[Relacje] WMCQ Warszawa, czyli studium obsysu

Po fatalnym występie we Wrocławiu (4-2 drop), spowodowanym nie najlepszym buildem i nie najlepszą grą, postanowiłem, że do następnych kwalifikacji poprawię obydwie te rzeczy. We Wrocławiu grałem lekko zmodyfikowaną wersją UWR Piotrka Walda z GP Verona – tempo z mainowymi Geist of Saint Traft.

Doskonale sobie radziła w mirrorze, w walce z Esperem i OK z Reanimatorem. Natomiast z aggro było ciężko i nawet bogaty side nic nie zmieniał. Każdy, kto widział top8 WMCQ Wrocław, wie, co to oznacza. 6 aggro decków w topie świadczyło o tym, że deck stechowany na kontrole był złym wyborem. Ale już zestaw kolorów niekoniecznie. I przy tym zestawie postanowiłem zostać.

Wersji UWR jest mnóstwo i chyba wypróbowałem wszystkie. Konsultowałem się z szeregiem osób (podziękowania dla Nefka, Sleja, Gerwaza i Sławka Jabsa). W międzyczasie oglądałem daily event w wykonaniu LSV, podczas którego grał Esper Tokens. Deck zrobił na mnie piorunujące wrażenie. No, ale nie zawracałem sobie głowy, w końcu zamierzałem grać UWR. Intensywne testy online i offline cały czas mówiły mi jedno: ten archetyp jest po prostu słaby. Cały czas było pod górkę. Deck potrafił się zaciąć w najmniej odpowiednim momencie. Sytuacje w której mamy kontrolę i czekając na wincona tę kontrolę tracimy, były na porządku dziennym. Deck dawał Electrickery, Pillary w late game, jak graliśmy z kontrolą i Sphinx’s Revelation, Aurelie w early game, jak graliśmy z aggro. Żaden z testowanych buildów nie był optymalny. Wreszcie na dzień przed WMCQ wywaliłem UWR w diabły z koszulek i złożyłem te Esper Spirity od LSV. Niech się dzieje, co chce, ale więcej tym American Shitem grać nie będę.

W Esperze zrobiłem dwie zmiany. Jedna dobra, mainowe Syncopate zamieniłem na Dissipate. Druga była fatalna, sidowe Purify the Grave zamieniłem na Rest in Peace. Dlaczego druga zmiana była fatalna? Odpowiedź w relacji z turnieju. Ogólnie deck prezentował się następująco:

pokaż / ukryj

Esper Control
by GregZPL

Czyli wypad na duży turniej z deckiem, który widziałem na filmiku, którym zagrałem z 10 razy na necie i ani razu na żywo. Zapowiadało się solidnie. Nie robiłem sobie absolutnie żadnych nadziei, ale liczyłem na dobry testing i naukę. Z takim nastawieniem pojechałem.

Podczas turnieju robiłem notatki z gier, ale zostawiłem je w Wawie. Pamiętam rundy, gry, ale nie pamiętam wszystkich nazwisk, szczegóły mogą się nie zgadzać, tak więc jak zainteresowani zarejestrują błąd, to proszę o interwencję.

 Runda 1 Michał, 5C Fognibor

Wygrałem rzut kostką i dobrałem solidną rękę (3 landy, Sorin, Charm, Soulsy, Price). No, zaczyna się OK. Po zobaczeniu GB landa u oppa postanowiłem zagrać ofensywnie. Charm w drugiej, duchy w trzeciej, Sorin w czw… Nie. Bo już do końca gry nie zobaczyłem czwartego landa. No kij z tym, bo u przeciwnika działy się cuda. Rampił się, rzucał Rewelacje, kontry, a potem wystawił Door to Nothingness i wygrał. Cudnie. Kompletnie nieogranym deckiem gram z innym, który widzę pierwszy raz w życiu. Sun Tzu postawiłby na mnie kreskę. Ale Sun Tzu nie wiedział, że w tym meczu będę miał tonę farta. Na ręce miałem właściwie cały gameplan. Syncopate, Duchy, Sorin, Obzedat i trzy landy. W T2 dobrałem czwartego i wiedziałem, że jest OK. W swojej drugiej przeciwnik zagrał Farseeka,  postanowiłem go skontrować. Była to świetna decyzja, ponieważ tym razem to opp miał screw. Tak więc to, co miałem, spokojnie wystarczyło do zwycięstwa. Ale i tak był moment, w którym mogłem polec – zapomniałem sobie exilować Obzedata. Na szczęście przeciwnik był uprzejmy nie dobrać czwartego landa, żeby rzucić WoGa. I dobrze. Jak lamić, to lamić. Gra trzecia była epicka. Popełniłem tyle błędów i pomyłek, tyle głupot, a jednocześnie przeciwnik nie był w stanie ukarać mnie za żadną z nich. Czułem się wręcz, jakbym oszukiwał. Najbardziej jaskrawy przykład: zostały mi otwarte 4 mana w mojej turze, zagrałem Augur of Bolas (kto zgadnie, na cholerę je zostawiłem w tym matchupie?), dobrałem z niego Dissipate. Przeciwnik prawie się załamał. No i mając 30+ żyć zagrałem stapowaną Fontannę. Oddałem turę. Gerwaz, który przyglądał się grze, zaczął się przyglądać liście z życiem, potem stołowi, a potem mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Fellord stwierdził, że nie chce mu się tego oglądać, i poszedł, a inni po prostu odwrócili się bez słowa i poszli. Epic. Przeciwnik z nadzieją w oczach dobrał kartę i oddał mi turę. Jestem przekonany, że dostał w tym momencie miniwylewu. Druga ciekawa sytuacja: zagrywam Rewelację all-in z końcem tury oppa. Przeciwnik na instancie Drzwi (z Alchemist’s Refuge). Tak więc co mogłem dobrać? Jedyną w decku Tamiyo. Tej sytuacji już nie zepsułem i przewinąłem przeciwnika w trzeciej turze terminacji.

Opis gry długi, bo i gra ciekawa. Z takim fartem i dobrą grą można było liczyć na przyzwoity wynik. Ale ponieważ warunek dobrej gry nie został zachowany, to o wyniku można był zapomnieć.

 

Runda 2. Nie pamiętam imienia, BUG Aggro

Szczerze mówiąc, po zobaczeniu T1 Young Wolfa ucieszyłem się, że nie gram w jakąś topową konstrukcją, ale po kolejnych wilczkach, strzelaniu w nich Żabami, nakładaniu na nich Rancorów i dostawianiu zielonych Geistów uśmiech schodził mi z twarzy. I tak miałem szansę wygrać, ale zrobiłem ostatni, ale kluczowy tego dnia babol. W stole miałem dwa tapnięte Spirity, Augura i dwa odtapowane. Przeciwnik był na 7 i atakował wszystkim. Policzyłem sobie, że jak zablokuję jednym duszkiem, dostawię w następnej Sorina, którego miałem na ręku, zrobię emblem, to będzie swing za 8 i wygram. A sam zostanę na 1 życiu. Wyglądało rozsądnie, więc zablokowałem… dwoma duchami dwa jakieś tam stworki przeciwnika. Duchy zginęły, a ja razem z nimi w następnej turze. Rozkosznie. W drugiej grze opp miał flooda, więc było prosto. A w trzeciej po prostu mnie zabił naporem.

No cóż. Deck fantastyczy, ale kierowca pizda… zły byłem na siebie jak cholera. Ale po tym meczu nie przegrałem już gry po swoim ewidentnym kretyńskim zagraniu. Nawet chyba przeciwnie, grałem całkiem OK.

Runda 3, Bylek. Junk Reanimator

Lubię grać z Bylkiem i lubię samego Bylka. Gry z nim są na luzie i bez spiny, a jednocześnie wymagają maksymalnego zaangażowania i skupienia. Gra pierwsza była raczej prosta. Bylek wciągnął mnie w wyścig, który przegrałem. Nie miałem zresztą innego wyboru, miałem aggro rozdanie (Soriny, duchy, Snapcastery). Ale z Tuskami nie wygram. Bylek zagrał bardzo dobrze, Tuski zaczął wystawiać w ostatnim momencie, potem poprawił Aniołem i było po zabawie. Na Junka miałem bardzo solidny sb (wkładam wszystko oprócz Gloomów), więc liczyłem na odwrócenie się losów meczu. Gra zaczeła się dobrze dla Bylka, zagrał kilka Mulchy/Grisly, zagrał Obzedata… Po czym deck przestał mu dawać cokolwiek. Ja w turze 3 wystawiłem Rest in Peace, w turze 4 Sorina i, do pewnego stopnia, miałem spokój z Obzedatem. Następnie dostawiłem Tamiyo i zacząłem plusować moich walkerów. Tak sobie GrislySalvagepomyślałem o ultimatum jednego i drugiego, ale tu zadziałał mój sajdowy secret tech. Cholerne Rest in Peace wyłącza ulti i Sorina i Tamiyo. Więc dlatego LSV grał Purify… Hm, pieprzony geniusz ze mnie. No nic, grę i tak wygrałem, Bylek był w kompletnym locku, a ja zacząłem go jechać duchami, więc na 6 min do końca rundy poddał i zaczęliśmy grę trzecią. Zaproponowałem remis, ale stwierdził, że on ma szansę wygrać w 5 min, a ja nie. Niech będzie, postanowiłem nie robić kretyńskich zagrań typu sajdowanie się przez x czasu i błyskawicznie przeszliśmy do ostatniej gry. Jego teorię o moim nie wygraniu szybko zweryfikowało życie, jak najpierw zabiłem mu WoGiem jego manodajki zostawiając go z trzema landami i Restoration Angel, a potem zacząłem go mordować Obzedatem. Bylek przeszedł do totalnej defensywy, ale na wygranie tej gry zabrakło mi czasu. Remis i grinder mode on, bez pewności wejścia do top 8.

 

Runda 4, nie pamiętam imienia, Jund Midrange

To był bardzo dziwny mecz. Przeciwnik sądził, że ma pełną kontrolę przez cały czas, a jednak przegrał. Dokładnego przebiegu meczu nie pamiętam, ale kilka sytuacji było ciekawych. Mam trzy landy, Snapcastera na stole, na ręce Snapcastera, land, cośtam i Sorina. Przeciwnik ma na stole Lilianę (już użyta w tej turze), jedną kartę w ręce. Rakdos’s Return. Rzuca za 3, ja wywalam wszystko oprócz Sorina. Mając na stole nic, a przeciwnik aktywną Lilianę mogłem liczyć tylko na dobranie landa i dostawienie Sorina (Lilka była poza zasięgiem Snapa). Tak też się stało i grając z czuba każdy z nas miał swojego walkera. Mój był lepszy w bezpośrednim pojedynku, oprócz tego lepiej dobierałem i było po grze pierwszej. W drugiej aggro podejście oppa szybko mnie zabiło, ot gra bez historii. Trzecia była interesująca. Robiliśmy niewiele, ale udało mi się dograć szybkiego Gideona, który zabijał przeciwnika, albo rozbijał blokerów. Potem rozpoczął się festiwal błedów u oponenta. Zapominał flipować Huntmasterów kilkukrotnie, zostawił sobie tokena z Thragtuska zabitego przez Gideona do bloku, zamiast atakować walkera. Z takiego prezentu potrafiłem skorzystać i po zabiciu mojego białego napieracza Obzedat dokończył dzieło zniszczenia.

Dobry mecz i ciągle jestem w grze.

 

Runda 5 Marcin Erhard, Junk Reanimator

No i sparowało mnie z moim kolegą ze Śląska. Szkoda, że kto z nas przegrywa, odpada. I szkoda, że były to gry kompletnie bez historii. W rundzie 5 deck postanowił się zbuntować i przestał działać. W pierwszej grze Marcin, jak to mają w zwyczaju kierowcy Junka, zniszczył mnie bez cienia litości. Aggro plus reanimacja Behemota, plus jeszcze Anioł z ręki (z Caverny obv) nie pozostawiły wątpliwości kto był lepszy w g1. Nie przejmowałem się tym zbytnio, 12 kart z sb to mocna broń na kolejne gry. Mull do 5, jednocześnie screw i flood (same bezkolorowe i BW landy), doskonałe rozdanie u Marcina (elf, Loxodon, Loxodon, Obzedat) i było wiadomo, kto gra o topa.

Tym smutnym akcentem zakończyła się moja walka w turnieju. Już trzecie WMCQ przegrywam w ten sposób (czyli w totalnie beznadziejnym meczu bez walki) więc zły byłem strasznie. Przynajmniej Marcin zrobił przyzwoity wynik – był ostatecznie dziewiąty, przegrywając grę o topa kilkoma setnymi punktami na tajach. Szkoda, należał mu się lepszy wynik.

Ostatnich dwóch gier nie opisuję – były one zagrane na totalnym luzie i bez skupienia z mojej strony. Przegrałem z Arystokratkami granymi przez jakiegoś sędziego (sorry, stary, nie pamiętam imienia), a potem wygrałem z 4C Reanimator (pozdrowienia, grało się świetnie).


MurderTurniej oceniam jako bardzo pozytywnie. Na jego końcu grałem o milion procent lepiej niż na początku, zrozumiałem jak działa talia, która strasznie mi się podoba. Cieszę się ogromnie, że nie grałem UWR (pozdro Figar i Ober, kiedy następny event z UWR? Big Smile. Zrobiłbym kilka zmian. Kontrowersyjne wydają mi się te Gideony. Nie są w stanie wyciągnąć nas z dupy, wygrywają gry i tak już wygrane, tyle że robią to szybciej. Bardzo chętnie wrzuciłbym w to miejsce Jace 4.0. Ma dobre umiejętności i na aggro, i na kontrolę. Ma realniejszy wpływ na stół niż Gideon i całkowicie wyłącza Assemble the Legion. Dwa Ultimate Price wymieniłbym na Devour Flesh. Zbyt często Price zalegał na ręce, bo nie było dla niego celu. Z drugiej strony od pewnego momentu zacząłem patrzeć, gdy używałem Price, czy Flesh nie zrobiłby tego samego. I w 3 na 4 wypadkach okazywało się. że tak. Ale na trzy edykty nie chcę grać, jeden „twardy” removal chcę mieć. Chociaż z drugiej strony, jeżeli już gram na ten jeden twardy, to chyba wolałbym Murder albo nawet Victima. Rzecz jest do przetestowania. Jako 61 kartę chciałbym dołożyć Obzedata. To genialny stwór, a skoro wywaliliśmy wincona jakim jest Gideon, to wypadałoby włożyć innego.

Z SB wypadają Rest in Peace, a wskakują Purify the Grave. Brak mi słów na to, dlaczego to zmieniłem w ogóle. Wyrzuciłbym dwa Obzedaty. Jeden w main i jeden w SB powinny wystarczyć. Zostają Syncopate, Appetite, Ghoul Surgeony. Dwa zwolnione sloty są do przemyślenia. Chciałbym spróbować Blind Obedence. Karta jest świetna na Arystokratki i na RG, a to chyba najlepsze aggrodecki teraz. Na koniec moje propozycja sajdowania.

Junk Reanimator

– 4 Azorius Charm

– 3 Augur of Bolas

– 2 Devour Flesh

– 1 Jace

+ 3 Syncopate

+ 3 Appetite for Brains

+ 3 Purify the Grave

+ 1 Obzedat

 

UWR

– 3 Augur of Bolas

– 1 Ultimate Price

+ 3 Syncopate

+ 1 Obzedat

 

Esper

– 3 Augur of Bolas

– 1 Ultimate Price

– 3 Azorius Charm

+ 3 Syncopate

+ 3 Appetitve for Brains

+ 1 Obzedat

Arystokratki

– 1 Tamiyo

– 3 Augur of Bolas

– 2 Dissipate

+ 3 Gloom Surgeon

+ 2 Blind Obedience

+ 1 Obzedat

 

RG/Naya Blitz/Jund Aggro

– 1 Tamiyo

– 2 Dissipate

– 1 Sphinx’s Revelation

+ 3 Gloom Surgeon

+ 2 Blind Obedience

 

Jund Midrange

– 3 Augur of Bolas

– 1 Ultimate Price

+ 1 Obzedat

+ 3 Appetite for Brains

 

Bardzo chętnie porozmawiam na temat decka i pomysłów na niego. Jest fantastyczny i serdecznie polecam przetestowanie jego możliwości.

Pozdrawiam, Greg

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze