Magicowy handel od postaw

Świat MtG to ekosystem, w którym każdy może odnaleźć się bez kłopotu w różnych rolach. Poza aktywnymi graczami realizują się w niej strażnicy zasad i moralności w postaci sędziów, sprawni organizatorzy, błyskotliwi dziennikarze i komentatorzy, wytrwali kolekcjonerzy, poważni handlarze. Wszystkich ich łączy pasja i zaangażowanie godne podziwu i pochwały.

Jednak w każdej z tych ról trzeba umieć się odnaleźć, a jak śpiewała Anna Jantar „najtrudniejszy pierwszy krok”, stąd poniższy tekst, który obrazuje, jak wygląda handel magicowymi kartami i stanowi wprowadzenie dla początkujących do świata trejderów.

 

1. Wstęp

Wielki świat MTG – turnieje, lasery, splendor, sława, trofea i wszystko inne, co przychodzi w pakiecie z wygranymi w pocie czoła i ciężkich znojach. Nic tak nie bawi, jak udana magicowa impreza i te chwile zaraz po, gdy dni i noce ciężkich testów dały wreszcie rezultat. Nieistotne czy to był pierwszy wygrany FNM, czy premia w postaci bajów na Grand Prix albo czy ściskasz w ręce bilet do krainy pełnej prosów z całego świata. Wszystko to fajna wizja, ale czy to nie taka wisienka na torcie? Gdzie byś był, gdyby nie udało Ci się zdobyć ostatnich kartoników do SB zaraz przed końcem zapisów? Gdzie byłoby to trofeum, gdyby nie poszukiwania najlepszych ofert na topy do decku, przeglądanie tony klaserów w poszukiwaniu commonów i uncommonów, czas spędzony na targowaniu się i przekonywaniu, że „u kogoś na pewno będzie taniej”? Magicowa egzystencja nie składa się tylko z chwil spędzonych na przekładaniu kartoników ze znajomymi. Nieodłącznym elementem funkcjonowania w tej rzeczywistości jest też handel i wymiany, co oznacza, że każdy z graczy jest też po trochu traderem, każdy miał z tradingiem do czynienia. Co więcej, niektórzy tak dobrze odnajdują się w tej drugiej roli, że granie w karty przestaje mieć dla nich znaczenie i całkowicie rzucają się w wir karcianych interesów.

Po takim wstępie oczekiwania mogą być ogromne, ale temat handlu jest szeroki niczym ocean i ogarnąć go wzrokiem jedna osoba nie zdoła. Celem tekstu ma być szereg wskazówek dotyczących tego, jak się na tym oceanie poruszać tak, aby nie błądzić i nie wpływać na wody których nie jest się pewnym. Przekładając na ludzki język, po tej lekturze czytelnik powinien orientować się, jak rozsądnie zarządzać swoją kolekcją tak, by nie wpadać w pułapki, które mają na celu wyłowienie co lepszych kąsków z klasera za śmiesznie niskie ceny lub wciśnięcie kart, które mają znikomą wartość w zamian za góry złota. Ma też ostrzegać przed mistrzowską kombinację obu wyżej wymienionych, czyli wciskaniem crapu (bardzo słabych kart) w zamian za perełki. Za stosowne uważam nadmienić, że tekst ten nie jest przeznaczony dla osób, które pragną na trejdowaniu zbić majątek, czy uczynić z tej działalności trzeci filar do emerytury – taka wiedza spoczywa bezpieczna w grotach smoków, pilnujących jej na tyle zaciekle, że niewielu się udało jej skosztować. Chodzi raczej o to, by wyposażyć się w wiedzę łatwą do zastosowania i nie wymagającą ogromnego wkładu czasu do wdrożenia.

Cards

 

2. Leszczenie

Celem tej publikacji, jak już wcześniej zaznaczyłem, jest zaznajomienie nowych, niedoświadczonych adeptów Magica z podstawami handlu kartami. Osoby stykające się z MTG po raz pierwszy, mogą sobie nie zdawać sprawy z tego, jaką wartość dla bardziej zaawansowanych mają papierowe kartoniki, a ich wiedza zazwyczaj ogranicza się do zdawkowych wiadomości i legend o lotusach, ancestralach, itp. zasłyszanych u kolegów lub gdzieś tam w odmętach internetu. Wizje piękne, wręcz porywające, jednak funkcjonują raczej jak idea Olimpu wśród starożytnych Greków. Tu na ziemi mamy jednak swoje skarby, które należy doceniać a na pewno się odwdzięczą. Wiele kart z najnowszych dodatków ma ceny na tyle zadowalające, że dobrze zagospodarowane, pozwalają przynieść spore dochody, a rosnąca ilość odbiorców i oferentów sprawia, że handel dla niektórych jest bardzo dochodową działalnością. Jednak jak w każdej dziedzinie, gdzie w grę wchodzą pieniądze, pojawiają się zdarzenia mające znamiona działalności nieetycznej, nieuczciwej bądź zwyczajnie przestępstwa. O ile te ostatnie to wypadki skrajnie sporadyczne, mocno w środowisku piętnowane, o tyle te znajdujące się na granicy z jakiegoś powodu ciężko wytępić. Nie jest jednak tak, że jesteśmy wobec tego bezsilni. Istnieją środki, które skutecznie pomagają bronić się przed tego typu praktykami.

Zjawiskiem, które wykazuje największe natężenie i jest znane każdemu, kto przebywa wśród graczy, jest leszczenie. Termin ten mógł obić się wam o uszy, a jeżeli nie, to warto poszerzyć swoją wiedzę w tej kwestii. Nie istnieje oficjalna definicja, ale każdy wie, o co chodzi. Określenia tego używamy w sytuacjach, gdy jedna ze stron wymiany jest na niej nieproporcjonalnie stratna w porównaniu do drugiej. Przy tym „leszczycielem” jest osoba dobrze zorientowana w rynku i znająca jego realia, a „leszczonym” zostaje zazwyczaj ktoś, kto zupełnie nie zna wartości swoich kart i ulega namowom na sprzedaż bądź wymianę. Jak można sie domyślić, jest to sytuacja mocno wątpliwa etycznie, ale ze względu na to, iż pojedyncze zdarzenie tego typu nie przynosi ogromnych szkód finansowych, uchodzi ono najczęściej uwadze postronnych. Bardziej widoczne za to staje się, gdy konkretne osoby czynią z tego procederu cel swoich trejdów, tzn. polują na osoby, które mają średnie bądź znikome pojęcie o cenach kart i starają się ze wszystkich sił na wyciagnięcie od nich co bardziej łakomych kąsków. Ofiarami takich praktyk padają zazwyczaj gracze z najmniejszym stażem, bądź ci którzy pojawiają się w środowisku graczy sporadycznie – casualowcy, goście, którzy dostali medżiki na Mikołaja czy inny Dzień Dziecka, bądź tacy, co skroili typa na osiedlu i próbują coś z tym dziadostwem zrobić (prawdziwa historia). Prawda jest taka, że każdy z nas na początku swojej kariery spotkał taką osobę, a później na pewno miał do czynienia z tego typu zachowaniami w swoim lokalnym środowisku. Co więcej, osoby takie z czasem obrastają sławą i krążą o nich legendy. Ciężko im zachować anonimowość tak potrzebną do ich „ciężkiej pracy”, a mimo to dalej znajdują sobie kolejne okazje do interesów. Lektura tekstu ma pomóc nabrać trochę pewności siebie przed podejmowaniem decyzji o wymianie, sprzedaży bądź kupnie kolorowych kartoników.

wanna buy drugs

2.1. Onlajny

Aukcje internetowe zajmują się wszystkim czym się da, nie omija to również mtg. Co więcej wielu profesjonalnych trejderów ma tam swoje konta, dzięki czemu można uoficjalnić jakąś dużą wymianę w prosty sposób – sprzedawca wystawia prywatną aukcję na warunkach, na których umówił się z kupującym. Dzięki temu w transakcji pojawia się pośrednik w postaci np. allegro, które jest gwarancją, że transakcja dojdzie do skutku i będzie bezpieczna. Jest też druga strona medalu. Wiele wystawianych tam ofert to wabiki, które mają skusić osoby niespecjalnie orientujące się w środowisku, cos w stylu „a może się uda”. Aukcje gdzie pojawia się „8/8 z tramplem, moc w standardzie” albo „świetny deck na początek do extended” zazwyczaj nie są tym czego można oczekiwać. Kuszące wydają się też tzw. repacki, czyli „boostery” złożone przez sprzedających, bez podawania zawartości zestawu. Jednak jakkolwiek dobrze brzmi reklama, radzę się kilka razy zastanowić i skalkulować, czy to ma sens.

Jeżeli rzeczywiście wypatrzone na allegro karty są ci potrzebne, to lepiej spotkać się z trejderem na żywo. Oferowane ceny będą na pewno korzystniejsze, co więcej ominie się niepotrzebne koszty przesyłki.

 

3. Jak się nie dać, czyli wiedz co masz

Podstawą do podejmowania wszelkich decyzji powinna być wiedza i świadomość w dziedzinie, w której się obracamy. Celem cwaniaków są zazwyczaj osoby, po których widać niepewność i zakłopotanie, gdy przychodzi do rozmowy na temat wymiany, przy takich osobach najczęściej pojawia się najwięcej chętnych na dobry deal. Na szczęście handel kartami to nie fizyka kwantowa, a zasób wiedzy i potrzebne informacje są w zasięgu każdego, kto się tym chociaż trochę zainteresuje. Dawno już minęły czasy, gdy wartościowa wiedza była zastrzeżona dla niewielu i wymagała ogromnego nakładu pracy, aby ją uzyskać. Obecnie rozbudowane środowisko trejdrów musi istnieć w sieci, by zwiększać dostęp do swoich produktów. Z tego powodu wgląd do cenników jest prosty i wystarczy odrobinę poszukać w sieci, aby się natknąć na coś co może być użyteczne. Z doświadczenia wiem jednak, że natłok informacji potrafi zaszkodzić równie mocno jak ich brak. Stąd zamiast wymieniać nieskończoną ilość adresów sklepów internetowych z singlami, lepiej według mnie na początku ograniczyć się do niezbędnego minimum. Tak na dobry start.

unhinged

Drugim ważnym elementem przy podejmowaniu decyzji jest pośpiech. O ile wskazany jest przy łapaniu pcheł (hue, hue, hue), o tyle nie powinien być czynnikiem towarzyszącym sprzedaży bądź wymianie kart. Jest to kolejny błąd, jaki wykorzystują niemiłosiernie adepci łatwych karcianych okazji. Wzbudzenie poczucia niepewności poprzez popędzanie, czy uświadamianie, że marnujemy cudzy czas, jest wobec części osób bardzo skuteczne. Działa tym lepiej, im mniej się orientujemy w sytuacji. W przypadku, gdy np. w trakcie Prereleasa albo innego turnieju, ktoś chciałby od nas kilka kart, ale bardzo mu się śpieszy, dajmy na to, na następną rundę, albo autobus mu zaraz ucieknie, czy woda się gotuje w czajniku itd., to lepiej po prostu odmówić i życzyć dobrego dnia.

3.1. Gdzie szukać cen

Dla nowego gracza najbardziej naturalnym miejscem na poszukiwania są internetowe strony sklepów z kartami. Sprawa prosta i oczywista, jednak jest ich sporo i przeszukiwanie każdej z osobna jest mocno czasochłonne, a co za tym idzie szybko zniechęca. Dla mnie najlepszym i najważniejszym miejscem, które szczerze mogę polecić jest http://www.starcitygames.com, gdzie zazwyczaj sam zaczynałem swoje poszukiwania jeżeli chodziło popularność i chodliwość kart. Sklep ma swoją renomę i wyrobioną przez lata pozycję, co według mnie stanowi podstawę zaufania do tego typu instytucji. Jego ogromną zaletą jest to, że prowadzi przedsprzedaż, gdy pojawi się już cała lista nowych kart, ale jeszcze zanim pojawią się one w obrocie. Ponadto, taka polityka prowadzi do tego, że pojawiają się pierwsze ceny w walucie a nie tylko forumowe opinie co jest dobre, co będzie grane, co jest fajne, a co nie zobaczy gry. Istotą rzeczy w tym przypadku jest to, że dostajemy coś w rodzaju konkretnej listy rankingowej, do której odnosić się będą na początku prawie wszyscy, których to obchodzi. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że podane ceny nominalne nie do końca odpowiadają naszym krajowym realiom. Przez ten aspekt sklep może się wydać mniej pomocny, ale daje on wgląd na rząd wielkości, w jakim dana cena może się obracać. W ten sposób, idąc na prelisa, posiada się już pewien zasób wiedzy i nie dojdzie do sytuacji, gdzie ktoś wyciągnie od nas karty, które na pierwszy rzut oka nie wydają się jakieś fenomenalne, ale według cennika są warte więcej niż papier, na którym zostały wydrukowane.

super secret tech

Z drugiej strony, nie damy się złapać w sidła, gdy mamy ochotę kupić sobie kilka okazów do kolekcji i słyszymy jakieś wydumane ceny z kosmosu, bo karta niby będzie super syta w standardzie, albo zmieni całkowicie Legacy itp. Tutaj mogę podać przykład z własnego doświadczenia z premiery dodatku Unhinged, który ze swojej definicji wydawał się jedynie zabawą w łowienie bardzo ładnych landów. Reszta kart w dodatku miała jedynie wartość groszowo-kolekcjonerską. Mimo to w eter poszła plotka o tym, że jedna z kart, mianowicie jakiś „Super Secret Tech” pojawia się niezwykle rzadko, przez co cena w preorderach była niesamowicie nadmuchana. Sednem sprawy jest to, że udało mi się ją otworzyć i podczas turnieju pojawiło się kilka osób, które zbierały karty „do kolekcji”. Wybierali trochę ochłapów i próbowali przemycić między nimi Techa, oferując za wszystko razem „korzystną cenę”- kolejna ciekawa sztuczka powszechnie stosowana do wyciągania dobrych kart i ukrywania ich w tłoku przeciętniaków. Gdybym nie zainteresował się tym wcześniej, pewnie puściłbym karty w moment, a później żałował w domu. Na szczęście chwila poszukiwań zawczasu, pomogła mi się nie ośmieszyć we własnych oczach.

Kolejnym miejscem w Internecie, które mogę polecić z czystym sumieniem, jest nasze krajowe forum magicowe http://www.mtgnews.pl/forum. Jest to bardzo dobre miejsce do przebadania naszego lokalnego podwórka. Przede wszystkim warte uwagi jest forum trade, na którym pojawiają sie ogłoszenia z cenami, więc można spokojnie z dolarów przestawić się szybko na złotówki. Bardzo cennym wątkiem jest ten, gdzie moderatorzy odpowiadają na konkretne pytania o ceny, co jest bardzo pomocne dla osób które zaczynają swoją podróż przez plany. Tutaj prośba o wcześniejsze zapoznanie się z regulaminem, który dokładnie określa, jak zadawać pytania i na jaką odpowiedź można liczyć.

Ze sklepów internetowych polecam:

https://www.magiccardmarket.eu – międzynarodowy sklep magicowy, pozwalający na proste zakupy i sprzedaże kart swoim użytkownikom,

http://www.starcitygames.com/ – zagraniczny sklep z wieloma innymi funkcjami, idealny do sprawdzania popularności kart tuż przed premierą,

http://store.channelfireball.com/landing – strona zawodowego teamu Mtg, aktualna lista skupowanych kart działa podobnie przy wycenie jak na stronie starcitygames,

http://www.mtggoldfish.com/ – genialne źródło wiedzy dla fanów MTGO, nie dość że można sprawdzić ceny kart online, to jeszcze widać trendy w jakich się poruszają,

http://www.strefamtg.pl/ – strefa jest warszawskim sklepem stacjonarnym, który w swojej ofercie posiada gry, akcesoria i single magicowe. Prowadzi także sprzedaż  przez internet,

http://gamesmasters.pl/ – zajmuje się sprzedażą singli, decków oraz akcesoriów do popularnych gier karcianych z naciskiem na Magic: the Gathering oraz World of Warcraft,

http://www.mtgnews.pl/forum/  – wspomniane już polskie forum o Mtg, część poświęcona trejdom pomaga w ocenie wartości w złotówkach,

-x-

Poza internetem istnieje jeszcze jeden ciekawy, ale i pracochłonny sposób. Jeżeli jesteś częstym bywalcem lokalnych turniejów, to nie ma lepszej metody, niż pytanie się innych graczy. Metoda ta, o ile wymaga przełamania pewnych oporów, o tyle jest cenniejsza od pozostałych, że poza suchymi faktami można się dowiedzieć wielu innych ciekawych rzeczy. Osoby, które aktywnie zajmują się handlem kartami najlepiej wiedzą, czego można oczekiwać po danych kartach i pomogą je ocenić realnie. Z doświadczenia wiem, że jedna taka rozmowa może dać o wiele więcej niż namiętne przeglądanie cenników i for. Zresztą, szukanie tego typu mentoringu, czy przynajmniej pomocy bardziej doświadczonych osób, jest powszechne w wielu środowiskach zajmujących się o wiele bardziej poważnymi rzeczami niż karty. Nie widzę więc powodu, żeby nie spróbować i tutaj. Ogromną zaletą tego rozwiązania jest zbudowanie sobie relacji, dzięki której na pewno unikniemy przykrych doświadczeń przy trejdowaniu, gdy wyjedziemy na turniej do jakiegoś nowego, nieznanego nam jeszcze miejsca.

Oczywiste jest, że z czasem źródła te stają się o wiele za małe i wraz ze wzrostem apetytu trzeba się przenosić na większe akweny, poszerzać swoją bazę o bardziej specjalistyczne fora i sklepy, ale jest też wiele osób, którym do szczęścia nie będzie potrzeba więcej niż opisano tutaj. Szczerze mówiąc, bardzo często dobry kontakt z lokalnym dużym trejderem pozwoli się bardzo dobrze kontrolować, a wraz z czasem jaki się spędzi w środowisku karciarzy wyostrzy szósty zmysł antyleszczycielski na tyle, że spotkanie z tego typu osobą nie będzie już pułapką.

3.2 Magicowy kalendarz

Istotą handlu jest zmienność cen w czasie. Karty MTG nie są tu żadnym wyjątkiem, czyli należy się liczyć z tym, że zdobywana wiedza się dezaktualizuje i trzeba ją co jakiś czas odświeżać. Na szczęście owa zmienność nie jest nieprzewidywalna jak pogoda i da się to wszystko ogarnąć. W tym kontekście bardzo pomocna jest znajomość magicowego kalendarza. Ceny kart zmieniają się kilka razy w sezonie, przede wszystkim w czasie premiery nowych dodatków i gdy na dużym turnieju Constructed (GP, PT, turnieje SCG i BoM) pojawią się nowe, ciekawe i skuteczne rozwiązania lub kombinacje, które wpływają na popularność niektórych kart i tworzą nowe gwiazdy. Można je swobodnie śledzić na stronach organizatorów. Warto to robić, gdyż techy pojawiają się na bieżąco i w przyswajalnej formie.  Jest to okazja, aby przewertować pudełka z crapem. Może gdzieś leżą zapomniane skarby i tylko czekają na odkrycie ich na nowo. Lepiej zrobić to samemu niż czekać aż ktoś zrobi to za nas. Warto też w takim okresie przeszacować to, co się dotychczas uważało za topowe, bo być może niektóre z kart mają już za sobą swoje pięć minut i warto by się było ich pozbyć.

Prelisom towarzyszy również drugie ważne wydarzenie, które od czasu do czasu potrafi sporo namieszać. Jest to ogłoszenie o banach w poszczególnych formatach, w których rozgrywa się turnieje, tak IRL, jak i Online. Zdarzenie to jest o tyle ważne, że gdy już dochodzi do skutku, wywołuje duże roszady. Chodzi nie tylko o to, że niektóre karty stracą na wartości ze względu na to, że przestaną grać, ale znajdą się i takie, które mogą niespodziewanie wyjść z cienia i zabłysnąć nowym światłem. Każda taka sytuacja zawsze poprzedzona jest wieloma dyskusjami na forach i w jakiś sposób da się to zdyskontować, jednak pozostaje pewna nutka niepewności i trzeba mieć na uwadze, że takie zdarzenie będzie miało miejsce.

Ostatnim, ale za to bardzo spektakularnym wydarzeniem w kalendarzu, jest coroczna rotacja, która dotyczy standardu i aktualnego bloku. W skrócie polega to na tym, że wraz z wyjściem nowego bloku ( kolejnego dużego rozdziału w sadze MTG) najstarszy grany w standardzie blok wypada z tego formatu. Jest to okres największych roszad i największego zamieszania z cenami, gdyż sporo kart traci na wartości. Ich cena drastycznie spada, jeżeli nie są użyteczne w formatach szerszych i nierotujących. Okres bezpośrednio poprzedzający rotację jest zazwyczaj dość ubogi, jeżeli chodzi o zmiany w deckach. Wszyscy przygotowują się na nieuniknione, stąd lepiej w tym czasie nie podejmować decyzji o zakupach. Można się spotkać z promocjami, ale w efekcie po 1-2 miesiącach może się okazać, że zostajemy z czymś za co słono przepłaciliśmy.

 

4. Zarządzanie inwestycją

Nazywanie kolorowych kartoników inwestycją może brzmieć zabawnie i górnolotnie, ale nie oszukujmy się, gdy człowiek zostanie wchłonięty przez naszą karciankę, kwoty wydawane na karty przestają wyglądać śmiesznie. W grę wchodzi tutaj spore zaangażowanie w budowanie card poola, który im szerszy, tym mocniej obciąża kieszeń. Wszystko zależy również od formatu, którym mamy ochotę się poważniej zająć, poziom swobody, jaką chcemy sobie zapewnić i, co najważniejsze, na jakich turniejach chcemy się pojawiać. Ogólnie z mojego prywatnego doświadczenia wynika, że paradoksalnie im mniejszy turniej, tym bardziej musimy być niezależni. Wynika to z tego, iż osoba, która ma w planach granie samych FNMów i pojawianie się na lokalnych imprezach, powinna liczyć się z tym, że zdobycie kart na ostatnią chwilę może być bardzo trudne albo nawet niemożliwe. Co za tym idzie, powinna pomyśleć o nich wcześniej i się w nie zaopatrzyć. Im turnieje większe, tym łatwiej wpaść w wir handlu i wyłuskać potrzebne kartoniki, a nawet jeśli nie udadzą się zakupy, to możliwe jest pożyczenie tego i owego.  

4.1. Wielkość kolekcji

Wyznacznikiem, który radzę zastosować przy angażowaniu się w kupowanie nowych kart jest ich użyteczność w stosunku do tego, co chcemy z nimi robić. Z racji tego, ile możliwości daje MTG, nie ma dobrego i uniwersalnego sposobu, który sprawdza się u wszystkich. Najlepiej według mnie ocenić, co chcemy dzięki naszej kolekcji osiągnąć i co najważniejsze, czy nas na to zwyczajnie stać. Ktoś, dla kogo FNMy są obecnie najistotniejsze, może spokojnie poświęcić swoja uwagę na złożeniu jednego solidnego decku w całości i może na to poświęcić sporo czasu, pożyczając w międzyczasie brakujące kartoniki. Osoba, której ambicje zaczynają już sięgać wyżej i jeździ na większe eventy, powinna pomyśleć o szerszej kolekcji, dającej większe możliwości zmian i sięgnięciu głębiej do kieszeni. Duże turnieje są okazją, przy której zbiera się więcej osób, a co za tym idzie, są to doskonałe okazje do poważniejszych dealów. Posiadanie w swojej kolekcji kart, które służą nie tylko do grania, jest wówczas bardzo korzystne. Idąc tym tropem, najlepszą okazją do interesów wydają się największe imprezy pokroju GP czy PT. Tam jednak istnieją restrykcje co do handlu – ogranicza się on do oficjalnych sklepów, które o ten przywilej muszą powalczyć.

4.2 Wycena kart

O ile wspomniałem już wcześniej o istnieniu sklepów i ich cenników, o tyle w praktyce sprawdzają się one najlepiej w relacji sklep-klient. W wymianach między graczami trzeba się liczyć ze stwierdzeniami typu: „ile to cenisz” , „ile za to dasz”, „ a co jak wezmę komplet”, „wezmę to za X”. W skrajnych przypadkach, gdy cwaniak trafi na cwaniaka, można usłyszeć jedno z najbajeczniejszych zjawisk przyrody, mianowicie pętle:

– „ile za to chcesz”

– „a ile za to dasz”

– „to zależy ile cenisz”

– „ a ile zaproponujesz”

– „ zależy ile za to chcesz”

….

Chcąc uniknąć takich sytuacji, dobrze jest po prostu traktować karty bez emocji i nie przywiązywać się do nich za bardzo. Trzymanie kart w nieskończoność zdaje się sprawdzać tylko w przypadku tych do Legacy. Reszta formatów ma swoje zawirowania i warto ustalić sobie zawczasu granice dotyczące zbywalności niektórych kart tzn:

  • nie chcemy się pozbywać tego, czym aktualnie gramy, więc ceny na takie karty powinny być zaporowe albo wykluczamy możliwość wymiany
  • karty aktualnie pożądane przez innych, powinny trzymać fason i jeżeli nie ma takiej potrzeby, nie należy zbyt mocno schodzić z ceny
  • karty, które zalegają już od dawna i pojawia się okazja na zamianę ich na gotówkę bądź korzystną zamianę, powinny cechować się sporą elastycznością
  • crap i karty, które są hazardem, w mojej ocenie powinny znikać z klasera przy pierwszej możliwej okazji, bo tego typu sztuczki udają się tylko i wyłącznie osobom, które stać na trzymanie w domu ton makulatury

Dziękuję za lekturę, mam nadzieję że tekst będzie pomocny przy stawianiu pierwszych kroków w trudnym świecie trejdowania. Czekam na uwagi i propozycje, ponieważ nie wydaje mi się, aby dało się wyczerpać tego typu temat w jednym, dwóch a pewnie nawet i trzech tekstach. Pierwszy krok powinien jednak zostać wykonany.

 

Tyle, koniec kropka.

 


Szaszi redMichał „Szaszi” Szaszkiewicz –  obecnie w dalszym ciągu student geografii na Uniwersytecie Śląskim.

Turnieje grywa od inwazji, ale granie IRL od zawsze przegrywało z MTGO, na którym gra pod nickiem Szach. 

Największym osiągnięciem z grania w Mtg uważa ludzi których poznał przez te lata, co przynosi owoce aż do dzisiaj.

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze