Sliver story 4 – ze sliverem na turniej

Zasadniczo siłą sliverów jest to, że jednostki tworzą coraz silniejszy kolektyw. Im ich więcej na stole, tym lepiej dla gracza i tym większe ma on z tego profity. Chyba żadna inna rasa nie wykorzystuje w takim stopniu uroków mechaniki linearnej (design linearny oznacza, że karta lub mechanika wymusza korzystanie z konkretnego rodzaju kart, czego przykładem mogą być tribale). W dużym stopniu wymusza to granie tylko tymi stworami.

Dziś przedostatnia część wielkiej rozprawki. Emil odpowiada na pytanie, czy da się pójść ze sliverem na turniej, czy sliverowe talie miały jakiś epizod w formatach constructed. Zapraszamy do lektury!

Na forum mtgnews.pl gracz o nicku Qki pisał (2008 rok), że „talia ta to ślepy zaułek ewolucji”. I dodawał, że „nie działa [ona], jeśli nie jest złożona z samych sliverów i jednocześnie nie działa, jeśli nie mamy w niej rzeczy innych niż slivery.” Podkreślał też ich podatność ma point i mass removal oraz wysoki koszt w stosunku do przekazywanych umiejętności. Co więcej, twierdził, że „slivery to zawsze jest deck wielokolorowy, który musi władowac sporo kasy w mana base, a i tak moze trafic na color screw, bo mając same slivery i tak gramy „off the top” i musimy sobie radzic tym, co dobierzemy.” Innymi słowy, odradzał grę turniejową i choć część jego argumentów jest słuszna, slivery trafiły na pewien czas na turniejowe salony. Tak czy siak, ze sliverami można trochę ciekawych rzeczy zrobić.

Poniżej znajdują się spisy kilku decków w różnych formatach i czasem pół słowa komentarza do nich. Chodziło o zaprezentowanie przeróżnych kombinacji talii możliwych dzięki sliverom. Temat bynajmniej nie jest wyczerpany i pewnie pod wieloma względami można go uzupełnić. Jednakże to jak poszczególne decki się spisują i czy odnosiły turniejowe sukcesy było tu sprawą drugorzędną (co nie znaczy, że nie ma tu tego rodzaju informacji).

Standard

Zacznijmy od czegoś nietypowego i nie przeznaczonego dla proplayerów. Krótko po wydaniu „Legions”, na stronie Wizardów pojawiły się artykuły w ramach Tygodnia Sliverów. Wśród nich był tekst, w którym Mark Gottlieb omawiał budżetowe opcje na sliverową talię. Odrzucił całkowicie eRki i zajął się commonami i uncommonami. Jego decki niekoniecznie są kompetytywne, ale dlaczego ograniczać się tylko do topowych talii? Propozycje Gottlieba są przynajmniej funowe, a ta, którą tu prezentuję, pokazuje kreatywne podejście do Magica. W końcu jeśli robimy deck na sliverach, nie musimy się ograniczać tylko do nich. Mało tego, możemy równie dobrze połączyć go z tribalem zombie czy goblinów. Wszystko za sprawą kilku stworów z mistform w nazwie. Dzięki nim, jest sens grać takimi kartami jak Cabal Archon czy Cabal Slaver. Do casualowców deck na pewno trafi.

pokaż / ukryj

Mark Gottlieb’s Shapeshifting Slivers

Ciekawszym deckiem dla prosów, tym razem z okresu „Time Spiral” jest ten oparty na combo z Wild Pair. Pisząc o nim na starcitygames.com, Evan Erwin zachwalał jego eksplozywność, choć zwracał uwagę też na słabsze strony:

pokaż / ukryj

Wild Pair Sliver Combo

sliver mtg deviantart

sliver_by_tsart68-d4xvz8p deviantart

Zwycięstwo można tu było osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy to zwykła agresja i zabijanie przeciwnika stworami. Drugi, będący głównym planem na grę, opierał się na Dormant Sliverze, który w połączeniu z Wild Pair zapewniał spory CA. Przy dwóch śpiochach na polu bitwy, można było zyskać nawet cztery karty za dogranie jednej. W połączeniu z Gemhide Sliverem i Basal Sliverem umożliwiało to wyprodukowanie dużej ilości many do zagrania Disintegrate i zabicia przeciwnika. Słabszą stroną decku jest na pewno to, że do jego działania potrzebne jest sporo kart w różnych kolorach i to do tego stworów. Niezbędne jest również posiadanie Reflex Slivera na polu bitwy – innymi słowy warunków do uruchomienia combo jest kilka. W efekcie talia furory specjalnie nie zrobiła. Niemniej deck powinien przynieść swemu kierowcy sporo frajdy.

Ciekawe konstrukcje w okresie Time Spiral przedstawiał na Magic Deck Vortex gracz o nicku Cashew (także i w tym tekście). Jego propozycje pokazują, jak bardzo szerokie pole do popisu dawały slivery w tamtym czasie. Cashew podaje prawie każdą możliwą kombinację kolorów, a i warto poszperać w archiwach strony. Jest tam sporo o sliverach. Reprezentantem tamtych zasobów będzie talia, którą Cashew nazywa Sliver of Light. Jest ona biało-niebieska i opiera się na kilku typowych w tych kolorach umiejętnościach. Chodzi tu o tapowanie stworów przeciwnika (Telekinetic Sliver), dopakowywanie własnych stworów (Watcher Sliver), pingowanie przeciwnika (Quilled Sliver) czy nieblokowalność (Shadow Sliver). Choć zawiera ona pewne elementy kontrolne (i Cashew przekształca ją potem w coś, co nazywa Neo-Sliver Control) to jest ona głównie nastawiona na aggro i wbicie jak największej ilości obrażeń. Poniżej spis (w którym brakuje trzech kart, ale taki spis jest podany na stronie – cóż, only Perfekt is perfect):

pokaż / ukryj

Sliver of Light by Cashew

Tu można też dodać (chyba?!) tekst konkursowy z mtgnews.pl, w którym autor opisuje talię funkcjonującą w bloku „Time Spiral”. Niestety, ze względu na problemy z odczytaniem strony (strona główna Mtgnews.pl jest tymczasowo niedostępna), nie mogę tu streścić zawartości artykułu. Jak jednak widać i u nas slivery miały grono sympatyków i wzbudzały zainteresowanie. Tak czy siak, nawet jeśli od czasu do czasu rasa ta pojawiała się w standardzie, jakoś specjalnie go nie zawojowała. A przynajmniej trudno o jakieś relacje z ich znacznych sukcesów w formacie. Mimo to podejmowano próby zbudowania takiego decku.

Limited i Block Constructed

Dziś trudno znaleźć materiały o starszych turniejach – stąd, mówiąc o Limited, pominiemy wcześniejsze dodatki i od razu przeskoczymy do bloku TimeSpiral i Pro Tour San Diego 2007. Rozgrywany wówczas 2HG Draft był szczególny pod kilkoma względami. Po pierwsze, światu objawili się Jacob van Lunen i Chris Lachman – dwóch graczy, którzy nie byli szerzej znani, a przynajmniej – nie na poziomie profesjonalnym. Było to ich pierwsze Pro Tour, a jednak udało im się wygrać z innymi utytułowanymi konkurentami. Po drugie, postawili na niedoceniane slivery. Do chłopaków przylgnęła nawet nazwa Sliver Kids. Po trzecie, van Lunen i Lachman udowodnili, że możliwe jest wygrywanie dzięki Poison Counterom na profesjonalnym turnieju. W wielu wypadkach po prostu przetaczali się przez przeciwników w szybkim tempie dzięki Virulent Sliverowi. Na stronie wizardów nadal jest dostępne video z półfinałów, pokazujące jak błyskawiczne były to gry – mimo że rozgrywane w 2HG. Znaleźć tam można również finałową walkę oraz filmik z draftu. Jak widać i w Limited slivery dały o sobie znać. Warto w tm miejscu podkreślić, że ówczesne globalne działanie abilitek, dawało temu tribalowi dużą przewagę. „Śliwki” z M14 z „you control” niestety nie pozwalają na podobne rozwiązania – a szkoda, bo mecze Sliver Kids nawet dziś wywołują emocje. Czegoś podobnego w 2HG już nie uświadczymy. Poniżej możecie zobaczyć talie, jakimi grali van Lunen i Lachman (a tutaj link do decków pozostałych drużyn z Pro Tour San Diego Final Draft):

pokaż / ukryj

Chris Lachman

pokaż / ukryj

Jacob van Lunen

Pisząc o kompetytywnych taliach na sliverach, Brian David-Marshall rozpoczął od wspominki z Pro Tour Los Angeles 1998. W czasie turnieju, rozgrywanego w Block Constructed „Tempesta”, miała pojawić się niebiesko-czarna talia z Mindwhip Sliverem i Mnemonic Sliverem. Poświęcając swoje stwory pod dociąg kart lub discard u przeciwnika, gracz wypełniał grób sliverami. Potem przywracał je na pole bitwy dzięki Living Death (stąd nazwa talii: Sliving Death) i zabijał przeciwnika z powietrza za sprawą Winged Slivera. Deck nie dotarł do Top 8, a przez to nie zachował się spis kart z niego. Wspominam o nim z kronikarskiej dokładności.

Extended

Jedną z pierwszych talii, które miały znaczenie w grze turniejowej na wyższym poziomie niż kuchenne stoły, tworzyły poniższe karty:

pokaż / ukryj

House of Slivers

Talię stworzyli Chris Senhouse oraz gracze z grupy YMG (Young Move Games) w 1999 roku. Pojawiła się na ówczesnych turniejach PTQ i – jak twierdził jej twórca – całkowicie przemodelowała metagame. House of Slivers konkurowały z takimi deckami jak Sligh (mono-red z tanimi stworami i dużą ilością spaleń), High Tide (combo deck wykorzystujący Time Spiral) i decki z Necropotence. Talia łączyła ze sobą agresywną grę w early game, pozwalającą ścigać się z merfolkami i goblinami, ale zawierała też elementy kontroli, którymi mogła wyłączać najpoważniejsze zagrożenia. Dociąg kart zapewniał Wall of Blossoms, Impulse i Ophidian, a Swords to Plowshares pomagało oczyścić drogę. Deck zawierał również coś w rodzaju comba, dzięki połączeniu Crystalline Slivera i Worship, co było szczególnie groźne dla czerwonych talii (istniała też wersja bez Ophidian, Impulse za to z Metallic Sliver i Hibernation Sliver).

Rozwinięciem talii był deck znany jako Counter Slivers:

pokaż / ukryj

Counter Slivers

Talia, prowadzona przez Lan D. Ho, dotarła do Top8 Grand Prix Kansas. Oprócz Hibernation Sliverów i Dwarven Minerów, ważnym dodatkiem było Lim-Dul’s Vault. Karta pozwalała znaleźć potrzebne w danej chwili odpowiedzi – czy to Hibernation Slivera, Disenchanta, Swords to Plowshares, Worship, etc. Zmodyfikowana wersja decku trafiła do kolejnego Top8 Extended w czasie Pro Tour Chicago. Zamiast Vaulta zastosowano w niej Demonic Consultation oraz Misdirection, a wśród stworów pojawił się Acidic Sliver. Pełny spis tej wersji talii można obejrzeć na stronie Wizardów, gdzie Brian David-Marshall wspomina sukcesy sliverów na turniejach Extended. Później zmieniła się ona jeszcze trochę (np. dodano Duress zamiast m.in. Misdirection). Zasada działania pozostała jednak ta sama, a slivery przez pewien czas – do rotacji dwukolorowych landów – stały się stałym gościem na turniejach.

David-Marshall wspomina także o dwóch innych ciekawych deckach, które wykorzystywały możliwości sliverów. Jeden z nich opierał się na kombinacji Tradewind-Armageddon. Talia operowała trzema kolorami – białym, zielony i niebieskim. Po ustabilizowaniu stołu dzięki Tradewind Riderowi i dużej ilości sliverów, gracz zagrywał Armageddon niszcząc przeciwnikowi lądy i odcinając go od many. Talii nie udało się jednak przebić do topowych miejsc. Inny sposób wykorzystania sliverów – a przynajmniej ich najdroższej legendy – były decki z Chrome Moxem, które Imprintowały Sliver Queen. W taliach tych posługiwano się m.in. Hermit Druidem i Sutured Ghoulem oraz czarami reanimującymi – Exhume, Reanimate. David-Marshall relacjonuje, że nieraz zdarzało mu się widzieć, jak gracze prowadzący tę wersję Reanimatora hardcastowali królową.

Legacy

Counter Slivery z Extended przeniosły się do Legacy. Nieco zmieniły też swój spis – wszak teraz mogły korzystać z wszystkich dostępnych w Magicu kart. Poniżej została zaprezentowana talia z 2006 roku, nosząca akurat nazwę Sliver „Fish” ze względu na podobne spisy Merfolków z tamtego okresu. Równie dobrze znajdziemy jednak talie opisane jako Counter Slivery z niemal identycznymi spisami. W deckach tego rodzaju pojawiały się także Sinew Slivery i Plated Slivery:

pokaż / ukryj

Sliver „Fish” by Raymond Napao

W ciekawym wpisie Volta na forum Mtgsalvation znajdziemy dobrze opisane tego rodzaju decki i porady, jak grać tym deckiem, jak się sajdować, jakich kart unikać, etc. Warto tu też wspomnieć o istnieniu talii opartych o Survival of the Fittest. Ogólnie jednak slivery – zdaniem forumowiczów mtgnews.pl – nie są jednak najlepszą talią w formacie. Podstawowym problemem jest stosunek ceny za karty do skuteczności decku. Choć same slivery drogie nie są, karty potrzebne do ich obudowania wymuszają spore wydatki. Tymczasem – jeśli już ktoś chciałby grać tribalami – bardziej rozsądne będzie sięgnięcie po merfolki czy gobliny. Jest w nich dużo więcej lordów, talie te są tańsze i mniej podatne na kłopoty z maną. Slivery, korzystając z więcej niż jednego koloru, dużo łatwiej zdestabilizować np. Wastelandami. Pytanie czy slivery z M14 zmienią ten stan rzeczy pozostawiam otwarte, choć raczej należy tu być sceptycznym.

I jeszcze ciekawostka z formatu Vintage, zamieszczana tu właśnie ze względu na obecność sliverów. W tym konkretnym przypadku deck prowadzony był przez Gadiela Szleifera, który znalazł się w Top16 w czasie 2007 GenCon Vintage Championship:

pokaż / ukryj

Flash

Commander

Teoretycznie dostępne są trzy legendarne, pięciokolorowe slivery, mogące służyć za generałów. W praktyce wybór zawęża się do dwóch kart: Sliver Queen i Sliver Overlord. Częściej można jednak spotkać tą drugą eRkę w tym slocie. Sliver Legion, choć dopakowuje pozostałe slivery, jako Commander nie jest już tak atrakcyjny. Jeśli się więc już pokazuje to raczej w samej talii, a nie na zaszczytnej pozycji lidera. Sliverów – bez M14 – jest 76. Z nowym Core Setem jest ich 90: wystarczająco dużo, by wsadzić większość z nich (nawet i wszystkie), ale zbyt mało, by mówić o swobodzie wyboru. Z tego względu – jeśli chodzi o dobór tego rodzaju kreatur – talie nie różnią się od siebie za bardzo. Oto kilka przykładów decków do EDH: link pierwszy, link drugi, link trzeci). Co jednak istotne, slivery najlepiej sprawdzają się w wersji 1vs1. Złożenie działających sliverów do multi jest już trudniejsze.

Pauper

Last but not least, sliverom zdarza się pojawiać w formatach pauperowych. Przykładem tego może być wątek na forum mtgnews.pl odnośnie sliverów. Użytkownik o nicku Wielki Matherfakir zachwala je tam jako „aggro deck z najmocniejszą synergią”. Szkieletem talii ma być zestaw anten (Sinew Sliver, Muscle Sliver, Plated Sliver) oraz Gemhide Sliver. Mając zielono-biały trzon – pisze dalej – powinniśmy wybrać trzeci kolor – czerwony lub niebieski (choć można zostać przy GW). Czwarty kolor (nie tylko jego zdaniem) to pomyłka. Tok tworzenia talii przez Matherfakira i dyskusję o niej możecie prześledzić w linku (choć z jakiegoś powodu z pierwszego postu zniknęły karty, znając zdolności sliverów można się domyślić, które zostały użyte). Trzeba tu zaznaczyć, że zdaniem MiMa i Siewcy Wiatru wersja Matherfakira jest zbyt wolna (przynajmniej na MODO). W wątku znajdują się jednak linki do spisów, które w grach online osiągały wyniki 4-0 (przykład). Największym problemem pauperowych sliverów zdaniem forumowiczów są decki z Mono Black Control, Infectem, Stormem i combo. Z kolei najskuteczniejsze są przeciwko innym aggro deckom (np. Affinity, Gobliny, Delver). Warto tu jeszcze wyciągnąć link Samuela Kalkina do artykułu Jasona Moore’a, opisującego możliwości jakie sliverom daje nowy lord z M14 (Predatory Sliver) i jak deck może się zmienić po wyjściu nowego Core Setu. Dodatkowo zamieszczam tu także talię, na którą na Pauper Revolution radzono zwrócić uwagę (spis dostępny również tutaj):

pokaż / ukryj

BelligerentGnu (3-1)

Casual

Na kuchennych stołach też można znaleźć trochę sliverów. Na niektórych jest ich nawet tak dużo, że znajdują się osobnicy tworzący talie tylko po to, by hejtować ten rodzaj decku. O sensowności takiego postępowania nie ma co dyskutować. Jeśli ktoś potrzebuje takiej talii i go ona bawi, niech ją sobie składa. Zresztą, to przecież kuchenny stół, a nie turniej z samymi prosami. No i do czegoś ten Plague Sliver i Dormant Sliver zostały stworzone. Skoro można, korzystajmy z nich!

Dlaczego zresztą poprzestawać na samych sliverach. Jest tyle kart, którymi tak fajnie by się grało, gdyby tylko działały jak slivery… a przecież jest na to sposób. Anthony Alongi w artykule na stronie Wizardów opisuje możliwości, jakie daje nagięcie zasad i uczynienie z każdego stwora w grze sliverem. Proponowane przez niego sliverocity nie każdemu trafi do gustu, ale jest intrygującą koncepcją. Spodoba się ona miłośnikom chaosu na polu bitwy. Pozwalając na zupełnie nowe interakcje między kartami, umożliwia spojrzenie na nie w inny sposób. Dobrze jest czasem w grze takiej jak Magic zmienić punkt widzenia.

Gdyby dla kogoś powyższe informacje o deckach w różnych formatach nie były wystarczające, warto pogrzebać w sieci. Jest sporo stron im poświęconych. Tu wymienię tylko jeszcze jedną: Artykuł Slivery Stable Marka Gottlieba z kolumny From the Lab na stronie Wizardów.

sliver mtg

Wallpaper sliverowy. Kliknij, aby powiększyć.

 

Ostatnia, piąta część, już za kilka dni!


Nota na koniec

Artykuł jest zbiorem informacji porozrzucanych w sieci w różnych miejscach. Niekoniecznie oznacza to jednak, że jest wolny od błędów, przekłamań, czy niedopowiedzeń. Jeśli czegokolwiek tu brakuje, jeśli coś warto poprawić, dodać lub uzupełnić, jeśli z czymś się nie zgadzacie albo macie jakąś ciekawostkę, piszcie o tym w komentarzach. Jeśli będzie dużo takich informacji lub będą one istotne, do tekstu zostanie dopisana errata.

Wszystkie części sliverowego cyklu:

Sliver story 5 – dookoła sliverów
Sliver story 4 – ze sliverem na turniej
Sliver story 3 – sprzedaj mi slivera
Sliver story 2 – miejsce sliverów w fabule
Sliver story 1 – wstęp

Informacje o autorze możecie znaleźć w zakładce – redakcja.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze