[Blog] Historia kartami pisana

Flavor to niby tylko dodatek do Magica. W sumie nie ma znaczenia, czy przeciwnik składa się, bo oberwał z błyskawicy, czy dlatego, że spopielił go nasz smok. Mimo to fajnie, że jest. Można sobie dzięki niemu dorobić jakąś historię do grania. Od pewnego czasu zastanawiałem się zresztą, co by było, gdyby wziąć kilka losowych kart i spróbować ułożyć z nich jakąś opowieść.

Nie zdradzając, o co chodzi, poprosiłem Obera, Sołtysa i Cichego o podanie nazw paru ich ulubionych kartonów. Jako bazę do pisania dostałem Armadillo Cloak, Counterspell, Elvish Archdruid, Profane Command i Rishadan Port. OK, jak to teraz połączyć?

Zacząłem od obejrzenia wszystkich dotychczas wydanych wersji tych kart. Może coś je łączy. Niestety, tylko Counterspell i Rishadan Port mają wspólny flavor, odnoszący się do miast obecnych w fabule Mercadian Masques. Obie karty były też we wspomnianym dodatku, ale w sumie to tyle. Mam materiał, który w ogóle nie jest ze sobą powiązany. Czyli trzeba wysilić się trochę, by to połączyć. Z drugiej strony w ten sposób mam więcej swobody. Nie jestem zmuszony zagłębiać się w magicową fabułę.

sourceŁ http://magictutor.org/en/artwork/detail/14083

source: http://magictutor.org/en/artwork/detail/14083

Mimo wszystko kolejnym krokiem jest przeglądnięcie Wiki. Warto sprawdzić, co to ten Rishadan Port. Okazuje się, że jest on częścią miasta położonego na planie Mercadia. Znowu niewiele mi to daje. Dowiaduję się tylko kilku rzeczy: że na Mercadię trafiają załoganci statku Weatherlight po ucieczce z Rath; że Saprazzo i Rishada powstały, ponieważ w czasach wojny Urzy z Mishrą na Mercadię spadł sobie Dragon Engine Ramos z uchodźcami; że na Mercadii gobliny są bardziej inteligentne niż na innych planach. Nie ma tu jednak nic na tyle mocnego, by był sens nawiązywać do tych wydarzeń i ciekawostek.

Trzeba podejść do sprawy od innej strony. Co tam jest szczególnego w tych kartach? Mam tu Enchantment – Aurę, Instanta, Stwora, Sorcery i Landa. Mogę spróbować starego RPG-owego triku. Jak przy przygotowywaniu postaci, potraktuję te karty jako wskazówki i inspirację do zbudowania narracji.

Przede wszystkim potrzebne jest miejsce akcji. Tu sprawa jest prosta – Rishadan Port. Niekoniecznie musi to zresztą być sama Rishada. Niech będzie dowolna nadmorska mieścina. Ważne, by statki miały gdzie cumować, by byli tam kupcy i piraci i by miejsce tętniło życiem (choć też nie do końca – na obrazku Tiritilliego w ogóle nie ma ludzi).

Następnie historia musi mieć swojego bohatera. I znowu wybór nie jest trudny. Arcydruid elfów aż się prosi o wykorzystanie. Co on robi w porcie, to już jednak większy kłopot. Bohater musi mieć przecież jakąś motywację. Dostępne karty nie dają tu zbyt wielu możliwości.

Niby można tę kwestię obejść, nie wyjaśniając niczego i rzucając elfa w wir wydarzeń, ale tak sędziwa postać zasługuje na coś więcej. To może wykorzystać tu Profane Command? Karta każe nam wybrać dwie rzeczy. Niech będą to: „Target player loses X life” i „Return target creature card with converted mana cost X or less from your graveyard to the battlefield”. Ten drugi efekt posłuży jako motywacja do działań druida. A pierwszy – to już wyjdzie w tekście.

Zostały Armadillo Cloak i Counterspell. I co z tym teraz zrobić? Hmmm. Counterspell oznacza magię i czarodziejów. To może stworzę prostą historyjkę, w której druid będzie ścigał młodego, żądnego wiedzy adepta sztuk tajemnych. Sztampa? Może, ale nie o oryginalność tu chodzi. A Armadillo Cloak? I to jakoś trzeba będzie wplątać w opowieść. Chyba nawet wiem jak.

Żeby było ciekawiej (i trochę trudniej) wprowadzę sobie ograniczenie ilościowe. Jest pięć kart – niech to w takim razie będzie 500-600 znaków na kartę. Będę się musiał zmieścić pomiędzy 2500-3000 znakami. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Historia kartami pisana

„Na horyzoncie różowiło się poranne niebo. Słońce, wznosząc się leniwie, zalewało portowe miasteczko złotym światłem. W jego promieniach mieniły się czerwone i zielone dachówki kamieniczek. Uliczki dopiero miały zaroić się rzemieślnikami, kupcami i żebrakami. Miasto jeszcze się nie obudziło. Ciszę przerywało tylko kwilenie mew i stuk drewnianego kostura. W stronę portu zdecydowanym krokiem podążała długoucha postać w zielonym płaszczu. Po chwili była na miejscu i zaczęła się rozglądać.

Morze falowało spokojnie. Ledwie dwa okręty sunęły po falach, oddalając się od doków. Port był praktycznie opustoszały. Niedaleko leżał jakiś zapijaczony marynarz, zupełnie nieprzytomny. Kilku rybaków szykowało łódź, ale poza tym niewiele się działo. Na pobliskiej wysepce wznosiła się pomalowana w fioletowe pasy latarnia morska. Nieco bliżej znajdował się pomost z przycumowanym doń statkiem. Obok ktoś stał i przyglądał się łajbie. Postać w płaszczu ruszyła w tym kierunku. Przystanęła tuż przed pomostem, ze smutkiem pokręciła głową i mamrocząc, wykonała w powietrzu kilka gestów. Stojący na pomoście mężczyzna gwałtownie się odwrócił, wyczuwając gromadzącą się magiczną energię. W wyuczony sposób złożył ręce i czar przeciwnika rozproszył się. Wyraźnie zaskoczony spojrzał na wroga.

– Ioandilu, ty tutaj starcze? Nie sądziłeś chyba, że tak proste zaklęcie mnie zaskoczy?

– Chciałem cię tylko unieruchomić Marhuirze. Dobrze wiesz, że musisz stanąć przed radą i poddać się jej osądowi.

mtg armadillo cloak– Nie kpij – odrzekł mężczyzna, zataczając przed sobą koło. Ręka zostawiała za sobą fioletową smugę. Po chwili okrąg przecięły jeszcze trzy inne półkoliste linie. Ioandil poczuł jak uchodzą z niego siły. Osłabiony zachwiał się i gdyby nie kostur, padłby na ziemię. Musiał przykucnąć i pochylił głowę, ciężko dysząc. Marhuir, wyraźnie zadowolony, wyciągnął zza paska sztylet i zbliżył się do druida.

– Starcze, tu kończy się twoja… – Ioandil w tym momencie rzucił się do przodu, celując kosturem w głowę przeciwnika. Jednocześnie pod płaszczem druida zabłysło białe światło. Przeciwnik dał się zaskoczyć i zamroczony wylądował na ziemi. Ioandil nie marnował czasu. Wykonał te same kilka gestów co na początku spotkania i leżącego elfa oplotły gałęzie i liany. Marhuir oprzytomniał chwilę potem, ale nie był w stanie już nic zrobić.

– Przeliczyłeś swoje możliwości młodzieńcze – druid odsłonił kawałek płaszcza. Pod nim znajdował się łuskowaty pancerz. – Wiem od twoich nauczycieli, że wyśmiewałeś się z tego rodzaju zabezpieczenia. Jak widzisz to działa. Teraz wrócisz ze mną i zostaniesz osądzony, choć i tak dobrze wiesz, co cię czeka. Jest tylko jedna kara za ożywienie zmarłych przodków.”

Epilog

No. Coś tam się jednak da z tych kart sklecić. W sumie limit znaków nie okazał się problemem, a właściwie – problemem nie okazała się jego górna granica. Znaków było za to zbyt mało (2400 ze spacjami) i musiałem dopisać parę zdań, by spełnić założone na początku warunki. Miało być jednak prosto, krótko i na temat – bez nadmiernego rozpisywania się i popadania w dygresje. Nie chciałem za bardzo komplikować opowiadania. Ale na pewno dało się zrobić coś lepiej. Tekst, który nie jest skracany, rzadko bywa dobry. Przydałyby się dodatkowe ograniczenia, np. wybór gatunku i stylu opowiadania, jakieś obostrzenia co do użycia konkretnych słów czy zwrotów, etc. Tu można się bawić. Może następnym razem…


 

Jeśli komuś tekst się spodobał i chciałby zobaczyć kolejne tego rodzaju, w komentarzach można wpisywać sugestie kart do inspiracji, tematyki czy gatunku tekstu (np. podróże w czasie lub horror). Dodatkowe obostrzenia też mogą być przydatne. Fajnie będzie też dowiedzieć się, dlaczego jakaś karta jest dla kogoś szczególna – bo to też mogę wykorzystać. A póki co mam ochotę się bawić Smile

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze