[Blog] Czarownicy przekroczyli masę krytyczną

Miałem kontynuować tematykę podróżniczą, zbierałem fotki, zaczynałem już pisać, ale pojawiło się coś, co wzbudziło we mnie ogromne emocje. Przeczytałem posta na forum, artykuł z podanego linka i zagotowałem się.

Czemu relacja z WMC była oglądana przez niecałe 10 tysięcy ludzi, a relacja z Regionalsów League of Legends ściągnęła ponad 100 tysięcy? WTF?!

Od czego się zaczęło

Onion na forum podał dwa ciekawe linki i komentarz:

„Ostatnio przeglądałem sobie stronę SCG w poszukiwaniu artykułów i video, gdy natrafiłem na te dwa artykuły, nawiązujące do Magic Player Championships, traktujące o całym coverage’u dużych imprez Magicowych.

Oto pierwszy artykuł (autorstwa Cedrica Philipsa)
http://www.starcitygames.com/magic/misc … erage.html

oraz komentarz do tego artykułu napisany przez Brada Nelsona:
http://www.starcitygames.com/magic/misc … erage.html

Skrótowo:

Relacje live z turniejów MTG wymagają poprawy (niecałe 10k widzów oglądało MPC, a toć to „najważniejszy” turniej w roku, dlaczego turnieje nie przyciągają więcej widzów), w tekstach jest kilka przemyśleń, porównań oraz recept. Np. porównywanie relacji (od strony organizatora czyli WoTC) do relacji Regionalsów LoLa itp.”

Zacząłem pisać odpowiedź i zaczął mi szybko powstawać mały elaborat, więc przeniosłem go tutaj.

W tekście Cedrica padło zdanie od jego twitterowego followers: „Riot Games has done a fantastic job of promoting the players, teams, and rivalries of League of Legends.
Wizards of the Coast has not.” – złota prawda.

Kiedyś pisali o graczach, robili dobre wywiady, znaliśmy historie, teraz to ja w sumie nic nie wiem o tych ludziach, znam twarze, wolę aby Paulo Vitor wygrywał, bo go poznałem osobiście, tak samo poznałem i lubię Raphaela Levy’ego, ale ja za dużo nie umiem o nich powiedzieć. Ja nie wiem czy chcę im kibicować, bo i po co? Nie wiem czy chcę być taki jak oni, bo czy to jest w ogóle możliwe?

Sam próbuje promować naszych krajowych zawodników, prowadzę Hall of Fame, spisuję historię polskiego mtg, podaję autorów tekstów, pisze notki biograficzne o nich, tak abyście mieli pojęcie kim są ludzie, którzy coś ogarniają w Polsce, ale to są marginalne działania. Nie mamy dziesiątek tysięcy odbiorców, nie dotrę tak łatwo do nowych graczy z Psychatogiem. Za to Wizardzi mają moc, mają swój potencjał, który trwonią. Tylko dla sprostowania – pod szyldem WotC widzę wszystkich odpowiedzialnych za to co się dzieje – DCI, szefostwo Hasbro, jakiekolwiek osoby decyzyjne, które się do tego przyczyniły.

Gdzie popełniono błąd?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, nie mam zaplecza analityków ani marketingowców, ale postaram się podać mój punkt widzenia. WotC ma gdzieś, kim są wygrywający gracze, chyba że są to znani prosi albo ich znajomi prosi. Czyli najczęściej obchodzi nas grupka mocnych i znanych Francuzów, ze 3 najlepszych Japończyków i banda Amerykanów o najróżniejszym levelu. To może zabrzmieć jak kompleksy z młodości, ale akurat ten przykład przychodzi mi najszybciej do głowy: jak ogrywałem Wafo-Tapę na GP Kraków i zrobiłem tym sposobem 9-0, a w constructed skoczyłem na jakieś 2200 w rankingu DCI (podpowiem młodzieży, że było to w okolicach top 10 świata), to żaden pastuch z coverage’a się tym nawet nie zainteresował. W relacji napisali, że Wafel miał pecha. Tylko jego kojarzyli i koniec, nie ciekawią się, z kim gra, z kim przegrywa. O to samo ostatnio piałem, jak Tomek Pędrakowski ogrywał typoszy na PT, jak nasz Team jechał po WMC – mało kto się nimi interesował. Przecież to nie byli znani Amerykanie, pffff.

W relacjach siedzą stare leśne dziadki (nie wiekiem, ale stażem) z rudym pokrakiem na czele i odwalają tylko swoją robotę, tak samo nudno i nieprofesjonalnie od lat. Błędy w nazwiskach, lekceważenie mniej znanych graczy, kibicowanie tylko swoim. Pal licho faworyzowanie graczy, ale komentatorzy nie znają często kart. Przykro się robi, słuchając takiej relacji. Way to go, donks!

W kwestii WMC, jak Kibler dostaje w głowę miraclem, cieszyłem się z jego przegranej i miny jego świty, którą miał za plecami. Cieszyłem się, że stał tam sędzia, jakiś organizator, jakiś pomiot, token i inni, cieszyłem się, że wessali bardzo dużo powietrza i było im smutno. Nie dlatego, że mam coś do sędziów i organizatorów – dlatego, że mam dość promowania swoich na każdym kroku i robienia z coverage’ów tego samego nudnego show. Żadnych zmian, te same wymęczone mordy, durne żarciki i żadnego wow, żadnych fajerwerków.

Z takim fatalnym podejściem nie będzie promocji MTG na dużych eventach, WMC nie zastąpi Worldsów, Championsy również. Nie buduje się z nich herosów, nie pokazuje, że można od casualowej gry dojść do czegoś wielkiego, nie pokazuje sukcesu zwykłego gracza. W pokerze co chwila buduje się wspaniała historia i ktoś znikąd wygrywa wielki turniej – są wywiady, promocja, podpisywanie umów, dziwki, szampan, koks i świeża cielęcina. W MtG jest pustka, nuda, ograniczanie fajnych turniejów, gdzie można się wylansować i jak dla mnie – masa błędnych decyzji. Dzieciaki se rzeczywiście kupią karty, pograją po domach i tam z nimi zostaną. Mało kto czuje potrzebę wygrania Championsów, bo i po co? Bo jak niby ma to zrobić? Kim on jest, przecież nie jest ani Finkelem ani Kiblerem, przecież nikt taki jak on się nie pojawia w tej przepięknej elicie.

Umiecie wymienić ludzi z Championsów? Powiedzieć o nich cokolwiek, poza tymi, których twarze widzimy od lat? Bez podglądania w coverage’u – nazwijcie ludzi, którzy wygrali jedno PT i tam się pojawili. Kim są, co robią?

Ciut lepiej jest w relacjach SCG, przynajmniej akcja jest non stop, nie promuje się tylko znanych twarzy – tu każdy ma szansę coś pokazać i kamera ciągle włączona. Jednak te coverage także mnie nie porwały, komentujący są drętwi i nie za bardzo ogarniają, co się dzieje. Wygodnie jest czasem wyłączyć dźwięk oficjalnych relacji i znaleźć jakąś dźwiękową alternatywę.

Czarownicy – all I hate about you!

WOTC & Spółka – I hate you za wszystko, co robicie w ostatnich latach; za ograniczenie zasad, tak aby dzieci z tatusiami grały sobie po domach, a po dwóch miesiącach chowały karty pod łóżko, I hate you za robienie overpowered creaturesów, tylko po to, aby dzieci robiły WOW! Aby pograły jak w pokemony i ograniczyły się do potyczek w salach szkolnych. Gra traci na różnorodności i skill nie jest tak mocno premiowany. Skoro z całego bloku constructed da się złożyć tylko creature decki, midrange aggro, aggro controle i pochodne, to zaczyna się robić nudno. Nie ma pola do popisu, do budowania czegoś swojego. Odpala się stronę z najlepszymi deckami, kopiuje większość, zmienia dwie karty w sideboardzie i hopla – można grać.

Nie ma już otoczki turniejowej, nie ma wielkiego boomu na grę o kasę. Nie ma budowania super secret techów. Kiedyś znałem historię o każdym Mistrzu Świata, oglądałem ich gry na żywo, znałem ich decki i historie ich powstania. Chciałem być jak oni, wypromować siebie, swoją talię, mieć fotkę z trofeum. Stary Magic umarł i możecie mnie nazwać za to emerytem, sfrustrowanym dziadem, ale ja przynajmniej poczułem, jaki był kiedyś Magic i o co się grało.

Graczy turniejowych się nie promuje, Pro Club jest przycinany, nie ma bonusów dla ludzi, którzy chcą grać turniejowo. Większość najlepszych graczy w kraju przechodzi na pokera, rozdrabnia się na LoLe, WoWy, SC2 i inne skróty. W ogóle to fajnie kiedyś było mieć miarodajny ranking, czuć się jednym z najlepszych na świecie, być w top 100 i lecieć na Mistrzostwa Europy, być w top 50 i lecieć na Mistrzostwa Świata, być w top 10 i być na ustach najlepszych graczy, być top 1 i dostać za to kasę oraz Invite na Mastersy. Ogrywałes lepszego i zabierałes cenny skalp, ogrywałeś Buddego albo Finkela i miałeś oklaski od swoich kolegów, obrazek w albumie i ranking większy o całe K-value. A teraz, taki przeciętny ja – jestem Magiem, Lepszymmagiem, Jeszczelepszymmagiem czy Planeswalkerem – jak tysiące ludzi na świecie. Ani lepszym, ani gorszym. Z odznakami skauta za najszybsze rozpalenie ogniska, za pomoc staruszce, za wybranie gildii na prereleasie, nie no dzięki, wyczyny jakich mało…

Gdzie zmierzacie Czarownicy?

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze