Warszawski prerelease Fate Reforged – zestaw z opisem

Przyznam, że średnio liczyłem, iż zagram na prerelease Fate Reforged. Kupa pracy na poniedziałek wymusza ode mnie pisanie w weekend, do tego analizowanie nowego dodatku w formie długiego artykułu dość mocno nas zaabsorbowało. Męczyłem się jeszcze z przeziębieniem cały tydzień i raczej spodziewałem się kolejnego dnia z nieprzerwanym smarkaniem. Wyszło, że naczytałem się o nowych kartach, a nie wiedziałem czy w ogóle nimi pogram w najbliższym czasie.

Obudziłem się jednak z dość dobrym samopoczuciem. Z racji, że prerelease to bardzo przyjemny, lajtowy i towarzyski turniej to w efekcie wyskoczyłem na jeden z sobotnich prereleasów w warszawskiej StrefieMtg, gdzie równolegle odbywało się pre dla początkujących. Poniżej opis mojego zestawu i trochę przemyśleń na temat FRF limited.

Strefa zorganizowała w sobotę duże pre o 11:00, które zebrało 48 osób, pre o 13:00 dla początkujących, które zebrało 35 osób i wieczorne 2HG o 20:00, które gościło 34 graczy w 17 drużynach. Zagrałem w tym pierwszym; ze względu na liczbę osób przed nami było 6 rund. Otworzyłem całkiem niezły zestaw, tak jak wspomniałem w analizie FRF wybór padł na Jeskai. Chyba za bardzo się nad nim zadumałem i w dwie minuty przed końcem spisywania nagle zacząłem wrzucać jakąś prostą strategię w koszulki, bez większego przemyślenia.

 

Pula kart z prerelease Fate Reforged

Poniżej mój spis, jeśli chcecie się pobawić, to wpierw zastanówcie się jakimi kolorami byście zagrali i napiszcie w komentarzach na dole, co jako pierwsze przychodzi do głowy. Nawet nie chodzi o całe spisy, tylko o ogólny pomysł.

 

A tu w spoilerach talia, z którą usiadłem do pierwszego meczu.

Spoiler

pokaż / ukryj

Wb+g tempo wannabe

Sami przyznacie, że nie wygląda to porywająco. Niby wziąłem Jeskai, niestety niebieski miał sporo podwójnych kosztów, nie miałem do niego za bardzo fixingu, czerwony wydawał mi się za pusty. Może dałoby się złożyć Jeskai oparty na białym tylko z dodatkiem UR, ale nie miałem głowy, aby to rozkminiać i poszedłem po najmniejszej linii oporu.

 

Wybrane mecze

Temur Sabretooth prerelease Fate Reforged

źródło: http://sassart.blogspot.com/

Do pierwszej gry usiadłem z Agatą Jarzębowską, której wcześniej nigdy nie widziałem na turniejach, więc nie miałem pojęcia jak gra. Liczyłem tylko na szybki napór mojej talii i wstawienie jakiegoś gamebreakera na dobicie. Tak też na początku zadziałało, a jeszcze mulligan po drugiej stronie battlefielda ułatwił zadanie. W drugiej dostałem niestety sporo landów, za to ze smokiem – Dromoka, the Eternal. Ten gość to jakiś ultra szatan. Keepnąłem chyba 5 landów i jego. Szybko wszedł na stół, szybko też dostał Abzan Charmem. Tyle wystarczyło, abym dalej już nie powalczył. U mnie stały jakieś dupki 1/1, a u przeciwniczki doskonały Daghatar the Adamant + Temur Sabertooth, którego uważam za najlepszego uncommona FRF, typ w mid- i lategame robi po prostu gry. W trzeciej znowu powtórzył się scenariusz ze smokiem i charmem, a moje małe ludziki nie miały jak się przebić. Brak card advantage dał o sobie znać w bolesny sposób.

Tu taka mała dygresja – trochę zabawnie wyglądała otoczka tego meczu. My sobie po prostu graliśmy, w miłej atmosferze, a tu chłopak Agaty co chwilę fruwał nad nami i przemycał propagandowe hasła: „nie daj przeciwnikowi grać na czas!”, „jak idzie? skup się!”, czy coś w tym guście. No dobra, to jeszcze drobiazg, bo wiadomo, że chłopak opiekuje się swoją dziewczyną i chce dla niej najlepiej. Chwilę potem słyszę drwiące „He he he, Ober przegrał z dziewczyną? No to ładnie! He he he”. No śmieszne, śmieszne, ale niestety nie wiem dla kogo to było bardziej nieprzyjemne. Dla mnie pre jest luźnym turniejem, gdzie poznaję karty, a w tej grze dostałem ważną informację: źle złożyłem talię. No i dla mnie nie ma żadnego wstydu w przegrywaniu z dobrze grającym przeciwnikiem. Agata grała bardzo rezolutnie, w kluczowych momentach podejmowała odpowiednie decyzje, zaskakiwała mnie złożonymi planami gry, kartami dostępnymi na stole, a jej drobne błędy nie miały wpływu na wynik meczu. Z drugiej strony przeciwniczka musi mieć niezłą presję, zamiast grać swoją grę i mieć z niej przyjemność, to musi spełniać jakieś oczekiwania tłumu, zabawiać ignorantów jakby występowała w cyrku. Żal mi trochę takiego podejścia, a wstyd mi tylko za osoby, które protekcjonalnie traktują kobiety w grach, ograniczając je tylko do „maskotek” turniejowych. Puknijcie się w łeb.

Koniec dygresji. Jak już wspomniałem deck był złożony źle i bez pomysłu. Liczyłem na konsystencję praktycznie dwukolorowego decku z szybkim naporem i jakimiś 2-3 gamebreakerami, za to wyszło, że format jest wolny, gry będą raczej długie i taka strategia ma sens wyłącznie jak przeciwnik się zatnie z maną czy dostanie flooda. Poświęciłem ponad kwadrans na przebudowę z czego wyszła poniższa konstrukcja:

Spoiler

pokaż / ukryj

Wb+ugr goodies


Z tej talii nie tylko byłem bardzo zadowolony, ale także świetnie sprawdzała się w kolejnych meczach. Nie wiem czy dla Was jest to oczywisty build i od początku powinienem iść w tym kierunku. Khansy pograłem w czasie, kiedy było PTQ jeszcze na starych zasadach i poza kilkoma draftami zakończyłem z nimi przygodę. Nie pamiętam za dobrze jakie karty sprawdzają się wybitnie, co może się kryć pod morhpami, co nie przeszło próby czasu i jaki mana curve jest standardowy dla tego limited. Fate Reforged znam trochę od strony liczb, ale te weryfikują się najlepiej w prawdziwej grze i samo analizowanie spoilera nie wygrywa jeszcze turniejów.

Wywaliłem stwory tanie i mało przydatne w późniejszych fazach gry, zamiast nich weszły droższe karty, wskoczyły Goblin Heelcuttery, życiodajni klerycy, którzy kupowali więcej czasu i dość dobrze bronili ziemię. Dorzucenie wszystkich możliwych ‚dual’ i ‚tri’ landów z czerwonym oraz niebieskim dało opcję aktywowania hybrydowej zdolności Soulfire Grand Mastera, co zresztą kilka razy wykorzystałem. W sumie bez tej zdolności to nie jest jakąś wyjątkową kartą, ale wraz z nią robiłem ogromną przewagę w grze.

Nie ma co opisywać wygranych meczy, warto się skupić za to na partii przegranej. W piątej rundzie moim przeciwnikiem był Sokołowski Adam, który trafił jakieś Abzanowe (+ splash) ultra porno. W jego decku były dwie zielone Figury (Warden of the First Tree), Atarka, World Render, Butcher of the Horde, Alesha, Who Smiles at DeathDaghatar the Adamant (oczywiście w połaczeniu z Temur Sabretooth, które już wcześniej spotkałem) i może jeszcze jakiś rare/mythic, a do tego cała masa dobrych commonów, uncomonów oraz fixingu. To w połączeniu z dobrymi umiejętnościami pozwoliło mu gładko ukręcić 6-0 na dzisiejszym turnieju.

http://magic.wizards.com

żródło:http://magic.wizards.com

Wydaje mi się, że power level jego decku był trochę większy niż mojego, co nie przeszkodziło nam w zagraniu całkiem równych dwóch gier. Niestety przy stanie 1:1 popełniłem błąd, który kosztował mnie grę, a co za tym idzie, cały mecz. W późnej fazie gry miałem na stole kilka stworów i atakowałem za 1 Sage-Eye Harrierem, poza tym na ziemi był pat. Broniłem się jakimiś ścianopodobnymi ludkami, po stronie Adama zaś rośli outlastowani wojownicy, ogólnie jednak była cisza przed burzą i czuć było, że zaraz po którejś ze stron wskoczy kolejna bomba. W pewnym momencie, przy pustej ręce, dostałem Soulfire Grand Mastera i zamiast z nim czekać (a landów miałem sporo), tak aby wyciągnąć jakieś value, to wstawiłem go na stół. Oczywiście turę potem dostał removal, a turę potem ja dostałem removal (Reach of Shadows), którego Grand Master mógłby skopiować. W efekcie mój removal został użyty bezpowrotnie. Gra zaczęła się psuć, kiedy u przeciwnika pojawiła się Alesha, Who Smiles at Death, która przy ataku ożywiła jednego Warden of the First Tree. Musiałem sporo stracić na blokach, co przeniosło inicjatywę na stronę przeciwnika. W tym momencie stopdeckowałem Palace Siege i pierwszy raz w turnieju zagrałem je z opcją „khans”, bo miałem sporo hitów w grobie, a nie przeżyłbym samymi Syphon Soulami (ale warto zaznaczyć, że opcja „dragons” jest po prostu killerska i wygrała mi sporo gier, a sam Siege jest mega gamebreakerem). Mogłem wyciągnąć wspomnianego Mastera, był tam też niebiesko-biały smok, typek wstawiający latającego tokena i kilka dodatkowych ludzików. Wyglądało, że zaczynam stabilizować board. Niestety, odpowiedzią przeciwnika był Atarka, World Render i ta karta w dwa ataki zakończyła wszystko. Tu właśnie był potrzebny mój Reach of Shadows, mogący powalić ‚Latarkę’, a potem już bym tylko wrzucał stwory z grobu, które poniosłyby mnie do zwycięstwa. To było greedy, z tym szybkim zagraniem Mastera, a za błędy i chciwość się płaci.

Wyniki końcowe z dzisiejszych turniejów Strefy możecie znaleźć tutaj.

 

Drobne przemyślenia na temat kart i gier

  1. Zawsze warto trzymać jakiś land na ręce jeśli nie musimy go zagrywać. Zasada stara jak świat, a najwyraźniej dziadzio Ober łapie już alzheimera. Przekonałem się o tym dobitnie, kiedy przy pustym stole przeciwnika i moim Soulfire Grand Master na stole, trzymałem na ręce Reach of Shadows. Stopdeckowany przez przeciwnika Friendly Fire wywołał u mnie ból i cierpienie.
  2. Im więcej twardego removalu na pre tym lepiej (nawet jak jest drogi), nie ma co się bawić w jakieś tempo, ściganie się itp. Po prostu skuteczne stwory, przygotowanie na mid i lategame są najlepszą strategią.
  3. Manifest okazał się bardzo fajną mechaniką, wyciągnął sporo ze starego morpha, któremu już nie dawałem nadziei na coś odkrywczego. Poza tym, dzięki kartom robiącym manifesta zyskaliśmy nie tylko dodatkowego stwora, ale także łatwiej aktywujemy Prowessa. Wcześniej ciężko było dobrze zbalansować liczbę stworów z nie-stworami pod Prowessa. FRF dał nam karty będące jednocześnie stworami i aktywujące mnichów Jeskaja, warto z nich korzystać.
  4. Pula kart z FRF jest dość mała. Granie 4,5 paczki FRF na takim turnieju prowadzi do bardzo wielu powtarzających się kart, oglądania często tych samych erek i mythiców, przez co szybko będziemy wiedzieli czego się spodziewać. Niestety ten stan nie potrwa długo, cieszcie się prereleasami póki są i grajcie ich jak najwięcej.
  5. Harsh Sustenance to doskonały removal, z Grand Masterem jest po prostu masakrujący.
  6. Elite Scaleguard jest świetnym typem, przyznam, że na początku zapominałem o jego mocy z tapowaniem, jaki byłem szczęśliwy, jak odkryłem ją na nowo : )
  7. Arashin Cleric, to typ stwora, którym zazwyczaj gardzę, ale w tym formacie okazał się po prostu świetny na early game i wykazywał niezłe synergie z efektami wracającymi własne stwory na rękę. Dzięki dwóm takim i masie life-taplandów dochodziłem spokojnie do 30 żyć, co było dobrą strategią na doczekanie się grubych bomb.
  8. Goblin Heelcutter to najlepszy commonowy stwór z Fate Reforged.
  9. Zawiodłem się na Mardu Shadowspear, ale to też z powodu, że zawiodłem się na typowych strategiach naporowych i weenie deckach w FRF. Bardziej liczyłem też na Typhoid Rats, Ancestral Vengeance i Pressure Point.

 

Podsumowanie dzisiejszego eventu

Minusy:

  • dwa mecze oddane przez własne błędy,
  • nie miałem więcej czasu na zagranie kolejnych eventów i niedzielne pre także muszę odpuścić,
  • zgubiłem małe pudełeczko na zatyczki do uszu – jak ktoś je podkradł, to pewnie będzie nosił w nim ze dwie kostki do gry ;p
  • mimo że ten tekst napisałem ekspresem, to pora wracać do roboty, a noc jest jeszcze młoda…
  • w jednym meczu, w okolicach 13 tury, zobaczyłem 13 landów – w decku, który miał ich 17 na 41 kart. Shuffler Sux!

Plusy:

  • za 13 landów na stole, wygrałem achivement! Dostałem za niego KTK booster z mythiciem : )
  • wiedziałem przez jakie błędy przegrałem,
  • prerelease FRF wypadł całkiem fajnie, dobrze się grało, dzięki formule: 4 FRF, 1 KTK, 1 seeded) szybciej poznaje się nowe karty,
  • fajnie, że w seeded boosterach można trafić alter-artowe karty, dzięki temu może łatwiej się sprzedadzą zestawy zalegające w sklepach po prereleasach,
  • jak już mowa o seeded boosterach, to spełnił się mój scenariusz z wyborem klanu – wziąłem Jeskai, bo w przypadku trafienia Mythica, dostaję najdroższego z nich no i fartownie trafiłem Soulfire Grand Master. Nie tylko był fajny w grze i czasem kręcił chore combosy, to jeszcze da się go sensownie sprzedać,
  • w jednym z wygranych boosterów za wynik 4-2 trafiłem foil mythica – Ghastly Conscription. Nie jest mega drogie, ale cieszy,
  • wisienką na torcie prezentów był Ugin trafiony w Fate Boosterze : )
  • jak zawsze w Strefie, turniej w bardzo dobrym miejscu, świetnej atmosferze i w bardzo doborowym towarzystwie!

 

Pozdrawiam,
– Ober

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze