FRF-KTK-KTK draft – URw

Nie pograłem za dużo limited Khansów, skupiając się na Standardzie. Za to po wejściu nowego dodatku ochoczo zabrałem się za drafty FRF-KTK-KTK, szczególnie, że pre Fate Reforged bardzo pozytywnie nastawiło mnie do obecnego bloku. Zagrałem jedno 8-4. Obessałem w drugiej rundzie. Zagrałem drugie – to samo. No to pas z 8-4, bo się wykosztuję. Lepiej potrenować na 4-3-2-2. Co prawda niezbyt się to opłaca jeśli chodzi o EV, ale w ten sposób mogę zagrać więcej draftów i wyciągnąć więcej wniosków. Przedstawiam wam tu draft „treningowy”, zwycięski, ale nie z tej, teoretycznie, najwyższej półki. Mimo to mam nadzieję, że będzie on dla was równie ciekawy, co dla mnie.

Powoli zaczynam łapać jak draftować FRF-KTK-KTK, ale jeszcze dużo czasu minie zanim będę mógł jednoznacznie ocenić poszczególne karty, archetypy i swoje własne gry. Na razie jakoś naturalnie ląduję w kolorach Jeskaiowych – z naciskiem na biały i niebieski. Ściąga mnie też ku czerwieni. Częściowo to oczywiście efekt kart, jakie dostaję. Ale po części wynika to też chyba ze stylu gry. Chętniej po prostu wezmę tanią sztuczkę, ewazyjną kreaturę, jakieś palenie niż zielone klocki, czarnych słabeuszy czy jakąś drożyznę. Priorytetowo i wysoko cenię też 2-dropy. Wychodzą mi decki, które starają się pokonywać przeciwnika na tempo. Nie zawsze, oczywiście – w czasie pisania tego tekstu dołączyłem do kolejki i wyszedł mi taki deck, będący trochę efektem przywieszki klienta i złego przeczytania drafta:

FRF-KTK-KTK weak abzan

O dziwo nawet nieźle się spisywał i przegrałem – zero zaskoczenia – w drugiej rundzie, w której oponent dwukrotnie zagrał Monastery Mentora. Raz opanowałem sytuację, zabijając mnicha dzięki Channel Harm (byłem sceptycznie nastawiony do tej karty, jest dobra!). Miałem masę stworów, a chociaż w większości były zmorfowane, to wygrałem napierając cały czas. W drugiej grze dostałem kombinację Frost Walker, tap stwora, kontra (opp grał Rakshasa’s Disdain – po jednej sztuczce w Jeskaiu w early game to twarda kontra, przy 3-4 kartach w grobie to zazwyczaj już zwykły Cancel z łatwiejszym kosztem, odpala Prowess, zaskoczyła mnie pozytywnie ta karta, ale musi mieć odpowiedni deck), removal i mogłem się złożyć. Zagrałem tu trochę niefrasobliwie i pod dyktando oponenta, zlekceważyłem Walkera i to zadecydowało o lossie. W trzeciej grze męczyłem się za to z landami, a oponent znowu wystawił Mentora. Tym razem nie miałem odpowiedzi, opp przejął inicjatywę, narzucił tempo i niewiele mogłem zdziałać. Swoje zrobił Aven Surveyor, Pressure Point. Być może zrobiłem tu mały błąd, zabijając Sandblastem wrażego Seeker of the Way zamiast Surveyora, przez co opp mógł mnie atakować z powietrza i powoli painować, ale chyba niewiele by to zmieniło. Na Mentora trzeba mieć odpowiedź od razu, bo jak nie, to zaleje nas prowessowymi tokenami. Ja w decku nie miałem za wiele removalu.

Niewielkim pocieszeniem jest dla mnie to, że oponent wygrał potem całego drafta, a różnica power levelu między moim, a jego deckiem, sprowadzała się właśnie do Mentora. Niewielkim pocieszeniem w ogólnym rozrachunku jest dla mnie również to, że moi przeciwnicy zazwyczaj potem wygrywają cały turniej – ten abzanowy draft nie jest pod tym względem wyjątkowy. Niewielkim pocieszeniem jest również to, że częstym powodem przegranych były problemy z landami, związane głównie z koniecznością brania mulliganów. Z piątki na play przy dobrym decku oppa dość trudno się wybronić. Jedną z cech charakterystycznych KTK jest duże znaczenie zasobów jakie mamy – gry są grindy, manożerne i kartożerne. CA może zadecydować o wygranej, czego przykładem jest stosunkowo wysoko pickowane Bitter Revelation. W pewnym stopniu przenosi się to zresztą na Standard. Jeśli zaś chodzi o moje drafty, być może coś w konstrukcji decków można zmienić – może powinienem grać na 17 landach, mimo że CMC talii staram się utrzymać przede wszystkim poniżej 3 mana (włączając morfy)? A może to tylko odrobina pecha. Muszę trochę jeszcze pograć, aby się przekonać.

Przebieg drafta FRF-KTK-KTK

Ale może wróćmy do tematu tekstu. Oto jak wyglądał draft:

Poniżej zaś możecie zobaczyć finalną decklistę.

pokaż / ukryj

URw

W kolorach sajdowo były jeszcze 2x Taigam Scheming, Renowned Weaponsmith, Tormenting Voice i Defiant Ogre. Dwóch pierwszych nie brałem nawet przez chwilę pod uwagę. Artificera mogłem teoretycznie wkładać na jakieś ultra-aggro, ale powiedzmy sobie szczerze – to kiepski pomysł. Voice’a rozważałbym do decku, gdybym miał więcej prowessów. Ogr gdyby rozwalał także enchanty, byłby ciekawszy. Może ta karta dopiero w DTK będzie użyteczna. Na razie jest „meh”. Timely Hordemate’a sobie darowałem ze względu na jego kolor.

Będąc przy kartach sideboardowych od razu wspomnę, że korzystałem w zasadzie tylko z Cunning Strike’a, Acta i Shriekera. Smok wpadał, gdy czułem, że przydałoby się takie dodatkowe uderzenie. Act wskakiwał za Refocusa i w tym decku myślę, że powinienem od początku postawić na czerwoną kartę, choć jej skuteczność zależy też od tego, co ma przeciwnik. Refocus to fajna sztuczka pod prowess lub jakieś większe klocki, a tego mi jednak trochę brakowało. Strike jest kartą, którą chętnie bym do decku wsadził i w sumie robiłem tak w niektórych grach, ale slot piątek jest strasznie u mnie zapchany. Ściąłem go jako najsłabszą kartę, także ze względu na brak prowessów. Master the Way nie ma z tych samych powodów co Strike’a, ale tu dochodzi jeszcze sorcery speed. Karta wydaje mi się ciekawa jednak dlatego, że wbrew pozorom nie jest dla Jeskai, a raczej dla Temurów. Mówię tak, gdyż wydaje mi się ona lepsza w defensywnym decku, który chce budować pozycję na stole i w late przejechać się po przeciwniku, co wiąże się z większymi kosztami i zaleganiem kart na ręce. Jeskaie, które do tej pory składałem, były bardziej agresywne i nie bardzo miały kiedy zagrywać tę kartę skutecznie, bo szybko się wysypywałem. I o ile może Master the Way jest po prostu słabe, jako że Temurom też zdarza się grać na tempo, to już ta ostatnia kwestia jest czymś nad czym się zastanawiam. Jakoś tak wychodzi bowiem, że w większości gier to ja zaczynałem grać z topa, a opp kisił karty na ręce. Pytanie więc, czy nie gram zbyt ryzykownie i zbyt agresywnie? Może powinienem składać decki, które mocniej skupiają się na late i są bardziej reaktywne? A może wszystko jest w porządku i wynikało to z dużej presji na oponentów, przez co nie grali oni optymalnie? Może to pewna cecha charakterystyczna niektórych archetypów i samego formatu – u Sołtysa też coś takiego widziałem. Jest to na pewno rzecz, na którą muszę zwracać uwagę w kolejnych draftach.

Jeśli chodzi o main, to muszę podkreślić fajny manabase. Mam po 8 źródeł czerwonej i niebieskiej many, a do tego 5 białej. Podpowiadana automatycznie liczba landów zakładała mniej Plainsów. Splashowałem w końcu tylko 3 białe karty, ale na dołożeniu łąk nie cierpiała za mocno reszta decku. Poza tym, miałem 3 skaczących mistrzów, więc był to dodatkowy argument dla zabielenia manabase. Najważniejsze jednak, że w tym drafcie wreszcie udało mi się dobrze ten element decku złożyć (prawie, o czym poniżej). Trochę tu szczęścia (w niektórych draftach duale nie dochodziły), trochę dyscypliny i mogłem być zadowolony z many. Co do pozostałych kart to mamy tu mix removalu, kart kontroli tempa, agresywnych stworów i trochę ewazji – czyli to co lubię. Wyróżnić mógłbym 3 skoczków, Heelcuttera, 2 Mantisy, Sage’a i Mystica. Z niekreaturowych czarów grę robiły mi przede wszystkim Collateral Damage (im dłużej gram, tym bardziej mi się ta karta podoba), 2 Crippling Chille wraz z Whiskiem i pozostałe burny, zwłaszcza Bathe in Dragonfire. Słabe strony? Chyba przede wszystkim słabe statystyki toughnessu niektórych stworów, trochę warunkowy removal i nieszczególnie silny late.

Komentarz Sołtysa

Ja bym pewnie nie brał tej erki w drugim picku. To już cię ogranicza do Temura w zasadzie. Wolę zbierać wrogie kolory, chyba że nie mam wyjścia. Pewnie bym wziął Hunt the Weak, potem Whisperera i starał się szukać BG pod przyszłego Abzana/Hultaja. Dostawałeś spoko ten red, więc to nie był jakiś zły deck w sumie. Erki ci pooddawali, jedna w drafcie siadła i spoko. Siadło to siadło.

Ale to 16 landów niezrozumiałe totalnie. 17 jak nic. Zobacz ten curve. Masz smoka za 6, masz karty za 5, masz morfy. No i ten Mentor w tym decku to porażka. Masz spoko tempo i on je psuje, a jeskai to tempo przede wszystkim. Pomyśl jak to wygląda: typ 2/1, 0/5 ściana, a potem 3/2 wyłączający blok. Widząc taką krzywą po drugiej stronie, umarłbym chyba ze śmiechu. Moim zdaniem: -1 mentor, -1 efreet, +1 land, +1 Master the Way. To jest bardzo dobra karta moim zdaniem. Wolę ją od Cunning Strike. Oczywiście nie mówię, że Master the Way jest tu optymalny, ale jest lepszy, a wykopany z diga jest mega fajny. Master jest fajny głownie z racji prowessa. Tu pasuje mi bardzo pod tego Diga. Masz dzięki temu 3 za 1 z dobrym removalem jako premią.

W tym co pisze Sołtys jest sporo racji, ale o ile do wyjęcia Mentora i 17 landów (chociaż na manabase nie narzekałem i nie narzekam, tu może być faktycznie problem) jest mnie w stanie przekonać, to już Master the Way za ifryta bym nie zamienił. Nie miałem w koncu aż tak wielu kart z prowess. Przez cały turniej nawet przez chwilę nie żałowałem, że karta jest w sajdzie, a nie na ręku. Ja jestem zresztą za Cunning Strike’iem i też karta ta wskakiwała z sajdu. Pisałem już o tym zresztą wyżej. Ścianki też nie liczę jako 3-turn dropa. Zakładam, że to typowa karta na late, a gry w formacie lubią być długie, lubią opierać się na topdeckach i opcja przewinięcia sobie landa na tym etapie gry jest fajna. Ponadto, i to też warto brać pod uwagę, 5 toughnessu to sporo w tym formacie i stosunkowo niewiele stworów przebija się przez to, a ja i tak zakładam, że przeciwnika dobijam z powietrza. Argumentacja Sołtysa może dla Was być jednak bardziej przekonująca, a ponadto daje odpowiednią perspektywę dla moich decyzji co do drafta i deckbuildingu.

Przebieg gier

Runda I: Abzan

Zaczynał mój przeciwnik. Ja zatrzymałem rękę z 4 landami, Refocusem, Chillem i Bring Low. Problemem był brak stworów, ale myślałem, że mając palenie i draw w dwóch kartach coś mi dojdzie. I rzeczywiście – doszedł Heelcutter. Oponent wyskoczył jednak z Wandering Championem, dograł morfa i zabił mojego goblina z Kill Shota przy moim drugim ataku. Pod tego Kill Shota to się głupio wystawiłem. No ale nie szkodzi, mam burna, mam chilla – dam radę… a jednak nie. Oczywiście opp trzymał na ręce Feat of Resistance i w mojej 6 turze miałem 5 punktów życia do 17 oppa. A turę później już byłem na jednym. Jeszcze udało mi się pozbyć wszystkich stworów (doszedł mi Arrow Storm), ale opp zaraz potem zagrał Lightform i Tasigura. Skorzystałem z Refocusa, celując w kritę oppa, aby dobrać kartę (to nie tak miało działać!), ale cóż mogłem zrobić? Nie miałem już żadnych dobrych odpowiedzi w decku, jeszcze udało mi się przeciągnąć turę, ale ta partia była przegrana.

W drugiej grze trafiłem bardzo dobrą rękę: Mountain, Plains, Island, Leaping Master, Mantis Rider, Bloodfire Mentor, Glacial Stalker. Dużo lepiej mieć nie mogłem. Potem doszedł Sage of the Inward Eye, Gore Swine i kolejny land – deck się kręcił. Parę wymian i ataków później, w ósmej turze, w grobie u mnie była świnia, modliszka, Master i Smoldering Efreet, a oppa Throttle, Sandsteppe Outcast, Scout the Borders i przewinięte z niego Kill Shot (lucky me!), Mardu Hateblade i dwa landy. Na stole u mnie 6 landów, Sage, zmorfowany Stalker, Mentor i Highspire Mantis; w ręku jedna karta: Mountain. U oppa 6 landów, Abzan Kin-Guard, morf, Sagu Archer, Typhoid Rats, Mardu Skullhunter i też jedna karta. Stan życia: 13 do 15 dla oppa. Nie bardzo mogłem atakować, a chwilę potem zrobiło się jeszcze bardziej opresyjnie. Kopałem się więc do jakichś odpowiedzi i stworów dzięki Mentorowi. W 11 turze wyglądało to tak:

FRF KTK Jeskai stan gry RIG2

Opp bez kart na ręce. Zaatakowałem lataczami. Opp zablokował tylko smoka Archerem. Dopaliłem Scavengera i stan życia zmienił się na 22 do 9. Opp dograł landa (co nie było rozsądne, mógł blefować) i zaatakował wszystkim (chyba nie miał wyjścia, ale mógł poczekać turę moim zdaniem). Chwilę zastanawiałem się, jak zablokować. Podłożyłem Mentora pod Kin-Guarda, a Stalkera pod morfa, którego udało mi się odczytać jako Wooly Loxodona. Stalker spadł. Stan życia zmienił się na 10-12. Dobrałem Ridera, zagrałem Acta, celując w Loxodona i przeciwnik poddał grę.

Trzecia gra to już stała agresja u mnie i od początku narzucenie inicjatywy. Zacząłem od ifryta, potem morfowany Stalker, skąpanie wrażego morfa w smoczym ogniu, świnia i ciągły napór. O przebiegu gry zadecydował chyba właśnie ten Bathe in Dragonfire. Opp miał Mardu Hateblade, ale nie mógł blokować, bo cały czas wytapowywał się. Musiał wpuszczać moje ataki i niekorzystnie wymieniać się z dopiero co wstawionymi przez siebie kreaturami. Ja zaś mogłem dostawiać kolejne zagrożenia i wymieniać się z tym, co wrzucał. Wreszcie dobiłem do 5 mana i zaatakowałem Gore Swine i morfem w Wandering Championa i Mardu Hateblade’a z dwoma counterkami. Opp zablokował oba stwory, odmorfowałem Stalkera i wyczyściłem w tym ataku stół. Potem wystarczyło już tylko dograć Flamerush Ridera z Dash i poszedł atak za 11. Opp został na dwóch życiach, z pojedynczym morfem (Wooly Loxodon) i poddał się, nie mając szans na skuteczną obronę.

Runda II: Mardu

Zacząłem z ciekawą ręką – UW i UR duale, 2 Islandy, ifryt, Mantis Rider i Whisk Away. Byłem na play, więc powstawało pytanie, jak zagrać. Najpierw Mantis czy ifryt, licząc że dojdzie land? W pierwszym wypadku atakuję w 4 turze za w sumie 6. W drugim wypadku, atakuję za 7, ale pod warunkiem, że opp nie dogra niczego i pozwoli mi bić na ziemi. Nie wykorzystam też dobrze many. Ale jeśli dojdzie właściwy land, to zaatakuję nawet za 10. Wychodzi więc na to, że opcja ifryt, potem Mantis jest lepsza, ale w czasie gry podliczenie tego trochę zajmuje, a czas płynie. Może i problem nie jest szczególnie istotny, ale czasem o takie drobne zagrania rozbija się cała gra. Zdecydowałem się jednak na ifryta i wstawiłem UR duala. Dylemat czy zrobiłem dobrze, czy nie, rozwiązał mój przeciwnik, zagrywając Mardu Hateblade’a. W tym kontekście ifryt i zagranie klifu było zdecydowanie prawidłowe. Co zabawniejsze, skończyło się na tym, że tego Mantisa zagrałem później. Doszedł Glacial Stalker i było co morfować. Oppa przycisnęło na landach i już się cieszyłem wygraną, kiedy mnie sfloodowało. Do 10 tury dobrałem tylko Stalkera i Leaping Mastera. Innymi słowy, dobrałem 7 landów. Jeszcze wyczaiłem, że opp chyba ma Kill Shota (miał Sandblasta), jeszcze trochę się desperacko pobroniłem, ale na Ponyback Brigade i Rush of Battle wiele poradzić nie mogłem. Przegrałem.

Drugą grę zacząłem też z dobrą ręką. UR tapland, Island, Leaping Master, Crippling Chill, Whisk Away, Winterflame i Cunning Strike. Doszedł jeszcze ifryt i dwa Islandy. Opp tymczasem zagrał Mardu Scouta i zatakował Heelcutterem z dash. W kolejnej turze próbował tego samego i oberwał z Winterflame’a. Heelcutter spadł, skaut został zatapowany, opp dograł Hateblade’a. Ja dobrałem landa, zagrałem Cunning Strike’a targetując białą kreaturę i zaatakowałem za 4. Stan życia w tym momencie wynosił 8-15 dla mnie. Zaraz jednak spadłem do 10, bo po drugiej stronie zobaczyłem Elite Scaleguarda i skaut z 3/1 wskoczył na 5/3. Dobrałem kolejnego skoczka, zagrałem go i gdy oponent zaatakował, zablokowałem Scaleguarda podwójnie (drugi skoczek została zatapowany). Przeciwnik zagrał Sandblasta, ja użyłem Whisk Away i spadłem na 6 życia (po drodze był tapland u mnie i zyskałem punkt życia. Było 8 do 6. Dobrałem Heelcuttera. Zaatakowałem – zeszliśmy do 4-6. W turze oppa zagrałem Chilla, dobrałem Collateral Damage, którego nie powstydziłby się sam Arnold : ) Przeciwnik dograł Scaleguarda jeszcze raz, a ja w swojej zaatakowałem goblinem z Dash, orientując się, że na moje 7 landów tylko jeden – ten klif z początkowej ręki – produkuje czerwoną manę i nie mam backup planu, gdyby opp np. zagrał Pressure Point czy jakoś inaczej mnie zaskoczył, choć mam tego Collaterala na ręce. Na szczęście zaskoczeń nie było i wygrałem.

Collateral Damage

Niektórzy twierdzą, że Collateral Damage, to ostatni pick na draftach FRF-KTK-KTK

 FRF-KTK-KTK

W trzeciej grze zobaczyłem Bloodsoaked Championa, który zdążył mnie zbić aż do 14 zanim zacząłem sam atakować. Jeszcze po drodze musiałem pozbyć się Orc Shureshota. Udało mi się jednak nadgonić tempo dzięki Gore Swine. Już myślałem, że jest stabilnie, kiedy przeciwnik zagrał War Flare, atakując Championem i Heelcutterem i z 13 spadłem do 4. Opp dograł Chief of the Scale i jak tak teraz patrzę, to trochę więcej cierpliwości z drugiej strony i moje zagrania skończyłyby się przegraną. Na szczęście przeciwnik był wytapowany, a ja miałem sporo szczęścia, bo po wytapowaniu się i zagraniu Cunning Strike’a (opp na 8 życia), dobrałem Mountaina, zagrałem go, zaatakowałem wszystkim (Leaping Master, Gore Swine, Highspire Mantis) i opp zablokował tylko Mastera. Poświęciłem go pod Collateral Damage, celując w oppa (5 życia) i wbiłem obrażenia (-2), wygrywając mecz. Gdybym nie dobrał tego Mountaina, mogłoby być różnie, bo przeciwnik zachowywał się dość pewnie i nonszalancko, zakładając chyba, że nie mogę mu zrobić nic za 1 czerwoną manę. Gdybym nie miał palenia, zostawałby na 1 życia i zabijałby mnie w kolejnej turze. I niech to posłuży za lekcję – czasem ataki mogą wyglądać desperacko, ale bywa że stoi za nimi jakiś plan i lepiej zastanowić się, jakie oponent może mieć sztuczki, które nas zabijają. Tym razem to ja ją wymierzyłem, ale następnym razem sam mogę stać się uczniem. Dobrze więc ją sobie co jakiś przypominać i utrwalać.

Runda III: Abzan

Pierwszą grę znowu przegrałem. Zupełnie jak by była w tym jakaś prawidłowość. Oponent zagrywał po prostu wszystko w tempo, a ja tym razem wybrałem zły cel dla Bathe in Dragonfire (zmorfowany Kin-Tree Warden). Coś tam niby robiłem, ale przeciwnik miał Manifest z Soul Summons (po nim był spalony morf), Formless Nurturing i Elite Scaleguard. W efekcie po drugiej stronie były stwory 4/4, 3/3 i 2/3, które tapowało mi kreatury… gdybym jakieś miał. Stół u mnie był pusty, choć kart miałem sporo (m.in. DTT i ratujący trochę sytuację Crippling Chill). Jeszcze być może bym się wybronił, ale przeciwnik dograł Abzan Charma na Scaleguarda (idealnie dobierając wcześniej brakującego Swampa) i zaatakował po nałożeniu counterków. Swoją drogą, to interakcja warta wspomnienia – w jego sytuacji lepsza od exilowania mojego jedynego w stole Glacial Stalkera.

W drugiej grze zachowałem tak naprawdę słabą rękę – 4 landy i 3 spelle (2 Chille, Collateral). Brak kreatur mógł się mocno zemścić, ale postanowiłem zaryzykować, zwłaszcza że byłem na draw. Na szczęście od razu dobrał się Mystic of the Hidden Way. Opp zaczął od Whisperer of the Wilds, odpowiedziałem wspomnianym moprhem, a on dograł Formless Nurturing. To ja pierwszy miałem jednak atak (odmorfowałem od razu z otwartą maną na Collateral Damage) i mając dwa Chille czułem się raczej pewnie. W ręku pojawił się też Lightning Shrieker na dobicie – wystarczyło tylko zjechać oppa do tych 5-8 życia, jako że obrony na lataków mi za wiele nie pokazał. Opp nie zagrał nic w czwartej turze i szczęśliwie w piątej tez mu się to nie udało. Powstrzymałem jego atak jednym Chillem, dobrałem landa, potem Mantisa i już biłem za 6 na turę z opcją na drugiego Chilla, gdyby działo się coś groźnego. W siódmej turze gra wyglądała tak:

FRF KTK Jeskai stan gry RIIIG2

Zagrałem Shockmaw Dragona, zaatakowałem i wbiłem 3 obrażenia. Opp jeszcze zagrał jakiegoś stwora, coś tam próbował tapować manę, ale w końcu dał sobie spokój. Wygrana była moja.

W trzeciej grze sprawa wyglądała podobnie jak w pierwszej – u mnie skoczek i morf, u oppa morf, a potem Scaleguard (ale bez zagrania w czwartej turze, co też było ważne). Tym razem byłem przygotowany, mimo że przycisnęło mnie nieco na landach. Udało się dobrać górę na czas i mając 3 many mogłem spalić białego stwora, zostawiając niestety kreaturę 4/4. Tyle że to ja miałem inicjatywę, pierwszy atakując za 4. Wygrywałbym wyścig. Przeciwnik został więc na 5 landach i oddał turę. Zagrałem Bring Low i przyatakowałem skoczkiem 2/1 i morfem 2/2. Opp odmorfował Sagu Archera (4/7), ale nie zdecydował się na blok. Spadł tym samym na 8 życia do moich 14. Potem też próbował się bronić, ale ja już atakowałem z Heelcutterem. Musiał więc skorzystać z Feat of Resistance, aby pozbyć się goblina. Spadł jednak na 4 życia. W swojej dograł Citadel Siege, wybierając Dragons i zaatakował (4-9). Zatapował mi stwora w combacie, spadł do 2 życia i poddał się w swojej turze, kiedy zagrałem Crippling Chill w Archera.

Parę uwag na koniec

W zasadzie powinienem poprzestać na samym opisie decku i gier, ale jest jeszcze parę luźnych uwag, które chciałbym tu jeszcze umieścić, licząc na to, że w komentarzach dopiszecie własne spostrzeżenia albo podzielicie się zastrzeżeniami.

  1. Nie powiedziałbym, że FRF sprawiło, że format jest dużo szybszy. Powiedziałbym raczej, że stał się dużo bardziej różnorodny, choćby przez nowe sztuczki, a przez to jest ciekawszy niż 3x KTK.
  2. Liczy się inicjatywa i tempo zagrywania kart. Jest nieco większy nacisk na drugą turę, kosztem trzeciej; podobnie czwarta zyskała względem piątej, ale rzut kostką i to kto pierwszy wstawia stwora ma spore znaczenie dla wygranej.
  3. Frost Walker jest oczywiście dużo lepszy od Gore Swine, choć obie karty wyglądają podobnie. Wspominam o nim jednak, aby podkreślić, że w zorientowanych na tempo deckach Walker mocno karci brak land dropów, brak stworów i inne nieoptymalne zagrania przeciwnika.
  4. O ile w KTK składało się decki klanowe, tak w FRF-KTK-KTK prym wiodą decki dwukolorowe ze splashem. Nadal poruszamy się w obrębie klanów, ale doświadczenie draftowe jest zupełnie inne niż w samym KTK. Wciąż można jednak robić pięciokolorowe talie. Trzeba to wszystko zaliczyć Wizardom na duży plus.
  5. Karty z FRF wydają mi się mocniejsze niż te z KTK. Wrażenie to jest pewnie związane w dużej mierze z niższymi i łatwiejszymi kosztami kart. Co więcej, drafta buduje się właśnie wokół kart z FRF, jako że właśnie je draftujemy najpierw i to też pewnie ma wpływ na to, jak postrzegam siłę dodatku.
  6. Goblin Heelcutter jest podstawą czerwonych decków grających na tempo. Topowy czerwony common, który nawet zaczyna znajdować zastosowania w .
  7. Z Elite Scaleguardem spotkałem się po przeciwnej stronie kilkukrotnie. Jest on trochę podobny do Dragonscale Generala, ale jest na uncommonie. I chociaż znałem spojler, to jego działanie i podobieństwo do generała sprawiło, że myślałem, iż jest to erka. Potem zaś była chwila lekkiego szoku: „to jest uncommon?!”. Karta jest naprawdę mocna. Nie wiem czy to czasem nie najlepszy uncommon FRF. W każdym razie, jestem pod dużym wrażeniem tej karty.

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze