Co mi się podobało i nie podobało w Through the Omenpaths?

Własnie przenieśliśmy się ze świata awatara, w którym zobaczyliśmy władców wiatru, wody, ziemi i ognia – Aanga i jego towarzyszy oraz przeciwników – na stary, dobry Lorwyn. Magicowo ja wciąż jednak siedzę w uniwersum stworzonym przez Dom Pomysłów. A że niedawno był koniec roku, to nadal mamy dobry moment, by zrobić małe podsumowanie tego, co było fajne, i niefajnie, w Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man aka Through the Omenpaths.

(nie)Spełnione marzenie – Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man / Through the Omenpaths

Gdyby ktoś pięć lat temu, na początku roku, powiedział mi, że Spider-Man zawita do Magica, to bym się najpierw roześmiał. No bo wariat przecież, takie rzeczy to tylko w Cardboard Cracku albo na custom kartach. A potem, gdybym uwierzył, to pewnie bym się ucieszył. Ale nie dlatego, że to taki super koncept. Po prostu od małego siedzę w komiksach, a Spider-Man zawsze był moim ulubioną postacią. Grać MtG kartami ze świata Marvela? No pewnie!

Origins of Spiderman - Jim Cheung & Jay David Ramos

Origins of Spiderman – Jim Cheung & Jay David Ramos

Nikt mnie jednak wtedy o nic nie pytał, nikt mi nic nie mówił. A potem, w październiku 2020 roku Wizardzi wypuścili dżina z butelki, wydając Secret Lair: the Walking Dead. I niemalże pięć lat później, prawie rocznicowo, bo z końcem września 2025, dostaliśmy kolejny kamień milowy Universes Beyond w postaci MtG Marvel’s Spider-Man.

Niby powinienem się cieszyć – w końcu dostałem to, czego bym sobie nawet w najbardziej śmiałych fantazjach nie wymyślił. Powinienem czuć to samo, co Bylek, gdy pisał relację z Paprykarza (dobra lektura, kolejny raz polecam!) w kontekście Final Fantasy. No ale nie czuję. Niestety, Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man to dla mnie jedno, wielkie rozczarowanie.

Nie żeby nie było pozytywów, ale generalnie wtopa – dlaczego?

Co mi się nie podobało – dualizm Marvel’s Spider-Man aka Through the Omenpaths

W papierowym wydaniu set jest osadzony w uniwersum Marvela, czyli w tym tak zwanym “Universes Beyond” – światach, które gościnnie odwiedzają Magica (albo w których to Magic jest gościem – zależy, jak na te crossovery patrzeć).

Na cyfrowych platformach jest to już jednak alternatywna wersja dodatku w postaci Through the Omenpaths. To już “Universes Within”, czyli osadzone w magicowych realiach warianty kart papierowych (zmienione postacie, lokacje, nazwy własne, etc.).

Zamiast Peter Parkera jest zatem Surris, Spidersilk Innovator. Co istotne dla takiego purysty jak ja, wersje kart online nie są dokładnie takie same jak te na żywo.

Mógłbym to jednak przeboleć – ma to dla mnie raczej estetyczne znaczenie. Poza tym, chyba nie pierwszy raz dostajemy nie identyczne warianty kart, a nawet jeśli, dla mnie to drobiazg – detal, na który mogę przymknąć oko.

Problem w tym, że obiecano mi pograć kartami ze Spider-Manem. Od dawna nie gram na żywo. Nie jest to coś, co mnie cieszy, ale z różnych względów nie bardzo mam jak. Zostaje zatem Arena… na której Spider-Manem pograć się nie da.

Może Marvel nie dał licencji, może była za droga, może zaważyły inne względy. Nie wiem. Niespecjalnie mnie to interesuje. Obiecano mi Spider-Mana i Wizardzi nie dowieźli.

Co mi się podobało – pick two draft

Kiedy Wizardzi ni z tego, ni z owego wypuścili testowo pick two drafta do jednego z core setów na Arenie, byłem przeszczęśliwy. Nie dość, że trafili akurat ten set, który mi się fajnie grało, to jeszcze sam koncept – wcale nie nowy ani wcale nie aż tak bardzo innowacyjny – był odświeżający. Nie było w tym może dużo głębi, ale jednak dobrze było zagrać coś inaczej niż do tej pory. Zaraz potem pojawiła się ankieta, w której ochoczo napisałem, że chciałbym zobaczyć więcej draftów z pickowaniem dwóch kart.

No a potem poinformowano nas, że Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man będzie grany właśnie na tej zasadzie. Set specjalnie zaprojektowano pod tę formę draftowania. I dla mnie zdecydowanie był to najciekawsza cecha dodatku. Nawet jeśli w praktyce nie wyszło idealnie, to nadal jestem fanem draftów pick two. I szkoda by mi było, gdyby to było ostatnie spotkanie z takim draftowaniem.

Co mi się nie podobało – toporne, powtarzalne limited

Czemu zaś nie było idealnie? Przede wszystkim ze względu na ograniczoną liczbę commonów i uncommonów każdy draft przebiegał podobnie. Decki były powtarzalne, a zarazem rzadkie karty nie zmieniały charakteru archetypów na tyle, by poszczególne talie różniły się od siebie.

Jednocześnie te same erki i uncommony bywały na tyle silne, że zdarzało im się totalnie dominować pole bitwy. Niech przykładem będzie tu Sarn of the Silken Throne, Alessos and Pras, Acrobats albo Xecau, Predation’s Shadow. Jak toto wlazło w stół i nie było odpowiedzi, to bywało po grze. A o odpowiedzi nie zawsze było łatwo, bo o ile removal sam w sobie nie był jakiś bardzo zły, to nierzadko odstawał od tego, co było na battlefieldzie. Co gorsza, jak już jednego się ubiło, to przez niedużą różnorodność kart zaraz mógł wskoczyć duplikat, a wtedy już zdecydowanie kaplica.

Nie było też wcale tak łatwo o synergie między kartami. Owszem, dało się zrobić coś fajnego na counterkach. Dało się pobawić UB czy RB mayhemami. Coś tam można było złożyć w oparciu o villaine’ów. I kiedy działało – bywało pięknie. Problem w tym, że zazwyczaj albo brakowało jakiejś karty, albo było tego za mało, żeby można było mówić, że deck opiera się na tych elementach jako na określonej strategii.

Najprościej pokazać to na przykładzie. W czarnym mamy Damning Caress. Teoretycznie karta pcha nas w stronę villainów, ale w praktyce deckom dość często tych złoczyńców brakowało. Dopisek o villainach stawał się jedynie dodatkiem, który okazjonalnie można było odpalić. Na tyle istotnym, że mógł zmieniać gry, a jednocześnie za słabym, żeby można było mówić z pełnym przekonaniem draftowaniu i składaniu decku pod synergie. 

Mówiąc krótko, mam poczucie, że deckom w Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man brakuje spójności, a wydraftowane talie często miały charakter zlepków kart. I w sumie jest w tym spory paradoks, bo jednocześnie same dwukolorowe archetypy były mocno zarysowane. Brakowało im jednak czegoś, co sklejałoby poszczególne karty w sprawnie działającą całość. Używając piłkarskiej metafory, może i były indywidualności, a czasem między nimi było zgranie i wszyscy grali do jednej bramki, ale drużyną nijak się tego nazwać nie dało.

Jeden z wydraftowanych przeze mnie bardziej spójnych decków Through the Omenpaths – zwycięskie RB 7-2

Co mi się nie podobało – brak głębszego lore i flavourowa obcość obu światów

Nie spodziewałem się, aby dodatkowi od Marvelowej strony towarzyszyło jakieś lore. Nie oczekiwałem żadnych opowiadań, komiksów czy czegokolwiek w tym stylu. Nawet kiedy pojawiła się informacja o Through the Omenpaths, to również nie liczyłem na coś więcej niż flavourowe teksty na kartach.

I dopiero jak dodatek wskoczył na Arenę, poczułem jak bardzo brakuje mi czegokolwiek, co pozwoliłoby mi zrozumieć, kim są te wszystkie postacie i co one robią w świecie Magica.

W niektórych wypadkach wszystko jest jasne. Basil, Cabaretti Loudmouth ma w nazwie wszystko, co potrzeba, by go zlokalizować. Mothwing Shroud to z kolei nawiązanie do Duskmourn.

Co jednak z takimi kartami jak Ozor, Chronicler of Collapse czy Zan, Tunnelweb Explorer? Kim jest Cirina Bargainspinner? Skąd pochodzą Scions of the Ur-Spider i czy tak jak istniał Ur-Dragon istniał również Ur-Spider? Czym są symbionty i kim jest Skv’x the Augmenter.

No ale na tym nie koniec, bo pytań o lore mam więcej. Wśród nich szczególne miejsca ma to: gdzie na tych kartach jest flavour tekst? Dlaczego go nie ma? Czy naprawdę był to tak wielki kłopot, by umieścić te kilka linijek chociaż na paru kartach?

Niezależnie od powodów, dla których Wizardzi zdecydowali się na takie podejście, wszystkie te problemy sprawiły, że przestałem do tego setu podchodzić z jakimikolwiek emocjami. Powinienem się cieszyć, że dostaję Spider-Mana. Zamiast tego początkowa ciekawość szybko zamieniła się w obojętność wobec całego setu – i to w obu formach.

Jest tu też jeszcze coś, co mi się gryzie. W wersji marvelowej Wizardom udało się trafnie sportretować wiele konceptów i postaci z komiksów. Nawet te pozornie nijakie karty, jak Damage Control Crew czy City Pigeon, doskonale pasują do świata Spider-Mana i oddają ducha uniwersum stworzonego przez Dom Pomysłów. Jak ktoś zna komiksy – doceni. Jak nie – no to trudno.

Nie wszystko udało się jednak elegancko przełożyć na magicowy język. Oczywiście, nie każdy design kart musi się podobać, ale nie brakuje mi tu momentów, przy których przypomina mi się Emmara Tandris oraz Voice of Resurgence z drugiego bloku Ravniki (dla tych co nie kojarzą – wydrukowany wariant legendy rozczarował graczy, co wynikało z decyzji o przeniesieniu postaci z mythica na erkę i nadanie jej efektu innej projektowanej WG karty, który nie był ani ciekawy, ani do niej nie pasował, zwłaszcza statystykami). To albo stracone okazje, albo nietrafione decyzje projektowe (np. MJ, Rising Star).

Jednocześnie jest to wszystko na tyle daleko od typowego Magica, że trudno mi jeden świat połączyć z drugim. I to pomimo tego, że dodatki takie jak Kamigawa: Neon Dynasty, Outlaws of Thunder Junction, Duskmourn: House of Horror oraz Edge of Eternities mocno przesunęły granice tego, co w Magicu może się znaleźć.

Ale to jeszcze pół biedy – gorzej, że wariant Through the Omenpaths też miejscami nie klei mi się z tym, co mamy w Magicu. Tu jako przykład podam symbionty – zupełnie nie rozumiem, jakie jest ich miejsce w MtG. Nie trafiają do mnie również zlepki rodzajów stworów typu “spider human hero” czy “symbiote cat villain”. Może i nie byłyby takie złe, ale przez brak osadzenia ich w lore oraz przefajnowanie (“spider boar/dinosaur hero” albo “sand elemental villain” – serio?), zbyt często wywołują u mnie dysonans.

No i do tego jeszcze wisienka na torcie. Mało tego, że przeglądając wariant Universes Beyond czują magicową obcość, a w wariancie Univeses Within czuję obcość marvelową, to dodatkowo jeden wariant z drugim zupełnie mi się nie zgrywają. Patrzę na przykład na Arachne, Psionic Weaver i zupełnie nie widzę w tej karcie Yera and Oski, Weaver and Guide. Nie nakładają mi się na siebie – to jak przeciwieństwo mema z The Office: they are not the same picture.

Allen Panakal – Through the Omenpath

Co jeszcze mi się nie podobało w Marvel’s Spider-Man aka Through the Omenpaths

  • ilość legend, w szczególności Spider-Manów – temat w zasadzie przewałkowany przez każdego, kto mówił o secie, więc niewiele tu mogę dodać. No może poza tym, że skoro nawet ja, raczej siedzący w komiksach i kojarzący te wszystkie postacie, czułem przesyt ilością wariantów Pajączków, to musiało z tym aspektem być naprawdę tragicznie;
  • design niektórych kart – niby to już zasygnalizowałem przy okazji pisania o mechanice, ale jednak muszę podkreślić jeszcze raz: design części kart nie jest najszczęśliwszy, zarówno z flavourowych, jak i gameplayowych powodów. Największym chłopcem do bicia dla mnie jest Xecau, Predation’s Shadow, którego efekt i statystyki ani specjalnie nie pasują do obrazka, ani nie ma tu jakiegoś downside’u, a karta robi wszystko i jest odporna na sporą część removalu. Na nim się jednak nie kończy. Nie podoba mi się legendarność Wardens of the Silverweb Summit czy Argyr, Tidal Spinner. Rizna, the Spider-Crowned ma za małe wsparcie, by można było liczyć na aktywowanie jej umiejętności. Error-9, Viral Node jest praktycznie bezużyteczny. I ok – patrzę przez pryzmat limited, czasem czepiam się drobnych kwestii, a do tego na moją ocenę wpływa to, jak sam widziałbym implementację danej postaci na kartach MtG;
  • design kart pod kątem constructed – nie jestem tu specjalistą i nie śledzę tematu, ale poza commanderem niewiele kart przebiło się do formatów constructed, a przecież Wizardzi specjalnie zalegalizowali dodatek w standardzie. I co? I gra Multiversal Passage oraz Spider-Sense aka Detect Intrusion – to w zasadzie tyle. W reanimatorach pojawia się jeszcze Superior Spider-Man (czyli Kavaero, Mind-Bitten). Widziałem również Doctor Octopus, Master Planner, ale to raczej karta do EDH. Pewnie znalazłoby się też coś innego, ale i tak kiepsko to wygląda;
  • omenpathowe artworki – część kart jest solidna, część poprawna, ale część jest po prostu paskudna. I niekoniecznie to zarzut do artystów, ale raczej do osób koordynujących wizualną stronę dodatku. Przemieszanie planów sprawia, że w tym barszczyku jest za dużo grzybków i ilustracyjnie dodatek się rozłazi. Ponadto, symbionty są paskudne i nieczytelne. Indywidualnie też jest parę kiksów, z Lurking Lizards i King of the Coldblood Curse na czele;
  • długie kolejki do grania – no dobra, do trzech minut to jeszcze nie jest długo (choć bywało i dłużej), ale jednak MTG Arena mnie rozpuściła i drafty odpalają się zazwyczaj w 30 sekund do minuty. Cokolwiek dłużej wydaje się wiecznością, ale relatywnie długi czas oczekiwania na start eventu też sporo mówi o stosunku graczy do dodatku. I owszem – częściowo przeszkadzało nam tu Vintage Cube, ale cenowo 2-pick drafty dodatku były naprawdę atrakcyjne i aż szkoda było ich nie odpalać;
  • nadmiar erek w paczce – to trend, który nam towarzyszy od dłuższego czasu, przez co rarity przestaje mieć znaczenie. W tym dodatku odczułem to jeszcze mocniej, a przy ograniczonej puli kart zupełnie mnie nie zdziwiło, jak po zabiciu jednego Fizik, Etherium Mechanic w stół skoczył kolejny. Nie zdziwiło, ale jednak zniesmaczyło, bo co innego dostać bombę i przegrać po walce, a co innego dostać dwie bomby i móc się jedynie przyglądać.

Co jeszcze mi się podobało w Marvel’s Spider-Man aka Through the Omenpaths

  • design niektórych kart – tak jak niektóre karty mi się nie podobają, tak część z nich jest naprawdę fajna. Confessor Bindings cenię ze względu na wymuszanie trudnych decyzji (bo jeśli już tym gramy, musimy decydować, czy chcemy tracić tempo i obrażenia kosztem CA, karta zmienia wpływa także ba deckbuilding), Villainous Wrath za to, że ma wbudowany wincon, który sprawia, że jest czymś więcej niż kolejnym mass removalem, Bayo, Irritable Instructor lubię za coś, co pozwolę sobie nazwać współczesnym mana burnem (jego umiejka skłania do większej uwagi przy tapowaniu many, a także wpływa na to, co się dzieje na polu walki), Cheering Crowd również mi się podoba za wymuszanie decyzji na graczach. Hex fajnie koresponduje z Hex of Undeath. Jest też sporo kart zwykłych, ale eleganckich, które świetnie wpisują się w limited. Wonderweave Aerialist, Opulent Valet, Temple Trap, Crime-Scene Instructor, Freestrider Aces, Arala, Hedron Scaler, Bane-Marked Leonin, Tethex, Gift of Malice, Galvanized Workforce, Selesnya Archivist: to tylko kilka przykładów.
  • marvelowe artworki – niektóre grafiki w Marvel’s Spider-Man nieco zbyt łopatologicznie przedstawiają pewne motywy, ale generalnie przypadły mi do gustu i fajnie ilustrują świat Marvela na kartach
  • niezły win percentage – w tym wszystkim najzabawniejsze jest to, że wygrywałem nieco więcej draftów niż zwykle. Nie przesłania mi to słabych stron dodatku, ale nie będę udawał, że przyjemnych momentów nie było.

I ostatnia kwestia – o Marvel’s Spider-Man aka Through the Omenpaths na koniec

Nie zamierzam dołączać do chóru tych osób, które na widok Spider-Mana czy Wojowniczych Żółwi Ninja krzyczą: koniec Magica! Szanuję te opinie, może nawet jeszcze bardziej niż przed pojawieniem się Pajączka w MtG. Dla mnie jednak nie samo Universes Beyond stanowi problem. Dużo gorsze bowiem jest to, że Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man nie spełnił tego, co obiecywał. Jakościowo okazał się po prostu kiepskim dodatkiem, sklejanym na siłę, na kolanie, jako set pod limited (pierwotne plany były ponoć inne) – z niedostatecznie synergicznymi, czasem nudnymi lub źle zaprojektowanymi kartami, które poza setem nie działają, a w secie bywają co najwyżej przeciętne. Owszem, perełki też tu są, ale czasem trzeba się do nich mocno dogrzebywać. Całościowo ten dodatek będę jednak źle wspominał.

I to tym bardziej, że udało mu się niemal całkiem zabić we mnie entuzjazm do Magica. Może nałożyły się na to inne kwestie (brak czasu, kwestie zdrowotne, zmęczenie karcianką po latach, inne ciekawsze gry i franczyzy, które odciągają uwagę), ale po Through the Omenpaths niemal przestałem grać. Przestałem śledzić njusy. Przestałem się interesować. Magic poszedł w odstawkę. I nawet trochę żałuję, bo krótki kontakt z limited Avatara dał mi trochę radości*, ale nawet teraz nie potrafię ekscytować się Lorwyn Eclipse. Magic: the Gathering Marvel’s Spider-Man sprawił, że mój osobisty koniec Magica był bliski. Tym razem udało się go uniknąć. Pytanie tylko na jak długo?

*Tu dochodzi kwestia tego, że nowe dodatki mają tak krótki żywot, że nie ma kiedy się z nimi dobrze poznać. Kolejne sety wskakują jeden za drugim – jeszcze jeden dobrze nie zagości na stołach, a już mamy nowe spoilery i już leci hype na kolejny dodatek. No ale to już temat na osobny tekst.

Komentarze

Psychatog.pl