W wiosenne popołudnie obserwujesz przyjacielską gierkę w EDH w lokalnym sklepie z kartami. Ktoś zagrywa zaklęcie za cztery many szukające landów, ktoś inny potężnego stwora 8/8 (który w zasadzie wiele nie robi). Kolejny gracz rozkłada stół pełen zombie, wspomagających się nawzajem, ktoś rzuca trzeci już w tej grze mass removal. Tę kartę wrzuciłem do decku, bo podoba mi się art, a tamta jest moja ulubiona. Ten zombie nie jest jakiś super, ale dorzuciłem go, bo nie miałem nic innego. Każda talia jest inna, gra stosunkowo powoli nabiera tempa.
Przy innym stole również siedzą cztery osoby, jednak sytuacja jest zgoła inna. Trzy z czterech talii mają Partnerów w Command Zone, co chwilę słychać zagrania tych samych kart. Z każdej strony rzucane są darmowe counterspelle, artefakty dające więcej many niż same kosztują. Wielkość stosu, ilość zależności między kartami, ciągłe upewnianie się czy dana zdolność lub karta mogą być zagrane, eksplozywne wygrane, dobieranie dużej liczby kart – te powtarzające się elementy przyciągają Twoją uwagę.


