Znacznik: blog

Magicowe pocztówki z wakacji, część 2

Studenckie wakacje w sumie też już za nami, wraz z październikiem pojawiło się w Warszawie sporo nowych i zagubionych twarzy. Tylu małych, słodkich studentów biega po mieście, poznaje Warszawę i gubi się w natłoku wrażeń. To chyba dobry moment, abym wysłał zaległe pocztówki z wakacji.

Dziś wspomnę o naukowej wycieczce do Niemiec, zabawie z Intro Packami M14 i planach na najbliższy semestr. Sporo się zebrało i jak zawsze, nie mam kiedy o tym napisać. ;p Czytaj dalej

Debiut na MTGO

Oj, długo mi zeszło, zanim trafiłem na MTGO. Z różnych powodów wolałem grę na żywo i nie chciałem pakować się w wirtualne kartoniki, ale stało się. Mam konto. Żeby tylko zobrazować moje wahania: przez półtora tygodnia czaiłem się z jego założeniem. Niby już zdecydowałem, ale cały czas wynajdowałem jakieś problemy. A to: „nie dzisiaj, jutro to zrobię”, a to: „ale najpierw założę PayPala”, a to: „przecież to jest w dolarach, to żebym nie przepłacił przez jakiś dziwny przelicznik”. Jak się chce, znajdzie się sposób. Jak się nie chce, znajdzie się powód. W końcu się jednak przemogłem. Poniżej macie zapis moich wrażeń z pierwszego spotkania z MTGO.

Czytaj dalej

Pięć kolorów Tatiany Maslany – Orphan Black

Jak zakładałem bloga na Psychatogu, Ober powiedział, że nie muszę na nim pisać o Magicu. Nie do końca się z tym zgadzam. Znaczy, owszem, mogę pisać o czymkolwiek, ale to przecież strona o karciance. Wpisy powinny się chociaż ocierać o tematy z nią związane.

Ale nie dziś. Dziś ulegam i jednak opowiem o czymś, co z Magiciem nie ma nic wspólnego. Co nie znaczy, że Magicowego kontekstu tutaj nie będzie.

Czytaj dalej

[Blog] Liga Gatecrash: Walcząc z własnym deckiem (turnieje 2-5)

Wiecie co to jest efekt motyla, prawda? Że niby machnięcie skrzydeł owada w jednym miejscu, może jakiś czas potem wywołać tornado po drugiej stronie globu. W przypadku relacji z ligi ten efekt chyba miał miejsce. Tak się składa, że tekst o ostatnim turnieju napisałem przed tym, który widzicie poniżej. Gdy oba już były gotowe, miały zostać opublikowane chronologicznie. Drobna pomyłka i jednak tekst z ostatniego turnieju został opublikowany jako pierwszy. Trudno, zdarza się. Nadrabiamy to teraz, publikując brakujący tekst. Jeśli ktoś chce czytać je chronologicznie, powinien to robić według następującej kolejności:

Wpis Pierwszy, Wpis Drugi (czyli ten który tu widzicie), Wpis Trzeci. Czytaj dalej

[Blog] Liga Gatecrash: ostatni turniej – powrót do Orzhovy

Kończy się przygoda z ligą Gatecrash. Przyszedł czas na ostatni turniej.

Tym razem mogłem się lepiej przygotować i na spokojnie już w poniedziałek kupiłem boostera. W środku znalazły się takie karty:

 

 

Czytaj dalej

[Blog] Emil – nowy bloger

Obcy, na którego trafia bohater jednej z powieści Clifforda Simaka, twierdził, że czas jest najprostszą rzeczą. Im dłużej żyję, tym bardziej mam jednak wrażenie, że tak wcale nie jest.

Czas to nie tylko szalenie skomplikowana sprawa, ale wręcz wredna istota, która nie wybacza. Jeśli człowiek nie potrafi sobie z nią radzić, ma przechlapane.

 

Czytaj dalej

[Blog] Bez chęci – PTQ San Diego

Zadziwiające, jak może się komuś czegoś nie chcieć robić, gdy powinien coś zrobić. Od zawsze było tak, że gdy robiłem coś spontanicznie bądź po prostu dla samego siebie i to jakoś mi wychodziło, to było OK, do czasu, gdy nagle muszę to coś robić. Nagle zero chęci i motywacji. Na pewno to samo tyczy się Magica, od kiedy muszę, a raczej powinienem testować, żeby przygotować się lepiej do PTQ, a także pisać teksty, nie mam kompletnie ochoty na turniejowe MtG. Tylko casual EDH sprawia mi frajdę. Być może przyczynia się też do tego fakt, że coraz mniej mi się podoba ten „nowy” magic. Może czas fajnych kart i decków bezpowrotnie przeminął, pozostało się nam przerzucać kritami. Czytaj dalej

Part 5 – Tokio

Właśnie jesteśmy na etapie szału prereleasów Gatecrasha, lecz dziś chciałem cofnąć się lekko w czasie. Gatecrash mnie trochę zaabsorbował, więc nie miałem kiedy usiąść do bloga i teraz nadrabiam. Jakiś miesiąc temu miałem okazję przejechać się znowu do Tokio, odwiedzić sklep Tomoharu Saito „Hareruya” i zagrać tam Grand Prix Trial Sydney.

Lokalizacja GP dość egzotyczna dla Polaków, ale chciałem tylko obczaić, jak wygląda „ciut wyższy poziom Magica” w Japonii i pograć coś competitive. GPT okazało się świetnym wyborem, a sam sklep wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Czytaj dalej

[Blog] Lucky Nine

Chciałem aby moje wpisy pojawiały się co miesiąc 20go – jak łatwo można sprawdzić w poprzednim miesiącu zawiodłem. Mniejsza o to, że was, ale też sam siebie, bo nawet zakładając dość odważnie, że ktokolwiek czeka na moje wpisy to w zasadzie – co mnie obchodzi? Ani was nie znam, ani mi za to nie płacą. Ale oczywiście moje zamiłowanie do nie robienia niczego znowu wygrało z chęcią bycia konsekwentnym i tworzenia czegoś konstruktywnego. Co prawda napisałem wstęp i nawet kawałek tego, co miało się przerodzić w obszerną dyskusje z samym sobą. No, ale też mi tego szkoda kasować i w zasadzie postanowiłem wam zaprezentować to co wtedy powstało.

 

Czytaj dalej

[Blog] Sinusoida

Stoję w pociągu przy otwartym oknie, jest godzina 6 rano i pomału na horyzoncie wstaje słońce. Zadziwiające jak przyjemnie jest czasem wstać rano, i kierować się na kolejny event. Nawet liście na drzewach przy torach wydają się fajne i ciekawe. Oczywiście jadę sam, Białystok umarł już dawno na scenie mtg w kraju. A szkoda, bo nie zawsze tak było, choć po prawdzie jest jakiś promyk nadzieli w środowisku. No i w sumie choć jadę sam, to w WWA ma do mnie dołączyć później Kuba, świeża krew naszej sceny. Cel jest prosty, wygrać GPT i podbić Lyon.

 

Czytaj dalej

Part 3 – casual

Rzeczywistość zweryfikowała moje dobre chęci zrobienia szybkiego wpisu, ale już się poprawiam. Miało być coś o Tokio, ale to jest wielki temat i chyba jeszcze nie dojrzałem do opisania CAŁEJ stolicy Japonii xD, za to będzie trochę casual life z miasta Tsukuba.

Dorzucam garść zdjęć z podróży i dziś również zamykam wszystko w formie blogowego fotoreportażu. Ittadakimasu, czyli Smacznego!

Czytaj dalej

Tyle wygrać!!!

Dawno nie pisałem, bo nie było o czym, chyba że o moim super downswingu, czyli 14 daily events i 2 premier events bez money w ciągu tygodnia. Doprowadziło to do tego, że nawet zacząłem grać drafty, bo tam mniej przegrywałem i zawsze coś można trafić. Gdy nastawienie do grania zmienia się z „gram, by wygrać” na „gram, by nie przegrać” lub „nie gram, bo nic nie przegram”, to znak, że jest źle. Robiłem dużo rzeczy, by kazać tiltowi i downswingowi wypierdalać – zrobiłem sobie maraton serialowy z lodami i ciastkami, nie odpalałem MTGO przez parę dni, nawaliłem się jak stodoła i złożyłem kozła w ofierze shufflerowi…

 

Czytaj dalej

Psychatog.pl