Pożegnanie Tundry – Sythis wygrywa qualifier do cEDH European Championship w Monachium

Nie poszło na jednych mistrzostwach, trzeba się zatem dostać na drugie. W tym roku nie będzie już kupowania biletów, jedyna droga to wygrać qualifier. To poszedłem i wygrałem. 

Tak proste, jak to zdanie, to absolutnie nie było. Polskie community się rozwija i poziom na turniejach coraz wyższy. W każdym podzie znajdzie się przeciwnik, który zrozumie play pattern, podpowie interakcję lub dobrze przegada. Widać zdecydowanie godziny, wkładane przez ekipy w grindowanie. 

Spotkaliśmy się w 20 osób, więc na polskie warunki taka solidna liczba, bez szału, ale bez tragedii. Pięć podów, bez bye, to już przyjemny swiss.  

Słownik slangu magicowego, mtg Sekcja formatu commander na Psychatogu, EDH, cEDH, artykuły, decklisty, analizy

Deck

Sythis, Harvest’s Hand cEDH

(Sythis, Harvest’s Hand – art. Ryan Yee)

Tak, znowu wziąłem Sythis, Harvest’s Hand. Na poprzednim qualifierze poszło mi nią tak źle, że szkoda gadać, ale nie poddajemy się narazie. Odkupiła winy za wszystkie czasy. Deck działa, z tych samych powodów, które opisywałem w relacji z Lizbony, jednak dokonałem w nim kilka zmian. 

Six okazał się kartą pułapką na niespotykanym poziomie. Zielony Breach niemalże. Z dodatkowym drawem w stole i czymś co poświęca się dla many lub innych dobrych efektów jest po prostu maszyną. Dorzuciłem więcej efektów Enchantress oraz Delneya, by stabilniej być w stanie iść 2 za 1. Brightglass Gearhulk, mimo wysokiego kosztu, wygrywa gry. Springheart Nantuko z kartami, które mają ETB lub enchanterkami to istny królik z kapelusza. Inne zmiany były dosyć kosmetyczne, poniżej lista. 

I wersja na Moxfield <– tutaj.

Brightglass Gearhulk - art. Jose ParodiSix - art. Andrew Mar

(Brightglass Gearhulk – art. Jose Parodi; Six – art. Andrew Mar: najnowsze dodatki, które wygrały pośrednio finał!)

 

Runda 1

Sythis, Harvest’s Hand vs Inalla, Archmage Ritualist vs Lumra, Bellow of the Woods vs Thrasios, Triton Hero & Tymna the Weaver

Udało mi się jedyny raz w tym turnieju wylosować pierwsze krzesełko. Zatrzymałem drugą siódemkę:

Serra’s Sanctum, Arid Mesa, Temple Garden, Wild Growth, Endurance, Finale of Devastation, Aura of Silence

Wiedziałem, że gra na Inalle może się bardzo szybko skończyć bez interakcji, więc keepnięcie Endurance było całkowitym no brainerem. Dodatkowo najsilniejszy land w decku, stabilny rozwój, removal na patyku. Wszystko git na keepnięcie, szczególnie zaczynając. 

W pierwszej turze do łapki doszedł Birds of Paradise, także powoli robiło się porno rozdanie. Niestety, Lumra w pierwszej turze pokazała Strip Mine, więc musiałem liczyć się z utratą Sanctum. 

Jak powiedział, tak zrobił, święty człowiek – w drugiej turze Endurance z pitched Finale of Devastation powstrzymał turbo wina Inalli. W międzyczasie mono green dorzucił Wasteland, co całkowicie druzgotało moje wieloletnie plany kapitałowe – dobrałem Utopia Sprawl i planowałem rzucić obydwie aury na jednego basic landa. Podwójne niszczenie landów to był gimmick, na który zdecydowanie nie byłem gotów.

Mana Screw Lumry i zero kart w łapie Inalli spowodowały, że gra przerodziła się w swego rodzaju 1v1 z krakowskim TnT. Moja śmiała próba zamknięcia gry z podkładką z Veil of Summer nadziała się na dwie kontry. Heliod czekał już w stole na swoją metalową przyjaciółkę Balliste, ale nie miałem tutorów i miałem bardzo ograniczony draw. Próbowałem w szaleńczym pędzie zabić TnT atakami, tłumacząc przeciwnikom, iż talia z czarnym i niebieskim rodzi permanentne zagrożenie. Jednak duży stół robi zawsze większe wrażenie, więc i tak byłem wrogiem nr 1. 

Po dwóch obrotach takich rund, Tymna nadobierała kart, moje Sanctum zostało wybombione w kosmos, a gracz Inalli dał się niestety przegadać i nie zagrał Wheel of Fortune, na życzenie Thrasios Tymna. Pilot sans red z end stepem przeciwnika znalazł Thassa’s Oracle, w swojej pokazał Demonic Consultation i pożegnaliśmy pierwszą rundę. 

Gierka pokazała, że dużo gadania i politykowania może zrobić gierkę, jak mało która. Gdyby udało mi się przegadać zagranie wheela lub nie niszczenie mojego landa, potrwałaby dłużej i być może bym wygrał. 

 

Runda 2 

Magda, Brazen Outlaw vs Stella Lee, Wild Card vs Sythis, Harvest’s Hand vs Thrasios, Triton Hero & Tymna the Weaver

Na resztę turnieju pożegnałem się z rozpoczynaniem gry. Rękę znowu miałem solidną: 

Windswept HeathSerra’s SanctumArbor Elf, Carpet of Flowers, Collector Ouphe, Esper Sentinel

Biorąc pod uwagę, że turę miałem po Stelli, szansa na manę z Carpet była spora. Tak też się stało, stąd w pierwszej turze rampa plus Esper. 

Kolega artefakt soldier dobrał karty, które wylądowały w Wheel of Fortune. Mimo namawiania Stelli, iż mam Ouphe i Stony Silence i zaoram tym Magdę, gracz Izzet wolał iść wokół własnych szans na wygraną. Tym sposobem znowu straciłem Sanctum, tym razem zanim w ogóle dotknęło stołu. 

Nowa ręka nie była zła. Nastąpił stopniowy rozwój, Arbor Elf, Sythis, Cryptolith Rite. Standardowo moja talia wysuwała się na pozorne prowadzenie. Ku mojej uciesze, a dramacie Stelli i TnT, Mono Red postanowił wrzucić Magus of the Moon. Nie bardzo przejął się tym, że ja mam w stole dwa basic landy i 3 stwory dające manę. 

Moja kolejna tura to był set up pod wygraną i potężna dawka polityki. Pokazałem Devoted Druid i Swift Reconfiguration. Stella player zasugerował, że ma removal, ale wtedy wygrywa Magda, a to bez sensu. Remisu też nikt nie chciał grać, bo wszyscy przy stole byli bez punktów. Powiedziałem wtedy jawnie, że nie mam sposobu na wygranie z tej infinite zielonej, jedynie Blind Obedience, żeby zatrzymać Magdę. Na to Izzet przystał i poszło dalej z moim combo w stole, a combo Magdy wyłączonym. 

Potem odstawił się troszkę cyrk. TnT nie byli w stanie nic zrobić, oddali do Magdy. Wyjęta spod prawa smocza królowa kminiła jakiś czas, ale doszła do wniosku, że nic mądrego nie ugra. Stanęło na wrzuceniu Portal to Phyrexia, żeby uwalić mi białą manę. Gracz niebiesko-czerwony po raz kolejny zapewniał, że ma na mnie removal. Po czym w swojej turze… zagrał Stellę z jednego niebieskiego źródła. Ja z końcem zagrałem Endurance, żeby w mojej tapował się dla białej. 

W swoim upkeepie musiałem trochę policzyć w bani szanse. Mogłem zagrać Enlightened Tutor, żeby mieć pewność, że dobiorę coś, co mi wygra grę lub liczyć, że dobiorę coś co da mi redraw i najpierw w mainie zagrać Voice of Victory. Wyszło mi z obliczeń, że lepiej zaryzykować. No i nie myliłem się.

Dobrałem na turę Argothian Enchantress. Voice na stos, jorgnięcie się Stelli, że nie może zagrać Banishing Knack z pseudo-Mountaina i pozostało pokazać, jak domykam. Z infinite zielonej zagrałem Argothian, z basica Enlightened po Whip Silk, z ostatniego źródła białej Sythis, triggerując Argothianke i dobrałem deck, zabijając z Ballisty.

Gierka nauczyła nas, żeby bardzo dokładnie się komunikować, jak dwóch graczy ma wina w stole, a my nie jesteśmy jednym z tej dwójki. Plus, że czasem trzeba liczyć na szczęście. 

Devoted Druid - art. Kimonas TheodossiouSwift Reconfiguration - art. Nicholas Gregory

(Devoted Druid – art. Kimonas Theodossiou ; Swift Reconfiguration – art. Nicholas Gregory : jedno z moich ulubionych combo – zwłaszcza, że często sam sobie je staxuje :D )

 

Runda 3 

Yuriko, the Tiger’s Shadow vs Thrasios, Triton Hero &  Vial Smasher, the Fierce vs Shorikai, Genesis Engine vs Sythis, Harvest’s Hand 

Tę grę pamiętam stosunkowo najgorzej, także opis będzie mocno skrócony. 

W pierwszej turze złapałem Mental Misstep w Wild Growth, co oczywiście popsuło mi cały plan. Potem Yuriko odsłoniła z triggerów Deadly Roilick i Demonic Consultation, co już w ogóle grzebało moje szanse. 

Thrasios Vial stał trochę bez many, Shorikai mocno się rozwijał. Ja, w miarę możliwości próbowałem gonić. Gra wyglądała jak pojedynek 1v1 ninja vs pralka, z dwoma statystami pomiędzy.

Moja szaleńcza próba wygranej rozbiła się o removal, potem spróbował wygrać też Thrasios, ale słusznie podpowiedziałem Yuriko użycie swojej Consultation dla uratowania gry. Zdawało się, że raczej Dimir dowiezie damagem, ale Azorious miał inne plany. 

W swojej kolejnej turze Shorikai zjammował wina, mimo jednej – bardzo ciekawej interakcji – nie udało się powstrzymać. Thrasios Vial próbował Brain Freeze usunąć bibliotekę Shorikaia, jednak ten w odpowiedzi zaczął dobierać deck i wygrał ponad tym. 

Musiałem zatem wygrać ostatnią – a to też nie dawało pewniaka, bo sporo osób miało 6 lub 7 pkt.

 

Runda 4 

Kinnan, Bonder Prodigy vs Sythis, Harvest’s Hand vs Zirda, the Dawnwaker vs Krark, the Thumbless &  Tymna the Weaver

Ło panie, trudne się wylosowało. Na Zirdzie oczywiście Fali, który jak palnik przez masło jechał 2:1, do tego Kinnan i deck, który gra sporo removalu w stwory (tak myślę).

Druga siódemeczka trafiła się całkiem przyjemna, klasycznie rozwój many i draw, do tego mały stax w postaci Rest in Peace – dwa czerwono-białe decki z Breachem i Sevinne’s Reclamation, więc godne uwagi.

Kinnan zjechał muliganem do 3. Śmiałem się do gracza Mardu, że znając koleje losu to ma w tych trzech dwie kontry i kto pierwszy się wychyli ten dostanie bombę. O, ironio. 

Ja w swojej drugiej grzecznie zagrałem Sythis pass, a Fali na Zirdzie zjammowal próbę wina z Grim Monolithu i Zirdy. Dostał od Kinnana Force of Negation w Monola. Jak Boros próbował się bronić, żeby mieć set up na następną turę, to Kinnan dołożył Dispel. 

Tym razem, w przeciwieństwie do poprzedniej rundy, ja byłem tym uczestniczącym w 1v1 ze statystami. Ścigałem się z Tymna Krark o to, kto szybciej się rozwinie. Dzięki removalowi w Tymnę, udało mi się ten wyścig wygrać.

Rozłożyłem Sythisowego pasjansa i czekałem na kolejną turę, żeby domknąć, dzięki Survival of the Fittest. I niestety w turze Mardu trochę mi się pupa spociła. 

Recast Tymny, atak Ragavanem w Zirde, a tam … Tresonous Ogre. Mana, żeby go zagrać załadowana, 33 życia w kieszeni. Jednak mina wielbiciela rzucania monetą wcale nie rozbłysła. 

Z ogra zagrał Krarka, z pozostałych dwóch czarnej many i kolejnych 6 hp próbował usunąć Sythis, ale czar wrócił do ręki i … Pass. Okazało się, że Mardu całą rękę miał w białych i czarnych kartach, więc Ogr zupełnie nie pomagał popchnąć dla niego gry do przodu. 

W międzyczasie Kinnan delikatnie się rozbudował, miał już commandera w stole i dostęp do 4 many. Już czułem w głowie PTSD z Lizbony, gdzie Kinnan, który nic nie robił całą grę, nagle wygrał znienacka. Na szczęście tym razem nic takiego nie miało miejsca. Oddał mi turę, niezadowolony z drawu. 

Zagrałem Survival. Po krótkiej dyskusji moich przeciwników, czy w tym momencie opłaca mi się coś zabijać, doszli do wniosku, że można poczekać co dalej. Wyszukałem w talii Grand Abolisher, aby mieć pewność, że nic złego się nie wydarzy potem. Opponenci jeszcze raz przedyskutowali, czy jest sens coś usuwać, ale doszli zgodnie do wniosku, że raczej nic mnie nie zatrzyma. Co było prawdą. Po resolve Abo, wrzuciłem Devoted Druida ze Swift Reconfiguration, zrobiłem infinite zielonej, odpaliłem Survival, żeby znaleźć Walking Ballista i przywitałem się z finałem. To znaczy wtedy jeszcze nie wiedziałem, że witam się z finałem, bo tabelka była zawiła. 

 

Finał

Tymna the Weaver & Kraum, Ludevic’s Opus vs Thrasios, Triton Hero & Tymna the Weaver vs Zirda, the Dawnwaker vs Sythis, Harvest’s Hand

Creme de la creme, ładny finał się zapowiadał. Dwóch reprezentantów stolicy, jeden z Krakowa i jeden z Poznania, all around the world. 

Jako jedyny nie keepnąłem pierwszej/drugiej siódemki, tylko musiałem zejść do 6. Jeszcze do tego last seat. Nie zapowiadało się wesoło.

Początek dał przewagę w manie dla trzech graczy i ogromnego kopa  w zadek dla Zirdy. Ręka keepnięta wokół Esper Sentinela, który zarobił na dzień dobry orkami od TnT. Moja Sythis pewnie też nie byłaby bezpieczna od mordorskich łuków, gdyby nie to, że wyrwała od TnK z Fiery Covenant. Stół był wyczyszczony i zabawa zaczynała się praktycznie od nowa. 

TnT zagrali dla stabilnego rozwoju Devoted Druid. Padło standardowe pytanie „czy ktoś coś ma na druida w razie czego”. Gracz Zirdy potraktował elfkę bezpardonowo i od razu zdjął ją ze stołu, aby w swojej turze zagrać commandera i iść mana efficient w kolejnych turach.

Mi udało się wrzucić Aura of Silence, kartę, która każdego po trochu blokowała, hamowała możliwość wygrania z Breacha lub z combo Zirdy, stopowała rozwój. Aktualnie jeden z moich ulubionych staxów. Do tego rozwala Mystic Remora i Rhystic Study (o czym jeszcze dalej będzie).

Aura of Silence - art. D. Alexander Gregory

( Aura of Silence – art. D. Alexander Gregory : kinda mvp w dwóch grach!!! )

TnK wysunęli się na prowadzenie, dzięki dobierajkom z commanderów. Udało mi się zagrać Brightglass Gearhulk i z początku planowałem iść po removal na Krauma, jednak zainteresowany nie traceniem swojego commandera gracz pokazał mi Fierce Guardianship i zasugerował, że nie ma sensu marnować zasobów. Kilka chwil trwała dyskusja, pomiędzy TnK oraz TnT, obydwaj starali się mnie nakłonić do swoich racji. Ostatecznie postanowiłem zaryzykować, że blue farma nie ma wyjątkowo dobrej ręki i z gwarancja wpuszczenia Nature’s Chosen i Esper Sentinel, wyszukałem się po te karty. 

Gra kontynuowała w klimacie stabilnego rozwoju. Nikt nie chciał za bardzo się wychylać. Siedziałem ze świadomością, że farma ma Fierce Guardianship i Mindbreak Trap. Do tego dochodził tajemniczy removal w ręku TnT. Pojawiła się Mystic Remora, Wishclaw Talisman. U mnie stół coraz bardziej przypominał prawilny Selesnya kombajn. Jedną z najważniejszych części był Destiny Spinner. 

TnK wyposażyli się w Orcish Bowmasters, TnK w Ranger Captain of Eos i swojego Esper Sentinela. Globalne dobieranie kart pozwoliło zastrzelić kapitana i obydwu metalowych dobieraczy. Moja ręka upasła się dzięki Sentinelowi na tyle, że zaczynałem czuć potrzebę odpalenia. Z końcem tury Zirdy nacisnąłem czerwony przycisk i do rytmu alarmu nuklearnego nie patrzyłem już wstecz. 

Jako pierwszy bait rzuciłem Chord of Calling. Wiedziałem, że dostanie kontrą lub wyszukany Voice of Victory dostanie z końcem removalem od TnT. W swojej turze zacząłem od Earthcraft, trafnie licząc na brak komunikacji między oponentami. Gdyby jeden zdjął Spinnera, a drugi skontrował Earthcraft pozbawiliby mnie potężnego engine. Po przemyceniu odtapowywacza, dodałem Utopia Sprawl na Forest, który już miał Wild Growth. Trzy many za każdego stwora, plus Serra’s Sanctum i Nature’s Chosen dawały mi razem ogromną ilość zasobów. 

Z triggerów Sythis i Argothian Enchantress dobrałem Sowing Mycospawn, więc do ekipy dołączyła również Gaea’s Cradle. Na własne nieszczęście, gracz TnT spytał, czy używam Kicker – akurat miałem w stole Talon Gates of Madara, jedno z dwóch źródeł colorless many. Usunąłem zatem ostatni odtapowany land. Powieszonej z niego many pozbyłem się przechodząc przez fazy. 

Moja tura jammowania robiła się coraz bardziej interesująca. Udało mi się zresolvovać Archdruid Charm i Veil of Summer, dzięki czemu mój Six, Destiny Spinner i Sythis przestali bać się Orcish Bowmasters. Rzuciłem Walking Ballista, jako bait na Mindbreak Trap. Gracz TnK powiedział do reszty, że to musi być bait i jeszcze się wstrzyma z MBT, mimo głosów odnośnie możliwości zabicia Orków. Co oczywiście nastąpiło. Dalej wrzuciłem na bait Heliod, Sun Crowned i tutaj już musiał polecieć Trap. 

Dalej moje pchanie po wina polegało na zagraniu Meticulous Excavation i obracaniu Nature’s Chosen. W tamtym momencie TnT spytali, czy ich removal robi różnicę, ale było już zdecydowanie za późno. W zasadzie jedyny dobry moment na te Swords to Plowshares był przy caście Earthcraft. Od tamtego momentu praktycznie nie robiły mi różnicy i nie przejmowałem się nimi.

Zaprezentowałem loop podnoszenia Nature’s Chosen, grania go z powrotem i odtapowywania Serra’s Sanctum, do którego przykleiłem też podniesiony wcześniej Wild Growth. Tym sposobem dobrałem dowolną ilość kart, wyprodukowałem infinite many (po cofnięciu z Cloudstone Curio Sythis i Enchantress) i zabiłem przeciwników Walking Ballista. 

Cloudstone Curio - art. Heather Hudson

(Cloudstone Curio – art. Heather Hudson – jedna z moich ulubionych kart w tej grze, szkoda, że nie mogę jej używać w większej ilości decków)

I tak oto idąc od dołu, z niepewnym top 4 do praktycznie ostatniej chwili, udało mi się wygrać cały event. Tak właśnie jest z przewrotnością swissa i eliminacji w cEDH. 

Cały turniej był dużo bardziej satysfakcjonujący (nawet, gdybym nie wygrał), niż ostatni qualifier zagrany Sythis. Poprzednim razem zostałem rozjechany 0/3/0, w żadnej grze nie byłem w stanie nawet pograć. Tym razem wszystkie gry dawały satysfakcję, możliwość nauczenia się czegoś ciekawego. Dużo przyjemniej ( z perspektywy czasu) przegrywa się gierki, w których prowadziło się grę, niż takie, w których nic się nie zrobiło.

Sythis pokazała to, czego od niej oczekuję. Możliwość stawania w szranki z dowolnymi playpatternami (Thoracle Consult robi duże problemy, trzeba się modlić o Enduracje), kontrowania creature mety i bycia wypornym na interakcje. 

Oczywiście najważniejsze w zwycięstwie w turnieju jest spokój głowy na cały rok. Mam bilecik na Monachium i do reszty qualifierów mogę podchodzić na całkowitym luzie. 

top 4, od lewej - Konrad Rzodkiewicz (TnK), Mateusz Boczkiewicz (Sythis), Łukasz Faliszewski (Zirda), Piotr Longa (TnT)

[top 4, od lewej – Konrad Rzodkiewicz (TnK), Mateusz Boczkiewicz (Sythis), Łukasz Faliszewski (Zirda), Piotr Longa (TnT)]

 


Mateusz „Boczek” Boczkiewicz – Od małego jestem fanatykiem MtG, wielbicielem siłowni, koszykówki, pokera, szachów, StarCrafta II i wielu innych (nie potrafi skupić się na jednym).

Przy stole cEDH zdecydowanie wolę control niż turbo i rogue od meta.

Całkiem przypadkiem wódz cedhowego klanu Gruul. Ojciec chihuahua z piekła rodem imieniem Rysio, choć od małego kocham Rottweilery.


Wsparcie przez Patronite

Patronite Psychatog.pl, Magic Lore, historia magica, Commander, EDH, cEDH

Gorąco namawiamy do wspierania naszego projektu EDH za pośrednictwem Patronite. Dzięki temu, będziemy mogli opłacać autorów tekstów, a także polepszać wizualną stronę materiałów i serwisu!

Elder Dragons Highlander - smoki założyciele Commandera

Chciałbym w tym miejscu także serdecznie podziękować wszystkim dotychczasowym darczyńcom, którzy wspierali i wspierają Psychatoga i jego twórców!

Komentarze

Psychatog.pl