Wywiad rzeka przed WMCQ Warszawa: Tomasz Figarski

Dziś jeden, ale za to długi i wyczerpujący wywiad z obecnym Mistrzem Polski – Tomaszem „Figarem” Figarskim! 

Jest to lektura obowiązkowa, zwłaszcza dla debiutantów na polskich premiere eventach. 

 

 

Tomasz „Figar” Figarski

Kilka słów o sobie. Jakie miałeś do tej pory osiągnięcia w MtG? Kiedy i jak rozpoczęła się Twoja przygoda z MtG? Czym się zajmujesz poza graniem w karty?

Cześć, nazywam się Tomek Figarski i mam styczność z MTG od 1997 r. W miłość do fantasy i zapał do poznawania środowisk fabularnych, karcianych i bitewnych wkręcił mnie mój kolega Darek Olczak, jeden z polskich czempionów WFB, za co musze przyznać jestem mu ogromnie wdzięczny. Magic jest grą, do której miałem najwięcej cierpliwości i zapału. Biorąc pod uwagę moje przygody z innymi grami, niewątpliwie MTG miał w sobie coś więcej niż inne gry. Przekonał mnie, by chcieć się rozwijać i nie poddawać. Turniejowo rozpocząłem swoją przygodę gdzieś w okolicach Odysei, zaraz po GP Warsaw i Mistrzostwach Polski. Pamiętam też jakieś turnieje z prosem na ostatniej Gambleriadzie. Chyba trzy razy podchodziłem do stolika, gdzie miałem poznać zasady gry, a w ramach wygranej dostać chyba paczki Portal Starters. Kto był, ten pewnie również ich trochę zgarnął. Niemniej jednak pierwsze turnieje to było coś w ramach FNM-ów w Schronie na warszawskim Grochowie. Pamiętam, że pierwsze protektory z Jokerem kupowałem jeszcze w kiosku na Wiatracznej. Wcześniej były gry i zabawy przy herbacie po szkole albo na przerwach. Wszyscy pamiętamy Doom Troopera, jednak w MTG mechanika i świat były dużo ciekawsze. I można powiedzieć, że to magiczne środowisko wciągnęło mnie na bardzo długo. Brakuje mi jednak czasów, kiedy MTG miało swój niepowtarzalny klimat – Mirage, Arabian Nights, Urza’s Saga, The Dark. Kiedyś czasy i gra były inne. Sam fakt był inny. Smak gry. Teraz bardzo często tylko grindujemy. Wtedy grało się dla przyjemności.

Od czasu, gdy zaczynałem grać, zmieniło się bardzo wiele: zasady, rulingi, sędziowanie, mechaniki, miejsca gry, sklepy, weszło MtGO. Wszystko prócz jednego, dalej gra tworzy dosyć hermetyczne środowisko, dzięki któremu powstają nowe znajomości oraz wieloletnie przyjaźnie. Uważam, że poznanie wielu ciekawych ludzi, z którymi utrzymujemy stały kontakt, na płaszczyźnie często innej niż karty, to nasze, a przynajmniej moje, największe osiągnięcie związane z MTG.

Z osiągnięć ze sceny turniejowej muszę przyznać, że wiele nie ma. Gram 12 lat, i mogę pochwalić się prawdziwymi sukcesami osiągniętymi jedynie w poprzednim sezonie. Zdobyłem tytuł Mistrza Polski 2011 r, dzięki czemu wystąpiłem również na Mistrzostwach Świata, wygrałem PTQ w Łodzi i zagrałem Pro Tour w Paryżu, udało mi się zdobyć Puchar Warmii i Mazur 2011 r, po uprzednim splicie nagród w Top4. Daleko mi jednak do czołówki polskich graczy, cały czas popełniam błędy. Ważnym jest jednak zauważać błędy i minimalizować ich popełnianie.

 

W jakim formacie czujesz się najmocniejszy? Ogarnął Cię szał moderna? Czy brakuje Ci limited na WMCQ?

Od zawsze preferowałem Constructed, a dokładniej Standard. Podoba mi się to, czego wielu nie lubi. Dla sporej ilości graczy Standard jest nudny, przeważają w nim te same talie, jest niewielki zasób kart. Ja widzę jednak dużą płynność, konieczność do ciągłej adaptacji oraz największą możliwość do gry na scenie turniejowej. Talie w Legacy są drogie, Extended od dawna było martwe, a nowo stworzony Modern przeszedłby bez echa, gdyby nie usilne forsowanie tego formatu przez WotC. Limited od zawsze było dla mnie problemem – mam ograniczoną wyobraźnię i potrzebuje ogarnia, żeby poznać wszystkie dostępne mechaniki. Jest w nim konieczna duża uwaga i dużo większe zdolności analityczne niż w formatach constructed. Bezsprzecznie limited jest najciekawszym jak dotąd formatem gry wymyślonym przez WotC. Chyba że Cube to zmieni. Ja jednak wole format T2, w którym pula kart jest teoretycznie mniej ograniczona, jednak w praktyce jest łatwiej wytworzyć plan gry z konkretną talią. W limited wiele zależy od cardpoola, na wybór którego nie mamy prawie żadnego wpływu. Z tego samego powodu uważam, że limited powinno być rozgrywane również w trakcie WMCQ. Jest to format bardzo ważny i jeżeli mamy wybrać trzech czempionów, którzy reprezentują nasz kraj, powinny to być osobę najlepsze, a co za tym idzie wszechstronne i utalentowane. Limited jest dowodem na prawdziwy potencjał gracza i minimalizuje szanse na przypadkowe wygranie slota na Worldsy. Z drugiej strony, moje magiczne 3-3 w limited na ostatnich MPkach może dowodzić, że limited nie jest takie istotne. Jestem jednak chyba paradoksem, bo zawsze to limited decydowało o Top8 MP.

Odpowiadając na wcześniejsze pytanie, szał Moderna mnie nie dotknął, gdyż zaproszenie na PT Barcelona uzyskałem z PP clubu, a z braku czasu w ogóle się nie przyłożyłem do testowania tego (nudnego) formatu. Jak widać Laser-Go i wygranie PTQ Szczyrk przez Aliena dowodzi, że żaden szał Moderna nie był kompletnie potrzebny. Ja wziąłem for fun Affinity, Wojtek Laser-Go. Inni wybrali ograne super decki i nic z tego nie wyszło. Czas poświęcony na ‘testowanie’ Moderna byłby w moim przypadku czasem zmarnowanym.

 

Jak się przygotowujesz do „Mistrzostw”? Masz jakiś team, spędzasz noce na MTGO, a może spontanicznie łapiesz wygrywający decktech i jedziesz bez przygotowania?

Jestem wyrobnikiem, lubię poznać jeden deck i zazwyczaj nie mam czasu na tak dobre przygotowanie drugiej talii. Czuję się pewniej grając czymś, czym umiem, nie zastanawiając się, czy jest to właściwe zagranie. Wole mieć przygotowany plan, niż gubić się kilkukrotnie w ciągu jednej partii i oddać mecz przeciwnikowi. W tej chwili nie mam w ogóle czasu na MTG, a mój udział w cyklu WMCQ stoi pod znakiem zapytania. GP Lille było dla mnie turniejem zagranym z kilkutygodniową przerwą od MTG i osiągnięty wynik był całkiem niezły jak na grę bez przygotowania. Teraz, tak dobrze na pewno nie będzie. Jeżeli miałbym wybrać metodę testingu, najchętniej połączyłbym noce z MTGO z uwagi na wariacje talii i przeciwników razem z dwoma dniami gry IRL z 2-3 dobrymi przeciwnikami dla poznania funkcjonowania decku w dłuższej perspektywie. Jednak stawiam głównie na odpoczynek i świeży umysł.

 

Co myślisz o obecnym meta w T2, masz jakieś ulubione talie?

Format T2, mimo panującego stereotypu o dominacji Delvera, uważam za bardzo ciekawy, zróżnicowany i dzięki zastosowanym mechanikom chyba jeden z lepszych w ciągu ostatnich kilku lat. Dominacja Delvera jest czysto wirtualna i nie sugerowałbym się doniesieniami z sieci. Każdy deck może wygrać i każdy może przegrać. Powszechnie panująca opinia głosząca, że wśród trzech decków tier 1 każdy wygrywa z jednym i przegrywa z drugim, została mocno zachwiana. Co prawda znowu nie ma kombo decku, ale jest wiele wariacji midrange’owych decków, które zacierają granice między typowymi deckami kontrolnymi i Aggro z czasów lat 90. Bardzo ciężko się przygotować na każdy archetyp, a wybór decku, który w teorii ma z każdym MU przynajmniej 50%, wydaje mi się w tej chwili niemożliwy. Uważam, że Top8 pierwszego WMCQ będzie bardzo zróżnicowane. Trzy kopie tego samego rodzaju decku to chyba maksymalny wynik w naszym kraju. Nie spodziewam się jednak 7 Delverów itp. Nie mam pojęcia, co wygra pierwsze WMCQ, jednak moje przewidywania w Top4 to Zombie, RG Rampa, Delver i WWu Humans.

 

Czy uważasz, że polskie MtG idzie we właściwym kierunku? Czy nasi zawodnicy maja potencjał i szansę wejścia do światowej elity prosów?

figarboxTo ciężkie pytanie, ponieważ w ostatnim czasie przeżywamy pewne odrodzenie i teoretycznie wszystko idzie w dobrym kierunku. Zawsze jest jednak jakieś ‘ale’. Po pierwsze chciałbym rozdzielić nasz magicowy światek. Jest scena Legacy i scena nowoczesna. Scena Legacy to często wyjadacze, którzy mają rodziny, poukładane życie i mało czasu na turnieje i grę. W chwili obecnej ja nie mam czasu nawet na Legacy Smile. To jest zrozumiałe, jednak patrząc na kilka warszawskich turniejów, mogę łatwo stwierdzić, że to jest zupełnie inna grupa ludzi. Grupa druga dzieli się na wyjadaczy, grinderów, mtgowców oraz fnmowców, zaszytych w swoich miastach.

Jest pewna grupa graczy, która chce i jeździ na międzynarodowe zawody. Jest jednak wielu ludzi, którzy nie wyściubiają nosa ze swojej dzielnicy, nie chcą się sprawdzać z innymi, często nie przychodzą na premier eventy, z wielu istotnych dla świata powodów, ale równie często z przyjętej filozofii życia. To jest zdecydowanie błędne założenie w kwestii rozwoju samego siebie. Oddzielając kwestie materialne, jeżeli chcesz być lepszy -> musisz grać więcej. I to grać z lepszymi. Powinieneś grać na MtGO. Musisz wydać kasę na bilet i przejechać się zagrać z innymi o coś więcej niż promkę na FNMie. Musisz stale podnosić poziom. A zakładając, że człowiek dąży do doskonałości, efekt pracowania nad sobą to stały element cywilizacji. Rozumiem, że nagrody są małe, że nie opłaca się jeździć itp. itd. Tylko dlaczego jak jest PRO turniej w Łodzi, to nikt nie wpada? Bo będą PRO i nie da się wygrać? Nie zgodzę się z tym podejściem, wtedy GP nie gościłyby 1500 osób oraz 200 graczy z PP Clubu, którzy z tego Magica się utrzymują. Żeby się rozwijać, trzeba grać i ćwiczyć. Trzeba stworzyć cykl PolTourów 2012, zachęcić graczy i dopiero wtedy można odpowiedzieć na pytanie, czy nasza scena jest gotowa. W tej chwili jest pewna grupka ludzi, która godnie nas reprezentuje na GP i PT. Żeby było lepiej, trzeba próbować. Mimo wielu młodych i nieznanych dotąd graczy na lokalnych turniejach – main eventy są głownie spotkaniem tym samych ludzi. Taka zaściankowość i neofobia może dowodzić, że jeszcze nie jesteśmy gotowi.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że biorąc pod uwagę postawę i grę średniego gracza z Polski, dajmy na to zakwalifikowanego na WMCQ,  sądzę, że w Europie Polacy są jednymi z najlepszych graczy. Czołówka innych krajów jest silniejsza, ponieważ więcej gra, jednak reszta peletonu, która dostała się na WMCQ głównie dzięki grze, a nie osiągnięciom. Szczególnie z obecnym poziomem kwalifikacji.

Elitą MTG raczej nie będziemy, ponieważ nie mamy wielu pretendentów, dodatkowo WotC odchodzi od wyróżniania graczy. Zostają główne twarze, a reszta, sądząc po ostatnich Top8, to przeciętni zjadacze chleba z weekendem konia, w ogóle nie wychwalani przez WotC. Takie ciche gwiazdy. Elitą nie będzie nigdy nikt spoza USA, Japonii, Francji czy Holandii.

 

Kogo typujesz na zwycięzców WMCQ w tym roku?

Trzymam kciuki przede wszystkim za Mateusza Kopcia, którego zwycięstwo w WMCQ zostawiłoby mi opcję prześcignięcia go w pro pointach tego sezonu i stoczenie boju o prym głównie z Ciśnieniem i Pędrakami. Dodatkowo życzę powodzenia Pędrakom, Gregowi, Oberowi, Duo, Sokołowi oraz Jabsowi Smile

 

Jak oceniasz swoje szanse na Top8?

Najciężej jest dostać się do Top8. Uczestnictwo w WMCQ oraz ew. wejście do topa będzie pierwszym sukcesem. Dalej liczyłbym na skupienie, cierpliwość, doświadczenie i błędy przeciwnika.

 

Co Ci dało najwięcej sezonowych punktów Planeswalker? Jakiś duży turniej czy grindowałes FNMy?

Grindowałem – poleciałem na Grand Prix Lille. Jak się okazało niepotrzebnie, ponieważ dostawałem invite z Pro Clubu.


W nawiązaniu do nostalgii z pierwszego punktu chciałem pozdrowić cały swój poprzedni ‘team’ z aktywnym już tylko Michałem Szaszkiewiczem, Leszka Rodzenia, Michała Sumkę, Huberta Siekluckiego, Mateusza Łohutko, Jerzego Falkowskiego oraz Michała Świerczyńskiego, Przemka Oberbeka i Macieja Paska. 

 


 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze