Prerelease Aether Revolt w Kielcach

Nie szło mi ostatnio w Magica. Nie było dobrze ani w Standardzie, ani w limited, ani w pauperze. W tym ostatnio po zbanowaniu Drake’a nie bardzo wiedziałem, czym grać. Mój pet deck, czyli Aury, przestał sobie radzić nawet chwilę przed banem. Jeszcze rzutem na taśmę z pewnymi sukcesami pograłem pre Kaladeshu, ale potem już było tylko gorzej. Do tego stopnia, że zrobiłem sobie przerwę od Magica.

Kolejny dodatek zbliżał się jednak nieubłaganie. Wraz z pisaniem analizy wróciła ochota do grania. Gdy przyszedł czas, wybrałem się na prerelease Aether Revolt w Wargamerze w Kielcach. Turniej okazał się dla mnie szczególny.

My story

Teraz będzie trochę nostalgicznie, trochę motywacyjnie, ale od serca. Jednak niezainteresowanych historyjkami zapraszam do kolejnego rozdziału : ) Zacząłem przygodę z Magiciem na Pyrkonie, sześć lat temu, w 2011 roku. Zabawę z pisaniem zacząłem na Psychatogu dwa lata później. Szmat czasu. Od tamtej pory napisałem trochę tekstów. Nie żeby jakoś bardzo dużo, bo to w końcu pisanie hobbystyczne, w wolnym czasie, ale jednak by się ich parę zebrało. Niektóre były zgodne z tym, z czym zawsze postrzegałem portal – z pomaganiem innym w rozwoju umiejętności i wygrywaniu gier. Inne były bardziej luźne, okołomagicowe. Te nie podobały się wszystkim, bo początkowo Psychatog miał niby być nastawiony właśnie na pro play i tę poprawę skilla graczy, a nie historię sliverów czy magicowe historyjki. Swoich fanów też jednak znalazły.

Oczywiście, uważam, że potrzebne są i jedne, i drugie. Nie bardzo widzę innych, którym by się to chciało robić po polsku, więc staram się wypełnić lukę swoimi artami. W ten sposób, mam nadzieję, pomagam rozwijać się temu kosztownemu hobby w naszym kraju. W ten sposób dzielę się też radością, jaką mi przynosi granie. To moja cegiełka, którą dorzucam do społeczności magicowców, odwdzięczając się niejako za te dobre chwile i znajomości, których doświadczyłem. Jedni grają o Pro Pointy, inni chodzą na prereleasy, FNMy, wspólne granie w knajpach, wciągając w to nowych kolegów, jeszcze inni sędziują, organizują turnieje, spotkania graczy, a ja od czasu do czasu napiszę jakiś tekst. I chociaż nadal będę pisał o pierdołach (nienapisana historio goblinów, m.in. ciebie mam na myśli), to i tak najważniejsza dla mnie nadal będzie ta edukacyjna rola Psychatoga – analizy, primery i podobne materiały, które są pomocne w rozwijaniu się jako gracz.

Pamiętam też swojego pierwszego prerelease’a. To był Kraków, nieistniejący już dziś sklep, formatem było M12, tłok, harmider, masa ludzi, których nie znałem i w gruncie rzeczy pierwszy większy turniej, w jakim brałem udział (62 osoby). Poszło słabo, delikatnie mówiąc. Nawet nie myślałem, że aż tak słabo. Dopiero jak sprawdziłem na stronie z wynikami, to się o tym przekonałem. Wygrałem jeden mecz na siedem rund, zająłem 60 miejsce. Ale to było dobre doświadczenie, atmosfera rywalizacji i dobra zabawa z nowymi kartami spodobały mi się na tyle, że wciągnąłem się w Magica.

Następne pre, w łódzkim GameLordzie, poszło zdecydowanie lepiej, choć poprzedzone było sankcjonowanymi eventami, w których właściwie miałem same lossy. W Łodzi byłem czwarty. Potem? Znowu niemalże same przegrane, choć jeszcze w 2011 trafił się jeden wygrany turniej modernowy na 12 graczy, w którym grałem deckiem do Standardu. To było fajne uczucie, zająć pierwsze miejsce na turnieju, ale powiedzmy sobie szczerze – ranga żadna. Potem zdarzyło się parę podobnych wyników, ale i tak „loss” dominowało, nawet jeśli na pre Avacyn Restored poszczęściło mi się i w turnieju na 44 osoby poszedłem 4-2 i zająłem 10 miejsce. Czasem trafi się samograj jak ślepej kurze ziarno. Najbliżej pierwszego miejsca w tamtym czasie byłem w Kielcach na pre M13. Byłem tam drugi. Turniej miał kameralny charakter. 10 osób tylko, jak FNM, ale jednak pre. Ta druga pozycja zostawiła wszakże spore poczucie niedosytu. Nie chodziło nawet o nagrody – te zawsze fajne – ale o sam fakt, że przez procenciki i układ meczy wylądowałem na drugim najlepszym miejscu. Wspominam o tym, bo ten „odebrany” win zrodził we mnie pragnienie wygrania prerelease’a. W jakimś sensie odzyskania miejsca, które mi się należało, bo było tak blisko. To było dla mnie trochę jak zajęcie 9 miejsca na GP. Kiedy jesteś tak blisko, chcesz więcej. I wiesz, że cię na to stać. Poza okazjonalnymi FNMami nie szło mi jednak za dobrze.

Dopiero jak zacząłem pisać na Psychatogu, uczyć się od Obera i Sołtysa gry w limited, czytać artykuły magicowe, analizować swoje mecze i zagrania, to dopiero wtedy tak naprawdę zaczęły przychodzić sukcesy. Do tego doszło granie na MTGO. To też mi bardzo pomogło. Nie na tyle wszakże, aby przez długi czas przeskoczyć magiczne 4-3 na prereleasie. Po drodze było GP, ale mniejsza z nim – ważne że w końcu wraz z M15 przyszło Top 8, konkretniej 4 miejsce. Fate Reforged (Khansy mnie ominęły) dał mi trzecie miejsce, a Dragons of Tarkir piąte. Originsy poszły słabo, ale za to Bitwę o Zendikar znowu ukończyłem na czwartym. Do Top 8 zawitałem jeszcze na ósmym miejscu przy okazji EMN. Pozostałe – OGW, SOI i Kaladesh poszły tak sobie.

Ten przydługi wstęp miał rzecz jasna dać odpowiedni kontekst temu, co zaraz napiszę. Zresztą, jeden obraz lepszy jest niż tysiąc słów, a zatem:

prerelease aether revolt w Kielcach, final standings

Photo by Michał Obara

Tak. Udało mi się. W sumie poszło nawet lepiej niż to wynika z punktacji, ale o tym za chwilę. Co ważne, to że ten mały sukces nie byłby możliwy bez pisania na Psychatogu i nie przyszedł od razu. Owszem, na samym turnieju miałem też sporo szczęścia, ale liczy się końcowy wynik. Mam też nadzieję, że dla Was, czytelników, Tog spełnia podobną rolę, bo nadaje to sensu naszej pracy. Mam nadzieję usłyszeć kiedyś, że dobry wynik, to w jakimś stopniu dzięki naszym analizom, naszym tekstom, albo chociaż dzięki naszym zachętom do grania, konsekwencji w dążeniu do celu i wiary we własne możliwości. Oczywiście im lepszy wynik, im trudniejszy turniej podbijecie, tym lepiej. W końcu jak mierzyć, to wysoko, a jak życzyć, to jak najwięcej.

Rewolta Aetheru – prerelease w Kielcach

Wracając jednak do mojego zestawu, wcale nie było łatwo. Nie chodzi mi tylko o gry, ale już samo składanie kart z poola. Z jednej strony, zestaw nie był najlepszy, z drugiej dawał trochę możliwości. Grunt, że nie wiedziałem na starcie, co składać. Dostałem takie coś:

Prerelease Aether Revolt:

Białe (10)
Niebieskie (10)
Czarne (14)
Czerwone (14)
Zielone (13)
Multi (4)
Bezkolorowe (19)
Landy (1)
Pobierz decklistę w formacie:MWSMTGOCockatrice

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to promkowy Aid from the Cowl. Powiedzmy sobie szczerze – mogłoby być dużo lepiej, ale grałbym tym, gdybym miał odpowiedni deck. To zielona erka, a kolor ten ma solidne kreatury – jest to jakiś plan na grę, zwłaszcza jeśli wsparty jest servami, Implementami czy innymi tanimi artefaktami, a w decku są duże świnki. Po pierwszym boosterze wyglądało zresztą na to, że chętnie takie GW Revolt będę składał. W paczce znalazło się parę fajnych białych i zielonych kart oraz Renegade Rallier. Wydawało mi się, że już na starcie mam wyznaczony kierunek.

Niestety, nic z tych rzeczy. Szybko się okazało, że biały jest za krótki, choć ma parę grywalnych kart. Mina rzedła mi też coraz bardziej wraz z kolejnymi otwieranymi erkami. O ile Aethersphere Harvester na starcie cieszył, to już ani Glint-Sleeve Siphoner, ani Pia Nalaar nie pasowały do planu z GW. Kolejny Aid from the Cowl i Secret Salvage wcale nie poprawiały sytuacji, a Dubious Challenge mnie wręcz dobił. Nie wyglądało to imponująco. Wyciągając takie karty na pre można poczuć rozczarowanie. Każdy w końcu liczy na jakieś bombowe erki i mythiki. Albo chociaż na coś, co zwróci zestaw w kasie.

Na szczęście dużo lepiej wyglądała sytuacja z commonami i uncommonami. Liczba removalu i w miarę sensownych stworów mnie satysfakcjonowała. Zasugerowałem się przy tym tymi Cowlami, że można by próbować wokół nich budować deck i trzeba zielony uznać za bazowy kolor. Nie wiem czy to był błąd, bo kolor ten w AER nadal jest silny, a ja miałem w nim całkiem dobre karty z małym tematem counterkowym i rozsądną krzywą. Wpłynęło to jednak na cały proces deckbuildingu, nawet jeśli ostatecznie Cowli nawet nie próbowałem wkładać do decku.

Zresztą, cały problem nie polegał na tym, że nie mam czym grać, ale że nie wiem, co będzie najlepszym wyborem. Po białym szybko odrzuciłem niebieski, choć i on miał niezłe karty. Też był za krótki. W efekcie zostałem z trzema równorzędnymi kolorami, z których każda kombinacja, szczególnie w połączeniu z artefaktami, sprowadzała się do trudnych wyborów co uciąć, a co zostawić. W każdej było więcej jak 23 karty.

Zacząłem od wersji BG, która skłaniała do grania sensowną krzywą (z naciskiem na 2-dropy, w tym szczura [czyt. Aether Poisonera] i syfoniarza), removalem i drobnymi counterkowymi synergiami (Constrictor!). Za dobrze to wyglądało, abym przyglądał się czemu innemu. Wyszło mniej więcej coś takiego:

pokaż / ukryj

BG

 

To orientacyjny spis, składany już w domu, więc parę rzeczy różni się w stosunku do tego, co składałem na żywo. Zamiast Machinacji był Universal Solvent, w slocie za jeden siedział mi Fourth Bridge Prowler, w piątce próbowałem wciskać Reservoir Walkera, a do tego – mimo wszystko – żal mi było tych Aid from the Cowl. Nie bardzo było jednak pod co je wsadzać.

Powyższa wersja całkiem mi się podoba. 4 sztuki removalu, sztuczka, draw, dość silne stwory i całkiem niezła krzywa, która wszakże bazuje trochę zbyt mocno na 2-dropach. To, co jest tu słabe, to dropy za 3. To nie są złe karty, ale Leopard trochę nie ma wsparcia, Salvagerowi brak fajnych rzeczy do poświęcania. Na pre trochę za bardzo kombinowałem i obawiałem się nie wystarczających synergii. Ponadto, brak tu jakiejś naprawdę mocnej, gambreakerowej rzeczy. Kawaleria jest spoko, ale wolałbym mieć coś bardziej wpływającego na grę niż Cowl Prowler.

Może i bym w tym GB został, ale chciałem jeszcze sprawdzić alternatywę w postaci RG. Na reda zwróciłem uwagę przez świnkę. Outland Boar ma świetny koszt i statystki. Mój czerwony miał też świetne trójki z niezłymi statystykami. Szybko powstało coś takiego:

pokaż / ukryj

RG

 

To równie solidny spis co poprzedni, a przecież w odwodzie miałem jeszcze m.in. 2x Frontline Rebel, Universal Solvent, Aetherstream Leopard, Precise Strike, Welder Automaton, Cowl Prowler. To zresztą przyczyniło się do tego, że jednak z RG zrezygnowałem. Ono jest fajne, ale nie mogłem do końca zdecydować się na konkretny spis. Nie bardzo mogłem pogodzić się z małą liczbą artefaktów, co przydałoby się pod Smashera i Pię Nalaar. Kombinowałem więc z tym Reservoir Walkerem. W powyższym spisie może zresztą być sens wymienić coś na czerwonego automatona lub Strike’a. Czegoś mi jednak tu brakowało. Cały czas miałem na oku czarny removal, Siphonera i inne dropy za 2 w tym kolorze. Trudno mi było z tych kart rezygnować. Czerwony zaś miał świetne trójki i removal. Postanowiłem więc spróbować BR i na niecałe 10 minut przed końcem czasu na stole leżało przede mną coś takiego:

pokaż / ukryj

BR Aggro

Z tej wersji też nie byłem zadowolony, ale spodobała mi się krzywa. Spodobała mi się liczba removalu. Gorzej z liczbą stworów, ale Fourth Bridge Prowler wydał mi się ostatecznie zbyt słaby, a Defiant Salvager za mało synergiczny. Ten ostatni może i by został w decku, ale dałem się przekonać, że jednak warto grać Pyrohelixem. Fakt, że zastanawiałem się, czy tę kartę wsadzić, najlepiej świadczy o tym, jak trudny był cały proces składania tej talii. Wiedziałem, że warto tym grać, ale za dużo elementów walczyło ze sobą o miejsce. Tu jest przecież 11 non-creature spelli! Zresztą, Salvager pozwalał mi na przykład nieco pewniej czuć się z możliwością odpalania Revolta. Jego brak utwierdzał mnie w przekonaniu, że jednak warto grać Machinacją Gontiego. To zaś się zazębiało z Siphonerem i Harvesterem. Jednocześnie nie musiałem już na siłę szukać kart na dopych, aby lepiej działały z Salvagerem. Zarazem traciłem liczbę kreatur, osłabiając moje wehikuły. To między innymi przez to Irontread Crusher nigdy nie był opcją w decku. Mając dwa lepsze pojazdy, sporą liczbę non-creature spelli, nie bardzo mogłem dopychać kolejnego samochoda.

Mówiąc na boku, to właśnie wydaje mi się największą zaletą Aether Revolt. Set oferuje tak wiele różnych synergii, że składanie optymalnej talii może być wyzwaniem i przyjemnością. Może nie każdy sealed pool będzie równie atrakcyjny jak mój, ale wybieranie picków na drafcie będzie prawdziwą sztuką. Jest mnóstwo małych decyzji, które musimy podjąć i często będą to opcje tak samo dobre. Zupełnie jak w Kostkach. Oczywiście, Aether Revolt szybko wpadnie w schematy, bo nie jest równie głęboki jak Cube’y, jak każdy normalny dodatek, ale potencjał na wiele niepowtarzalnych gier jest spory. Może i z czasem set się ustabilizuje, ale odkrywanie go będzie naprawdę fajne.

Wracając jednak do mojego spisu, zastanawiałem się nad nim do ostatniej chwili. Siadając do pierwszej gry, byłem raczej sceptycznie nastawiony do perspektyw całego pre. Miałem tylko nadzieję, że dobrze przeczytałem agresywny charakter środowiska i postawienie na szybkie, tanie aggro wsparte removalem nadrobi power level kart i moi przeciwnicy nie będą w stanie nadążyć. Takie miałem wnioski z analizy. Pamiętałem też o graczu, który na poprzednim pre w Kielcach, tym z Kaladeshu, otworzył ponoć słabą, ale agresywną paczkę i bez problemu doszedł do topa. Pomyślałem, że może uda się pójść w jego ślady.

Szybko okazało się, że mam w rękach bardzo efektywny deck. Nie to, żeby wygrywał sam z siebie; po drodze – jak pisałem – musiałem mieć sporo szczęścia. Ot, na przykład pierwsza gra: mój przeciwnik zagrywa Aradara Express i Maulfist Doorbustera. Ja jednak czuję, że jestem już w kolejnym meczu, bo mam Destructive Tampering na ręce. Wystawiam więc kolejne stwory i naciskam, bo opp wszystkiego mi nie zablokuje, Maulfistem nie zablokuje, a jak coś stracę pod ekspres, to i tak zabijam w kolejnej. Życie przeciwnika spada na 13, oddaję turę i tu kluczowa spraw – opp atakuje mnie ekspresem, rzucając jakiś czar, ekspres dostaje lifelinka. Punkty życia wracają z 13 na 22. Wydawałoby się, bezpieczny bufor, ale w ataku w kolejnej turze wygrywam. Gdyby jednak mój przeciwnik odpalił pociąg, zagrał trzymany na ręce Monstrous Onslaught, to bym się składał i gralibyśmy trzecią. Wyzerowałby mi cały stół. Moje stwory miały dokładnie 8 toughnessu.

gontis machniations prerelease aether revoltInnym razem szczęście polegało na tym, że opp – mimo mocnego zielono-niebieskiego decku – tak dobierał, że nie zagrał za dużo. Mulligan też nie pomógł, ale mój deck by na tyle agresywny, że takie wolniejsze rozdanie mocno skarcił. Jeszcze innym razem opp grał aggro deckiem, mirrorem w zasadzie, który akurat się zaciął, a Yahenni’s Expertise doszło za późno. Z ekspertyzą miałem zresztą dwie takie sytuacje, tylko za pierwszym razem nie została zagrana, a za drugim co prawda w stół weszła, ale ja miałem Untethered Express z Siege Modification i jednym czy dwoma counterkami.

Najbardziej kluczowa i najbardziej emocjonująca gra w całym turnieju to była druga gra drugiego meczu (w pierwszej miałem mana screw). Trzymałem się w niej tylko i wyłącznie dzięki Gonti’s Machinations, Aethersphere Harvester i dobieraniu idealnie odpowiedzi na to, co zagrywa przeciwnik. Przez kilka tur trzymałem się na przykład dwóch życia, mimo ataków oppa, bo kombajn był w stanie dobierać życia (i jeszcze pingowałem przy okazji ze Spireside Infiltratora). Jak w pewnym momencie zobaczyłem Exquisite Archangela, to z topa dobrałem Tidy Conclusion. Napociłem się ile wlezie, ale w końcu to ja zdobyłem przewagę. To było jak obrona Częstochowy, ale się udało. Do końca rundy zostało 5 minut. Kolejną grę skończyliśmy w półtorej. Raz, że dość szybko graliśmy, a dwa, że po prostu ułożyłem pasjansa i wygrałem w dwóch atakach.

Najmniej wysiłku przyniosła mi piąta runda. Splitnęliśmy tam, ale i tak zagraliśmy cały mecz. W obu grach dostałem jednak Untethered Express i Siege Modification, a opp nie miał na to odpowiedzi. Wystarczyło trochę agresji na początek, a potem już dobijałem pociągiem.

W gruncie rzeczy zaskoczyła mnie efektywność talii. O jej sile niech świadczy to, że trzymam w tej chwili przed sobą kartkę z zapisywanymi życiami i po stronie oppa wygląda to np. tak:

  • OPP: 20->18->12->21->14->X

Albo u innych oppów tak:

  • OPP: 20->18->14->X
  • OPP: 20->18->9->X
  • OPP: 20->18->17->16->5->X (to pingowanie po jeden tutaj to efekt Spireside Infiltratora)
  • OPP: 20->13->4->X
  • OPP: 20->15->6->X

Nie w każdej grze było tak łatwo, ale kiedy deck działał, to wystarczyły dwa-trzy ataki, aby wygrać. Najlepsze karty? Zdecydowanie wybijał się Untethered Express. Jak wchodził, to kończył gry. Pierwszy pick i podejrzewam, że nie ma wielu lepszych opcji w całym secie. Prawdziwy Mythic Uncommon. Z wyróżnianiem pozostałych kart jest trochę gorzej, bo albo ich siła bierze się z synergii między nimi, albo są one dość wymienne – różnica między Embraal Gear-Smasherem a Salivating Gremlinsami jest praktycznie żadna.

Na pewno sprawdził się jednak point removal w postaci Pyrohelixa (obviously), Demolition, rewolucji Chandry i Tidy Conclusion. To jednak wynikało też z tego, że po wystawieniu stworków korzystałem z ataków wroga, paląc mu świeżo wystawioną kreaturę i napierając narzucałem tempo. Z tego względu dla mojej strategii ważny był Destructive Tamperings. Niszczenie artefaktu było tu tylko dodatkową opcją, bardziej chodziło o nieblokowalność. Świetnie działało kombiące się Gonti’s Machinations, Glint-Sleeve Siphoner i Aethersphere Harvester. Siphoner jest na tyle dobry, że domaga się osobnej wzmianki. Karta ta, kiedy wchodzi w tym formacie w drugiej turze, a opp nie ma jakiejś pyrohelisy od razu, to niemal od razu zwraca kartę. Większość decków w drugiej i trzeciej turze ma jednego stwora. Jak opp ma więcej, to efekt jest taki, że przynajmniej karta ta powstrzymuje go od ataków. Z Gonti’s Machinations to jest fabryka energii i kart.

Poza tym wspomnieć muszę o Spireside Infiltratorze, bo na to zasługuje. To jego pingowanie w jednej z gier zabrało oppowi pięć życia i to za samo tylko odpalanie samochodu do bloku. Zresztą, nie mogłem atakować, to chociaż budziłem auto i w ten sposób strzelałem za jeden co turę. Dobra rzecz (trochę podobnie działał Automaton, ale obie karty dzieli przepaść). Istotne były też dwie kreatury, Brazen Scourge i Snare Thopter, które dzięki haste mocno podkręcały tempo. No i wreszcie Siege Modification – combogenny z pojazdami, a i ze zwykłymi stworami sprawiający dużo problemów. Często bałem się 2 za 1, ale to była karta, która bardzo pomogła mi wygrywać. W secie nie ma wielu enchant-hejtów, więc ryzyko sprowadza się do licznego creature removalu. Warto jednak zauważyć, że po wstawieniu ekspresu czy Harvestera przeciwnicy skupiali się na zabijaniu kreatur. Kiedy więc już zagrywałem Modyfikację, to nie mieli odpowiedzi. Albo po prostu wstawiałem to w późniejszych turach, a nie od razu i to moment zagrania był kluczowy, jako że przeciwnik był zdany na topa. Tak czy siak, choć na draftach może być to słabsze, ta karta jest niezła.

Co zawiodło? Live Fast, ale bardziej dlatego, że doszło w chwili, gdy miałem 2 życia. Nie było okazji, aby naprawdę ją wykorzystać. Jak bym miał jednak cokolwiek w decku zmieniać, to może właśnie to na jakiegoś stwora. Poza tym Vengeful Rebel. Muszę jednak uczciwie powiedzieć, że ten jego trigger jest w moim decku bardziej okazyjny i po prostu karta dochodziła nie w porę. Rebel jest silny, ale wcale nie jest tak łatwo nim coś ustrzelić. Przynajmniej nie u mnie.

Podsumowanie

Jeśli chodzi o sam format, to wbrew temu co niektórzy twierdzili, wcale nie sądzę, aby faktycznie zwolnił. Może taki miałem deck, ale mam wrażenie, że generalnie jest – tak jak pisaliśmy w analizie – bardzo podobnie do Kaladeshu. Może różnica będzie odczuwalna na draftach, ale nie w sealedach. Warto mieć w decku choć jeden removal na artefakty. Myślę, że na draftach może to być nawet jeszcze ważniejsze, bo dla UB, UR i RB artefakty mają pierwszorzędne znaczenie, a pozostałe połączenia kolorów i tak chętnie wrzucą jakiegoś parowoza do talii. Nie wyczułem, aby były jakieś lepsze i gorsze połączenia kolorów, ale jednak pre to niewiele gier. Obecność 3 BR w topie o czymś jednak świadczy, a nie wiem, czy nie było ich więcej. Jestem pod dużym wrażeniem siły uncommonów. Miały one wielkie znaczenie na mój deckbuilding i ostateczny charakter decku. Większe na pewno niż erki.

Wygrane pre dodało mi trochę wiatru w żagle. Wróciłem do paupera, zacząłem bardziej śledzić T2 i szykować się do wejścia w ten format, a także rozglądam się trochę za turniejami na żywo. Nie wiem jednak na razie, co dalej. Kwestie finansowe są dla mnie w tej chwili największą przeszkodą. Czas też jest pewnym ogranicznikiem i nie mam w pobliżu żadnego większego sklepu z kartami by regularnie grać live. Nie wyznaczam sobie celów na przyszłość, napisałem jednak, że zdobycie drugiego miejsca rodzi apetyt na więcej. Prawda jest taka, że jak zdobędzie się pierwsze, to ten apetyt wcale nie znika. Skoro udało się pre, to teraz czekają kolejne, większe wyzwania. Moment na ich określenie przyjdzie jednak za jakiś czas.

Póki co ważniejsze jest dla mnie to, co pisałem na początku – czyli działanie na Psychatogu i pomaganie w rozwijaniu się innych graczy, choćby miało to polegać tylko na wskazywaniu co ciekawszych tekstów w przeglądach. I ten tekst też mam nadzieję, że jakoś w tym pomaga, pokazując na moim przykładzie, że ta wygrana (topka czy inny dobry wynik) kiedyś może być także i w twoim zasięgu. No bo skoro ja mogę, to czemu nie Ty?

Więcej zdjęć z pre możecie zobaczyć w facebookowym albumie kieleckiego Wargamera. Autorem zdjęć jest Maciej Urban.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze