Hello Manchester! Czyli minirelacja z GPT w warszawskim Gryfie

Redakcyjni koledzy prześcigają się w pomysłach, jak zbudować Delvera w T2, a ja dla odmiany prezentuję Reanimatora.

Udało mi się dość fartownie zgarnąć trzy baje na Grand Prix Manchester. Poniższy tekst będzie opowieścią o tym achivemencie, trochę o bajach na GP, samym trialu, również przedstawię deck, którym wygrałem, i opowiem, czemu drugi raz bym go nie wziął.

 

 

Kilka słów o GP Madryt i bajach jako luźny wstęp

Ze dwa miesiące temu stary znajomy magicowiec zaprosił mnie do Manchesteru na GP. Po zmianie systemu rankingowego wyszło, że nie przysługują mi żadne baje. Pierwszy raz w mojej karcianej karierze zostałem tak zdegradowany. Jednak przekonałem się o tym boleśnie dopiero na GP w Madrycie, gdzie byłem pewny, że mam chociaż jeden mecz gratis. Misterne wyliczenia zaowocowały spóźnieniem na pierwszą rundę i chwilę później miałem pierwszy mecz w plecy. Byłem jednocześnie posiadaczem żałosnego zestawu, decku bez synergii, removalu i bomb, więc po chwili namysłu zaznaczyłem drop na result slipie. Tyle o Madrycie. Na Manchester zdecydowałem się już lepiej przygotować pod względem „formalnym”. Mam teraz na koncie pewnie ponad 100 rozegranych draftów 3xISD, z 15-20 draftów DDI i przeczytałem masę najróżniejszych sealed decków, artykułów, porad itp. Czuję, że mogę zjeść serce każdego przeciwnika. Tak, jestem przygotowany do tego limited i naprawdę nieźle je rozumiem.

Dobra, o co chodzi z bajami i czemu są takie istotne? Głównie dlatego, że pierwszego dnia mamy do rozegrania koło 9 rund, a każdy baj daje automatyczną wygraną. Teraz najważniejsze – jest to wygrana dająca najlepsze tie breakery. To może zaważyć o wejściu do kolejnego dnia albo o miejscu w kasie. Z wynikiem będącym na granicy wejścia dzień drugi zrobi gracz mający od startu baje, a zaraz po nim wyląduje człowiek mający tę samą liczbę punktów, ale grający od pierwszej rundy. Nie bawi mnie również zakończenie na miejscu 65, 33 czy 17, kiedy z taką samą ilością punktów mogę mieć oczko wyżej w $$$. Jak usiądę w Manchesterze do składania sealed decka i dostanę podobną kupę do madryckiej, to tym razem będę miał do zrobienia wynik 4-2, aby zaliczyć dzień drugi i przejść do draftów. Te są już o wiele mniej losowe niż najbardziej loteryjny format magica.

 

Jak powstała „Liliana, the Necromancer”

Ponieważ GPT, które chciałem zagrać, miało właśnie standard jako format, to potrzebowałem dobrego decku. W Madrycie miałem okazję pograć Reanimatorem Levy’ego w T2, tzw. French Frites. Talia spoko, na papierze prosta i banalna, ale o dziwo okazała się dla mnie trudna. Skończyłem z wynikiem 2-4, gdzie w każdym z czterech przegranych meczy potrafiłem wskazać swój krytyczny błąd. Dziwne uczucie; wyobraźcie sobie filmik z youtube’a zawierający w tytule frazę „fail of the…” albo „wydawało mu się…”, gdzie koleś ze ściągniętymi majtami odpala sobie rakietę z tyłka. Widzowie płaczą ze śmiechu, zaczynają lecieć iskry, a do bohatera nagle trafia, że zrobił ogromny błąd. Właśnie tak się czułem po wielu moich zagraniach. Dla przykładu:

  • mam 9 żyć i na ręce Elesh oraz Inferno Titana, wiem że oponent ma w talii Act of Aggression. Wstawiam Tytana, dostaję Acta i śmiercionośny wjazd za 9,
  • po mojej stronie leży Burning Vengeance, a po stronie wroga moja Elesh zabrana za pomocą Volition Reins. Mam w grobie Looting, Unburial Rites i Tytana. Proste zadanie logiczne, ja jednak odpalam dwa razy Zemstę w przeciwnika (spada na jakieś 14 żyć), po czym wstawiam Piekielnego Tytusa, kładę zdolność na stos i… widzę, jak petarda wypala dziury w obu moich pośladkach,
  • keepnięcie ręki z 1 landem i 1 BoPem przeciwko talii nasączonej point removalem,
  • normą było też złe wybranie landu, przez co kluczowy czar rzucałem turę później i ginąłem z braku tej tury,

Nie ma się co dalej upokarzać, grałem źle i na sobie poznawałem format. Aby uniknąć takich wpadek, wydałem fortunę na MTGO, aby kupić Eleshe i jakieś dodatki, złożyłem talię, po czym zacząłem grać.

Miałem do wyboru wersję z Pro Touru Levy’ego oraz decki z GP Baltimore – undeafeated z dnia pierwszego Scotta Kelly’ego, spis z top 8 Erica Menga a nawet wersję, która wygrała Triala Gregory’ego Reelitza. Wszystkie miały jedną cechę wspólną – taki sam maindeck, gracze jak mantrę powtarzali dokładnie te same karty. Jeden zawodnik tylko odważył się coś zmienić i dał do maina 4 Tytany, a Wurmcoile poleciały do sideboardu – po prostu wow! Kreatywność na piątkę. Niemniej buildy wykazywały się skutecznością.

Pograłem trochę na MTGO, po jakiś 16-17 meczach w formule 2-person (z których wygrałem koło 11-12), całodziennych grach na żywo z Gerwazem, doszedłem do trochę innego spisu:

 

4 Woodland Cemetery

4 Blackcleave Cliffs

1 Swamp

1 Plains

1 Shimmering Grotto

4 Forest

4 Copperline Gorge

4 Razorverge Thicket

4 Lingering Souls

3 Liliana of the Veil

4 Faithless Looting

4 Birds of Paradise

1 Massacre Wurm

2 Inferno Titan

4 Avacyn's Pilgrim

3 Geistflame

3 Elesh Norn, Grand Cenobite

2 Wurmcoil Engine

4 Mulch

4 Unburial Rites
 

Sideboard

3 Memoricide

4 Mental Misstep

4 Ancient Grudge

1 Elesh Norn, Grand Cenobite

1 Geistflame

2 Ray of Revelation

 

Pierwsze co zrobiłem, to wywalenie Tracker’s Instinctów. Ta karta była po prostu jałowa. Dostawałem z niej zazwyczaj Elesha/Wurma/Tytan na rękę a do grobu nic nie wpadało. Dostałem więc 4 sloty i mogłem zmienić mana base. Ponieważ niebieska mana była potrzebna tylko do flashbacka z Instynktów i sideboardowych Misstepów, to ją uciąłem. Doszedł komplet Woodland Cemetery i 1 Grota. To było bardzo ważne, nie tylko ze względu na kolory many jakie mogłem produkować, ale także dawało mi landy, które przy 3 innych na stole wchodziły odtapowane. Przy 8 landach z mechaniką: „untapped when 3 or less lands on table”, to jest bardzo istotne, zwłaszcza jak chcemy zagrać w czwartej turze reanimację.

Ponadto nie miałem absolutnie żadnej szansy z UB controlem czy UBW Flarą. Wpierw testowałem Grim Lavamancerów, Zombie Infestation, jakieś cuda na kiju, ale nic nie było lepsze od starej, zasłużonej, dziwkarskiej Liliany. Długie lateksowe kozaki, sznurowania w kurewskim czerwonym kolorze, gotyckie rękawiczki oraz makijaż deski sedesowej po leczeniu biegunki węglem aktywnym. Co  nie zmienia faktu, że ta karta jest nieziemska i bardzo niedoceniana. W testach potrafiła wskoczyć w 2-3 turze, a jest to morderstwem dla niebieskich kontroli. Odpalanie ultimatum nie bylo wydarzeniem rzadzkim, po prostu rządź i dziel! Daje też dwie ważne opcje – wywalania własnej karty z ręki a także usuwania stwora, który nie ginie w apokaliptycznej obecności Elesh Norna.

Po dodaniu 3 Lilian za 4 Instynkty i wyjęciu 1 Elfa, który praktycznie nic nie robił zostały mi dwa wolne sloty, a że lubię grać na 61 kart, to miałem aż trzy do dyspozycji. Zapchałem je Geistflame’ami. Wymyśliłem, że są dobre na Delvera, manodajki w mirrorze, Nexusy czy po prostu dobijanie stworów po Eleshu/Tytanie.

Jeszcze wymieniłem jednego E-Leszka na Massacre Wurma. Ma podobne działanie, może wygrać partię z automatu, najważniejsze jednak, że zbyt często siedziałem z Cenmobitą na stole i kolejnym na ręce lub gotowym do reanimacji

W sideboardzie upchałem 3 Memoricide – uznałem, że będą wyśmienite na Rampę i mogą ściągać kontry w meczach z kontrolami.

Mental Misstepy zostały nienaruszone. Wiele osób je usuwało i wkładali na ich miejsce Burning Vengeance albo Thruny z Mieczami, jako odpowiedź na kontrole. Te rozwiązania do mnie nie przemawiały. Misstep jest ogromnie uniwersalny, kontruje: Nihil Spellbomb, Surgical Extraction, Delver of Secrets, Tragic Slip, Bopy, Pondery, Gut Shoty, Stormkirk Noble’a, Galvanic Blasta, Champion of the Parish, nawet jakiś 1 manowych Zombie. Prawie na każdy deck działają, a każdy deck może wsadzić Surgicala czy Bombę.

Taki spis całkiem fajnie działał, jednak bogatszy o spostrzeżenia z turnieju uciąłbym jednego Geistflame’a aby mieć 60 kart w mainie i wywaliłbym Elesha z sideboardu aby mieć dodatkowego slota, na przykład na Phyrexian Metamorpha. W ogóle jak macie lepszy pomysł niż Geistflame, to bez namysłu podmieńcie te sloty. Ja nie miałem czasu za dużo nad tym kminić. Czwarta Liliana też dałaby pewnie radę, Huntmaster może pomóc, Grim Lavamancer nie jest najgorszy, Bloodline Keeper, może Gut Shot? Czemu nie! Tylko ważne aby było w tym coś removalowego, albo bardzo uprzykrzającego grę przeciwnikowi.

Nie mniej w mojej opinii deck nie jest na tyle mocny aby go polecać. Ale zrozumiecie o co mi chodzi przy opisie rozgrywek.

 

Warszawski Gryf

Po całonocnych testach poszliśmy razem z Łódzkim Championem Gerwazem na miejsce turnieju. Warszawski Gryf znajduje się prawie w samym centrum Warszawy, rzut beretem od Klubokawiarni Chłodna 25. Miejscowi hipsterzy powinni skojarzyć.

Wcześniej nie miałem przyjemności tam grać. Byłem i jestem pod ogromnym wrażeniem. Miejsca sporo, klimat magica roznosi się w powietrzu (bynajmniej nie chodzi o zapach magicowców), w koszt turnieju nie jest wliczony kupon na żarcie (a ostatnio w Warszawie grałem tylko w jakiś jadłodajniach, gdzie kupon jest już standardem), a zaraz obok znajduje się dobrze zaopatrzony spożywczak z kawą i hot dogami. Warto dodać, że całością kieruje jeden z najlepszych polskich graczy swego czasu – Piotr „Chabał” Chabałowski (trzykrotnie gościł w top 8 Mistrzostw Polski).

Dwa piętra, pokój dla vipów, miejsce na 40-50 graczy i dedykowane praktycznie tylko dla karciarzy; bez figurowych bejów i krzywych spojrzeń przechodniów – jak dla mnie syt.

      

 

Tor z przeszkodami, czyli Grand Prix Trial

Turniej zaczął się z lekkim opóźnieniem i małym zamieszaniem z Myszą, które jednak nie zaburzyło naszej dalszej gry. Jedna prośba do graczy – don’t drink and drive your decks, plz.

1 Runda

Mój występ zaczął się niezbyt szczęśliwie od gry z Birthing Podem, którego przeciwnik mówiąc delikatnie: „nie grał za dobrze”. Wtopiłem 0-2 i już na starcie mój deck pokazał swoją niestabilność.

W pierwszej grze przemieliłem szybko kolosy do grobu, zebrałem trochę many i… zawiesiłem się. Nie dostałem Ritesów bardzo długo, na Stwory z ręki brakowało mi odpowiednich kolorów many, a przeciwnik wstawiał po kolei, co mu potrzeba. Drugą grę zacząłem od mulligana, po czym zachowałem 4 manodajki, landa i Wurmcoila. Pomyślałem, że wygląda nieźle, jak dojdzie land, to wstawię grubego w 3 turze, kupię trochę czasu, no a Pod nie powinien przeszkadzać we wczesnych turach. Zaczynam land+BoP, u przeciwnika land+elf, no to chyba nie ma zagrożenia jakaś Whipflarą czy innym mass removalem. Nie dostaję landu, wstawiam BoPa i elfa, czuję się rześko, a opp w swojej wkłada land i Ratchet Bomb… Dalej wyglądało tak, że wstawił Poda, z niego małego Geista, sczyścił mi stół, a potem dokładał coraz większe diabły i kolejnego Poda. Tu był mały festiwal błędów po przeciwnej stronie, niezauważone triggery „you may” itp. Dzikim fartem kupiłem landa, Mulcha, a z niego 4 (!) landy. Pozwoliło mi to nawiązać jakąś walkę, zniszczyć oba Pody stopdeckowanym Ancient Grudge’em. Wrogą Elesh zabiłem swoją, jakoś tam graliśmy, ale w końcu zabrakło mi paliwa i przegrałem.

Skoro opponent ogrywa mnie, dając mi sporo luzu w grze, to coś jest nie tak.

0-2

2 Runda

No i klasyka, skoro cały dzień i noc tyrałem z Gerwazem, to musiałem na niego trafić. Obaj zaczęliśmy od wtopy w pierwszej, czyli mamy już single elimination. Aby dać sobie szansę na topa, zgłosiliśmy remis. Zagraliśmy sobie na szybko for fun, wygrałem piątaka na pocieszenie (vs Delver) i poszedłem najeść się kiełbachy do sklepu obok.

No to mamy wynik 0-1-1, niestabilną talię i przed sobą 4 rundy do wygrania, miodnie.

draw

3 Runda

Chwila rozmowy, tasowanie i po wystawieniu dwóch pierwszych landów wiem, że gram z UBW Flarą. Dobra, jak ograć najtrudniejszy matchup? Wstawić na pałę Lilianę w trzeciej turze i nie zobaczyć kontry, proste. Tak też zrobiłem, przeciwnik chyba siedział z samymi drawami i removalem na ręce. Liliana wywaliła mu prawie całą rękę, zatruła połowę landów i właściwie zakończyła grę.

W drugiej zaliczyłem jakiegos niekorzystnego mulla, chyba bez landów. W trzeciej narzuciłem tempo duszkami z ręki i flashbacku, potem chyba wskoczyła Liliana, jakiś grubson z reanimacji i dziwnym trafem miałem wygrany mecz.

To nie jest oczywisty scenariusz na ten matchup, powinienem się mocno pocić i w efekcie przegrać, przeciwnik też z raz zapomniał rzucić Think Twice z grobu, nie siadała mu żadna reanimacja z ręki, mimo że w grobie czekał cały zastęp grubasów. 

2:1

4 Runda

Trafiłem na ciekawy RB control z Solemnami, Sferami, Tytanami i Sorin Markovem. W pierwszej grze zgładzono mi wszystko co dawało manę, płonące elfy biegały w popłochu, zwęglone ptaki spadały z nieba. Wyprodukowałem chyba kilka małych duszyczek, przyzwałem na pomoc Lilianę, ale to nie pomogło. Sorin i Piekielny Tytan gwałcili wszystko, co stawało im na drodze. W drugiej grze miałem jakąś szybką reanimację i nie ma się tu co rozpisywać, opp zresztą miał chyba jakiś total lame draw. Za to kluczowa trzecia gra była prezentem od przeciwnika. Bodajże w tej partii przeciwnik zrobił kluczowy błąd – zapomniał raz strzelić Sorinem, który wpadł zresztą koło 4 tury na stół (Sfera w drugiej, Solemn w trzeciej, chyba tak to było). To spowodowało, że nie odpalił turę później ultimatum. Ja miałem na stole Wurma, który został skopiowany przez Metamorpha. Jakoś tak wyszło, że nie miałem jak przebić się przez obronę przeciwnika, ale rzucony na pałę Mulch (coś w stylu – co mi szkodzi) dał dwa Ancient Grudge do grobu. Zabiłem Wurm tokeny, napadłem Planeswalkera i po ustabilizowaniu gry jakoś to wszystko wyciągnąłem. Nie pamiętam dokładnie, czy to było w trzeciej, czy może w drugiej grze, ale tak mniej więcej kojarzę i wnioskuję z zapisków żyć. Tak czy inaczej jest jedna pointa – tego meczu nie powinienem wygrać.

2:1

5 Runda

Spotkałem na drodze RB Zombie, matchup znośny, jeśli przeciwnik ma słaby draw, nie dobierze po sideboardzie grave hate’u, ja szybko wrzucę Elesh albo jakieś ciało za 6 mana i do tego nie zostanie ono szybko zabite – sporo warunków, ale to był mój dzień, wszystkie zostały spełnione. Dodatkowo przeciwnik zaliczył raz mulla, gdzieś w trakcie gry wstawił Mountaina, narzekając, że nie udało mu się pożyczyć wszystkich duali na turniej, więc nie wstawi szybko Messengera. Z raz trafiłem Mental Misstepem w Bombę, która i tak wchodziła dość późno. Przynajmniej taki mi się w pamięci obraz kołacze.

2:0

6 Runda

Zostałem sparowany w dół, do przeciwnika, który miał dwie wtopy, słabe tie breakery i nie mógł zrobić topa. Zapytałem, czy mi się podda, bo wejdę wtedy do ćwierćfinałów. Po krótkiej konsultacji z graczami obok upewnił się, że gra o świeczkę, i oddał mi grę. Chciałbym tutaj Ci podziękować za ten miły gest, Łukaszu Balcerzak (mam nadzieję, że nie pokręciłem nazwiska).

Zagraliśmy sobie for fun, kolega miał Białe Humany. Wyszło 1:1, ale wcale nie było łatwo.

2:0 (1:1)


Top 8

t8Mój przeciwnik grał zmodyfikowaną Black Rampą Conleya Woodsa, w swissie poszedł 4-0, chyba większość gier bez wtopy, a potem wziął dwa remisy. Nie mam żadnych zapisków z tej gry, ale pamiętam, że dostałem jakiś mega pornos i szybką Lilianę, która zrzuciła ze dwa Tytany oppowi z ręki. Potem dobiłem którymś z Gigantów. W drugiej grze za to cisnąłem t3 albo t4 Memoricide, wyrzuciłem nim Zielone Tytany, z tego jeden był oczywiście na ręce. Zobaczyłem w decku 2 Liliany, komplet Czarnych Tytusów, Karna, Huntera Fellsów i mieszankę czarnych oraz zielonych Zenithów. Zdjąłem chyba też dwie Sfery Ancient Grudge’em.

To był trudny matchup, rozegraliśmy dwie trudne partie, które wygrałem raczej dzięki drawom, a nie przewadze w sile moich kart.

2:0

Top 4

No i to by było na tyle – uznaliśmy z resztą półfinalistów, że podzielimy się łupami, a ja wezmę baje, bo nikt z nich nie planuje wyjazdu do Manchesteru. Dostałem 15 boosterów i myszkę optyczną. W paczkach, na których nie znalazłem kupca, trafiłem Sorina, Garruka, Championa Parishów i Gravecrawlera. Dwa boostery oddałem Gerwazowi jako podziękowanie za testing (swoją drogą też zrobił topa, czyli split w drugiej rundzie nie był taki zły), a z nich wyjął Spell Skite’a i Inferno Tytusa, słabo?

Oficjalnie wygrałem, nieoficjalnie miałem kupę farta i ledwo zrobiłem Top 4.

Podsumowania

  • Deck jest spoko, daje wiele możliwości, jeśli tylko chce Wam się coś przebudowywać i testować. Czasem ma cudowne rozpoczęcia, ale niestety jest niestabilny, bardzo wrażliwy na grave hate, tonę kontr, Phantasmal Image, Phyrexian Metamorphy oraz mass removal psujący nasze małe kmiotki. Teraz kiedy deck jest znany i ludzie wiedzą, czego się spodziewać, to warto mieć jakiegoś tajnego techa, Lilianę z zaskoku czy inne nietypowe rozwiązania. Dlatego też nie polecam tej talii na większe turnieje, a na pewno nie bierzcie jej bez testingu, ogrania i jakiegoś dobrego wytechowania.
  • Grajcie GP do końca, bo można zebrać masę Planeswalker Pointsów, a jak już dropujecie, to upewnijcie się, że na pewno będą dobre side eventy w tym czasie. Ja wmówiłem sobie, że w sobotę na GP musi być jakieś PTQ w modernie, zabrałem deck, a okazało się, że na GP już się w ogóle PTQ nie robi. Nice fail, Mr Ober.
  • Testing z Gerwazem daje radę, Łodziacy nie są aż tacy źli, jak ich malują. No i „przynieście mi sto, sto misek najlepszej miejskiej zupy” oraz „łububububu” vs przechodzące laski w Złotych Tarasach pozostaną mi w pamięci na długo ;p
  • Gryf pozostawił bardzo miłe wrażenie i chciałbym tam częściej wpadać, a może nawet urządzić jakiś większy testing przed poważnym eventem. Jest tam nie tylko dużo miejsca, internet, dobre zaopatrzenie, to jeszcze Chabał wytrenował solidną ekipę bardzo młodych graczy z ogromnym potencjałem i talentem (zdążyli już zaliczyć grę na MPkach i spotkałem dwóch kolejno w rundzie 5 i w Top 4). Robimy w Gryfie testing house przed World Championship Magic Qualifierami?

 

Pozdrawiam,

Ober

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze