crossorigin="anonymous">

[Blog] Bez chęci – PTQ San Diego

Zadziwiające, jak może się komuś czegoś nie chcieć robić, gdy powinien coś zrobić. Od zawsze było tak, że gdy robiłem coś spontanicznie bądź po prostu dla samego siebie i to jakoś mi wychodziło, to było OK, do czasu, gdy nagle muszę to coś robić. Nagle zero chęci i motywacji. Na pewno to samo tyczy się Magica, od kiedy muszę, a raczej powinienem testować, żeby przygotować się lepiej do PTQ, a także pisać teksty, nie mam kompletnie ochoty na turniejowe MtG. Tylko casual EDH sprawia mi frajdę. Być może przyczynia się też do tego fakt, że coraz mniej mi się podoba ten „nowy” magic. Może czas fajnych kart i decków bezpowrotnie przeminął, pozostało się nam przerzucać kritami.

 

Oczywiście to nieco przesadzone zdanie, zwłaszcza, że Modern zrobił się jeszcze bardziej różnorodny. Ale niestety wrażenie pozostaje, obecnie w meta chyba najwięcej jest UWR control, który moim zdaniem błędnie jest uważany za kontrolny deck. To po prostu wolny spalator, który może sobie pozwolić na długą grę, bo zwyczajnie usuwa wszystkie zagrożenia ze stołu i sobie spokojnie pali twarz przeciwnika. Ewentualnie dobija nieco damagu adv kritami. A może przemawia przeze mnie tylko nostalgia, że kiedyś wszystko było lepsze? Bo w sumie w formacie jest mnóstwo archetypów, same UW i UWR ma po kilka odmian, Jund rozmnożył się na 3 różne decki. Cała masa innych decków, od tępego RG aggro po jeszcze bardziej tępe i głupie jajka. Swoja drogą deck powinien dostać bana za sam sposób wygrywania. Dla zasady.

Ale dość tego jęczenia, na początek kolejny kawałek z gimnazjum:

Reszta tekstu będzie poświęcona PTQ San Diego w Olsztynie, no i mojej kolejnej porażce na kolejnym PTQ…

PTQ San Diego

Byłem prawie pewny grania Giftsami, jedyne inne opcje, które brałem pod uwagę to UW kontrola, Tytany, Wraciaki i te sprawy, albo UWr kontrola, te z Ajanim, które się pojawiły i były dość podobne do mojej konstrukcji. Jednak przyzwoity wynik osiągnięty Giftsami wcześniej, których nie miałem jeszcze ogranych i dopracowanych wydawał się solidnym wyborem. Byłby nawet lepszym, gdybym tylko poświęcił chociaż połowę zaplanowanego czasu na testowanie i ogranie decku. Do samego końca nie wiedziałem, czy grać wersją z Wishem, czy bez niego. Dziś już wiem, że powinienem z niego zrezygnować: zbyt clunky, do tego wymusza granie spellami, które nie kochają się zbytnio z naszym mana basem, no i dochodzi też ogromna strata miejsca w sideboardzie. Tak czy inaczej, skończyłem z taka listą:

Przed samą relacją małe zdjęcie zagrania, które sprawiło mi najwięcej radości podczas testowania decku:

LOL 2 mtgo Topczyk

kliknij, aby powiększyć

 

LOL mtgo Topczyk

kliknij, aby powiększyć

 

Ustaliliśmy z grupą, że jedziemy w piątek. Skład to Topczyk, Suchy vel Dragon, Piszczel vel Destruktor vel masz typie wjazd od Torstena i… Kuba. Bez vel niestety, nie dorobił się biedaczek. Ewentualnie vel Jakub Stefan, o ile dobrze pamiętam. Ale do rzeczy, dzięki uprzejmości Elda mogliśmy zagrać kompletnymi deckami. Co prawda brakowało mi Crime//Punishment, i nie spodziewałem się dostać tego łatwo. Wiadomo karta crap, a takich nikt nie ma. Od razu wyruszałem na poszukiwania, i pożyczyłem ją od pierwszej zapytanej osoby Smile. Svchy walczył BWG, które wywalczyło Top 1 w Czechach na ptq tydzień wcześniej. Piszczel miał grać RG, bo nie zna meta i takie tam. A przekręcać stwory w prawo i się modlić żeby zabić do 4 tury to umie każdy. Niestety zabrakło kilku kart i wylądował w UW rybach „płynę sam sobie wpierdolić”. Co prawda wynik 3-3-1 uważa za sukces bo: „Może i nie wygrałem, ale też nie przegrałem większości gier”. Ba, żeby to osiągnąć udało mu się z nieznajomym „typem” wziąć remis w… 7 rundzie. A rundę wcześniej walczył z deckiem, który pojawił się jakiś czas temu na CFB. Ogólnie założenie tego czegoś jest takie, żeby w 2/3 turze wjechać zielonym tytanem za 8 w papę i zagrać Emrakula. Może i brzmi fajnie, ma tylko taki problem, że nie działa. W zasadzie po pierwszej grze nasz wojownik sam nie wiedział z czym się zmaga, przeciwnik zagrał mu zielonego pakta w 3 turze, po czy zaczął szukać w bibliotece celu. Z tym, że po chwili się złapał na tym, iż nie będzie miał jak za tego pakta zapłacić i podał. W drugiej grze nawet wystartował z początkiem „comba”, co prawda Piszczel mógł mu przerwać Spell Piercem, ale tylko mu go pokazał, założył ręce za głowę i powiedział: „Śmiało, pokaż co zrobisz”. Przeciwnikowi udało się skręcić, a następnie przegrać w następnej grze. Jakub wybrał na turniej UWr i nawet udało mu się poddać finał. Bo tak. Teraz katuje nasze regionalne forum propozycjami drafta, w końcu ma się te 149 paczek…

R1 vs U/B MILL!

W pierwszej rundzie trafiłem dość nieźle, przeciwnik tylko pomagał przewijać mi wincony do grave’a, następnie reanimowałem Ionę na niebieski i gry się kończyły. Swoją drogą, ciekawe jak ten deck ma z Tronem.

R2 vs RDW, jakby to powiedział znawca… klasyczne, czyli z B i W.

W zasadzie pewnie ciężko będzie wam w to uwierzyć, ale gry z tym deckiem są do siebie zawsze bardzo podobne. On rzuca w ciebie palenia i wystawia agresywne kreatury. Ty starasz się nie painować z mana base’u i minimalizować dmg jak tylko możesz. Po czym modlisz się, że będziesz miał odpowiedzi i dość czasu żeby wskrzesić Ionę, ewentualnie zagrać szamana i jakichś naporowców. W każdej grze jest moment, kiedy przełamujesz jego napór, spalenia i zaczynasz kontrolować sytuację. Ale przed tym momentem często wyrywasz spalenie w twarz i giniesz, tym razem był to Boros Charm. W następnej to samo, z tym, że mój przeciwnik jak się okazało zrobił błąd, który kosztował go grę. Gdy miałem 8 hp, przeciwnik zagrał Confidanta, którego właśnie dobrał. Na stole miał tylko 1 źródło B i 2 karty na ręce. Z końcem tury Giftsy po Ionę i w zasadzie GG, no oberwałem jeszcze Bumpem. Okazało się, że przeciwnik miał też Rakdos Charma, kto wie jakby potoczyła się gra gdyby nie jego „top deck”. Trzecia gra zakończyła się również Ioną, gdy miałem 7 hp. Co prawda przeciwnik miał na ręce dwa Blaze’y, o których wiedziałem, ale niestety w Ione zagrać ich nie mógł. No i zrobił też błąd, bo przy 6-8 landach na stole robił suspend Rifta, zamiast rzucić go za manę mi w twarz. No ale to i tak nic by nie zmieniło.

R3 vs Kiki-Pod

Pierwsza gra to piękny początek, przeciwnik zagrywa trzy BoPy, które zmiatam Punishmentem za 1. Następnie szybkie Giftsy po tytana, który jeszcze pobawił się z Fulminatorem. Druga gra to długa wymiana zasobów, z tym, że miał lekkie screw i przeciwnik bił mnie pomału jakimś mniej istotnym typkiem. Do końca gry nie udaje mi się ustabilizować i w końcu ginę pod naporem adv typków. Trzecia gra była bardzo close, ale zawsze byłem o 1 krok przed przeciwnikiem. Niezależnie co robił, ja miałem odpowiedz na każde zagranie. Co prawda zabijam go przed turą, w której byłby w stanie teoretycznie się kręcić. Ale i tak miałem Decaya, a kombo musiałby odbywać się przy pomocy Exarcha.

R4 vs GW Trap

Te gry zapamiętam na długo, dawno nie grałem tak wyrównanych meczy, które niestety 2 razy skończyły błędy. Raz mój, raz przeciwnika. Wiem na co gram, bo siedziałem obok w poprzedniej rundzie. Co prawda nieco się zdziwiłem, bo nie widziałem tego decku ponad rok czasu. Zasada jest prosta, nie chcesz kontrować kreatur przeciwnika, bo dostajesz z Trapa, i starasz się nie dopuścić do ataku 3 typkami z jego strony, kiedy na stole jest Windbrisk Heights. Tyle teorii, w grze nie zawsze można sobie na to pozwolić. Ogólnie z tym deckiem gra się strasznie trudno i łatwo coś zjebać. Ale i on sam do łatwych nie należy, więc czasem można liczyć na przeciwnika. W pierwszej grze atakowałem sobie grzecznie duszkami, i przyjmowałem dmg od jakichś mniej istotnych typów. Ogólnie wyścig był po mojej stronie, zwłaszcza, że Szaman na stole mi grzecznie pomagał, w pewnym momencie mam na stole 8 duszków, Szamana i 5 czy 6 landów, w tym Vaulta. Przeciwnik zagrywa Trapa, z którego znajduje Emrakula. Po ataku zostaję tylko z 6 duszkami, bez landów i szamana. Przeciwnik stracił Emrakula, który wymienił się ze spiritem. Ma co prawda 6 hp, ale też BoPa do bloku. W dłuższej wymianie jego większe krity zniszczą mi obronę i zostanę z Reflecting Poolem, którego dobrałem z topa J. Przegrywam wygraną grę – gdybym zostawił źródło B i szamana, to atak przeszedłby za 4 i szaman by dobił przeciwnika. Druga gra to sporo mana typów u przeciwnika, ale bez Heightsa i moje szybkie Giftsy po Elesh, która zrobiła wraciaka dla przeciwnika, zostawiając go na 4 landach. Po tym już nie mógł nic zrobić. Okazało się, że przeciwnik mógł zagrać G Tytana, w turze kiedy rzucałem Giftsy, ale tego nie zrobił. Kto wie jakby potoczyła się rozgrywka. Trzecia gra to sama epickość; zaczyna się od mulla mojego przeciwnika do… 4. Po czym zagrywa Landa i BoPa, następnie Heightsa i Nest Invader… W swojej turze dogrywam 2 landa i niszczę Bopa Decayem. Przeciwnik atak za 3, bo pojawił się Hierarch. W swojej gram 3 land i zabijam go Dismemberem. Przeciwnik dogrywa znowu 3 stwora, atakuje za 2 i kończy. Mam po drawie na ręce landy i Giftsy, zdaję sobie sprawę, że przeciwnik musi, po prostu musi mieć pod tym landem Emrakula. Taka sprawiedliwość, karma i inne bzdury, w które nie wierzę. Wywiązuje się rozmowa, ludzie dookoła nie wierzą w to co się może stać. Ale cóż zostaje mi oddać turę. Przeciwnik draw, atak 3 typami…. I nie ma 2 źródła W żeby odpalić landa, dogrywa w to miejsce drugiego Heightsa. Na co ja rzucam Giftsy szukając Elesh i Ritsów, przeciwnik się uśmiecha i poddaje. Pod landem był ten Emrakul.

R5 vs UR

Nie wiem co to za deck. Nigdy się z nim nie spotkałem, a myślałem, że nic mnie w Modernie nie zaskoczy. Ogólnie deck to jakieś spalenia + Muty i jakieś Fae, nieco Snapcasterów z kilkoma kontrami. Czułem się jakbym grał 1 rundę, bo deck nie robił mi absolutnie nic, grałem swoje i przeciwnik nic nie mógł zrobić. Nie wiem, czy to były jakieś słabsze rozdania, czy coś innego. Jeszcze bardziej nie wiem, jak to zrobiło 4-0 – cóż, po tym meczu jest już 4-1.

R6 i 7 to remisy, w zasadzie potrzebowałem tylko go w 6 dla pewności Topa, ale w 7 trafiła się jakaś znajoma twarz, więc nie robiłem koledze problemów. 5-0-2, Top i przydługawa przerwa, którą wykorzystałem na rozmowy i nieco trade’ów, znalazłem nowego generała do EDH. Teraz Lazav sieje postrach w naszych potyczkach.

TOP 8 PTQ San Diego

Mojego przeciwnika poznałem jakiś czas temu w Warszawie na pre GTC, przez 3 rundy próbował ode mnie kupić kartę, której nie sprzedałem ostatecznie, a różnica to jakieś 5zł. Ale to jeszcze nic, po poznaniu jego kolegi, w końcu zrozumiałem skąd opinia sknery i dusigrosza o osobach z Poznania. Ale mniejsza o to, przyszło mi grać z UWR kontrolą, po pierwszym muliganie keep 6 i land, Szaman. To tylko piękne początki, bo ręka nie wyglądał jakoś super na ten MU. O ile Soulsy są OK, a przeciwnik nie ma Electrolizy to cała reszta w postaci tylko 1 landa i remowalu nie zachwyca. Udało mi się zbić przeciwnika do 10, potem jego Colonnada i spalenia zrobiły resztę. W drugiej grze to też średnia 7, którą jednak zostawiłem. Po Szamanie w którego dostałem Patha, to wzajemne wykładanie landów i go, co prawda miałem na ręce Lili, Giftsy i tytana po pewnym czasie. Ale nie chciałem tego rzucać pod kontry, czekałem na swoje Dispele, Soulsy, Szamanów, Duressy, cokolwiek co pozwoli mi nieco otworzyć grę. Jednak nic nie nadchodziło, a bałem się, że przeciwnik w końcu uzbiera dość paleń żeby mnie wypalić z ręki, albo rzuci mi duże Sphin’x Revelation, na które nie mam odpowiedzi. Oberwałem kontrami, których jak się wcześniej dowiedziałem przeciwnik nie miał na początku. Przynajmniej ładnie wyczekałem z Lilką, która się pozbyła Geista. Gdy miałem 10 hp rzuciłem w przeciwnika Duressa, dostałem Remanda, rzuciłem go jeszcze raz. Snap, Snap, Bolt (przeciwnik był tap out po Remandzie). Izi Bolt, ale już wiem, że będzie to bardzo ciężko wygrać, bo przeciwnik ma jeszcze man landa. W swojej turze go budzi i spadam na 6, odpowiadam Giftsami z końcem, niestety muszę szukać odpowiedzi, a nie zagrożeń. W swojej flashback Soulsów i zagrywam Witnesskę, opp myśli, że po tytana albo coś innego, co mu zrobi grę, jednak ja wyciągam Mana Leaka, na stole mam odtapowane źródło U i Misty, basic Island jest nadal w decku. Przeciwnik z końcem Snap w Electrolize i spadam na 4, w swojej budzi Colonadę i atakuje, blok Snapa i Colonady. Przeciwnik 3 czy 4 landy wolne, zagrywa Snapa, który na pewno będzie w Bolta, więc odpalam fetcha, aby skontrować Leakem, w odpowiedzi dostaję Bolta w twarz, który ładnie doszedł z czuba. Zostaje mi pogratulować i życzyć powodzenia dalej.

Tak o to kolejny raz zaliczyłem wtopę, upragniony PT się znowu do następnego sezonu. Cóż, nadal pozostaje mi wierzyć, że ta gra to nie tylko skill, ale też nieco szczęścia, które tym razem nie był po mojej stronie. Trzeba po prostu dobrać nowe 7 kart, zagrać je lepiej niż twój oponent i… dobrać z czuba Bolta. Wink

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze