Wszyscy kochamy bany, zwłaszcza zanim nadejdą. Żaden FNM, GP ani ProTour nie generuje takich emocji w naszym kartonowym świecie, co widmo kolejnego rozpieprzenia przez Wizardów czyichś snów o potędze. Dzięki nim na chwilę wszyscy stajemy się prosami, ekspertami, analitykami wiedzącymi wiele rzeczy na pewno i kategorycznie. O swoje racje względem całkowicie niezależnych od nas przemian jesteśmy gotowi walczyć jak mata z Najmanem, choćby na śmierć i życie (np. grożąc komuś zabójstwem za wyrzucenie Bieda-Lotusa z EDH).
Szczególnie wesoło robi się, gdy – w swej nieskończonej mądrości – Czarnoksiężnicy z Morskiej Krynicy zapowiadają trzy kontynentalne mistrzostwa w Eternal formacie, a zaraz potem anons B&R między dwoma z nich.
Jeśli (tak samo, jak ja) wybieracie się do Włoch na dwa dni dzikiego Legejszenia, a (inaczej, niż ja) celujecie w wynik lepszy, niż solidne 0-9, musicie brać pod uwagę to, jak Wasza docelowa talia zmieni się, polepszy lub pogorszy w szambie, w którym WotC posprząta granatem tuż przed Eternal Weekendem. Poniżej postaram się ułatwić Wam nieco strategiczne dywagacje, jednocześnie wykazując, dlaczego żadna z możliwych decyzji Bano-dziejów nie będzie miała sensu ani znaczenia dla formatu w perspektywie dłuższej, niż piętnastorundowy chaos pod koniec listopada.
MetaAnaliza
Nie znam żadnej Izy, niemniej środkowa sylaba tego podtytułu doskonale obrazuje miejsce, w którym znalazła się meta. Mainowe Nihil Spellbomby, Surgicale, Contaiment Priesty, Ghost Vacuumy, Unlicensed Hearse, wszechobecne Wróżki – Makabry i inne wyrazy miłości do UB Reanimatora, który ściga się sam ze sobą do tego stopnia, że gra już mainowe Dauthi Voidwalkery. Wszystkie objawy martwicy formatowego mózgu stwierdzone, a jednak wciąż znajdują się chętni do twierdzenia, że nie ma tu nic do oglądania i proszę się rozejść – przecież UB to nawet nie 20% mety, a na EW Pittsburgh ledwie 14%, zaś w Top16 – tylko 5 sztuk! Winrate 52% vs wszystko to powód do bana? Panie, kiedyś to było…
Co prawda w tym samym turnieju Reanimator stanowił 25% Top64 i wcisnął trzy sztuki do Top8 (a czwartą na nr 9), ale co tam. Finalnie wygrało przecież zupełnie inne, „fajne” artefaktyczne combo, wystawiające Karna z Tezzeretem t1 lub One Ring dobierający 6 kart. Grajmy lepiej, dobierajmy lepiej albo po prostu kręćmy się szybciej, jak próbują to robić inne talie o gorszej konsystencji, protekcji lub bez planu B i C w pakiecie UB. „No changes” to bardzo prawdopodobne ogłoszenie z kilku powodów, których jeszcze nie zdążyłem opluć. Nieco szerzej o stanie Legacy pisałem już tutaj, przejdźmy więc do nowych argumentów.
„Bo będzie jeszcze gorzej…”
Koronny argument każdej bitej żony (lub męża) opiera się na stwierdzeniu faktu – meta w bólach dopełzła do stanu bieżącego, w którym wiadomo, czym można grać na co i co może wygrać z najlepszą talią, jeśli tylko ta talia nie ma zawsze najlepszej sekwencji swoich najlepszych drawów i zagrań. Wyjmij jeden klocek z tej kałowej konstrukcji, a wrócimy do punktu wyjścia, stękając na Karny, One Ringi, Nadu lub Oopsy gniotące format w miejsce dzisiejszego, wreszcie dobitego hegemona. Najlepsi gracze grają różnymi, najlepszymi taliami, grindując ligi, turnieje na MtGO i w papierze, więc da się, wszystko jest w porządku, bierzcie z nich przykład i „git-gud”. A tak w ogóle, to competitive play nie istnieje, wszyscy gramy przecież radośnie w Commandera przy kuchennym stole, więc nie ma tematu. Dajmy spokój sankcjom banom, bo i tak nie działają, a może być jeszcze gorzej.
„Kiedyś to było” jest drugim członem tego argumentu, wskazującym, że przecież nie tak dawno ten sam format z tym samym best-deckiem miał w sobie jeszcze Griefy, Trolle i PsychoŻaby, więc ile można narzekać? Jest przecież dużo lepiej, niż było. Pamiętam doskonale, że z poczuciem obrzydzenia do formatu w ówczesnym stanie zrezygnowałem z wyjazdu na zeszłoroczny EW w Pradze pomimo kupionej wejściówki, bo nawet niedorzeczna wizja dojścia do topa nie dawała mi żadnej satysfakcji, jako wypadkowa grania połamanymi kartami w chorej grze. Nie grywam w Vintage właśnie dlatego, że nie jarają mnie t1 winy na Black Lotusach ani zwycięstwa w innych grach przy pomocy kodów lub exploitów, a tak właśnie czułem się z UB Żabo-czymkolwiek.
Odłożę na chwilę swoją foliową teorię o celowym sabotowaniu formatu przez WotC pozornymi zmianami i zgodzę się, że jeśli ma być to zmiana taka, jak właśnie omawiane – pojedynczy ban karty A lub B, może nawet w dodatku do karty C – będzie dokładnie tym. Pozorną zmianą wynikającą z głębokiego niezrozumienia formatu, jego specyfiki, dynamiki i play-patternów, prowadzącą albo do efektywnego „no-changes” (jak wcześniejsze bany pojedynczych kart z UB), albo do niekontrolowanej zmiany formatu w Vintage-podobny, medżikowy PornHub, w którym problem zmieni tylko nazwę, a nie postać.
Efekt kozy
Jeśli nie słyszeliście dotąd o kozie rabina, to zapytajcie wujka (Google) o znaczenie tego suchara w dziedzinie błędów poznawczych, ja przejdę do meritum. Raz za razem Wizardzi w tematach banów (nie tylko Wiecznych formatów) wyprowadzają nam z domu kozę, czekając na oklaski. Kto dziś pamięta narzekania na Ragavana, Regenta, Bowmastera, Expressive Iteration czy One Ring? Mam żywo w pamięci poczucie skrajnego bezsensu istnienia, gdy po raz pierwszy jakieś białe kupsko przejęło Inicjatywę nad mym kartonowym życiem w moim t0. Dziś Inicjatywa jawi się jako strategia Tier 3 w Legacy, ale bynajmniej nie dzięki temu, że pozbyto się jej dostatecznie kompleksowo lub dano graczom narzędzia do skutecznej walki z nią.
Wizardzi, niczym zawodowi politycy, odwracają naszą uwagę od bieżących problemów poprzez kreowanie nowych, jeszcze głębszych, bardziej dojmujących, które następnie usiłują pozornie rozwiązywać z rozmaitym skutkiem. Debilizujące rozgrywkę, wszystko-robiące samograje bez żadnych wymagań i realnych kosztów zagościły na dobre w naszych rozgrywkach, przeskakując od Ragavana do Bowmastera, dalej do PsychoŻaby, Tamiyo czy Barrowgoyfa. Usuwając jedną lub drugą z nich w czasie, w którym równolegle wprowadzą dziesięć kolejnych w nowych dwudziestu setach, Czarodzieje zrobią tyle dla formatu, co dla zdrowej diety uczyni popicie poczwórnego McZestawu i frytek pozbawiona cukru Colą. Osobiście uważam, że dojdzie z czasem do efektu odwróconej lawiny – usunięciem dwóch czy trzech „power-banów” (robocza nazwa zakrywania bieżącego problemu nowym, dwakroć bardziej przegiętym) wrócimy do problemów z automatycznie rozgrywającą się Inicjatywą, niepowstrzymanymi skrętkami Oops, All Spells lub innych, starych combo uzbrojonych w najnowsze gadżety.
Co zatem powinno się stać? To, co absolutnie zdarzyć się nie może – wywalenie na śmietnik wielu różnych kart jednocześnie. Oto każda z nich, omówiona osobno.
Daze
Przez wiele lat głosy na temat zbanowania jednej z najbardziej ikonicznych kontr formatu były głośne, zwłaszcza przy powtarzających się okresach dominacji Delver decków. Nie należałem wówczas do ich fanów, uznając kartę za jeden z filarów Legacy, czyniący glass-cannon combo egzotyką, a nie problemem, zaś granie wokół niej – za niezbędny egzamin dojrzałości dla poważnego gracza.
Dzisiejsza dominacja UB Reanimatora (a wcześniej UB Scamu) wynika w dużej mierze z dostępności Daze, podobnie jak nieobecność klasycznej kontroli. „Dopłać 1” nie służy już do karania nieostrożnego combo, lecz do odpowiedzi na jego zatrzymywanie. Będąc na draw z 1 lądem zawsze przegrywamy walkę o cudzy t1 Entomb, jeśli przeciwnik również dysponuje tym narzędziem. Będąc na draw z 1 lądem nie możemy zagrać Daze na cudzy Reanimate w jego t2.
RB Reanimator skręcający się na raz w pierwszej turze ryzykował zawsze wyłapaniem Swords to Plowshares od kontrolnego przeciwnika, choćby i wcześniej zdewastowanego darmowym lub zasilanym fast-maną discardem. Dziś taki topdeck nie ratuje już kontrolnego gracza, bo Sword rzucony w t1 z pojedynczego lądu wyłapuje Daze dobrany z Atraxy, Archona, startowej siódemki lub awaryjnego Brainstorma z drugiej otwartej many, po zagranym w t2 Reanimate.
Najlepsza forma samoobrony formatu stała się narzędziem zbrodni, które w znacznie większym stopniu służy najlepszemu, już zbrojnemu w FoWy i FoNy, combo, niż kojarzonemu z Dazem przez całe lata aggro. Wyrzucenie go z Legacy uczyni również pierwszoturową Tamiyo znacznie słabszym win-conem, uniemożliwiając granie jej na pałę z wrednym, kocim uśmiechem geniusza, który wygrał jednomanowym planeswalkerem, schowanym za darmowym Timewalkiem w removal przeciwnika. Taki ban w połączeniu z dowolnym z opisanych niżej, skutecznie detronizujący UB, prewencyjnie ograniczyłby dynamikę UR, które – po skasowaniu wyłącznie płaszczyzny reanimacyjnej dzisiejszego best decku i pozostawieniu Daze w spokoju – wróciłoby niechybnie do swojej historycznej pozycji lidera.
Reanimate
Ze wszystkich narzędzi terroru dzisiejszego hegemona, to jedno uważam za zdecydowanie najgroźniejsze. Wskazuję je z bardzo ciężkim sercem – od Reanimatora zaczęła się moja przygoda z Legacy, składanym z crapu w czasach, gdy jego UB wersja była słabszą, od później ukochanej i wielokrotnie ogrywanej, pożyczanej i tłumaczonej innym „klasycznej” RB. Jednakże wyrzucenie tytułowej karty z dzisiejszego TierS nie zabije jego starszego brata tak, jak zrobiłby to ban Entomba. Fakt, że grobowy tutor już kiedyś wyrzucono z formatu nie jest dla mnie argumentem – bez niego Reanimacja w dowolnej formie nie ma racji bytu, bo nie ma też żadnego odpowiednika (nie wspominajmy o Unmarked Grave). Przez lata RB nekromanci grali playsety Griselbrandów i innych, horrendalnych kloców, by mieć szansę znaleźć je i zdiscardować naturalnie do handsize’u lub z pomocą Faithless Looting / Careful Study – tak ważny jest ten efekt w tej strategii. Przytaczanie list RB Reanimacji bez Entomba z GP 2014 jest… Nieuczciwe, o ile ktoś naprawdę nie zauważył ponad dekady różnic zachodzących w grze i tej jej odmianie. Również troska o ludzi odchodzących z formatu za sprawą hegemonii UB jest źle skierowana – RB Reanimator był zawsze najprostszym deckiem do nauki Legacy, nawet dla nowicjuszy w MtG ogółem. Prostszy w obsłudze nawet od Show&Tell (bo pozbawiony cantripów), zapewniał łatwy, efektywny, spektakularny gameplan, który jednocześnie był doskonale znany każdemu przeciwnikowi i bez większego problemu pozwalał kontrolować siłę tej strategii w większych turniejach oraz w szerszym ujęciu. Uważam, że bez Entomba pożegnamy się nie tylko z tymi, których format odstraszył jego bieżącym kształtem, ale też z tymi, których nie zdąży zachęcić ciekawą, mocną, lecz nie przekraczającą tier 2 kombinacją.
Wyrzucenie Reanimate spowoduje kilka różnych, niezwykle istotnych zmian. Po pierwsze, zmusi UB do grania Animate Dead, o ile talia pozostanie przy combo planie, a nie zamieni się całkowicie w UB Tempo. To oznacza nie tylko znacznie szerszy wachlarz odpowiedzi (sajdowych, a także incydentalnych – mainowych) na wskrzeszający enchantment, ale też znaczne osłabienie play-patternu z Daze, jeśli ten pozostanie w formacie. Nie ma już szans kontrowania cudzego „Dopłać 1” na play przez dołożenie lądu t2 i Reanimowaniu stwora po zagranym w t1 Entombie, a nawet po zagraniu obu tych kart w drugiej turze, po pierwszoturowym Thoughtseize lub wygranym pojedynku na kontry. Najlepszy combo-control nie może już tak łatwo skręcać się t2 ani zatrzymywać one-landerów. Nie może równie łatwo kraść cudzych narzędzi z grobów, co nie tylko wypycha z mety Inicjatywę czy klasyczne RB, ale czyni wszelkie mirrory archetypów i kolorów smętnymi zawodami w łapki, gdzie removal nie ma większych konsekwencji, podobnie jak mana denial.
Dowodem absurdalnej roli Reanimate w konstrukcji UB jest fakt, że nie tylko nie działa na nią regulator w postaci Wastelanda, lecz również to, że najlepszy combo deck sam go używa. Przeciwnik grający „z tyłu” nie ma czasu ani sensu ucinać lądów Reanimatorowi, skoro tamten i tak skręca się z jednego. On sam, oberwawszy Wastelandem na draw, ma jeszcze mniej czasu i zasobów do znalezienia kontry, hejtu, tempa lub removalu na to, co Reanimate zaproponował jako GG.
O ile RBx Reanimacje poradzą sobie z takim spowolnieniem, dziś i tak grając Shallow Grave jako domyślny enabler, a jednocześnie pozostając na poziomie tier2, o tyle dla obecnego UB z Animate Dead wszystko staje się droższe i słabsze. Atraxa lub Archon z -1 z przodu to oczywiście i tak już musztarda po obiedzie dla przeciwnika, niemniej wciąż ta drobna różnica w clocku może mieć znaczenie w dłuższych grach. Te zaś staną się dłuższe siłą rzeczy, jeśli nie będą mogły skończyć się tak po prostu w drugiej turze lub z tylko jednym lądem. Również kontrole, odzyskując nagle kolejne kopie skutecznych odpowiedzi (Prismatic Ending), mogą złapać drugi oddech, tym mocniej spowalniając szaloną dziś szybkość formatu.
Tamiyo
Ostatni raz krzyczałem „ban!” tak szybko i głośno na widok spoilerów Felidar Guardiana. Jednomanowy planeswalker wymagający Brainstorma w formacie z Brainstormem jest dowodem inteligencji mierzalnej wyłącznie w wartościach Plancka. Dorzućmy mu jeszcze blokowanie wszystkiego wielkim, latającym dupskiem, darmowy card advantage, wymienianie removalu 2 za 1, obronę przed całym stołem, wyjadanie najlepszych kąsków ze śmietnika i kończący grę ultimate, a wyjdzie nam perfekcyjnie zbalansowana karta.
Latająca, dociekliwa studentka 0/3 nie tylko oferuje UB Reanimacji szybki, solidny plan B, synergiczny z całym toolboxem talii, pozbawiony jakichkolwiek kosztów dla planu A i całkowicie ignorujący cały hejt formatu względem niego. Przede wszystkim Tamiyo neguje podstawowe narzędzie, jakie fair decki posiadały względem combo – zegar. Combo, które nie otwierają perfekcyjnej siódemki, muszą wybierać między ilością, a jakością kart w relacji do czasu, w jakim zdołają wykonać swój plan przy ograniczonych zasobach lub jaki jest im potrzebny do znalezienia właściwych jego elementów pod narastającą presją.
Księżycowa Ziomalka (Moonfolk) jest większa od wszystkiego, co format oferuje w pierwszych turach, przed removalem chroni ją Daze, FoN, FoW, a nawet praktycznie darmowy Reanimate. UR tempo potrzebuje kilku kart i triggerów (Dragon Rage Channeler) lub szczęśliwego topdecku (Delver) do zaprezentowania czegoś, co może powstrzymać dobierania kart przez Tamiyo w ataku. Każdy atak zablokowany przez jej pierwszą stronę lub zmniejszony przez dodatnią zdolność drugiej, to atak mniej w Nekromantę. Od zawsze Reanimate było odgryzane z talii po kawałku, z utratą HP. Tamiyo neguje ten mechanizm, czyniąc Reanimate użytecznym dłużej, dając czas na ich swobodne szukanie w bardzo wolnej ręce (co czyni mulligany bardzo rzadkimi), wytrzymując ataki nawet dużych, 3/x stworów (zmniejszanych o 1, przy jej +2), poprawia redundancję talii wbudowanym Regrowthem, a przy okazji, gdzieś w międzyczasie, wygrywa gry za 1 manę.
Zbanowanie tej karty osłabi nie tylko najlepszą talię, lecz także wszystkie inne, Ux decki, mogące bezkarnie łowić przeciwników na wabik pierwszoturowego win-conu, dzięki czemu spokojnie zjadają śniadanie Cephallidem lub dobierają cały deck Nadu. Dzięki temu non-U fair, aggro i midrange strategie, zrobią krok w stronę powrotu z niebytu, w którym znajdują się obecnie. Brak 0/3 stwora zmieniającego się w planeswalkera rosnącego o 2 co turę daje również szanse na powrót Punishing Fire do talii pokroju Mavericka czy Landów, co z kolei powinno przytrzymać w szachu UR Delvery, kocie Energie, wracające z grobu Nethergoyfy, Bowmastery, Glaring Fleshrakery i inne x/2 cuda.
Jeśli – co uważam za bardzo prawdopodobne – w najbliższym B&R otrzymamy znowu pojedynczy ban, nie widzę dlań lepszego kandydata, zarówno przez wzgląd na UB, jak i dobro całego formatu.
Nadu
Jeśli nawet Wizardzi otwarcie przyznają się do błędu, to wiesz, że ktoś coś naprawdę solidnie spieprzył. Wydrukowana w secie do Moderna karta projektowana do Commandera okazała się katastrofą dla obu tych formatów, z obu wylatując w imponującym tempie. Dlaczego zatem miałaby być problemem w innym Eternal formacie?
Przede wszystkim Nadu to bubel, babol, kasztan, fuszera, błąd na poziomie projektu i kontroli jakości, za który konsekwencje ponieśli gracze. Jedynym powodem braku jego dominacji w statystykach formatu jest odrażający gameplay, wynikający z archaicznego softu MtGO. Uskrzydlona Wiedza pasuje idealnie do kilku różnych konstrukcji, nie niosąc ze sobą żadnych deckbuildingowych restrykcji, świetnie blokując, omijając Bolty, utrudniając Fatal Pushe, wymieniając się z removalem zawsze 2 za 1, podkładając się pod FoWa, dając niepowstrzymywalny card advantage ignorujący Bowmastera, a także każdy inny combo-hate typowy dla formatu, jak Igły, Klatki itd.
Nadu nadmiernie poprawia już wcześniej dobre, dwukartowe combo z Cephallidem, w zielonych konstrukcjach wchodzi z Green Sun’s Zenith, a nawet po lekkiej przycince z triggerami jego niezliczonych enablerów gwarantuje idiotyczną rampę oraz przewagę zasobów, której pozazdrościć może odkrywająca trzy rodzaje kart Atraxa. Konstrukcje oparte na tej abominacji są dziś postrzegane głównie jako przeciwwaga dla UB, a także jako częściowo wskrzeszające wybite strzałami orków Elfy i im podobne buildy. Niestety, w wypadku wydłubania tylko jednego lub drugiego klejnotu z korony UB, spodziewam się dominacji Nadu w stylu podobnym do straszliwych czasów Oko, czy – z zachowaniem proporcji – prehistorycznych Miracli i Standstilli, a więc pseudo-gier, które niby jeszcze trwają, bo niby nikt jeszcze nie przegrał, ale wyłącznie do przeciwnika należy decyzja, czy chce tracić więcej czasu na obserwację dobierania 30 kart przez najsłynniejszą, commanderową abominację.
Do tego wszystkiego, Nadu dobrze łączy się z Dazem i Tamiyo, w zielonych konstrukcjach blokuje stół już od drugiej tury, w odróżnieniu od innych legendarnych win-conów w formacie jego efektu nie zatrzymuje dobrze Karakas. W aspekcie oddziaływania na stół przypomina Leovolda, jednak znacznie lepszego, tańszego w kolorach, z wbudowanym niehejtowalnym value trainem. Mogę wymieniać dalej, ale miejcie litość nade mną i nad sobą. Tylko nie nad Wizardami i ich spieprzoną robotą.
Kozilek’s Command
W wypadku wdzierającego się przebojem na najwyższe stopnie podium Karn-combo-prison-rampy znanej również jako Mystic Forge, trudno wybrać jeden, najpoważniejszy problem. Ten z całą pewnością istnieje w wypadku talii zdolnej do stawiania dwóch planeswalkerów w pierwszej turze, którzy deterministycznie wygrywają ją w kolejnej, mającej nieporównywalny z niczym reach po wszystkie elementy dowolnego z przynajmniej trzech głównych, doskonale przeplatających się planów. Iskrą rzuconą na tę beczkę prochu okazało się najnowsze wcielenie Tezzereta, jednak to nie on sam generuje tak chore value na instancie.
Kozilek’s Command w połączeniu z Glaring Flashrakerem, to efektywnie Kozilek’s Ritual z dodatkowymi opcjami. Schematy tworzone z małym Eldrazim pozwalają zagrywać jeden rytuał w drugi praktycznie za darmo, równocześnie zastawiając stół blokującymi przeciwnika Lava Dartami. Pełna kontrola grobu, removal i selekcja kart to wszystkie elementy, których artefaktyczne talie nigdy nie posiadały i to z bardzo dobrych powodów. Będę jeszcze rozpisywał się o skasowaniu przez twórców gry jej color identity oraz projektowaniu wszystkiego pod Commandera, czego niniejszy Command jest doskonałym przykładem.
Rozkaz Kozilka powoduje, że wysypujący się po stole w dwie tury Forge nie może się zaciąć. Tytułowa karta przez wielu graczy talii określana jest jej najsłabszym elementem, bo zarówno K-Command jak i One Ring zapewniają o wiele większe inevitability od blokującej się na lądzie czteromanowej przeglądarki Mystic Forge. Połączenie funkcji czerwonego burna, zielonej rampy i zielonego Foga ze stawianych dronów, czarnego grave hate’u, niebieskiego scryingu oraz białego removalu na instancie za dwie szare many przegina pałę goryczy.
Po raz kolejny ostrzegam przed patrzeniem na Forge Combo wyłącznie jako na alternatywę formatu dla Reanimacji. Po pierwsze, jego win rate przeciw niej na amerykańskim EW oscylował wokół 50%, po drugie rozmawiamy tu o zapobieganiu chorobom, a nie o ich leczeniu. Przypominam argument „bo będzie jeszcze gorzej”, oparty na słusznej obawie o połknięcie formatu przez X lub Y po zdemolowaniu samego Reanimatora. Talia śmiejąca się z kontr, łamiąca normalny rozkład many daleko poza to, o czym przez lata marzyły 12-Posty, grająca jak artefaktyczny Storm, który po zatrzymaniu się w połowie skrętki zostawia w stole generujące value permanenty, nie wróży nic dobrego poza chwilową, mściwą satysfakcją graczy zmęczonych dominacją talii kumulującej w sobie najbardziej oczywiste, dzisiejsze problemy.
Zbanowanie Kozilek’s Command odbierze talii wszechstronność selekcji, nieprzewidywalność obrony i nieuchronność zwyciężania, sprowadzając ją do poziomu Tier 1 z bieżącego Tier-walnij-się-w-łeb. Uporczywie podkreślam, że w omawianym scenariuszu wylatuje ona z formatu na urwanych skrzydłach Reanimacji, gdyż w przeciwnym razie odebranie jej narzędzia do kontroli grobu, którym wciąż władają Dimirowe kolory, byłoby oficjalnym stemplem zamknięcia Legacy.
The One Ring
Wszyscy Moderniarze z pewnością czują jeszcze miłosne objęcia Jedynego przy siadaniu na krześle. Wszechobecność tego Fogo-Harmonize na kiju od kontroli, przez prisony po comba była najlepszym przykładem omawianej tu taktyki rozwiązywania kryzysów – kryzysem. Umyślnie zaprojektowany jako przegięty must-have powerhouse, a zarazem chase-lottery karta, One Ring powoduje, że zagranie go all-in w pierwszej turze z 3 lub 4 kart nie może być efektywnie pokarane z poziomu battlefieldu (protekcja) i nie stanowi realnego kosztu (odbudowanie zasobów w dwie lub nawet tę samą turę). O ile w wypadku Show&Tell stanowił średnio pasujący do całości dodatek, a MonoRedom pozwalał na odbudowanie po przepalaniu zasobów w pierwszej turze, o tyle w wypadku Forge Combo jest stuprocentowym cheatem.
Artefaktyczny deck może dowolnie przekręcać i odkręcać Pierścień, w połączeniu z podglądem z Forge i selekcją z Kozilek’s Command tworząc nieskończoną pętlę dobierania i manipulacji talią. Po raz kolejny uwydatnia się stormopodobna natura konstrukcji, która – poza słabym mulliganowaniem – nie może przyciąć się na manochłonnych, niesynergicznych elementach, wymagających specyficznego sekwencjonowania. Zamiast tego w dwie tury (a niekiedy już w pierwszej) tworzy z nich istne perpetuum mobile, generujące niemożliwe do nadgonienia value.
The One Ring to jeden z elementów wynoszących moc tej talii do poziomu Vintage. Projektowy bubel pokrewny Nadu, w tym wypadku jednak intencjonalny. O ile talie typu Stompy ryzykują przegranie do własnego Pierścienia po kilku dodatkowych drawach (zwłaszcza przy obecności Bowmasterów po drugiej stronie), o tyle w wypadku Mystic Forge i jego zasięgu manipulacji talią owo ryzyko zbliża się ku zeru, podobnie jak realny koszt zagrywania karty za cztery many w talii generującej jej 6 w t1-t2.
Chcąc za jednym zamachem uniknąć negatywnych konsekwencji pozostawienia kolejnego z licznych zagrożeń, wymagających natychmiastowych odpowiedzi (których nie ma, wyłączając ograniczone w ilości i kosztach kontry) w talii mającej ich nadmiar, jak też odzyskać zmarnowany potencjał projektowy One Ringa, proponuję rozwiązanie jeszcze mniej prawdopodobne, niż ban – restrykcję.
W bieżącej konfiguracji narzędzi i tworzonej przez nich mocy, Pierścień generuje value na poziomie Vintage, więc powinien być traktowany adekwatnie (zwłaszcza, że analogiczna wersja tej talii też tam funkcjonuje). Jako element wishboardu Karna mógłby pozostać zarówno silnikiem, jak i tarczą w tej samej konfiguracji zabawek, jednak nie od pierwszej tury i nie jako kolejny z serii obojętnie których, wygrywających topdecków. Dodatkowo koszt oryginalnie zaszyty w projekcie karty stałby się realny – powoli nakręcająca się, nieuchronna autodestrukcja właściciela na karcie, której nie można i nie powinno się zastępować jej kolejną kopią. Jedyny Pierścień, jak wskazuje jego nazwa i cały sens świata pożyczonego przez MtG do tamtego setu, powinien być jedyny.
Orcish Bowmaster
Tyle banów za nami i co? Wciąż uważacie, że Bowmaster to jakiś problem obok Griefa, PsychoŻaby lub Trolla z Khazad-Dum? Przecież to nawet nie zabija Storma w odpowiedzi na Echo of Eons! Świetna, bardzo skillowa karta, ograniczająca złe Brainstormy.
Oto tylko kilka z argumentów bardzo znanych streamerów i osobistości w naszym maleńkim światku starych dziadów zajmujących się swoim Dziedzictwem. Uważam je za bardzo nieuczciwe i zaskakująco głupie. Karta, której jedyną racją funkcjonowania w formacie pomimo kolejnego designu zidiocającego grę (o tym za chwilę) było ograniczanie dominacji niebieskich talii, przyczyniła się do ich umocnienia być może bardziej, niż wiele wcześniej zbanowanych. Podobnie jak Vexing Bauble, w założeniu mający powstrzymywać darmowe kontry, stał się głównym narzędziem strategii na nich bazujących, tak i Orkowie wsparli dokładnie to zło, z którym mieli walczyć, rykoszetem waląc po wszystkim, co istotnie trzymało je w ryzach.
Brainstormowanie stało się nie trudniejsze, a nudniejsze, przywracając grze durny mechanizm starego Legend Rule: kto zagra swojego Bowmastera jako drugi – wygrywa. W zestawieniu z wszechobecnym Reanimate, podobnie jak z Tamiyo, wciskanie orków na pałę pod removal i tracenie ich bez interakcji również straciło na znaczeniu. Brainstormy i Pondery, którymi szastanie na prawo i lewo tak irytowało nie-niebieskich graczy formatu przez długie lata, dowolnie poprawiające złe siódemki, znajdujące paniczne kontry z topa, sklejające brakujące elementy combo lub removal na nadjeżdżające aggro, nijak nie zmniejszyły swojego udziału w mecie ani znaczenia dla rozgrywki, skoro parę strzałów z cudzego Bowmastera zaraz zmitygujemy własnym.
Zamiast dowolnych Ux decków, Mistrzowie Łuku pokarali wiele kluczowych dla formatu kart i archetypów. Zmiecione z planszy zostały Elfy, Death&Taxes, po łbie dostały Paintery, Gobliny, Infect, a nawet RB Reanimator. Zniknęły Inicjatywy w obu kolorach, zawinął się 8Cast, wracając dopiero niedawno w zupełnie innej formie. Atraxy, zastępujące smutne Griselbrandy, świetnie czują się w orkowym towarzystwie. Niedobitkom elfów i ich rozmaitych małych, zielonych kuzynów z dziwnymi umiejętnościami, na pomoc przylecieć musiał dopiero degenerat w postaci Nadu, zaś wieloletni gatekeeper i policjant formatu – DnT, odstawiło praktycznie cały pakiet Taxów na rzecz blinkujących się value stworów i splasha na B po… Orki przeciwko Orkom.
Jedyny realny wpływ na nadmiarowe dobieranie Bowmaster wywarł na karty pokroju Sylvan Library czy Glimpse of Nature, poszerzając drogę do chwały dla niebieskich combosów, choćby przez wysłanie do lamusa spowalniaczy formatu takich, jak Thalia, Guardian of Thraben. To prawda, że Orkowie rzuceni w odpowiedzi na przekręcenie Ringa w kolejnej turze od jego wejścia istotnie zwiększają presję na jego posiadacza, ale taliom zagrywającym jeden Jedyny Pierścień w drugi bez większego wysiłku nie robi to większej różnicy, podobnie jak formatowi.
Orcish Bowmaster to kolejny przykład dramatycznego designu. Poczynając od kosztu (zamiast bardziej restrykcyjnego i zgodnego z intencją ograniczania cantripów, jak BR, BG czy nawet BB – banalnie splashowalny xB, krzyczący o zestawienie z U), przez Flash, po same umiejętności, otrzymujemy za 2 many na instancie removal, blokera, Ambush Viper, dwa ciała (w tym jedno rosnące), presję, samodzielny win-con i darmowe triggered ability karzące przeciwników za próbę znalezienia rozwiązania tak łatwo wygenerowanego przez nas problemu. Karta ta skutecznie ogranicza deckbuilding, wcielanie do formatu nowych kart i strategii, zwłaszcza tych, które historycznie nakładały największą presję na talie, w których Bowmastery czują się dziś najlepiej. Nieskutecznie działa zaś przeciw dominującym taliom, wpasowując się w konglomerat kart, z których każda pojedynczo była lub jest warta przynajmniej rozważenia w kontekście bana. A tak się jakoś dziwnie składa, że większość z nich od lat mieszka w tym samym deckboxie.
Brazen Borrower
Skoro już mówimy o narzędziach rozwiązywania problemów służących wyłącznie do generowania problemów, czas wytypować może najmniej oczywistego kandydata do bana. Przez długie lata istnienia Legacy combo decki musiały mieć w sajdzie żelazny zestaw kart przełamujących hejt, który z pewnością pojawi się po pierwszej grze. Jakość, koszt i wszechstronność tych odpowiedzi naturalnie zmieniała się z czasem, jednak wciąż Reanimator nie mógł zatłuc przeciwnika zagranym Wear / Tear lub Reverent Silence, podobnie jak Dredge nie ustrzelił niczego oprócz Leyline of the Void zagranym Void Snare, Echoing Truth czy Nature’s Claim.
Co więcej, mulliganowanie się do odpowiedzi na odpowiedź kosztem konsystencji bazowego combo, dodatkowo pod rosnącą presją ze stołu przeciwnika, generowało dodatkowe problemy. Te można było rozwiązywać koślawymi planami B, które omijały spodziewany hejt, jednocześnie wymuszając rezygnację z pierwotnego, najlepszego planu.
Żadna z tych starych reguł nie jest już prawdziwa dzięki Brazen Borrowerowi.
Złodziejska wróżka nie jest nieporęczną cegłą w ręce kombiarza, która może trafi we właściwy hejt, a może będzie patrzeć na tłuczenie właściciela szybkim aggro lub cudzym, jeszcze szybszym combo. Nie posiada dziwacznych restrykcji czasowych, jak Serenity czy Drop of Honey. Nie generuje dodatkowych kosztów, jak Force of Vigor, Dismember czy nawet Swords to Plowshares. Nie wymaga bezsensownych splashy na niepotrzebne w głównym planie kolory, jak wspomniany już Wear / Tear. Nie jest martwą kartą poza ściśle określoną strefą, jak Surgical Extraction. O wiele bliżej jej do Contaiment Priest, z tym tylko małym dodatkiem, że przelatuje nad stołem przeciwnika, ma trójkę z przodu, podpina się pod FoWa, blokuje w powietrzu i usuwa ze stołu cokolwiek się nam nie podoba.
Borrower powoduje, że UB Reanimator może mieć głęboko w metaanalizie przeciwne Leyliney, klatki i krypty. Nie musi się wysilać na ich kontrowanie, marnować slotów w sajdzie na wąski removal, bez wysiłku przesiadając się z planu combo na plan aggro. Dodatkowe evasion wróżki, wysyłające ją na Adventure, gdzie może czekać bez ograniczeń na dogodny moment do powrotu, daje wirtualne card advantage, co jest jeszcze większą perwersją jak na kartę z kategorii anty-hejtu. Jej mainowa użyteczność powoduje, że praktycznie nie istnieją matchupy, w których byłaby słaba (jak mainowe Spellbomby czy Surgicale, grane w desperacji przez resztę mety), a darmowe winy, które powinny zdarzać się np. Chalice-deckom przeciw talii złożonej z 24 „jedynek”, po prostu przestały mieć miejsce.
Usunięcie z formatu Brazen Borrowera znacząco osłabi winrate UB przeciw czemukolwiek w ciemno, przywracając dynamice hejtu i anty-hejtu to, co powinno być niezbywalnym elementem gry tak samo, jak untap na początku tury – koszt. Odbierze też Reanimatorowi kolejny element przewagi w kartach (otrzymanie bardzo dobrego ciała w dodatku do, a nie zamiast removalu na pojedynczą kartę przeciwnika). Jej dalsze funkcjonowanie w Legacy nie rozwiązuje problemów innych niż te, które wszystkie inne decki bezskutecznie próbują sprawić najsilniejszej talii, czego najlepiej dowodzi fakt, iż to właśnie ona gra najwięcej jej kopii.
MDFC „shock” lands (B)
Na deser coś, co finalnie ośmieszyło WotC w poprzednim ogłoszeniu B&R, ukazując w pełnej rozciągłości, że kluczowe decyzje w temacie Legacy podejmują osoby o rozeznaniu porównywalnym z wiedzą chata GPT, a może nawet w oparciu o taką. Oops, All Spells to talia emblematyczna dla Legacy nie mniej, niż Reanimator, a jeszcze mocniej definiująca pojęcie „glass-cannon”. Dorzucenie do niej nowych, dwustronnych czarnych lądów, poprawiło jej konsystencję znacznie powyżej szklanego poziomu, a jej słabsza, niebieska wersja, pokazała siłę tej zmiany na najwyższym poziomie rozgrywek w Modernie.
All Spellsy były zmorą lig MtGO, bo ich tempo rozgrywki wraz z poprawieniem jakości talii, wciąż udoskonalanej przez społeczność naprawdę wielkich mózgów, nie ma sobie równych, podobnie jak frustracja wszystkich przegrywających t0 do skrętki popartej Pact of Negation, płynnie przechodzącej transformacje wokół hejtu w g2. Osobom przedkładającym statystyki nad subiektywne poczucie stylu i przyjemności z gry za argument w obronie Oopsów przed banami zawsze służyła procentowa obecność talii w formacie, nie wykraczająca poza 5%. Uważam jednak, że przy przemianie talii w wydajne, powtarzalne combo, które przestało przegrywać samo ze sobą w co drugim rozdaniu i nie jest już od dawna zmuszone szukać antyhejtu, Oopsy chętnie zajmą miejsce największego grobowego straszydła, jeśli tylko zwolni je UB Reanimator obrywający jednym lub dwoma banami. Taka, bardzo prawdopodobna sytuacja, rozluźniła by nacisk formatu na mainowy i sajdowy hejt, szybko niwecząc banową terapię szokową efektem jojo.
Usunięcie zarówno Fell the Profane, jak i Agadeem’s Awakening z talii nie wymaże jej z formatu. Przez lata istniała pomimo ich całkowitego braku, a dziś, mając do dyspozycji całą gamę MDFC lądów, sama nie gra nawet ich playsetów, spokojnie oscylując wokół 13-15 sztuk i bazując na innych źródłach fastmany. Ban Fell the Profane pozbawi talię również relatywnie łatwej odpowiedzi na hate-beary, osłabiając konsystencję lub wymuszając stosowanie zamienników w innych kolorach, a przede wszystkim utrudniających pierwszoturowe wygrywanie z Dark Ritualu. Ekwiwalenty, które zawsze wchodzą stapowane, jak Blackbloom Rogue, Bloodsoaked Insight czy Glasswing Grace, dadzą przeciwnikom przynajmniej jedną turę gry na zrozumienie, z czym się mierzą, a więc i cień szansy na podjęcie jakichkolwiek decyzji, zupełnie nie występujących w pierwszych grach przeciw All Spells w obecnym kształcie. Jednocześnie nie unicestwi to talii, jak chcieliby niektórzy na kanwie wyjątkowo silnego obrzydzenia, co zrobiłyby bany dowolnego z jej głównych win-conów.
Oopsy to całkowicie atypowa sztuczka, najdoskonalsza postać wszystkich gównodecków, które składaliśmy niegdyś przy kuchennym stole z kumplami po piwie (no dobra, po bardzo wielu piwach). Jest też absurdalnie tania, kusi nowicjuszy skrajnie nieinteraktywnym gameplayem i jako taka, stanowi dobry próg wejścia w format. Za tym progiem powinna jednak potykać się regularnie o własne nogi i rozbijać sobie głupi ryj, tak dla dobra innych, jak też jej własnych graczy.
Jakoś to będzie
No właśnie – ale jak? Nad tym pytaniem głowię się od miesięcy, przeczesując włosy w poszukiwaniu zakoli. Jeśli z formatu wyleci tylko Tamiyo, czy sam top mety ruszy się jakkolwiek? Wątpię, gdyż UB było tym, czym jest, na długo przed jednomanowym planeswalkerem i poradzi sobie świetnie bez niego. Wedle moich predykcji, wywalenie Reanimate spowolni je, ale nie zmieni istotnie, choć uczyni łatwiejszym do pokonania. Ban Entomba natomiast, najczęściej skandowany przez większość tuzów formatu, odwróci proporcje UB tempo i ogryzka Reanimacji, do którego przyklejeni będą ludzie kupujący i ogrywający deck w katatonicznej rozpaczy na tydzień przed wylotem do Włoch.
Dlatego właśnie walczą we mnie dwie koncepcje. Pierwsza, autorska, to talia ogrywana przeze mnie ze świetnym skutkiem na turnieju łódzkim, a następnie z mizernym na warszawskim. Po wielu analizach i playtestach wiem, że nie straszni jej topowi planeswalkerzy formatu i niebieskie smoki, a jej świetna konsystencja i zasięg pozwalają mi zrobić to, co – niestety – powinny robić wszystkie talie w obecnym formacie: wciskać na chama win-con w t1-t2 z zapytaniem, czy przeciwnik ma, czy też nie. Druga, to nietypowa, ale szalenie sukcesywna (bo topowa) iteracja best decku z mocnym twistem w sajdzie. Jeśli jednak zdecyduję się na nią i wyłapię kopa banem w dowolne z jaj stanowiących o sile archetypu, będzie bolało jeszcze mocniej, niż piękna śmierć z honorem na zgliszczach autorskiej konstrukcji.
Decyzję podejmę w najbliższych tygodniach i również coś o niej napiszę, w kolejnej odsłonie niniejszego mini-cyklu „road to EW”, ale na koniec chciałbym ponownie zwrócić Waszą uwagę na sprawę kluczową dla naszych ulubionych formatów i walcujących je banów.
Jakkolwiek będzie – nie będzie lepiej
Możliwe, że wszystkie moje wcześniejsze predykcje trafią kulą w płot, a moja argumentacja nie znajdzie Waszego uznania w żadnym elemencie. Bardzo możliwe, że po jednej lub drugiej zmianie format zabulgoce lekko i wróci do stanu wzburzonej tafli jeziora – niby żywego, ale z gruntu smętnego obiektu, który nigdzie się nie wybiera i do pływania po którym też nie ma zbyt wielu chętnych. Nie pozwólmy jednak również tutaj narzucać sobie wyłącznie personalnych antypatii, przykrywających naszym zmęczeniem matchupem X powtarzalną niekompetencję i olewactwo ludzi zarabiających gigantyczne (nasze) pieniądze za robienie tego, czego nie robią dobrze.
Legacy Beyond
Już dziś Wizardzi ledwie zipią w nadążaniu za własną sraczką wydawniczą. Już widzieliśmy alarmowe pre-bany kart z nowego formatu, bo przy oklejaniu palet ktoś przypomniał sobie, że rozpieprzą Pauper w drzazgi. Flagowy okręt MtG – Commander – dojony na cztery ręce nie zapewnia nikomu jakości ani stabilizacji, bo nawet pomimo projektowania już absolutnie wszystkich kart pod bliżej niesprecyzowane potrzeby tego formatu, Wizardzi nie potrafią zrobić tego dobrze (vide Nadu), uznając, że ilość, to też jakość. Zespoły testowe, zagonione do wypluwania nowego Universe Beyond, nie mają jak skontrolować jakości tego, co tworzą, w kontekście szerszym, niż Standard i draft, a nikomu nie trzeba tłumaczyć, w jakiej kondycji znadują się obydwa.
Formaty starych dziadów, niechętnych kupowaniu Gąbkowych Bobów, Aquamanów i Świata według Ludwiczka, z dawna pozbawione wsparcia, sankcjonowanych rozgrywek, dostępu do kart, których organizator nie produkuje, a jednocześnie wymaga, są dwudziestą kolejnością odśnieżania. Nikt nie będzie sprawdzał, czy ugotujemy się w oparach absurdu wywołanych kolejnym Ragavanem, One Ringiem lub Nadu, a kolektywne wycie o wywalenie akurat tej jednej rzeczy, która IMHO śmierdzi najbardziej, spowoduje dokładnie to, co dotąd – wietrzenie prosektorium naszego formatu raz do roku, przy okazji wywalenia przez okno najbardziej gnijącego ścierwa.
Do realnych zmian w dowolnym formacie potrzeba (wait for it)… Realnych zmian. Na przykład takich, jak opisane wyżej, niekoniecznie tych konkretnych, lecz z pewnością kolektywnych, masowych, bijących formaty z plaskacza, z lewej i prawej, z głośnym okrzykiem „ogarnij się!”. Dziesięć moich ulubionych kart, których nie uważam za problematyczne, złożonych w ofierze cyklicznego, rzetelnie uargumentowanego zresetowania formatu przez ludzi realnie zainteresowanych jakością i przyszłością (nie tylko teraźniejszością) preferowanej przeze mnie formy zabawy? Biorę w ciemno, zobaczymy, jak to będzie. Przydałaby się jakaś regencyjna rada elekcyjna, ale na to szanse są jeszcze marniejsze, niż na moje wymarzone 10 banów jednocześnie. W EDH wyszło to tak dobrze, że banda randomów z Internetu tak strasznie pogroziła jej członkom, iż do dzisiaj influencerzy z innych formatów trzęsą portami, mówiąc, że na pewno nie oni, może ktoś inny.
Do mnie, cholera, też jakoś nie dzwonią, ale zdarza się jednak, że te wymęczone, spóźnione, zbyt wąskie decyzje, podejmowane są jednak w oparciu o vox populi. Przestańmy więc dawać się wreszcie rozgrywać, rechocąc jak debile z problemów swoich (nie) ulubionych formatów i w dyskusjach takich, jak ta, podając i akceptując byle jakie argumenty.
Wiktor Werner – reanimator polskiego Legacy, twórca licznych turniejów, autor przydługich tekstów i laureat przypadkowych Top8 w wiecznie „umierającym” formacie.











