma swoją kartę w MTG!) miałem najlepsze, najbardziej pasjonujące gry w ciągu całego turnieju.

Zaczęło się od mulligana. Keepnąłem słabą 6-tkę z dużą ilością lądów i 1 Sepulchral Primordial. Dociągałem kolejne lądy a Olle coraz bardziej zbijał moje punkty życia. Mimo wszystko jakoś udało mi się dożyć do wystawienia Primordiala i nawet zacząłem nim atakować! Niestety wszystko co zostawiałem do bloku szybko ginęło. Olle zdawał się w czarodziejski sposób dobierać najlepsze możliwe karty. O jego zwycięstwie w pierwszej grze przesądził top deck rekinokraba (Shambleshark). Miałem na ręce 2 Devour Fleshe i mogłem zagrać je w swojej turze, czyszcząc stół przeciwnika. Zdecydowałem się jednak poczekać. Olle nie miał kart na ręce a ja byłem gotowy użyć removalu w dowolnym momencie. Nie spodziewałem się, że dobierze stwora – niespodziankę, który udaremni moje plany.

Druga gra była jeszcze ciekawsza. Udało mi się opanować sytuację na stole: Purge the Profane oczyścił rękę przeciwnika, a Nightveil Specter dziarsko atakował z powietrza łapiąc kolejne karty. Niestety nie byłem w stanie ich zagrać z braku odpowiedniej many. Sytuacja zmieniła się diametralnie gdy Olle stopdeczył Way of the Thief i założył go na Metropolis Sprite’a. Z Simic Guildgatem zyskał stwora 6/1 unblockable. Po pierwszym ataku zostałem na 6 punktach życia. Na ręce miałem Knight of Obligation, z czuba doszedł ląd a ja desperacko potrzebowałem odzyskać 1 punkt życia by przeżyć turę. W tej turze musiałem zagrać dwa czary by przeżyć. Pod Nightveil Specterem miałem schowanego Disciple of the Old Ways. Zaatakowałem widmem i z góry biblioteki Olle odsłoniłem Foresta! W sam raz by go dograć i przeżyć kolejną turę. Olle nic nie dobrał i udało mi się wyrównać stan rozgrywki.

W trzeciej grze kolejny festiwal top decków. Olle miał szybki start, z dużą ilością lataczy. Broniłem się Nightveil Specterem, ale Safekeeper zczubił removal, który bije za ilość lądów i nie dałem rady się wybronić.

1:2

W całym turnieju 6-1

 

Runda 8

 vs Vondracek, Zdenek – Boros / Gruul [CZE]

Zaczęło się od srogiego lania. Przeciwnik szybko wysypał się ze stworów w tym Firemane Avengera. Swoje ataki wzmocnił dopałkami z Bloodrushem. Nie miałem za wiele do powiedzenia. Czech miał bardzo silny deck i wiedziałem, że czeka mnie trudna przeprawa.

W drugiej grze po stronie przeciwnika pojawił się Gideon, a następnie Firemane Avenger. Na szczęście, tym razem byłem dobrze przygotowany na wszelkie zagrożenia. Merciless Evinction wycelował w Planeswalkerów, co wyraźnie zaskoczyło przeciwnika. Wkrótce po tym, aniołowie wysłali do nieba kolegę Avengera, .Szala zwycięstwa przechyliła się na moją stronę i mogliśmy grać rozstrzygającą partię.

Jakimś cudem udało mi się wygrać ten pojedynek. Znów po stronie przeciwnika ujrzałem Firemane Avengera, lecz tym razem nie miałem na niego odpowiedzi.  Miałem jednak obstawę w postaci Corpse Blockade, Gutter Skulków i Cartel Aristocraty. Przeciwnik chciał mnie jak najszybciej zabić aktywując Gruul Keyrune, lecz dobry blok pozwolił mi przeżyć, nawet z pompką +5/+4. Po tym ataku, po mojej stronie miałem 4 życia i pusty stół. Po stronie przeciwnika stał samotny Avenger, gotowy zabić mnie w 2 tury. Dobrałem kartę z góry biblioteki  i… odsłoniłem Angelic Edict! Potem doszły mi stwory z extortem, które pozwoliły podbudować nadwątlone życie i dały mi pewny Day 2.

 2:1

W całym turnieju 7-1

 

Runda 9

vs Ferreira, Narciso – Boros [PRT]

Do rundy 9 podszedłem bez żadnej presji, mając już zapewniony awans do niedzielnych rozgrywek. Narciso był jeszcze bardziej wyluzowany.  Z uśmiechem na twarzy przyjął porażkę w pierwszej grze, gdy wyczyściłem mu stół ze stworów, pozostawiając do bloku samotnego Ember Beasta. Jak wiadomo, bestia ta nie potrafi nic zrobić w pojedynkę więc nie przeszkadzała zbytnio moim poczynaniom.

Mulligan do 5 i 1-lander z mojej strony spowodował szybkie wyrównanie stanu gry.

W międzyczasie Narcisa oblegli jego koledzy z Portugalii, którzy jak tylko mogli utrudniali rozgrywanie decydującego starcia. Coś tam gadali, śmichy chichy, podpowiadanie etc. Na szczęście sytuacją zainteresował się sędzia, który przegonił wesołe towarzystwo ze stolika. Nie przeszkodziło mi to jednak bym w pełni kontrolował sytuację na stole. Usunąłem największe zagrożenie w postaci czerwonego Primordiala, a następnie wskrzesiłem go moim czarnym odpowiednikiem. Wystarczyło do wygrania tej rundy. 

2:1

W całym turnieju 8-1

 

Runda 10

Voss, Jonathan P – Boros [ENG]

Było około 23, ale zgodnie z decyzją sędziów w sobotę mieliśmy rozegrać jeszcze jedną rundę. Przystąpić do niej mogli tylko Ci, którzy mieli zapewniony awans do drugiego dnia turnieju.

Trafiłem na ultra szybkiego Borosa, z którym w poprzedniej rundzie poległ Duo. Ja też nie miałem za wiele do powiedzenia w obu grach.

Zaczęło się od przegrania rzutu kostką. Przeciwnik od 1 tury wyrzucał na stół nowe stwory, by za chwilę mieć już nabity battalion dzięki Skyknight LegionNaire.  Gdy dostałem kolejnego rycerzyka z hastem, poddałem grę w 4 turze.

Druga gra potrwała trochę dłużej. Łudziłem się, że mam jakieś szanse na zwycięstwo, bo miałem przewagę w stworach na stole. Marzenia prysły jak bańka mydlana, gdy przeciwnik założył na swojego Minotaura Gift of Orzhova i dograł legionistę. Battalion pozwolił przeciwnikowi nabić mi 12 obrażeń i odzyskać 8 punktów życia. Nie miałem odpowiedzi i szybko poległem.    

0:2

W całym turnieju 8-2

-x-

Po rozegraniu rundy przypomniałem sobie, że rano, jeszcze przed turniejem, zostawiłem płaszcz w szatni. Oczywiście była ona już zamknięta na cztery spusty. Po krótkim dochodzeniu, udało się ustalić, że trzeba wybrać się do dyżurki ochrony i stamtąd odebrać ubranie.

Ponieważ było późno, a ja nie bardzo kojarzyłem drogę do najbliższej stacji metra, poprosiłem polską ekipę o podwózkę. Wysadzili mnie na jakiś światłach po drodze.  Obok miało być zejście do metra… ale nie było.

Minęła już północ, a ja jestem gdzieś na peryferiach Londynu, nie mając zielonego pojęcia jak trafię do mojego hostelu. Zlokalizowałem jakiegoś tubylca i ten wskazał mi azymut na stację Canning Town. Dotarłem tam 25 minut później, po to by przekonać się, że w stronę centrum nic już nie pojedzie. Jechało za to w przeciwną stronę, więc niewiele się namyślając wskoczyłem do pociągu. Dojechałem na WestHam, ale stamtąd też nie było żadnej opcji na powrót. Murzyn w odblaskowym ubraniu, sprzątający peron polecił mi udanie się na Stratford. Przemknęła mi przez myśl perspektywa zostania dworcowym kloszardem i spędzenia nocy na dworcu, jednak widok towarzystwa śpiącego na ławkach skutecznie mnie do tego zniechęcił. Dopytałem się w końcu gdzie i skąd znajdę autobus do centrum, ogarnąłem miejsce wysiadki najbliżej hotelu i po długiej podróży, tuż przed 3 w nocy trafiłem w końcu na miejsce spoczynku.

C.D.N.

Krzysztof „Kaspian” Wysoczański 


KaspiinfoKrzysztof „Kaspian” Wysoczański – Mieszka w Krakowie od 7 lat, ale pochodzi z Bielska-Białej.

Gra od Urza’s Sagi, preferuje napory i mono color decki. Trzy razy zrobił Day 2 GP – w Krakowie, Bochum i Londynie, był także 10 na Mistrzostwach Polski. Wygrał też klika pre i fnmów.

Przebiera się za wymyślone ludziki na larpach, lubi seriale i gry logiczne (gra też w scrabble).

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze