Relacja Duo z Pro Tour Hawaje – preludium

Jako że minął już miesiąc od kiedy udało się wrócić z bardzo szczęśliwego dla mnie PT w Honolulu (Hawaje) i obiecałem dosyć sporej grupie osób, że wreszcie dokończę jakąś relację. Tak naprawdę zmotywował mnie weekend grania w brydża, ale o tym znacznie później.

Rozpocznę nietypowo dla mnie, czyli od początku. Jak wspomniałem w relacji z Wrocławia w modernie istniał dla mnie tylko Jund, więc zmotywowany zrobieniem Top 8 obowiązkowo chciałem zagrać wszystkie możliwe PTQ w okolicy.

Przed warszawskim, najbliższy Qualifier odbywał się w Wilnie gdzie w składzie: Bartłomiej „Bartys – człowiek który nie potrafi wygrać PTQ” Lewandowski, Łukasz „Bieniu” Bieniek, Michał (nikt nie kojarzy, że to jeden z najlepszych graczy w tym kraju – [ja kojarzę! – dopisek Red.]) Gajewski i ja – najbardziej nieogarnięty, ale skromnie najsympatyczniejszy Maciej „Duofanel” Janik. Jako, że relacja z tego wyjazdu jest niedokończona i nie potrafię się zebrać w tym wstępie do Hawajów, to wrzucę kilka anegdotek z tego wyjazdu. A były godne zapamiętania! Przejdźmy więc do nich.

Naszą podróż podzieliliśmy na dwa etapy: wpierw nocowaliśmy pod granicą w hotelu, który mówiąc bez ogródek, okazał się fatalny i z którego zebraliśmy się z samego rana. Następnie, jak się później okazało, był to jeden z kluczowych warunków do zaliczenia tego weekendu jako udany. Nasza wyjątkowa ekipa, na którą składało się trzech odpowiedzialnych i ogarniętych ludzi + ja, nie wpadła na to, że Litwa może być w innej strefie czasowej. Na farcie stwierdziliśmy, że wpierw się zapiszemy a potem coś zjemy, wyszło jednak, że mieliśmy całe pięć minut do rozpoczęcia turnieju. Tradycyjnie już brakowało mi kilku kart, a że większość czasu byłem przekonany, że zagram pożyczonym od Bylka Junkiem (tutaj kolejna wstawka: przeszedłem dwanaście kilometrów w palącym słońcu do bacówki na szczycie góry, w której Darek hoduje Goyfy i spółkę) jednak zdecydowałem się wrócić do Junda. Spis już dawno pojawił się na Togu i był przygotowany na bardziej agresywne meta, dodatkowo zawierał kilka losowych techów, które bardzo sobie cenie.

duo ma slota na PT HawajeKrólewski Jund całkowicie złamał meta. Z wynikiem 4-2-0 wszedłem do Topa (krążą plotki, że najsilniejsza karta w moim sideboardzie była spowodowana zakładem, ale kto by tam wierzył plotkom).

Do Top 8 dostało się pięciu polaków. Pokonałem kierowcę Junda grającego dziwnym spisem – gość wsidowywał karty, które ja wyciągałem z maina… Musiał ustąpić przed R/G wioską 8/8. Pozwoliło mi to zagrać w półfinale ze znienawidzonymi rybami.

Moja wersja była znacznie lepiej przygotowana niż we Wrocławiu, dodatkowo młody podjął kilka nieoptymalnych decyzji pozwalających mi w spokoju zmierzyć się z kierowcą naszego samochodu i jednym z moich najlepszych matchupów w finale.

Tutaj z dumą zagrałem najgorszą grę na tym turnieju, zamiast jak cywilizowany człowiek zagrać t1 discard, w t2 Goyfa, w t3 Goyfa, po którym Twin się nie podnosi, chciałem wyciągnąć value z Dark Confidanta i Flamespeakera. Oczywiści przeciwnik stopdeczył Bolta w Snapcastera i gra musiała potrwać znacznie dłużej. W drugiej grze Michał zatrzymał dosyć ryzykowną rękę z planem na Blood Moon. Po discardzie i fetchowaniu się po Basic landy spokojnie wygrałem. Otrzymałem 8 boosterków i z dumą mogłem zadzwonić do rodziców, że znowu siadło Wink

Nasz wybitnie ogarnięty skład na zakończenie spędził jeszcze pięć minut w windzie, gdyż po takim czasie patrzenia się na siebie udało się wcisnąć guzik z numerkiem 0.

-x-

Pro tour miał się odbywać w standardzie ( nareszcie!!!) a miałem na niego lecieć z Piterem „wygrywam wszystko” Waldem i Hubertem „nie wymyśliłem nic śmiesznego” Pszczółkowskim, ale o tym we właściwej części relacji, w której dla odmiany skupię się na limited.


Informacje o autorze możecie znaleźć w zakładce – redakcja.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze