Fortnite the Gathering – Krytycznie o Universes Beyond

Universes Beyond (UB) – temat, który porusza wielu. Jedni nie mają nic przeciwko zagrywaniu One Ringów, Yun, czy innych Spider-Manów, natomiast inni chętnie ustawiliby się z widłami przed siedzibą Wizardów.

Od jeszcze pasujących klimatem kart z uniwersum Władcy Pierścienia, po absurdy pokroju bohaterów Marvela, bądź Żółwi Ninja. Czy Magic to jeszcze Magic? Czy UB sety sprawiają, że nasza ukochana karcianka traci swoją tożsamość? O tym dalej.

Nim przejdę do tak zwanego ‘’mięska’’ i odpalę się na dobre, zaznaczyć muszę jedną rzecz. Ja jak najbardziej rozumiem, że Czarodziejom finansowo opłaca się pójście drogą wydawania większej ilości nie-magicowych setów. Również rozumiem, że takie rozszerzenia sprawiają, iż grą interesują się ludzie, którzy w innych okolicznościach emtegiem by się nie zainteresowali ale… Ale nie mam zamiaru silić się w tym wywodzie na obiektywizm. Mam ochotę popluć jadem i to też zrobię. Wszystko co tu przeczytacie to wyłącznie moje osobiste zdanie. Możecie się zgadzać, możecie się nie zgadzać, chętnie poczytam Wasze opinie w tym temacie.

Wiecie co mnie zawsze jarało w Magicu, oczywiście poza samą mechaniką gry? Klimat kolejnych setów. Może i nie jestem tym gościem, który szukał każdej informacji o lore, czy zaczytywał się w książki z uniwersum, lecz zawsze mnie jakoś kręciło co tam ciekawego stoi za kartami, które tydzień w tydzień rzucałem na stoły w KFC, czy później, w lokalnych sklepikach. Jakieś zombiaki i wilkołaki z Innistradu, gildijne porachunki w Ravnice, bogowie z Therosa, czy smoki w Tarkirze. Fakt, MtG to nigdy nie było jakieś mega odkrywcze uniwersum, ale po prostu przyjemnie się to wszystko śledziło. Magic Origins i młodzi planeswalkerzy, kurde, miało to coś w sobie. Zanim zacznę narzekanie na Universes Beyond, muszę przyznać jedną rzecz – ostatnie magicowe sety, moim skromnym zdaniem, również mocno oddaliły się klimatem od tego za co tak chętnie sięgałem po karty. Bo litości… Duskmourn – niby jeszcze okej, lecz poza horrorowatymi stworami mamy jakieś kasety wideo, piły mechaniczne. Nie było to jednak aż tak odczuwalne, gdyż mało z tych ‘’dziwnych’’ rzeczy było grywalnych.

Duska pamięta się głównie za sprawą Overlordów, Screaming Nemesisa, czy Oka. Czyli kart, które jak najbardziej pasują do mojego wyobrażenia o tym uniwersum. Outlaws of Thunder Junction – tu już mocniej zaczynałem w swoim gronie narzekać, że ‘’kurde, kowboje? Serio?’’. Jeszcze na siłę  byłem to w stanie przełknąć. Przegięciem pały było już dla mnie wypuszczenie Szybkich i Wściekłych (Aetherdrift) oraz Edge of Eternities. Samochodziki, wyścigi, a później na dobitkę kosmos (i to dosłownie kosmos). Może niech jeszcze dodatek ze Star Treka wypuszczą. A… nie… czekaj.

Lord of the Rings, LOTR vs Fortnite

Edge’a już sobie zacząłem tłumaczyć, że przecież kultowe pecetowe „hirołsy”, to również sci-fi, a nie fantasy (Inferno to w sumie kosmici, a zamek z jednostkami strzelającymi laserami ostatecznie nie trafił do gry). No ale chyba nie o to chodzi. Oczywiście pojawiają się dodatki, które jeszcze mnie cieszą samym klimatem jak Blumborrow, bądź nadchodzący powrót do Lorwynu. Więc tu bym powiedział, iż jeszcze nie wszystko stracone.

 

 

Ale jak ja mam czuć, że gram w coś wyjątkowego, kiedy na stole obok elfów, truposzy, czy innych smoków pojawiają się postacie, które znam z czasów PS1 (Final Fantasy), Spider-Many, a za chwilę ziutki z Avatara (btw. rewelacyjny serial animowany) i, o zgrozo, Żółwie Ninja? Władca Pierścieni pasował jeszcze klimatem. Te postacie, przedmioty jak najbardziej wpasowywały się w to czym Magic był. Final Fantasy (od którego, swoją drogą, UB-sety zaczęły być legalne w każdym formacie), poza paroma wyjątkami, też jeszcze na siłę dało się obronić. Ale absurdów pokroju uniwersum Marvela, Żółwi Ninja, czy Star Treka już się nie da wybronić. Serio robimy z medżola Fortnite’a i wrzucamy cokolwiek byleby się sprzedało? Co następne? Magic x Psi Patrol? Magic x GTA? To ja czekam na Magic x Magic.

Magic: the Gathering, mtgNie miałem absolutnie nic do tego jak karty spoza MtG pojawiały się w produktach typu Secret Lair i były bardziej ciekawostką. Sam swego czasu śliniłem się do karcioch z poniaczami (My Little Pony). Ot, kolekcjonerskie świecidełka. Fallout, który był skierowany do graczy Commandera (format ten zawsze traktowałem troszkę jak osobną grę czysto dla zabawy)? Jasne, na premierę kupiłem wszystkie precony. Jednak jak mam przekręcać w prawo Petera Parkera, Aanga, czy żółwią ekipę grając o jakieś nagrody, bądź zaproszenia na ważne eventy, coś we mnie umiera. Absolutnie nie jest tak, że obrażę się na Magica, sprzedam karty i przestanę w niego grać. Co to to nie. Uwielbiam mechaniki gry, przygotowywania się pod wyjazdy, atmosferę podczas gry o coś więcej, społeczność, którą spotykam w całej Polsce i poza nią, to się nie zmienia. Boli mnie jednak fakt, że jeden z elementów, który składał się na doświadczenie jakim dla mnie jest ta gra właśnie zatraca swoją tożsamość.

TMNT, Teenage Mutant Ninja TurtlesWiem, że nie jestem w tym sam. Nawet więcej mogę powiedzieć, po rozmowach z ludźmi, z którymi regularnie przecinam się na lokalnych turniejach, dostrzegam niepokojące sygnały. Już teraz pojedyncze osoby, które miały ambicje coś więcej pojeździć, ugrać coś, poważnie myślą o przerzuceniu się na inne karcianki. Nie bawi ich granie kartami, aż tak odbiegającymi od ich strefy komfortu i emtegowego uniwersum. Wpuszczenie Universes Beyond do wszystkich formatów było najgorszym co Wizardzi mogli zrobić takim ludziom. Może i teraz nie gra jeszcze aż tak dużo kart z UB-setów, lecz biorąc pod uwagę, że typowo ‘’magicznych’’ dodatków, w porównaniu z UB, będzie mniej, tak niemalże pewne jest, iż wszystkie te dziwactwa zaczną pojawiać się na kompetetywnych stołach. Nikt poważny przecież nie będzie umawiał się na granie turnieju na specjalnych warunkach typu ‘’nie gramy kartami z UB’’ (to akurat nie prawda – już się umawiają: https://www.reddit.com/r/mtg/comments/1oe0x3c/type_2_becomes_planar_standard/ – dopisek red.).

Żeby cokolwiek się zmieniło, sądzę że ludzie musieliby zagłosować portfelami. Problem w tym, iż odpuszczając sobie grę, nie uczestnicząc w turniejach, nie kupując produktów… zabilibyśmy Magica. Pozostaje jedynie żyć nadzieją, że tych ‘’prawilnych’’ dodatków z czasem będzie więcej, a nasza ulubiona gra nie stanie się karcianym odpowiednikiem Fortnite’a. Na ten moment, żeby być na bieżąco, a chcąc unikać kart z np. Człowiekiem-Pająkiem, pozostaje granie na Arenie, gdzie cały ten dodatek ma inną nazwę, a karty pozmieniane arty oraz nazwy.

Oczywiście można się tym wszystkim nie przejmować i z uśmiechem na ustach łamać format za pomocą Vivi, zagrywać komiksowego bohatera, dosiadać Appy, czy zagrywać Jace’a za pomocą kawałków pizzy i żyć dalej. Jeśli nie macie nie przeciwko i dalej w pełni cieszycie się grą, dobrze dla Was, oby trwało to jak najdłużej. Jeśli natomiast macie jak ja, uwielbiać przekręcać kartoniki, lecz ciężko się Wam patrzy na te wszystkie absurdy, postarajcie się w 100% skupić na samej grze. Samej mechanice, tym co robią te wszystkie karty i odsunięciu na dalszy plan myśli, że stoi za nimi jakaś historia czy rozbudowane uniwersum. Trochę to przykre, ale w moim wypadku sprawdza się nienajgorzej. Ot, gram w coś co lubię, rozkminiam i szlifuję skilla. Nie wyciągam więcej z ‘’klimatu’’, czysta gra. W pokera też przecież nie gra się dla fabułki.

Tyle z mojego plucia jadem. Miałem potrzebę wyrzucić to z siebie, a skoro dziadek Ober udostępnia miejsce, żal nie skorzystać. Mam szczerą nadzieję, że WotC pójdzie po rozum do głowy i wróci do typowo magicowych setów. A jeśli nie, to liczę, że nie wpłynie to negatywnie na competitive graczy i nie odwrócą się od gry.


Dariusz „Pain” Mstowski – przygodę z magiciem zaczynał przy premierze Avacyn Restored. Po kilkuletniej przerwie wrócił do aktywnej gry w 2023r.

Od tego momentu stawia na competitive granie oraz rozwój lokalnej sceny.

Członek potężnego teamu 0-3 Drop.

Komentarze

Psychatog.pl