Siedzę w kocu i popijam herbatę. Gorzka, mocna, ale gorąca. Rozgrzewa. O to chodzi, bo rwie mnie coś… nawet nie w gardle, w płucach. Paskudne uczucie. I jeszcze mi się lekko kręci w głowie. Łatwo się dekoncentruję i te dwie linijki tekstu piszę stanowczo zbyt długo. Tak ciężko mi się skupić. Całe szczęście nie mam temperatury, ale raczej nie chcielibyście się zamienić ze mną miejscami. A mimo to uśmiecham się pod nosem. Bo jednak było warto. I nawet teraz te moje narzekania na samopoczucie nie przyćmiewają faktu, że wyjazd na Prerelease BFZ do kieleckiego Wargamera był udany. Pomijam swój wynik i wyciągnięte karty – Battle for Zendikar okazało się całkiem fajnym setem do Limited, mimo że miałem w związku z nim sporo obaw. I to jest w tym wszystkim najważniejsze.


