Sliver story 2 – miejsce sliverów w fabule

Slivery pochodzą z… no właśnie. Skąd? Tego nie wiemy na sto procent, ale może to i dobrze. Nic tak nie przyciąga uwagi jak odrobina tajemnicy. Pewne jest to, że slivery możemy spotkać na co najmniej dwóch planach: Dominarii i Rath. Ten drugi jest zresztą szczególnie interesujący. To tam znajdowała się Twierdza, będąca siedzibą szóstego evincara Volratha (miejsce istotne dla fabuły Magica i dla phyrexiańskich władców Rath – Volrath’s Stronghold). Gdzieś pod twierdzą znajdowało się gniazdo sliverów i Królowa roju.

Dziś druga część (z pięciu) wielkiej rozprawki na temat Sliverów; o ich miejscu w fabule i aparycji. Życzymy miłej lektury!

Podbijamy Rath i Dominarię

Warto tu zauważyć, że Królowa nie tylko miała kontrolę nad innymi sliverami. Przede wszystkim była to istota inteligentna, obdarzona świadomością własnego istnienia. Dzięki temu Karn mógł z nią negocjować odebranie artefaktów będących częścią Legacy (to też osobny temat, związany z Urzą, Yawgmothem, itd.). Golemowi udało się przekonać Królową, wskazując na podobieństwo więzi łączącej go z artefaktami do więzi istniejącej między poszczególnymi sliverami. Karn i części Legacy były jednością tak samo, jak każdy sliver był częścią całego roju. Tym samym Volrath przeliczył się, umieszczając artefakty w gnieździe. Evincar miał nadzieję, że slivery będą bronić dostępu do Królowej – tak rzeczywiście było. Nie docenił jednak jej wolnej woli.

volrath stronghold mtg magic

volrath stronghold by claarbar

Volrath jest tu ciekawą postacią jeszcze z innego powodu. Jedna z teorii o pochodzeniu sliverów głosi, że to właśnie on (lub któryś z poprzedzających go evincarów), przeprowadzając eksperymenty, doprowadził do pojawienia się sliverów. Przeczą temu jednak jego próby infiltracji roju. To Volrath jest twórcą artefaktycznych Metallic Sliverów, wysyłanych do gniazda by zbierały informacje i – w dalszej perspektywie – pomogły w uzyskaniu kontroli nad tymi drapieżnikami. Czy gdyby slivery faktycznie były dziełem phyrexiańskiego lorda, ten nie sprawowałby nad nimi kontroli od samego początku?

Wróćmy jednak do samych sliverów. Ich los, po ucieczce Karna, Gerarda i reszty załogantów statku Weatherlight z Twierdzy, nie był zbyt wesoły. Bynajmniej nie chodzi o zemstę phyrexiańskiego władcy – ten bowiem tchórzliwie (inni powiedzą podstępnie) podszył się pod członka załogi wspomnianego statku, a nieco później przestał być evincarem i został stracony; nie miał więc okazji by ukarać Królową. Oba plany – Rath i Dominaria – miały się jednak połączyć ze sobą. Po przenosinach dawna Twierdza Volratha znalazła się nad wulkanem Urborg. Kąpiel w lawie nawet sliverom nie służy i ponoć to właśnie w tym momencie zginęła Królowa roju. Jeśli jednak udało się jej przetrwać te pierwsze momenty, z pewnością została ona unicestwiona, gdy Yawgmoth zmaterializował się nad Dominarią w postaci czarnej, zabójczej chmury, niszczącej wszelkie życie i wskrzeszającej zmarłych jako zombie. Tym sposobem slivery wyginęły.

Nic jednak nie trwa wiecznie, nawet śmierć. Na szczęście dziś nie trzeba być jednym z Wielkich Przedwiecznych by ją pokonać. Wystarczy się dobrze sprzedawać, być popularnym albo zapisać się na stałe w popkulturze. A przecież slivery były popularne. Co więcej, sami autorzy chcieli do nich wrócić. Zebrała się więc grupka Wizardów (po naszemu czarodziejów) i przywróciła im życie. Sto lat po Wojnie z Phyrexią cesarzowa cefalidów Llawan (Llawan, Cephalid Empress) ufundowała na kontynencie Otaria projekt Riptide. Wraz z ludzkimi czarodziejami cefalidy próbowały głębiej poznać sekrety magii, m.in. wskrzeszając istoty, które zginęły w czasie inwazji. I trzeba przyznać, że nawet im to szło – slivery, których szczątki znaleziono w ruinach Twierdzy w pobliżu Urborga, znowu pojawiły się na Dominarii. Mało tego, dzięki eksperymentom udało się stworzyć ich nowe pokolenie.

Ilość nie poszła jednak w jakość. „Zapomniano” o Królowej, a bez niej slivery wpadły w szał. Mimo zabiegów czarodziejów biorących udział w projekcie, stworków nie udało się powstrzymać. Szybko opanowały wyspę, na której prowadzono eksperymenty. Część z nich przedostała się nawet na sam kontynent, gdzie pod wpływem pewnego dobrze znanego Magicowcom artefaktu (Mirari) zaczęły przechodzić kolejne mutacje. Dalsze wydarzenia w fabule karcianki sprawiły, że na scenie pojawił się Sliver Overlord. Powstał on w wyniku połączenia się pewnej liczby sliverów w jedną istotę w czasie tego samego wybuchu, który towarzyszył narodzinom fałszywej bogini, Karony (przy okazji zginęła też masa sliverów). To już jednak inna historia – dla nas istotne jest tylko to, że stworki te na dobre zadomowiły się wówczas na Otarii pod wodzą jednego umysłu.

Wróć – zadomowiły się, i owszem, ale Sliver Overlord gdzieś zniknął. Jego los nie został do końca potwierdzony – istnieje jednak przekonanie, że po opanowaniu sytuacji związanej z Mirari, slivery tworzące go rozłączyły się. Dwa stulecia później, w czasie wydarzeń przedstawianych w bloku „Time Spiral”, slivery zaczęły wykazywać bardziej świadome zachowania, funkcjonując bez opieki Królowej czy innego lidera. Największą manifestacją ich możliwości w tym czasie był Sliver Legion. Część sliverów zaczęła również imitować umiejętności innych żyjących na Dominarii istot (casus Gemhide Slivera i Birds of Paradise czy Vampiric Slivera i wampirów z klanu Sengir). Stały się też ogromnym zagrożeniem dla pozostałych ras. Nie dość, że doskonale adaptowały się do warunków na zniszczonej Dominarii, to jeszcze wykazywały ekspansywny charakter – głównie dlatego, że nadal poszukiwały kogoś, kto mógłby zastąpić Królową. Dodajmy do tego slivery, które przybyły z przyszłości (oraz przeszłości i/lub alternatywnych rzeczywistości), a także te, które znalazły się pomiędzy planami (Shadow Sliver), a będziemy mieli pełen opis sytuacji.

Ciekawostką z tego okresu może być to, że w pewnym momencie część sliverów pozwoliła prowadzić się planeswalkerowi o imieniu Freyalise. Półelfka (czy też hybryda człowieka i elfa) nie rządziła nimi jednak zbyt długo. Podobnie było z innym wędrowcem – Lordem Windgracem, który również przez pewien czas kontrolował grupę lokalnych sliverów. Obie postaci poświęciły się jednak, by ratować Dominarię przed zniszczeniem, a slivery znowu były sobie same sterem, żeglarzem i okrętem.

 

Jedyny słuszny wizerunek – slivery wizualnie

Skoro znamy nasze szczurki od strony mechanicznej i fabularnej (nie licząc Czwartej Generacji, o której później), przyszedł czas na to, by popatrzeć sobie na ich wygląd. Niby jaki jest koń, każdy widzi. A jak go opisują na wiki mtgsalvation? Ano w ten sposób:

“Slivers are depicted with an armored vertebrate body, a long, bifurcated whip-like tail, one arm with a single talon for a hand, and a head with an armored crest. Variations on this appearance exist in accordance with the abilities each has to offer to the hive.”

Po naszemu będzie to mniej więcej tak:

„Slivery są ukazywane jako kręgowce z opancerzonym ciałem, długim rozdwojonym, biczowatym ogonem, jedną kończyną z pojedynczym szponem zamiast dłoni oraz głową z opancerzoną kryzą. Wariacje tego wyglądu istnieją w odniesieniu do umiejętności, jakie każdy ze sliverów może przekazać rojowi.”

Zasadniczo to załatwia sprawę. Mamy wytyczne, mamy orientacyjnie powiedziane, jak ten wzór modyfikować. Drążmy jednak dalej. W innym miejscu możemy przeczytać o tym, że głowa sliverów przypomina dziób. Ich ciało powinno zaś być giętkie, elastyczne.

sliver, mtg

Slivery ewoluowały w trudnych warunkach środowiskowych. Jak żadne inne stworzenie potrafią się również zaadaptować do warunków, w jakich żyją – to też powinno być widać na obrazkach. Powinny one być zarazem zróżnicowane i drapieżne, ale jednocześnie ukazywać pewną kruchość, słabość – ich siłą jest przecież liczba, a nie wielkość. Z cech być może mniej widocznych, ale za to istotnych dla ich charakteru, należy pamiętać o zdolności przekazywania sobie nawzajem cech fizycznych. Także i o tym dobrze by pamiętać rysując slivery. Cecha ta czyni tę rasę tak unikalną – nie tylko w świecie Magica, ale i w całej popkulturze.

Jeśli chodzi o kwestię ukazywania sliverów – tu dobrze by było gdyby wypowiadał się ktoś, kto ma solidne wykształcenie plastyczne. Nawet w takim wypadku osoba taka miałaby jednak pewien problem. Z jednej strony slivery są bowiem dość podobne do siebie. Opierają się na wyżej opisanych cechach. Z drugiej strony, niuanse sprawiają, że laikowi trudno powiedzieć o nich coś bardziej szczegółowego. Jak większość stworów slivery były przecież rysowane przez różnych artystów. Siłą rzeczy różnią się więc jeśli chodzi o paletę barw, tonacje, fakturę, technikę wykonania (dla przykładu stworzony cyfrowo Firewake Sliver i ten Sinew Sliver). Warto też dodać, że czasem obrazki artystów różnią się kadrowaniem od tego, co widzimy na kartach. Można jednak zwrócić uwagę na niektóre tendencje widoczne gołym okiem.

Slivery rzadko kiedy są pokazywane w statycznych sytuacjach. Niemal na każdej grafice widać ruch. Częściowo wynika to oczywiście z kształtu tych stworków. Istota o tak wielu krzywiznach, nawet leżąc, musi sprawiać wrażenie ruchu. W większości wypadków jest to jednak zasługa rysowników, którzy tak po prostu rysowali (Acidic Sliver, Ward Sliver). Często mamy tu też do czynienia z obrazkami pozornie statycznymi – ale na podobnej zasadzie, jak statyczna jest rozdrażniona kobra. Popatrzcie tylko na Blade Slivera czy Homing Slivera. Innymi słowy – jedną z cech charakterystycznych sliverowych grafik jest ich dynamika i dynamiczna kompozycja.

Warto zauważyć, że kompozycje te zazwyczaj są otwarte. Najczęściej slivery widzimy też w centrum kadru w całej ich okazałości – rzadko kiedy wychodzą np. ogonem poza obrazek. Mało jest grafik, w których widzimy je w zbliżeniu. Jeśli jednak je mamy lub artysta wybrał sobie jakąś część ich ciała do wyeksponowania, to na pierwszym planie możemy obserwować albo ich głowy, albo ten ich pojedynczy pazur. Z kolorami to różnie bywa – jedne są dość monochromatyczne, inne żywe i kontrastowe. Z ciekawostek w tym temacie – Metallic Sliver miał być pierwotnie srebrny i nazywać się Silver Sliver. Został jednak przemianowany, gdy twórcy otrzymali grafikę. Artysta podesłał bowiem obrazek, który niezbyt pasował na srebrnego slivera.

 

Czwarta Generacja – nowy design i kontrowersje

Od poprzedniego spotkania ze sliverami minęło siedem lat (blok Time Spiral 2006/2007). Mimo życzeń niektórych graczy (przykład pierwszy i drugi), nic nie wskazywało na ich przedruk – także u samych Wizardów. Slivery z M14 początkowo nie miały mieć z tą rasą za wiele wspólnego. Na pierwszych etapach projektowania nazywano je nawet „Heroes”, a później „Sleens”. Potem przyszła jednak wiosna 2013 roku i oprócz deszczowej pogody, przyniosła elektryzujące wieści. Przypomnijmy, szóstego maja na magicowym twitterze Wizardów pojawiło się sześć nowych kart (Battle Sliver, Blur Sliver, Groundshaking Sliver, Sentinel Sliver, Steelform Sliver, Striking Sliver). Każdej z nich towarzyszył napis, układający się w hasło reklamowe: „Cracking… Thrashing… Scuttling… Whipping… The Hive will return… This July.” Oznaczało to nie tylko, że slivery wracają, ale i że wracają w Core Secie. Po raz pierwszy miały się znaleźć w edycji dla początkujących graczy, a nie dla tych zaawansowanych. Nowe slivery, zamiast wzbudzić aplauz, wywołały jęk zawodu. Kontrowersje dotyczyły nie tylko wyglądu, ale i zmian w mechanice. Od tej pory slivery wspierały tylko stwory swojego kontrolera. Nie wpływały już na wszystkie inne stworki tego typu na stole. Jednakże to wygląd był największym problemem – slivery zyskały humanoidalne kształty. Wytykano ich podobieństwo do Predatora, Sary Kerrigan ze Starcrafta etc. Część graczy nie chciała się z tymi zmianami pogodzić, nie uznając istnienia nowych sliverów.

magic: the gathering, slivery w mtgPewne subtelne zmiany zaszły także w samym sposobie projektowania rasy. Być może slivery już dawno utraciły homogeniczność i przestały być tworzone na zasadzie niemal jednakowych cykli. Mimo to nigdy wcześniej nie było tak dużego rozstrzału w kosztach many: 6G za Groundshaker Slivera i R za Striking Slivera. Nigdy też ich statystyki nie różniły się od siebie tak bardzo w poszczególnych slotach – znowu można tu podać przykład poprzedniej commonowej pary, odpowiednio 5/5 i 1/1. Długo nie publikowano też żadnego slivera w kolorach niebieskim i czarnym (być może dlatego, że nie ma takowych w Duels of the Planeswalkers 2014). Wreszcie okazało się, że jest tylko po jednym U i B sliverze, ale tylko w miejscu eRki. Commonów i Uncommonów w tych kolorach w M14 nie ma. Sporej części graczy mógł również umknąć fakt, że nowa wersja „śliwek” biega sobie po Shandalarze, gdzie przez długi czas rój znajdował się w ukryciu w stanie uśpienia. Jak wynika z opowiadania na stronie Wizardów, pochodzą one bezpośrednio od sliverów z Dominarii i dopiero po przenosinach „coś” sprawiło, że zmienił się ich wygląd. Do pewnego stopnia może to tłumaczyć różnice wizerunkowe. Źródło zmian tkwi jednak gdzie indziej.

Internauci od razu zarzucili Wizardów gradem pytań. Na wątpliwości związane z mechaniką nowych sliverów (dlaczego nie działają globalnie) odpowiedział Mark Rosewater na swoim koncie na tumblr.com:

„For the same reason that all our lords now only affect creatures you control. It has less downside, creates less board confusion, and, in general, makes the cards more enjoyable for a larger portion of the audience.” (Z tego samego powodu, dla którego wszyscy nasi nowi lordowie oddziałują tylko na stwory, które masz pod kontrolą. Ma to mniej słabych stron dla gracza, powoduje mniej zamieszania na polu bitwy i, ogólnie, sprawia, że spora część odbiorców Magica lepiej się dzięki temu bawi.)

To tłumaczenie trafiło do sporej części graczy (albo byli oni po prostu bardziej otwarci na zmiany w mechanice). Dużo trudniej było przekonać ludzi do zmiany wyglądu sliverów. Tym tematem zajął się Doug Beyer, podobnie jak MaRo publikując na tumblr. Beyer przekonywał, że już w czasie bloku „Time Spiral” artyści musieli zmierzyć się z problemem wyeksploatowania tematu. Slivery miały być do siebie zbyt podobne, a ich design stawał się coraz trudniejszy i bardziej pracochłonny. Był to jeden z powodów, dla których dział designu zdecydował się poszerzyć „potencjalne morfologie sliverów i wizualne możliwości ich ukazania”.

Drugim powodem była chęć dotarcia do szerszego grona odbiorców. Poprzez użycie humanoidalnych sylwetek, slivery mają zyskać na osobowości. Wykorzystanie rysów twarzy i mimiki, dzięki lepszym możliwościom ukazywania emocji, ma pozwolić na wytworzenie głębszej relacji między graczem a kartą. Ma to związek z tym, że w dużej mierze docelowym odbiorcą Core Setów są gracze casualowi i początkujący. Zdaniem Beyera zmiana designu sliverów pozwala w większym stopniu identyfikować się z kartami, które zagrywamy. Jeśli można tu sobie pozwolić na drobną uszczypliwość – kwestia tego, dlaczego ktoś miałby się identyfikować ze sliverami (rojem istot w większości pozbawionych wolnej woli!), pozostaje zagadką.

Trzeci argument dla zmiany wyglądu sliverów wypływał bezpośrednio ze zmiany mechaniki nowych kart. Obok pierwszego wydaje się on najsilniejszy z całej trójki. Odcinając się od starych sliverów, próbowano podkreślić, że nowe działają inaczej. Beyer dodawał, że mimo tej „grubej kreski”, nowe slivery nawiązują do starych i należy je traktować jako kolejny krok w ich ewolucji. Podkreślał też, że jedna z kończyn u czwartej generacji często jest wydłużona i zakończona ostrym szponem, co ma przypominać poprzednie pokolenia. Wpis Beyera spotkał się jednak z dużą dozą sceptycyzmu (czego wyrazem może być np. karta Cabbage Sliver).

Najciekawszą polemiką, najlepiej podsumowującą wszelkie problemy z nowymi sliverami, był post na blogu mixedknuts. Autor po kolei wypunktowywał wady podejścia designerów, zaczynając od porównania z tym, co zrobili twórcy Alien: Resurrection z obcymi Gigera, a potem przechodząc do krytyki poszczególnych kart. Jego ocenę nowego podejścia można streścić w jednym krótkim zdaniu: jeśli chodzi o wizualny aspekt sliverów i otaczającą je aurę tajemnicy, rasa ta przestała istnieć. Nadanie im humanoidalnych kształtów zabrało cały ich urok. Uczyniło ze sliverów kolejną, niczym szczególnym się nie wyróżniającą grupą potworów.

Patrząc na komentarza na forach, gracze w większości podzielali opinię mixedknutsa. Oto parę cytatów z różnych źródeł:

ricardolongo: „I usually give you guys the benefit of the doubt, but this time… just no. Slivers were one of the most iconic races in the game. Such drastic departure (to a very generic-looking design, no less) definitely worries me.” (pod wpisem Douga Beyera)

Fenaris: „I could spend all day imagining in my mind space, that slivers are really slivers in humanoid body suits. The thing I can’t wish away with creative effort, is :”You control” in the text boxes. It’s blasphemy of the highest order when you destroy a mechanical construct that an entire tribe is built upon for the last 14 or so years in the name of “player friendliness”.” (blog mixedknuts)

Manuel: „(…) Was it SO hard to see that people would feel cheated if you show them a Predator and call it a sliver? Can you call yourself a professional when they specifically pay you to come up with ideas for an insect-like hive, and the best you can do is a gorilla with tusks? I mean, it takes special levels of incompetence to make a fiasco of a guaranteed success, yet the creative team just found new ways to outperform themselves. (…)” (blog mixedknuts)

clan_iraq: „A lot of the negative reaction isn’t simply reactionary „we hate change”, its „we hate this change”.” (forum mtgsalvation)

ff6shadow: „Meh. Cheap knock off slivers are cheap knock offs. These are imitation slivers. I don’t give two ***** about modern design. If it doesn’t effect all slivers, then it isn’t a real sliver.” (forum mtgsalvation)

Jivanmukta: „These are not slivers. They are a new race that is meant to look less alien to sell better that use the sliver name and abilities. I feel utterly betrayed as a Vorthos.” (forum mtgsalvation)

luminum can: „So… new Slivers now will only affect your own side of the board, and at least some of them are humanoids now instead of Sliver-shaped. The first change is undersandable, the second is… odd. Why completely change what the slivers look like at this point? (…) I guess they want them to now look a bit more „mainstream-accessible” for use in a core set? (forum Mtgsalvation)

theMarc: „I really don’t like the slivers’ new look. The old slivers were unique looking; you could instantly identify a sliver as such, even completely out of context. These new slivers look like rejects from some Alien vs Predator ripoff. They look so generically sci-fi, it hurts.” (forum mtgsalvation)

I z naszego podwórka:

Riardin: „Przecież to coś nie ma nic wspólnego ze sliverami poza typem, bojkotuje m14.” (forum mtgnews.pl)

Yebisu: „Fatalne karty, fatalne arty, fatalny klimat. Jeśli takie ma być M14 to ja dziękuję…” (forum mtgnews.pl)

Komentarze te każą się zastanowić, czy sposób zaspojlowania sliverów przez Wizardów był trafny. Być może kontrolowane przecieki albo drobne sugestie czy plotki z R&D złagodziłyby negatywny odbiór i przygotowały graczy na zmiany. A być może o to właśnie chodziło. Powrót sliverów już sam w sobie był wydarzeniem. Ich modyfikacja dodatkowo wznieciła ogień dyskusji, zalewając internet falą komentarzy i opinii. Być może spece od marketingu uznali, że graczy i tak się nie przekona. Może chcieli po prostu, by o sliverach w M14 się mówiło – nieważne dobrze czy źle. Jeśli tak, choćby ze względu na ten tekst, trzeba przyznać, że osiągnęli swój cel.

Może jednak istniała jeszcze trzecia droga. I internauci ją dostrzegają. Sal-a-mander napisał pod wpisem Douga Beyera: „These have evolved so much that you cannot tell what they evolved from. In biology, when this happens the new form is described as something new. These may be descended from slivers, but they are no longer slivers.” Podobnie o sprawie wypowiadał się Neuroticneurok na forum mtgsalvation: „After looking at all the sliver cards there are, Wizards is making a bold leap in thinking we can really think of these new ones as Slivers. They look absolutely nothing alike. It’s like taking a pterodactyl and then showing us a penguin and saying they’re the same thing. There’s no middle ground, no secondary change – you have slivers and then you have these things that they say are slivers but which look nothing like slivers in the least.” Ktoś inny dorzucił do tego obrazek, który zdaniem autora przedstawiał bardziej prawdopodobny rozwój sliverów, a przynajmniej taki, który wypełniał lukę. Spora część graczy na forum salwacji się z tym zgodziła. Czegoś takiego im brakowało.

Innymi słowy może Wizardzi zbytnio się pospieszyli, zapominając o zaprezentowaniu graczom jakiejś formy przejściowej, brakującego ogniwa ewolucji. Sprawę ładnie podsumował Roidh, zwracając przy okazji uwagę na jeszcze jeden aspekt nowych sliverów – fakt, że w przeciwieństwie do swych przodków, nie wyglądają jakby stanowiły jeden i ten sam gatunek: „I feel that the problem is that these Slivers just seem so radically different from their previous counterparts. We’ve moved from odd looking serpent creatures with meat hook hands and head and have moved into having far more humanoid creatures that don’t even look related in same cases to their previous forms. But this could be ok, if it wasn’t for the greater problem of the neo-slivers lacking any cohesion with their new forms. With all the older Slivers it was clear that they were all part of the same species. With these new ones they all look like completely different species. If I was just given the art of these cards I would never guess that they were all part of the same species.” (forum Mtgsalvation)

nowe slivery, 5colorcontrol.com

Komiks z 5colorcontrol.com. Kliknij, aby powiększyć.

Trzeba jednak podkreślić, że pod względem fabularnym, nowy wygląd sliverów nie jest wcale aż tak bardzo rewolucyjny. Wystarczy przeczytać flavor Spinneret Slivera i Mistform Slivera. Ten pierwszy ma nieco bardziej zmodyfikowany wygląd niż to zazwyczaj jest w przypadku sliverów. Jego flavor jasno wskazuje, że stworki te mogą przybierać kształty swych ofiar. Mało tego, jak można wyczytać z Mistform Slivera, humanoidalne kształty to dla tej rasy żadna nowość. Krytykom warto przypomnieć, że już w bloku „Time Spiral” slivery wykazywały pewne umiejętności mimikry i przejmowały zdolności innych stworzeń. Czemu nie miałyby się upodabniać do ludzi czy treefolków?

Większe wątpliwości może budzić kwestia zbiorowego umysłu Sliverów i ich braku indywidualizmu. Tymczasem już na Sliver Legion mieliśmy sugestię, że w roju rodzi się jakaś nowa forma inteligencji. Czemu jednak miałaby się tworzyć tylko jedna taka istota? Z tym wiąże się dość powszechny błąd w postrzeganiu rasy. Przekonanie, że istnieje tylko jeden rój, jest wśród graczy tak silne, że zapominają o sliverach ukrytych w cieniach pomiędzy Rath i Dominarią, o sliverach kontrolowanych przez Wędrowców czy o tych, które muszą istnieć gdzieś na ich rodzimym planie (Rath był sztucznym tworem). Coś takiego jak „jeden rój” nie istniało już przy bloku „Time Spiral”. Podobna pomyłka dotyczy mechanicznej strony sliverów. St@rWizard pisał na forum Mtgsalvation: „Why did they change the mechanic to now affect only your Slivers? It’s totally against the sliver flavor. They help each other regardless, they are their own allies.” Tymczasem, jak twierdzi Aaron Forsythe (szef R&D): „Affects both sides of the table” was not a design choice for „Sliver identity”–it was „1998 templating identity.” Mechanika nie miała więc nic wspólnego z fabularną otoczką sliverów. Co ciekawe, ich modyfikację rozważano już w czasie projektowania bloku Time Spiral. Nie zdecydowano się na to ze względów nostalgicznych, co jednak finalnie nie dało najlepszego efektu. Od tamtego czasu ich los był jednak przesądzony.

Negatywne opinie – choć przeważają – to tylko jedna strona medalu. Nie wszyscy – nawet jeśli są w mniejszości – byli niezadowoleni z nowego wyglądu sliverów. Na tym blogu autor zwracał uwagę, że niektóre umiejętności na obrazkach starych sliverów nie były zbyt dobrze ukazane. Według niego, patrząc na nowe karty, od razu widzimy, co dana karta dodaje. Coś w tym jest, choć ta argumentacja nie przekona sceptyków. Na pewno jednak zestawienie obrazków nowych i starych sliverów po opublikowaniu pełnego spojlera M14 byłoby ciekawe (póki co możemy liczyć tylko na takie zestawienia).

Pewna część pozytywnych komentarzy, zwracała uwagę na fakt, że istotą sliverów jest ewolucja. Z tego względu ich nowy image jest jak najbardziej akceptowalny. Podkreślali też inne kwestie, np. podkreślenie związku koloru karty z przekazywaną umiejętnością:

Ajudah: „Seriously, Panowie, nie kupujecie tego klimatu? Pal sześć brednie o tym, że teraz chłopcy o spoconych łapkach będą mogli spojrzeć sliverom w oczy. Sednem bycia sliverem jest ewolucja, a ta doprowadziła je do formy humanoidalnej. Też wolałem ol’ goody good tempestowe robaki, ale kupuję to. (…)” (forum mtgnews.pl)

Alrin Kharr: „I have no problem with the new look for these Slivers. The entire point of the Slivers is that they constantly evolve and adapt. Did you really think they’d stay in the form of weird little bug things forever?” (forum Mtgsalvation)

wallycain: „Personally, I think it makes a lot of sense. Slivers are supposed to be the species of evolution and change and adaptation, yet they never figured out hands? Or anything beyond „meathooks”? There’s still going to be the idea of the old identity there (blur sliver, for example, looks like it’s got the meathooks still), but they’ve actually decided to show the adaptation in the art, and for that, I’m happy.” (forum mtgsalvation)

Shadowclaimer: „I love the new art style/effects. I’ll miss the „global” slivers though.” (forum mtgsalvation)

Xenphire: „I think I’m in the small minority here that actually quite enjoys the new look of the slivers. The old slivers, in many respects, all looked the same artistically speaking. For a species that is supposed to be rapidly evolving, they never once looked like they were really evolving past their primordial physical forms.” (forum mtgsalvation)

CheapCuber: „I actually like that slivers are adapting to look a bit more like their color’s species. That’s… kind of the point of them, no? Each one brings a new form to the table. Haste is the sleek original, Vigilance is like a towering soldier, Trample is like an ape, +0/+X looks like body armor? Also, I’m glad they changed the formatting. There’s no point in making it seem like it may inadvertently kill you by helping your opponent’s slivers, when it really only mattered a minuscule % of the time.” (forum mtgsalvation)

Goldzone: „I used to play slivers back in legions. Let me tell you one thing, I hated how they used to look. They looked like crap. Now they actually look like a dangerous species, that could do some damage. Their whole story is about evolution and change, so it makes sense that after years they would evolve into a species that benefits one player(hive).” (forum Mtgsalvation)

Moon-E: „This isn’t a return of slivers so much as it’s a reboot of slivers, and when I think of it like that I actually like them a lot more.” (forum Mtgsalvation)

Inna sprawa, że pewna część odbiorców z obojętnością odniosła się do zmian w designie sliverów. Dla nich powodem do niezadowolenia był już sam fakt, że slivery wróciły:

Boston: „As if slivers weren’t powerful enough now they don’t have any drawbacks. I hope they make some kill spells that wipe the board of all a selected creature type. And that’s if they don’t make an indestructible sliver.” (Geekosystem)

Morphling: „(…) Slivers are just worse than Hitler you guys. (forum Mtgsalvation)

unquashable: „I didn’t really think they’d ever make me hate Slivers more than I already did… I’m not happy to see Slivers back. I’m not happy they’ve lost the symmetry. I’m not happy they look like Predator-gorilla-bugs. I’m not happy they’ll be taking up space in the Core Set I had high hopes for (20th Anniversary and whatnot). (…)” (forum Mtgsalvation)

The_Witch_King_of_Angmar: „I dislike this. The return of Slivers are proof wizards have ran out of ideas.” (forum Mtgsalvation)

W całej tej dyskusji warto też zwrócić uwagę na pewną ciekawą tendencję, o ironio, niezbyt pasującą do flavoru sliverów. Mamy na przykład komentarz Kjeldoran Assasina z forum Mtgsalvation: „(…) I’m sad to see no Sliver Queen (I know it is on the reserve list), but I’m hopeful there will be another lord like Sliver Prince or Sliver Empress or the Archduke of Slivers. Maybe even Queen of the Slivers.” Podobnych głosów jest więcej – część graczy czeka na Sliver Kinga czy slivera-planeswalkera. I tu jakoś nikomu nie przeszkadza, że rasa ta po części inspirowana jest przez owadzie społeczności. W nich zaś znane wśród ludzi funkcje króla, księcia etc. po prostu nie istnieją, nie wspominając o tym, jak kłopotliwa jest wizja kolektywnego umysłu i braku indywidualizmu sliverów w chwili, gdybyśmy chcieli obdarować któregoś iskrą Wędrowców. Inna sprawa, że w Duels of the Planeswalkers 2014 slivery mają swojego szamana, noszącego własne imię Ess-Neleka, jednego z przeciwników do pokonania, więc możliwość pojawienia się sliverowego PW wcale nie jest już tak nierealna. Cytując zresztą MaRo zapytanego o powody zaprojektowania czwartej iteracji sliverów: „There’s a pretty simple rule. The more people like something, the higher chance we are to do it again.” Można więc powiedzieć – gracze sami chcieli. Wracając jednak do wypowiedzi Kieldoran Assasina, wskazuje ona na sporą tęsknotę za Sliver Queen. Wielu graczy po ujawenieniu nowych sliverach zareagowało właśnie pytaniem o przedruk tej karty. Wizardzi musieli po raz kolejny przypominać, że nie ma na to szans.

Kolejny tendencja, wiąże się pośrednio z Crystalline Sliverem. Wielu graczy chciałoby jego funkcjonalnego przedruku z Hexproofem zamiast Shrouda. Panuje jednak przeświadczenie, że coś takiego poważnie wzmocniłoby potencjał tej rasy i jest mało prawdopodobne. Równie mało realna jest wizja do jakiej – nie bez sarkazmu – sięgają niektórzy, pisząc o postawieniu naprzeciw siebie sliverów, Phyrexian, Eldrazzich i/lub Nicola Bolasa (czego efektem są także tym podobne obrazki). Widać są tacy, którym fabularnie marzy się kolejny wielki armagedon na miarę wydarzeń z bloku Onslaught.

Mówiąc o czwartej generacji sliverów, należy podkreślić, że wzbudziła ona spore kontrowersje. Gracze mieli pretensje, że nowe slivery nie wyglądają jak slivery; że przypominają Obcego lub Predatora; że brak im czegoś, co w dostatecznym stopniu upodabniałoby je do siebie; że za bardzo przypominają Phyrexian i Mirran. Wizardom oberwało się za leniwy design, za leniwe i odtwórcze artworki i za to, że zmiany są działaniem komercyjnym, nastawionym na jak najszerzą publikę. Nie podobało się również to, że wracając do sliverów, designerzy nie eksplorują nowych sfer gry. Stworki te nie powinny być ani humanoidalne, ani stawać się coraz bardziej indywidualnym istotami.

Jak by nie było, pierwsze slivery miały duży wpływ na grę i były bardzo popularne – pojawiły się decki, które wykorzystywały je tak turniejowo, jak i casualowo. Slivery z „Onslaughta” zostały mocno osłabione w stosunku do tych z „Tempesta”. Trzecia Generacja z „Time Spirala” była już nieco silniejsza, przebijając się do formatów Limited/Block Constructed i T2. Jak będzie z Czwartą Generacją? Czy gracze zaakceptują zmiany? Czy „śliwki” będą miały jakikolwiek wpływ na Standard i czy uda się na nich stworzyć jakiś sensowny archetyp w Limited? Czas pokaże.

 


Nota na koniec

Artykuł jest zbiorem informacji porozrzucanych w sieci w różnych miejscach. Niekoniecznie oznacza to jednak, że jest wolny od błędów, przekłamań, czy niedopowiedzeń. Jeśli czegokolwiek tu brakuje, jeśli coś warto poprawić, dodać lub uzupełnić, jeśli z czymś się nie zgadzacie albo macie jakąś ciekawostkę, piszcie o tym w komentarzach. Jeśli będzie dużo takich informacji lub będą one istotne, do tekstu zostanie dopisana errata.

Wszystkie części sliverowego cyklu:

Sliver story 5 – dookoła sliverów
Sliver story 4 – ze sliverem na turniej
Sliver story 3 – sprzedaj mi slivera
Sliver story 2 – miejsce sliverów w fabule
Sliver story 1 – wstęp

Informacje o autorze możecie znaleźć w zakładce – redakcja.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze